Dysleksja z punktu widzenia mamy

Dysleksja z punktu widzenia mamy

Podobno kiedyś nie było dysleksji, dysortografii i dyskalkulii, a ludzie jakoś żyli, uczyli się i dawali sobie radę, bo musieli. Tak twierdzić mogą tylko ci, którzy sami nie doświadczyli poważnych problemów z nauką, a los oszczędził im dzieci z podobnymi zaburzeniami.

W rzeczywistości w klasach zawsze zasiadali uczniowie, którzy ani w ząb nie mogli przyswoić sobie zasad poprawnej pisowni oraz tacy, którzy na lekcjach kaligrafii dostawali razy linijką. Niektórzy nigdy szkoły nie skończyli, bo uznano ich za zbyt tępych lub leniwych.

Tymczasem dysleksja rozwojowa wcale nie oznacza ani niskiego poziomu inteligencji, ani tym bardziej wrodzonego lenistwa

Obecnie wiemy także, że nie wynika ona z patologii środowiskowej, uszkodzeń mózgu lub niepełnosprawności intelektualnej ani z zaniedbań dydaktycznych.  Przyczyny dysleksji mogą być różne, ale najogólniej mówiąc, są to różnego rodzaju nieprawidłowości w rozwoju podstawowych funkcji poznawczych, np. jego nieharmonijność lub zaburzona integracja.

Kiedy wszystko przebiega prawidłowo, w pewnym momencie dziecko samo chce nauczyć się czytać. Wielu uczniów zaczyna szkołę opanowawszy wcześniej tę sztukę i prawidłowo kreśląc litery. Są jednak dzieci (według statystyk ok. 3-4 w każdej klasie), które nie są gotowe na naukę pisania w momencie, gdy wymaga tego od nich szkolny program.

Jeśli praca, którą wykonujemy, przychodzi nam z trudem, a ktoś ciągle wytyka nam błędy mimo naszych wysiłków, zniechęcamy się.

To samo dotyczy dzieci, które z różnych przyczyn mają ponadprzeciętne kłopoty z opanowaniem sztuki czytania i pisania.

To bardzo trudna sytuacja zarówna dla dziecka, jak i rodzica, którzy wspólnie muszą poradzić sobie z rosnącą presją otoczenia i własną ambicją. Jako mama chłopca ze znacznie opóźnionym rozwojem mowy, który ewidentnie w pierwszej klasie nie był jeszcze gotowy na naukę literek, bardzo przeżywałam rozgoryczenie dziecka. Jego łzy przy odrabianiu lekcji były naszą codziennością. Martwiłam się, jak moje „niezdolne” dziecko poradzi sobie z dalszą nauką i czy w ogóle będzie zdawać z klasy do klasy. Mimo stałej współpracy z logopedą a później także pedagogiem szkolnym, nauka była ciągłym źródłem frustracji i niepokoju. Na szczęście nie w każdym przypadku sytuacja wygląda tak dramatycznie, ale mam świadomość, że niejedna mama czy ojciec ma podobne doświadczenia.

Chcę się podzielić z Tobą kilkoma spostrzeżeniami. Może okaże się, że pomogą Ci w walce z dysleksją albo innymi trudnościami w nauce.

  1. Jeżeli martwisz się, że Twoje dziecko wciąż odwrotnie stawia literki i nie trafia w liniaturę, gubi się w czytanym tekście lub czujesz, że nie nadąża za wymaganiami szkoły, nie zwlekaj z diagnozą. Im szybciej uda się zapewnić mu pomoc w poradni, tym lepiej. A może przydatna okaże się terapia integracji sensorycznej? Spróbujcie.

  2. Stymulowanie różnych obszarów mózgu przez aktywności, które sprawiają dziecku radość, może pomóc także w rozwiązaniu jego problemów z nauką. Ludzki umysł potrafi kompensować sobie pewne braki w niespodziewany sposób.

  3. Jeżeli zmagacie się z trudnościami w nauce, chcę Ci dać nietypową radę: odpuść trochę. Prawdopodobnie i Ty, i Twoje dziecko, jesteście zmęczeni codzienną walką i potrzebujecie więcej przestrzeni na swobodne bycie razem oraz rozwój w innych, pozaszkolnych dziedzinach.

  4. Pamiętaj – to, że Twoje dziecko z czymś sobie nie radzi, nie znaczy, że Ty jesteś złym rodzicem, ani że z Twojego dziecka nie wyrośnie wartościowy człowiek. Dzieci z dysleksją często mają niższą samoocenę, nie wierzą w swoje możliwości, myślą, że są głupie. Doceniaj pracę, którą syn lub córka wkłada w naukę, nawet, jeśli efekt jest mizerny. Nie karz i nie gań za błędy, ale spróbuj umocnić w nim (lub niej) przekonanie, że jest super ważne, zdolne, kochane i nie musi być świetne we wszystkim. Ważne, że się stara. 

  5. Swobodne czytanie ma zbawienną moc. Nie mam na myśli zadanych szkolnych lektur, ale takie, które faktycznie licują z zainteresowaniami młodego czytelnika. Na początku im krótsze, prostsze i z większymi literami – tym lepsze. Nie przejmujcie się tym, że jakaś pozycja jest dedykowana młodszym – to naprawdę nieważne. Nagradzaj i chwal – za każdą przeczytaną stronę, rozdział, cokolwiek; za fragment przeczytany na głos.

Po latach mogę napisać, że syn, który kiedyś szczerze nienawidził czytania, pożera książki, pisze oryginalne wypracowania (z błędami, a jakże) i z własnej woli sięga po naprawdę trudną literaturę. Błędów jest znacznie mniej niż kiedyś, ale ani on, ani ja, nie przejmujemy się tym tak, jak dawniej. Cieszę się, że chętnie przelewa swoje myśli na papier, i mam świadomość, że samodzielność myślenia i wyobraźnia są warte w dzisiejszym świeci więcej, niż kaligraficzne i bezbłędne pismo.

Joanna Engel

Joanna Engel

Osoba o wyjątkowo dobrym widzeniu peryferyjnym. Projektując i rysując zerka, co robi czwórka jej dzieci. Poszukiwacz piękna w codzienności i niestrudzony wędrowiec, który z wózkiem lub przyczepką rowerową przemierza lasy i bezdroża.

asia@miastodzieci.pl
Zapisz się na cotygodniowy newsletter z wydarzeniami w Twoim mieście i odbierz eBook za darmo!

wybierz eBook dla siebie

Zobacz także