Alicja w krainie czarów w Teatrze Roma. Recenzja

Alicja-w-krainie-czarów-w-Teatrze-Roma

„Alicja w krainie czarów”, ooo miło… pomyślałam, gdy dostałam wejściówki na próbę generalną.
„Alicja w krainie czarów”… zaraz, zaraz… Ale jak to spektakl? Jak?
I tu przed oczami przewinęły mi się sceny, które pamiętam z książki. Wszystkie bardzo dalekie od twardej rzeczywistości, żeby nie powiedzieć ′totalnie odjechane′.
Ależ ten reżyser odważny! – myślałam w drodze do Romy.

Film o Alicji da się zrobić, efekty specjalne, montaż, te sprawy i nasza Alunia może się kurczyć i powiększać do woli. Ba! Nawet króliko-człowiek może wyglądać niezbyt groteskowo.
Ale w teatrze? W teatrze!?

Moja ciekawość rosła…

Weszłyśmy (ja i piątka nie do końca moich dzieci w wieku różnym). To moje pierwsze kroki na Scenie Novej. Mała taka, nieprzystająca do obrazu Teatru Roma, który tkwił gdzieś w mojej głowie, ale przecież bycie blisko scen rozgrywających się w trakcie spektaklu bywa miłe, bardzo miłe.

Czekamy, napięcie przyjemnie rośnie, na scenę … wybiega człowiek z ogromną futrzastą głową królika, zaczyna tańczyć i podrygiwać. Osobliwe.

Pojawiają się też inni ludzie z równie wielkimi, równie owłosionymi (były też opierzone), zwierzęcymi głowami i jeszcze dziewczynka w cudnej, błękitnej sukience (zdecydowanie wyróżniała się w tej całej ferajnie).

Patrzę, słucham piosenek i osuwam się coraz niżej na fotelu ukradkiem zerkając na moje towarzyszki. Dwie (na pięć) były już w połowie drogi z fotela na podłogę (znudzone, rozczarowane prostotą przekazu). Przez cały czas wokół pląsają wielkie pluszowe głowy z doczepionymi ciałami aktorów.

Kostiumy raczej przypominają te należące do prymitywnych wizualnie bohaterów Ulicy Sezamkowej, niż dzieło na miarę XXI wieku. Zdecydowanie oczekiwałam czegoś bardziej wyrafinowanego, tak choć troszeczkę. Może bardziej abstrakcyjnej i symbolicznej koncepcji, mniej oczywistych przebrań.

Błąd jednak popełniłam ja, zabierając na spektakl dzieci 7,9,10 i 12-letnie.

Ot po prostu zdecydowanie są zbyt dorosłe na tę adaptację. A jako, że sama mam jeszcze więcej niż 12 lat, nie byłam w stanie z zapartym tchem zachwycać się Alicją.

Chociaż… przyznaję, parsknęłam śmiechem, gdy z wnętrza wielkiego, nadgryzionego grzyba wychyliła się zielona gąsienica z głową pokrytą bujnymi dreadami i fają wodną w ustach, a z głośników poleciało niczego sobie reggae. Pomyślałam wówczas, że jednak o dorosłych nie zapomnieli, wstawili jedną scenę właśnie dla nich.
A gdy ów gąsienica zaczęła się głupkowato podśmiewać i krztusić dymem, miałam już poważne wątpliwości w kwestii oceny wieku grupy docelowej, bo może cały spektakl jest dla dorosłych?
Ale nie, niezbyt wyszukany żart zakończył część dla "widzów dojrzałych".

Efekty ′specjalne′ (bez nich przecież nie da się stworzyć niemetaforycznego obrazu o Alicji) jawiły się dość groteskowo, jak choćby stolik z wydłużającą się nogą (mający zobrazować nagłe zwiększenie rozmiaru dziewczynki) czy wielka łapa z tworzywa wisząca gdzieś nad sceną (też z serii ′Alicja się powiększa′). Sytuację jednak ratowała bajeczna gra świateł, które ślizgały się po scenografii i widowni tworząc magiczną atmosferę. Gdyby takie hologramy zostały szerzej wykorzystane w sztuce, mogłoby być naprawdę ciekawie. Pamiętacie morze łez z książki? Tu lustro wody zostało stworzone przy pomocy światła, które fantastycznie grało, gdy zanurzone w nim postacie machały rękami blokując przepływ wiązek światlnych i tworząc odpowiednio działające na wyobraźnię ′kręgi na wodzie′ .

Zróżnicowana muzyka to mocna strona tego spektaklu, począwszy od typowo musicalowych brzmień, po ostre metalowe riffy i wspomniane wyżej reggae.
Z tekstami już nieco gorzej, nie należą do tych, które się podśpiewuje po wyjściu z teatru, nie wpadają w ucho, nie ujmują przekazem, a ich powiązanie z treścią Alicji wydawało się mi momentami mocno wymuszone.

Jednak najmłodsi widzowie nie wyglądali na znudzonych czy zdegustowanych i to dla nich zapewne została stworzona ta sztuka.
Trzy, cztero i pięciolatki będą piszczeć z zachwytu na widok puchatego królika, a może nawet zanucą kilka piosenek, wyprawa do Teatru Roma na "Alicję w krainie czarów" może być dla niech zupełnie miła dla przedszkolaków, dla starszych już nie.

Jeszcze jakieś mocne punkty?

Pewnie! Aktorzy spisali się wyśmienicie, mocno zaangażowani w swoje role dawali z siebie wiele pomimo niekomfortowych przebrań (żółwich skorup, ciała ptaka dodo czy mojej ulubionej głowy królika). I mała Alicja została pięknie wpasowana w swoją rolę z dziecięcym głosikiem i wielkimi oczami.

Tylko gdzieś tam zabrakło ciekawego pomysłu na spektakl… ot taki drobiazg a jak wiele znaczy.

 

Anna Makowska
www.tropyprzyrody.pl

Zobacz także recenzje spektakli:
Senty-menty w Teatrze Młodego Widza
Zwierzątka Pana Ezopa

 

Autor tekstu : Anna Makowska



ZOBACZ TAKŻE:teatr