Stubarwny motyl – bajka relaksacyjna

Stubarwny motyl – bajka relaksacyjna

Bajka relaksacyjna na dobranoc do czytania motyl
„Dokąd pofrunął liść? Skąd wypływa strumyk? Kto obudził się jako pierwszy  uderzany promieniem rannego słońca? O czym śpiewa ptak? Nie wiem” – pomyślał stubarwny motyl. „Po co wiatr zmienia kierunek? Dlaczego przychodzi noc? ” – westchnął.

I wzbił się wysoko, a potem poszybował w dół, później w lewo i w prawo. Otwierał skrzydła i lekko zamykał tuż nad ziemią. Barwy falowały i znikały, żeby potem znów się pojawić wysoko, blisko słońca. Motylek lekko wirował i wirował; w górze wśród łąk. Często dołączały do niego inne owady. Tańczyły razem z nim. Jeden obok drugiego, jeden przy drugim.

Pszczoły leciały do ula. Śpieszyły się, żeby donieść ciepły nektar ze słońca i kwiatów. Rozgrzał się w czerwonych i żółtych kielichach. Kipiał nadmiarem lata. Był złoty i gorący, przejrzysty i pachnący. Będzie miód. Będzie cud.

Fioletowe ostróżki machały serdecznie łodygami i liśćmi. Dzwoniły do siebie i innych. Prężyły się ku słońcu. Otaczały róże żaglem rozkołysanych barw. Broniły ich zapachu i delikatnych płatków, zaróżowionych morelowych policzków, błyszczących barw. Zapraszały czerwone biedronki. Zapamiętywały wszystkie czarne kropki.

Po listkach bluszczyku skakały zielone pajączki. Goniły siebie i wiatr. Robiły fikołki. Stubarwny motylek patrzył i czekał. „Dokąd biegnie nić pajęcza?” – myślał i znowu wzdychał.

W głębokich tunelach wśród wysokich traw biegały mrówki. Niektóre taszczyły ciężkie pakunki, inne ciągnęły patyki. Szybko i jednostajnie spieszyły do mrowiska za domem. Trzeba zdążyć przed snem. Ocalić ten dzień. Raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy.

„Jak długo trwa lato? Dlaczego się czeka? Na kogo wygląda z daleka?” – myślał motylek, oddychał leciutko i składał skrzydełka wśród traw. Nie będzie tak stał. Musi tańczyć jak listek na wietrze, jak leciutkie piórko wśród traw.

Drzewa wygrzewały malutkie owoce, karmiły i otulały zielonymi listkami. Kołysały i uspokajały, szumiały i cichutko śpiewały jak chór wesołych os. Wyginały pień i przytulały szerokimi konarami. Luli, lu.

Śmieszne małe poziomki wystawiały nieśmiało głowy. Kręciły wątpiąco na boki. Czasem udawały biedronki albo zwinne stonki. Puszczały oko, błyszczały pod wiatr.

Stubarwny motyl rysował nóżkami koła w powietrzu, a potem je wycierał skrzydłami. Wachlował powietrze i głaskał. Koła toczyły się pod niebem, jakby miały spaść na trawę. Na koniec rozpływały się i znikały. Wtedy motyl zakreślał nóżkami nowe koła, które płynęły nad ziemią. Na koniec tonęły w słońcu i błękicie. Patrz.

Celina Zubrycka

Zapisz się na cotygodniowy newsletter z wydarzeniami w Twoim mieście i odbierz eBook za darmo! wybierz eBook dla siebie