Prawdziwy bohater – przygody psa Syfona

Przygody psa Syfona bajka dla dzieci na dobranoc

Dzisiaj Pani wróciła ze szpitala! To najwspanialszy dzień ze wszystkich psich dni.

– Idą święta, Syfonku! – wykrzyknęła radosnym głosem i klasnęła w dłonie.

Zupełnie nie wiedziałem, o co chodzi. Czy to znak, że coś wyjątkowego się wydarzy? Albo ktoś szczególny do nas przyjedzie? Może myszy? Ciekawe, na jak długo zostaną. Raczej za nimi nie przepadam, ale skoro Pani tak się cieszy, to może warto się do tej wizyty przygotować, żeby razem coś ciekawego porobić.

Natychmiast obwieściłem nowiny przy trzepaku.

– Myszy do nas przyjeżdżają.

– Ale po co? Nie mogą tak po prostu przyjść? – rzeczowo ocenił Wirus. – Podobno bardzo dużo kręci się ich w tym roku.

Pomyślałem, że ma rację.

– Oczywiście, że przychodzą… pewnie dlatego do nas, żeby mniej ich było tam, gdzie są teraz – dodałem szybko, żeby się nie wydało, że nie przemyślałem sprawy.

– To logiczne! – rzucił w biegu Wirus i znikł, jak to miał w zwyczaju. – Tylko po co wam myszy? – dopytywał w drodze powrotnej.

– Na święta, bo idą! – odpowiedziałem dumny, jak nie wiem co.

Pobiegliśmy przed siebie, gdzie nas łapy poniosły. Bieganie na oślep, to nasze ulubione zimowe zajęcie. Pani dzielnie nam kibicuje, chociaż to trudne w ciemnościach. Dziwi mnie, bo musi się bardzo nudzić patrząc z daleka, gdy inni tak dobrze się bawią.

Po powrocie do domu obydwoje padliśmy ze zmęczenia. Pani na kanapie, a ja przy drzwiach lodówki. Wiecie, tak na wszelki wypadek, gdyby miała zamiar mnie czymś poczęstować. Niestety nic nie dostałem, zamiast tego usłyszałem niepokojące dźwięki dochodzące zza okna.

– Cir, cik? Cir, cik?! – byłem pewien, że znam ten głos. Nie wiedziałem tylko skąd. Kiedy odkryłem tę tajemnicę, zerwałem się na wszystkie łapy i zacząłem szczekać.

– Hau! Hau! – musiałem wezwać na pomoc Panią. Pobiegłem do niej, a potem do okna. Tam i z powrotem, żeby zrozumiała.

– Syfon? Co ci jest, piesku? Dlaczego tak hałasujesz?

Pani najwyraźniej nie rozumiała powagi sytuacji.

– Hau! – Robiłem, co mogłem, żeby odczytała znaki, które jej dawałem.

– Uspokój się. Cicho – odpowiedziała tylko i nakryła się kocem. Zdenerwowany nie na żarty zacząłem go ściągać. Pani uparcie wyrywała mi go z pyska. Trwało to dobrą chwilę, aż zacząłem ujadać. Poirytowana wstała, żeby zgromić mnie wzrokiem. Jednak nieoczekiwanie podbiegła do okna i wykrzyknęła:

– Jejku! Jakie maleństwo!

– Hau! – odpowiedziałem zgodnie.

– To kanarek. Popatrz jaki, podobny do naszej Pućki! Nie może zostać na mrozie. – I zbliżając się do klatki, w której od dawna nikt nie mieszkał powiedziała: – Pućka by się ucieszyła. Oddamy jej domek. – Pani znalazła rozwiązanie.

Potem otworzyła klatkę, a następnie okno, odsuwając się na palcach w głąb pokoju. W odpowiedzi, ptaszek wleciał wprost do środka, by z zadowoleniem oznajmić:

– Cir, cik!

– Już jesteś bezpieczny. Ktoś nad tobą czuwał… – Pani uśmiechnęła się tajemniczo. – Na pewno tęsknisz do swojego domu. Nie martw się, jutro damy ogłoszenie, twój właściciel na pewno się niepokoi. Miałeś prawdziwe szczęście.

Po czym zwracając się do mnie, obdarzyła mnie najcudowniejszym spojrzeniem na świecie. Aż zamerdałem ze szczęścia. Wtedy powiedziała:

– To Syfon cię uratował! Mądry pies! Wiedziałam, że jesteś wspaniałym towarzyszem, ale nie miałam pojęcia, że prawdziwym bohaterem!

Pozostałe przygody psa Syfona można przeczytać w dwóch książkach: część pierwsza – Syfon, pies taki jak Ty! i część druga – Syfon i uczucia. Obie autorstwa Iwony Kamińskiej, wydane przez Wydawnictwo Czterolistne. 
syfon



Nowa kolekcja 5.10.15.

Zobacz także