Bajka o Misiu Łasuchu

fioletowy miś z bajki

Dawno, dawno temu, zupełnie nie dziś,
mieszkał w pewnym lesie malutki Miś.
Miał misiowy domek w pniu grubego drzewa,
jak to każdy miś dom swój w lesie miewa.
Miś sam nie mieszkał, żył z Rodzicami,
dużymi, poważnymi, mądrymi Niedźwiedziami.
A las, który otaczał ten domek misiowy,
w każdym niemal względzie był wyjątkowy.
Poza tym, że zielony był i pełen ptactwa,
działy się w nim różne bajkowe dziwactwa.
I powiem Wam w sekrecie, co się w lesie kryło:
wszystko co tam było, własnym życiem żyło.
Kwiaty miały buzie i pięknie śpiewały,
aż głosem ich rozbrzmiewał las nieomal cały.
Drzewa za to miały ciekawskie oczy,
by mogły obserwować, co się w lesie toczy.
Ale wróćmy do Misia, bo się właśnie budzi,
choć wstawać jeszcze nie chce i trochę marudzi.
Aż tu nagle z kuchni głos Mamy dociera
i chcąc nie chcąc Misio musi się ubierać.
Myje ręce, buzię, jedną, drugą nogę,
przy tym rozchlapując wodę na podłogę.
Lecz Go wręcz nie martwi mokre z wody bagno,
nim wróci ze szkoły to już wyschnie dawno.
Umywszy się i wytarłszy wcina śniadanie,
apetyt ma ogromny, więc nic nie zostanie.
Plecak jeszcze łapie i biegnie wesoły,
bo chętnie nasz bohater uczęszcza do szkoły.
Tam ma mnóstwo zabawy i kolegów bliskich,
długo by wymieniać tych przyjaciół wszystkich:
mamy tak więc jeża z ostrymi igłami
i dzikiego kota z długimi wąsami,
dwa małe dziczki – chyba bliźniaki,
które też należą do misiowej paki.
I jest jeszcze jelonek z krzywymi rogami,
co na nich lubi nosić plecak z książkami.
No i lisek jest też z kitą puszystą,
któremu w sekrecie można mówić wszystko.
A w szkole naucza stara Pani Sowa,
każdy na nią mówi: „Sowa Mądra Głowa”.
Bo wiedzę ma ogromną, niczym książek tysiąc
i wie chyba wszystko, mogłaby przysiąc.
Nasz Miś jest uczniem bardzo poczciwym,
tylko – jak to niedźwiedź – jest troszkę leniwy
i lekcje zadane, mimo szczerych chęci,
wypadają Misiowi po prostu z pamięci.
Gdy się wiersza uczy, taki tego finał,
że jeden wers wypowie, resztę zapomina.
I chociaż już długo uczęszcza do szkoły,
to pisać nie umie, bo stawia gryzmoły.
Ale Pani Sowa jest bardzo cierpliwa,
uczy Misia dzielnie, choć i ciężko bywa.
Misio też ma wady – bywa samolubny,
a to cecha, która daje efekt zgubny.
Ale jak to dzieci, przyznaj – ciężko nieraz,
pożyczyć zabawkę jak się bawisz teraz.
I Miś nasz miał jeszcze ciekawą słabość,
był bardzo łakomy, nigdy nie miał dość.
A lubił słodycze najbardziej na świecie,
jadł ich ile wlezie i w zimie, i w lecie.
A najczęściej w drodze, gdy wracał ze szkoły,
lubił też odwiedzać pracowite pszczoły.
I miodu wyprosić chociażby garstkę,
lecz zadowoliłby się też i naparstkiem.
I tak pewnego razu – po lekcjach – wesoły,
wracał nasz Miś mały do domu ze szkoły.
Śpiewał przy tym głośno razem z kwiatami,
w przerwach zaś rozmawiał z mądrymi drzewami.
Tu skoczył przez rzeczkę, tam kamień przerzucił,
obrócił się wkoło, przykucnął, zanucił.
I tak mu radośnie droga przebiegała,
gdy nagle do głowy wpadła myśl niemała,
a do głowy prosto z brzuszka Misia weszła
i głodem się po Misiu ogromnym rozeszła.
I burczała głośno echo w brzuszku czyniąc
a Miś myśli głodu nie mógł się wywinąć.
Same nóżki jego wiodły na polanę,
gdzie nektar zbierały pszczółki kochane.
Ostrożnie podchodzi, pyta pod nosem:
„Czy mógłbym dostać miodu, bardzo ładnie proszę”.
Pszczółki popatrzyły na Małego Misia:
„Czy Ty Misiu nie zjadłeś już za dużo dzisiaj?”
Na to nasz bohater kłamiąc głośno mówi,
że z domu wziął śniadanie, ale w drodze zgubił.
Pszczołom się zrobiło żal Misia Małego,
coś się naradziły i mówią do niego:
„Daj no Misiu Drogi na miodek naczynie,
postaw tu – pod drzewem a miodek popłynie”.
Miś się wnet rozejrzał po leśnej polanie
i zobaczył garnek w sam raz na śniadanie.
Znając jego łakomstwo, co zdrowiu nie służy,
garnek był za ciężki i do tego duży.
Kiedy jeszcze pszczoły miodu tam dolały,
Miś z tego wysiłku spocił się cały.
Ale pszczołom głośno, grzecznie podziękował,
ukłonił się, pomachał i w las powędrował.
Garnek z miodem słodkim ciążył w czasie drogi,
a Miś się potykał o swe własne nogi.
I idąc w skupieniu z wysiłku tak dyszał,
gdy nagle za sobą głos taki usłyszał:
„Witaj Misiu Mały, czemu błądzisz w lesie?
I co Ty tam takiego ciężkiego niesiesz?”
Miś się obejrzał niezwykle zdziwiony,
że został przez kogoś w lesie dostrzeżony.
I ujrzał za sobą, gdzieś między krzakami,
Jelonka ze szkoły z krzywymi rogami.
Jelonek w podskokach dogonił Misia:
„Cóż Ty mój kolego tak dźwigasz dzisiaj?”
A Miś rad czy nie rad w odpowiedzi jąka:
„Jedzonko” – mruczy cicho, patrząc na Jelonka.
A na to przyjaciel rzekł z serca szczerego:
„Ja Ci pomogę Kochany Kolego.”
Misiowi przez głowę myśl taka przebiega,
że chociaż Jelonek to przecież kolega
a jeśli Misiowi w dźwiganiu pomoże,
to miodu w nagrodę zażądać może.
I Misia łakomstwo wygrywa z ciężarem:
„Do domu Jelonku mam kroków parę.
Dam sobie radę, bardzo dziękuję”
– czerwieniąc się przy tym, wszak oszukuje.
Jelonek w podskokach znika gdzieś w dziczy –
„Do zobaczenia” – jeszcze Misiowi krzyczy.
A całą rozmowę podsłuchiwały,
drzewa te mądre, co w lesie stały.
Szumieć zaczęły i zgodnym głosem
karcą Niedźwiadka mrucząc pod nosem.
„Źle bardzo zrobiłeś Misiu nasz Drogi,
sam przecież czujesz, że bolą Cię nogi.
I bolą Cię ręce od tego dźwigania,
źle, że wyrzekłeś się pomagania.
Sam nie dasz rady, bo jesteś mały,
jak Ty doniesiesz garnek ten cały?”
A Miś nasz nie zmienia swojego zdania:
„Rączki i nóżki mam od dźwigania.
Dam sobie radę bez pomocnika” –
w tej właśnie chwili Miś się potyka.
A garnek z miodem z rąk mu wypada
i Miś jak długi się w lesie rozkłada.
Patrzy z rozpaczą na swoje jedzenie,
co wsiąka w kwiaty, mech i korzenie.
I z łezką w oku wnet szybko wstaje
i mruczy: „Ja się tak nie poddaje”.
I szczęście w nieszczęściu ma Miś nasz mały,
że garnek po miodzie pozostał cały.
Więc chwyta naczynie i biegnie co siły,
na ową polanę co pszczółki były.
I ze łzami w oczach do pszczółek się zwraca:
„Wiem pszczółki jak ciężka jest wasza praca.
Ale ten miodek co wyście mi dały,
tam niedaleko rozlał mi się cały.
I bardzo Was proszę o miodu garsteczkę,
czy mógłbym dostać chociaż troszeczkę?”
A pszczółki od drzew już się dowiedziały,
co w lesie zrobił Bohater nasz mały.
Więc między sobą coś uzgodniły
i tak do Misia się wszystkie zwróciły:
„Bardzo nam szkoda jest Misiu Drogi,
że się potknąłeś o własne nogi.
Ale pomocy przyjąć nie chciałeś
a sam też sobie rady nie dałeś.
Pamiętaj, że skutek zawsze jest zgubny,
gdy będziesz jak dzisiaj tak samolubny
i tak zachłanny na wszelkie jedzenie
i to dla Ciebie jest ostrzeżenie.
Postaw garnuszek, na miód się skusisz,
ale poprawę obiecać musisz!”
Miś zawstydzony miodu nabiera
i w wielkiej podzięce pyszczek otwiera:
„Ja uroczyście oświadczam teraz,
że samolubny byłem już nie raz
ale od dzisiaj już się poprawię
i chęci szczere do tego jawię”.
I w rączki pochwycił nasz Bohater mały,
wypełniony miodem garnuszek cały.
I bardzo ostrożnie kroczy po lesie,
bo jakże cenny smakołyk niesie.
I patrząc pod nogi na wszelkie przeszkody,
omija uważnie kamienie i kłody.
I w pełnym skupieniu wytęża oczy
aż nagle z krzaków Jelonek wyskoczy:
„Ty jeszcze dźwigasz?” – pyta się Misia,
bo przecież widział go w lesie dzisiaj.
„Ciężko Ci idzie, może pomogę?
Razem jest szybciej pokonać drogę”.
Miś na to rzecze grzecznie do niego:
” Z nieba mi spadłeś Drogi Kolego.
Razem jest łatwiej, a będzie mi lżej,
chętnie skorzystam z pomocy twej.”
Obaj na spółę garnek chwycili
i powiem Wam szczerze słuchacze mili,
że wnet do domku Misia dobrnęli,
bo ciężar miodu na pół się dzielił.
A morał tej bajki, jak pewnie wiecie:
nikt sam nie żyje na naszym świecie.
Trzeba się dzielić, innym pomagać,
bo razem łatwiej z losem się zmagać.
I jeszcze myśl ważna jest tu dla Ciebie:
Przyjaciel Ci zawsze pomoże w potrzebie.

 

Tekst zgłoszony przez Bajdulkowo. Udostępniamy go za zgodą Autora (Sylwia-a-l)