Bajka terapeutyczna o lęku wysokości – Latam

Bajka terapeutyczna o lęku wysokości - Latam

–        Wiesz, chciałbym umieć latać – powiedział zdecydowanym głosem Michał. – Wstajesz i lecisz, gdzie chcesz. Może nawet do szkoły chętnie bym latał, kto wie? Urządziłbym podniebne zawody, kto szybciej doleci. Wykręcałbym piruety w powietrzu i pruł jak rakieta, a potem spadał na bombę i tuż nad ziemią wzlatywał znowu w górę. O, i mógłbym chodzić bez problemu po ścianach wieżowców, skakać po dachach, lądować na wierzchołkach drzew. Ale by było. A ty dlaczego nic nie mówisz? Pewnie wszyscy chcą umieć latać, np. jak orzeł albo jaskółka, na pewno nie jak jakaś kura albo gęś mojej sąsiadki. Mają skrzydła i chodzą piechotą. Szczyt głupoty. Ludzie nie mają skrzydeł, więc muszą buty drzeć, jak mówi moja babcia.

Staś spuścił oczy do ziemi i patrzył na swoje zdeptane buty. Jakoś nie wiedział, co powiedzieć.

–        O, i buty miałbyś jak nowe. Od latania się nie zniszczą – nie poddawał się Michał. – Żeby tak można było coś specjalnego zjeść albo wypić, taką miksturę, i polecieć. W jakimś filmie jedli kapuśniak i latali nad miastem, ale mnie po kapuśniaku, to chce się tylko do łazienki.

–        Może i tak – wydukał w końcu Staś. Potem oprzytomniał i dodał. – Idę do domu. Wiesz, jutro pogadamy.

Jego kolega Michał otworzył buzię, bo nie skończył jeszcze mówić o lataniu, a potem dodał:

–        A ty co, kapuśniaku się najadłeś?

–        Raczej nie. Muszę iść. Do jutra – powiedział Staś.

Czuł się faktycznie jakoś niezdrowo, ale nie z powodu zupy na obiad. Lubi rozmawiać z Michałem, a tu taki temat. Nie zrozumiałby go. Przecież, jego zdaniem, wszyscy chcieliby latać. Wszyscy tylko nie on, nie Staś, który boi się wejść na wysokie schody, balkon, a co dopiero latać. Nie chce być ptakiem ani fruwającym owadem, nawet żuczkiem ani biedronką. Po prostu nie i już. Nie chce też być mięczakiem, ale obawia się, że jest. Jak prawie każdy ośmiolatek marzy o przygodach, bohaterskich czynach i sławie. Chętnie zostałby Batmanem czy Supermenem, ale oni latali, skakali i w ogóle nie bali się wysokości. Przeskakiwali z dachów wieżowców, wieszali się na długich linach jak Tarzan.

Od kiedy Staś sięga pamięcią, zawsze bał się wysokości. Mieszkał w domu ze schodami, więc żeby wejść na górę poruszał się przy ścianie. Nie wychylał się z okien na piętrze. Nie wychodził na balkon u kolegów. Najbardziej się bał, gdy rodzice zabrali go do nowoczesnego budynku opery. Prawie wszystko było tam ze szkła, czyli wysokie, przezroczyste schody, poręcze, podesty, szklane ściany – duże jakby sięgały do nieba. Na szczęście na widowni siedzieli na dole. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby wykupili miejsca na balkonie.

Mama i tata wiedzieli, że ich kochany synek boi się wysokości. Bardzo chcieli mu pomóc, ale nie wiedzieli jak. Lot na wakacje samolotem był absolutnie wykluczony. Nie pomagały rozmowy, opowieści o niezwykłych podniebnych przygodach. Staś bał się i już.

–        Chcę być bohaterem – mówił do taty, gdy oglądali coś razem w telewizji.

–        Jesteś naszym bohaterem, synu – chciał go uspokoić tata.

–        Pocieszasz mnie, prawda? – odezwał się Staś wątpiąco.

–        Nie, przecież ci bohaterowie istnieją tylko w bajkach i książkach – tłumaczył tata.

–        A pan strażak, który uratował dziecko z mieszkania na ósmym piętrze? – dopytywał Staś.

–        A tak, pan strażak to prawdziwy bohater i nawet nie chciał medalu, bo twierdził, że nie mógł postąpić inaczej. Tak, pan strażak, tak, tak, synku – mówiąc to tata, pogłaskał go po czuprynie, jak to zwykle robią starsi, gdy widzą czupryny małych chłopców.

–        A pamiętasz pana policjanta, który złapał złodzieja?

–        Pamiętam, oczywiście, że pamiętam. Gonił go na dziesiąte piętro wieżowca. Tak, pan policjant to prawdziwy bohater – powiedział i znowu pogłaskał syna po czuprynie.

–        Tato, a pamiętasz, pana pilota, który uratował całą załogę, bo wylądował mimo, że wcześniej odpadło mu koło? – dopytywał Staś.

–        Pamiętam, synku, to też prawdziwy bohater – i już znowu chciał go pogłaskać po głowie, gdy Staś wstał i z płaczem pobiegł do swego pokoju.

Tato dźwignął się z kanapy, jęknął jak wielki dorosły mężczyzna i poszedł do syna.

Chłopiec leżał na łóżku i zalewał się łzami.

–        Stasiu, przecież pan policjant, pan strażak i pan pilot nie umieli latać jak superbohaterowie – próbował uspokoić chłopca.

–        Tato, czy ty jesteś dorosły? Pewnie, że nie latali sami, ale nie bali się wysokości – wykrzyknął Staś przez łzy.

–        No tak, faktycznie, mówię trochę dziecinnie, ale chcę cię pocieszyć. Pomyśl, ilu rzeczy się nie boisz, na przykład ciemności – tłumaczył tato.

–        Łatwo ci mówić, bo nie masz lęku wysokości, a ja mam. I koniec, kropka – po czym płakał dalej. – Wczoraj Michał opowiadał, że chce latać i mieć skrzydła, a ja nie wiedziałem, co powiedzieć. Uciekłem do domu. Przestanie mnie lubić, jak się dowie, że boję się wysokości. A co miałem mu powiedzieć, że nie chcę latać tak jak on?!

–        Myślę, że nie przestanie cię lubić, jeśli się o tym dowie. Wszyscy mamy jakieś słabości. Michał też. Prawdziwy przyjaciel zrozumie. Ale trzeba coś zrobić z tym twoim lękiem – powiedział zdecydowanym głosem tata. – Tylko ciągle nie wiem, co. Zastanowię się, porozmawiam z mamą. Nie martw się, razem coś w końcu wymyślimy. Masz tyle zalet i tylko jedną słabość.

–        Ale jaką dużą! – wykrzyknął Staś, choć trochę go uspokoiły słowa taty, ale tylko trochę.

Rodzice myśleli, jak pomóc synowi. Strach przeszkadza w życiu. Strach ma wielkie oczy. Jest niepotrzebny. Staś natomiast unikał balkonów, wysokich schodów i nie wspinał się z kolegami na drzewa. Tłumaczył, że będzie stał na dole i pilnował, czy nie zbliża się wilk, łoś, albo dzik.

Mama i tata postanowili go zabrać do wirtualnej rzeczywistości. Nakłada się tam specjalne okulary i ma się wrażenie, że chodzi się po wysokich górach albo lata samolotem.

–        Zobaczysz, synku, będzie fajnie – cieszył się tata. – Pobawimy się razem. Mama też założy okulary.

–        Super, wy na pewno się pobawicie, bo ja to chyba nie – powiedział chłopiec.

I stało się tak, jak myślał Staś. Rodzice chodzili po stromych szczytach w wirtualnej rzeczywistości, a syn zdjął okulary natychmiast, gdy się zorientował, że jest wysoko w górach. Potem rozpłakał się i wrócili do domu.

Zdenerwowany wszedł do swego pokoju. Jak zwykle, w takich sytuacjach, położył się na kanapie i przytulił do misia Patysia. Zamknął oczy i zasnął.

–        Nie otwieraj oczu, nie otwieraj oczu, jeszcze za wcześnie – mówił ktoś do kogoś.

Staś leżał i nasłuchiwał.

–        Do ciebie mówię – ktoś powtórzył znowu. – Nie otwieraj oczu i nie ruszaj się.

Staś na wszelki wypadek postanowił posłuchać tego, co mówił ktoś. Nie ruszał się i nie otwierał oczu, ale miał wrażenie jakby kanapa, na której leżał, zrobiła się dziwnie miękka i puszysta. Coś się w niej przelewało i ugniatało. Było miło. Trochę wiało, ale ciepłym powietrzem.

–        Nie otwieraj oczu, nie ruszaj się. Jeszcze za wcześnie. Powiem, kiedy będziesz gotowy – powiedział znowu ktoś.

Tym razem Staś był już prawie pewny, że chodzi o niego. Czuł się dobrze. Zdenerwowanie minęło. Uspokoił się. Czekał i wydawało mu się, że gdzieś płynie. Przez chwilę myślał nawet, że leci, ale przecież to niemożliwe. Jego kanapa nie fruwa. Coś go przygrzewało w plecy, jakby otulało czymś ciepłym. Wiał lekki wiaterek. Staś nie był w ciepłych krajach, do których trzeba lecieć samolotem, ale tak sobie wyobrażał tam odpoczynek. Nie chciał otwierać oczu. Bał się, że ta dziwna przyjemność minie jak sen.

–        Spójrz, Stasiu – powiedział ktoś – Nie bój się. Wszystko będzie dobrze.

Chłopiec otworzył oczy. Zobaczył białego ptaka, który przefrunął mu nad głową. Staś leciał na wielkim obłoku. Pod nim płynęły inne chmurki. Wysokie szczyty gór były na wyciągnięcie ręki. Poruszał się w taki sposób już wystarczająco długo, aby wiedzieć, że jest bezpieczny. Nie chciał wracać. Nie bał się. Pomyślał, że będzie tak leżał i płynął. Zapomniał o lęku wysokości. I wtedy zobaczył nad sobą rodziców.

–        Śpij, nie chcieliśmy cię budzić – powiedziała mama.

–        Już wychodzimy. Odpoczywaj – dodał tata.

–        Leciałem na obłoku. Na pewno leciałem na chmurce. Było cudownie. Widziałem z bliska szczyty gór. Ja chcę jeszcze spać – odpowiedział Staś. Był spokojny i zadowolony.

–        To dobrze, kochanie – uśmiechnęła się mama.

xxx

            Staś z czasem przestał się bać wysokości. Zabawy w wirtualnych okularach, rozmowy z rodzicami i cudowny sen o obłoczku pomogły. Na następne wakacje polecieli samolotem i odpoczywali na ciepłej plaży nad turkusowym morzem.

Autorem bajki jest Celina Zubrycka. Udostępniamy ją za zgodą Autorki

Zapisz się na cotygodniowy newsletter z wydarzeniami w Twoim mieście i odbierz eBook za darmo!

wybierz eBook dla siebie
ZOBACZ TAKŻE:bajkasen

Zobacz także