Mali przyjaciele

Mali przyjaciele bajka dla dzieci do czytania

 

– Michał, obudź się. Chodź, to ci coś pokażę – mówiła szeptem Magda, potrząsając brata za ramię. W jej ręce błyszczało światełko latarki.
Nie całkiem jeszcze rozbudzony zamruczał:
– Co się stało? Spać mi się chce.
– Chodź ze mną do piwnicy. Nie pożałujesz. Odkryłam je.
– Co odkryłaś?
– Nie co, tylko kogo? Małe ludziki. To one tak hałasują po nocach. Ubierz się szybciutko. Tylko cicho, żebyśmy nie obudzili rodziców.
Nie trzeba mu było więcej powtarzać. Wciągnął dres i w chwilę potem skradali się na palcach w stronę piwnicy. Otworzyli drzwi i zeszli schodkami w dół. Latarka dawała wąski strumień światła. Z głębi piwnicy dały się słyszeć jakieś szmery, szelesty, głosy, jakby stłumiony śmiech…
Dzieci posuwały się dalej ostrożnie. W pewnym momencie Magda zgasiła latarkę i szepnęła:
– Teraz uważaj.
Zza załomu muru wyłoniła się jasna poświata i oczom obojga ukazał się zabawny widok. W blasku zawieszonej pod sufitem lampy naftowej para małych istot wirowała wokół siebie. Trzecia osóbka siedziała na maleńkim krzesełku, przebierając palcami po strunach instrumentu przypominającego gitarę. Pod ścianą w świetle lampy stał ktoś wpatrzony w płótno, na którym powstawały barwne plamy.
– One tańczą – szepnął Michał.
– A tamten coś maluje.
– Ale fajne!
– Hi, hi, hi!
– Dlaczego się śmiejesz?
– Poznaję tę starą lampę naftową. Mama jej kiedyś szukała. A muzyk siedzi na krzesełku moich lalek. Na pewno nigdy nie wynosiłam go do piwnicy.
– Myślisz, że to one…?
– Chyba tak.
– O, rany! To znaczy, że nas odwiedzają.
Rozmawiając coraz głośniej, nie zauważyli, że dźwięki muzyki ucichły. Oprzytomnieli, gdy zauważyli cztery postacie tuż obok siebie. Jedna z nich coś powiedziała. Oboje schylili się i nagle ludziki zniknęły!
– Patrz! – krzyknął Michał. – Nie ma ich.
– Cicho! Ja coś słyszę.
– Myślisz, że jest ich tu więcej?
– Być może. A może robią się niewidzialne?
– Wiesz, trochę się ich boję.
– Ja chyba nie. Nie wyglądają na złe. Zresztą sama nie wiem.
– Musimy powiedzieć o tym rodzicom.
– Och, nie! – wykrzyknął ktoś obok. Raptem małe ludziki pokazały się znowu. Ten, który wcześniej malował, odezwał się do dzieci:
– Prosimy, nie mówcie o nas.
– Musimy – odrzekł Michał. – Rodzice powinni wiedzieć, kto u nas mieszka. Dlaczego się ukrywacie?
– To długa historia. Powiemy wam wszystko, ale nie wydajcie nas. Już nie raz ludzie chcieli nas skrzywdzić. Boimy się.
– No, dobrze – powiedziała Magda z namysłem. – Ale naprawdę musicie nam to wyjaśnić.
– Zatem posłuchajcie. Jesteśmy częścią wielkiej rodziny skrzatów, które zamieszkiwały kiedyś całą Europę. Naszym domem były lasy. Przez wiele pokoleń żyliśmy w sąsiedztwie innych stworzeń i w przyjaźni z ludźmi. Później, gdy ludzie zaczęli się rozprzestrzeniać i tworzyć swoje państwa, nasz lud uległ rozbiciu. Pradawne puszcze wycinano i coraz mniej było dla nas miejsca. W dodatku ludzie zwrócili się przeciwko nam i zaczęli nas prześladować. Przeżyliśmy tylko tam, gdzie napotkaliśmy ludzką życzliwość i gdzie mogliśmy oprzeć naszą egzystencję na współpracy z sąsiadami.
– Hm, zdaje się, że słyszałam legendę o skrzatach mieszkających u sukiennika Adlera. Chyba często ginęły mu różne rzeczy, a inne pojawiały się niespodziewanie.
A piwniczne zapasy sąsiadów wędrowały…
– Och, przesadą byłoby twierdzić, że wszystko to nasza sprawka. – Brodaty muzyk zarumienił się. – W końcu są jeszcze myszy, koty i… ludzie. Ale masz rację – nie jesteśmy niewiniątkami. Powiem szczerze – uwielbiamy płatać figle. Ale zawsze staramy się nie wyrządzać krzywdy tym, wśród których mieszkamy. A jeśli nawet coś zbroimy, staramy się to zrekompensować naszą pracą i naszymi wyrobami. Ach – westchnął skrzat – u sukiennika Adlera mieliśmy wspaniały warsztat tkacki. Jakie cudeńka można było tam robić!
Zajęci rozmową, nie od razu spostrzegli, że w krąg światła lampy naftowej weszły jeszcze dwie małe istotki. Skrzat, który właśnie opowiadał, uśmiechnął się i rzekł:
– Właśnie jesteśmy w komplecie. Poznajcie Lidkę i Zefirkę. Ja jestem Bartek, to jest Przemek, nasz rodzinny malarz, a to nasza tańcząca para – Nastka i Ziemek.
– Bardzo nam miło. Ja mam na imię Michał.
– A ja Magda.
– Mamy jeszcze małego braciszka. Ale Kubuś teraz śpi – dodał Michał. –
I mamy fajnych rodziców. Szkoda, że nie chcecie ich poznać.
– Chcemy – odparła Nastka. – Tylko wcześniej chcieliśmy porozmawiać
z wami. Obawialiśmy się, nie wiedząc, z kim mamy do czynienia.
– Może trochę niezupełnie – rzekł Ziemek. – Trochę was i waszych rodziców obserwujemy. Ale w dobrych zamiarach – dodał.
Rozmowa toczyła się długo. Kiedy w końcu Magda i Michał pożegnali nowych przyjaciół, świt różowił już okna. Przez następne noce spotykali się z rodziną skrzatów, opowiadając sobie wzajemnie o swoim życiu i interesujących sprawach.
Pewnej nocy Magda z Michałem zjawili się w piwnicy smutni.
– Dzisiaj przyszliśmy tylko na chwilkę – powiedziała Madzia. – Kubuś jest bardzo chory. Rodzice na zmianę przy nim siedzą. Martwimy się.
Wszyscy bardzo się zasmucili. Ciszę przerwała Zefirka:
– Nie mówiliśmy wam jeszcze o tym, że w naszym narodzie medycyna zawsze stała na wysokim poziomie. Mamy w Czechach kuzynów, którzy specjalizują się w leczeniu chorób. Możemy ich tu ściągnąć.
– Naprawdę? – ożywił się Michał, ale po chwili dodał: – Niestety, to tak daleko od nas. Szkoda.
– Poczekaj chwileczkę – powiedział Przemek. Przymknął oczy i trwał w dłuższym skupieniu. Wreszcie rzekł:
– Zaraz tu będą.
Ledwie skończył te słowa, kiedy obok pojawiło się dwoje nieznanych skrzatów. Przemek coś do nich powiedział, po czym zwrócił się do Magdy i Michała:
– Poznajcie Halinkę i Vaclawa.
Nowo przybyli uśmiechnęli się. Madzia pokręciła głową:
– Ale skąd?! Jak…
– Potrafimy porozumiewać się na odległość za pomocą myśli – wyjaśniła Lidka. – Oprócz tego mamy doskonale opanowaną teleportację. Jeśli gdzieś jest ktoś z naszego ludu, potrafi natychmiast ściągnąć wszystkie skrzaty mieszkające na Ziemi.
– Jesteście super! – zawołał Michał. – Ale teraz może być trudno. Musicie przecież poznać naszych rodziców.
– I tak wkrótce musiałoby to nastąpić – odparła Nastka. – A teraz jest wręcz konieczne. Zdrowie dziecka jest w każdej rodzinie najważniejsze.
Widok małych ludzików zdumiał rodziców. Magda śmiała się w duchu, widząc osłupiałego tatę, który długo nie mógł wydobyć z siebie głosu. Mama szybko się opanowała i rzekła z uśmiechem:
– Przyjaciele naszych dzieci są również naszymi przyjaciółmi. Cieszymy się, że was poznaliśmy. Szkoda tylko, że w takich okolicznościach – wskazała na śpiące w łóżeczku dziecko. Mały chłopczyk oddychał szybko, jego twarzyczka była blada, a czoło pokryte potem.
– Pozwoli pani, że się tym zajmiemy? – powiedział jeden ze skrzatów.
Po dwóch godzinach wszyscy odetchnęli z ulgą. Kubuś obudził się bardzo jeszcze słaby, ale jego ciało odzyskało zdrowy wygląd, a oczka z ciekawością patrzyły na zgromadzonych wokół jego łóżeczka małych przyjaciół.

 

Robert Karwat
http://robert-karwat.blog.onet.pl/