Leganda o świętym Patryku. Legendy irlandzkie

Patryk był małym wesołym chłopcem. Mieszkał w niewielkiej szkockiej wiosce tuż nad brzegiem morza. Pewnego dnia usłyszał głosy na wietrze. Płynęły ponad falami od strony nieodległej, wiecznie zielonej Irlandii. Wzywały, aby ktoś przybył na ten ląd i poprowadził jego mieszkańców ku lepszej drodze życia. W owym czasie mieszkańcy Irlandii byli poganami. Mieli wielu różnych bogów i dziwne obyczaje. Byli bardzo wojowniczy i wciąż z sobą walczyli. Nie potrafili czytać ani pisać.

Gdy Patryk tak stał na brzegu morza i słuchał głosów, do skalnego brzegu podpłynęła wielka drewniana łódź. Wyskoczyli z niej okrutni, dzicy ludzie, którzy przybyli właśnie z Irlandii. Schwytali Patryka i związali, a następnie wrzucili go do łodzi i odpłynęli do Irlandii. Tam sprzedali jako niewolnika. Mężczyzna, który stał się jego panem nazywał się Milchu. Zabrał Patryka na swoją farmę u podnóża góry Slemish w hrabstwie Antrim, gdzie ten codziennie od rana do nocy musiał zajmować się owcami i świniami. Patryk wciąż marzł, chodził głodny i zmęczony. A najgorsze, że wokół pełno było węży, których bał się panicznie. Siedem długich lat spędził nasz bohater ciężko pracując u podnóża góry Slemish.

Każdego dnia, każdej nocy modlił się do Boga, aby ten pomógł mu uciec i wrócić do domu, do rodziców. Obiecał Bogu, że jeśli pozwoli mu wydostać się z niewoli, wróci do Irlandii jako kapłan i będzie prowadził ten kraj ku chrześcijaństwu.

Pewnej nocy usłyszał, że ktoś woła go przez sen. Jakiś głos wzywał go, aby wstał i przyszedł na brzeg morza. Patryk czym prędzej ubrał się i pobiegł w tamtym kierunku. Z daleka ujrzał kołyszącą się na falach łódź kupców gotową do odpłynięcia. Wspiął się na jej burtę, wskoczył na pokład i schował się pod workami.


Wkrótce łódź odbiła od brzegu. Popłynęła w kierunku domu Patryka. Jego rodzice, gdy go ujrzeli długo płakali z radości. Szczęśliwy młodzieniec zamieszkał na nowo z rodzicami, pomagał im w gospodarstwie i cieszył się każdym nowym dniem wolności. Pamiętał jednak o obietnicy danej Bogu. Wstąpił do seminarium i został księdzem, a wkrótce biskupem. Pewnej nocy podczas snu znów usłyszał dziwne głosy, takie same gdy wtedy gdy jako młody chłopiec siedział nad skalistym brzegiem morza. Głosy wyraźnie wołały: “Wracaj Patryku do Irlandii. Przypłyń tutaj i bądź pośród nas!” To mieszkańcy Irlandii wzywały go, aby przypłynął i poprowadził ich ku lepszej drodze życia. Patryk doskonale wiedział, że to Bóg woła go, aby udał się tam z misją. Tym razem nie bał się. Niezwłocznie popłynął do Irlandii. Wypędził stamtąd węże, które przestraszone spadły ze skał wprost w rozszalałe morze i nigdy już nie wróciły na ten ląd. Usunął różne bóstwa, bożki i posągi. Zaczął nauczać religii chrześcijańskiej.


Próbował mówić do prostych ludzi ich językiem. Kiedy tłumaczył im na czym polega istota Trójcy Świętej zrywał trzylistną koniczynkę i mówił: trzy listki koniczynki, to jak ta Trójca – na pozór trzy osoby, ale jedna całość, jeden Bóg.

Na pamiątkę tych wydarzeń, święty Patryk stał się patronem Irlandii, a co roku 17 marca Irlandczycy na całym świecie celebrują Dzień Św. Patryka. W każdym irlandzkim miasteczku, w każdej wiosce odbywają się parady i festyny, a ludzie wpinają sobie w klapy pęczki zielonej koniczynki, grają, śpiewają, tańczą i bawią się do białego rana.

 

 

 
 

Oprac. Reg Keating, Ulustracje Martin Cater, przekład i fotografie Ryszard Pietrasina.

Tutaj zdradzamy przepis na irlandzkie scones. Zapraszamy także do działu kolorowanek przygotowanych z tej okazji.



ZOBACZ TAKŻE:Wielkanoc