Nazywałem się Cień (O poszukiwaniu siebie)

Bajka na dobranoc do czytania dzieciom - bajka o cieniu

Myślałem, że nazywam się Cień. Kiedyś słyszałem, jak niania Ignasia mówiła: W tym pokoju mieszka Cień, schował się tu Cień. Uznałem, że mówiła o mnie. Nie znam swoich rodziców ani krewnych. Chowałem się odkąd pamiętam. Lubiłem słuchać odgłosów zza ściany. Najbardziej jednak czekałem na wieczór. Wtedy Ignaś kładzie się do łóżka, a mama mu czyta bajki. Potem zapada mrok i mogę wyjść. Kim jestem? Jak wyglądam? Mam sporo nóg i gruby tułów, na głowie czułki. Przy świetle księżyca trochę błyszczę, a nawet świecę. Lubię noc. Wtedy nikomu nie przeszkadzam i jestem bezpieczny. Jedni mają noc, inni dzień. Ja jestem zwykłym, nocnym owadem o błyszczącym brzuszku.

Opowiem wam, jak kiedyś pomogłem mrówce wrócić do swego mrowiska i to zmieniło moje życie bardziej niż jej. Nie przyjmowałem gości, nikogo nie zapraszałem, a tu nagle ktoś stuka i puka. Noc jest moja, Ignaś śpi. Kto hałasuje? Nagle słyszę: „Wpuść mnie”. Myślę, mam mały domek, zwykła szpara w ścianie, bez wygód, tylko łazienka, kuchnia, salon i gabinet. Gdzie tu gość? Wystawiłem głowę, choć niechętnie. Widzę: mrówka, jedna mała mrówka. Zaraz przyjdą następne – pomyślałem. Ta jednak pukała dalej.

– Nie mam cukru ani owoców – krzyknąłem.
– Wpuść mnie, nazywam się mrówka Mela. Zgubiłam się. Boję się. Nie umiem stąd wyjść.
– Prosto, w lewo i na drzewo – wypaliłem.
– Otwórz, dobrodzieju – brnęła dalej mrówka.
– Nazywam się Cień. Nie zapraszałem cię i nie umiem pomóc. Przeczekaj noc. W dzień znajdziesz wyjście.

Na to mrówka, że boi się ciemności, że jest przerażona, że zgubiła rodzinę, przyjaciół i tak dalej. Czas płynął, a ona nie odchodziła. W końcu otworzyłem drzwi. Ja Cień, odludek i samotnik w jednym. Wpuściłem do domu mrówkę Melę. Musiałem poczęstować ją sokiem i ciastkiem. Siedziała wystraszona. Tłumaczyła, że jest pierwszy raz poza mrowiskiem i taki pech. Nie wiedziałem, kto to jest Pech, ale to chyba jej najlepszy kolega. Posłałem Meli w salonie, bo gabinet wydawał się jej za ciasny. Rano miała sobie pójść. Przed snem poprosiła jeszcze o balsam, pled i termofor.

– Może kwas mrówkowy? – zażartowałem.

Obraziła się i zasnęła. Przyznaję, nie chrapała i nie mówiła przez sen. Ja zaś próbowałem cieszyć się nocą. Tupałem przy swojej szparze w ścianie, w lewo i w prawo, w przód i w tył. Noc mijała i nadchodził dzień. Postanowiłem odpocząć, rozprostować czułki, wygrzać pod kołderką nóżki. Położyłem się.

– Już dzień, pora wstać. Jakie piękne słoneczko – powiedziała radośnie mrówka, a potem się rozpłakała . – Ja chcę do domu, do mrowiska, do mamy, taty, cioci Stasi, wujka Janka, stryjka Czesia, babci Zdzisi, dziadka Miecia…

Nie mogłem tego słuchać.

– Pomogę jej wrócić – pomyślałem – bo inaczej cała ta rodzinka mnie odwiedzi. Trudno. Potem odpocznę.

Spakowałem kanapki, ciasteczka, picie, rodzynki, kapcie, termofor (nie wiem po co) i postanowiłem wyruszyć. Włożyłem jeszcze ciemne okulary i czapkę z daszkiem.

Szliśmy długo. Gubiliśmy drogę. Wracaliśmy. Wyruszaliśmy od nowa. Nad przepaścią dywanu ze strachu przypominałem całe swoje życie. Wreszcie dotarliśmy do parapetu. Wycieńczeni i głodni usiedliśmy. Nagle coś uderzyło o szybę. Oczy, głowa, czułki, nóżki i coś z tyłu, co ruszało się na wietrze.

– Popatrz Cieniu, to Ćma – wypaliła mrówka. – Wygląda tak jak ty. Ty nie jesteś żaden Cień, ale Ćma. Też możesz latać, tylko o tym nie wiesz. Z tyłu masz skrzydełka.- Mówiąc to podniosła do góry mój ciepły polarek – Masz skrzydła!

Stałem jak wryty. O czym ona mówi? Ja jestem Ćmą i mam skrzydła. Nigdy ich nie widziałem. Dopiero teraz w szybie mogłem się sobie przyjrzeć. Coś podobnego! Głośne bach, bach wyrwało mnie z osłupienia.

– Mrówka za oknem – krzyknąłem.

Mrówek było coraz więcej. Uderzały o szybę i machały w stronę mrówki Meli. Zrozumiałem, że to koniec wyprawy. Mogę wracać do swojej szpary. Odwróciłem się, by wracać, a tu słyszę.

– Panie Ćma, panie Ćma, dziękujemy stokrotnie. Uratował pan naszą Melę. Jesteśmy bardzo wdzięczni, od tego czasu nasze mrowisko jest pańskim mrowiskiem. Zapraszamy.
– Widzisz – dodała Mela – ja wracam do domu, a ty zobaczyłeś, kim jesteś. Nie jesteś Cieniem, ale Ćmą. Leć do domu.

Z niedowierzaniem zdjąłem polarek i poruszyłem skrzydłami. Podfrunąłem kawałek i lądując nieco obdarłem stopę oraz brzuszek. Trzeba próbować częściej. Podałem rękę mrówce i pomachałem na pożegnanie. Umówiliśmy się na spotkanie. Zleciałem w dół. Bardzo szybko wróciłem do domu.

Teraz planuję kolejną wyprawę. Od tamtej pory już wiele razy odwiedziłem mrowisko. Mam znajomych i zaprzyjaźniłem się z mrówką Melą. Gdy ma się skrzydła, można daleko dolecieć. Odnalazłem siebie. Przestałem być własnym cieniem. Pomagając innym, zmieniamy siebie na lepsze.

Celina Zubrycka

Zobacz także