W Szalonym zoo z… reżyserem spektaklu Konradem Szachnowskim

W-Szalonym-zoo-z

Wiosenny sezon teatralny w gdańskim Teatrze MINIATURA rozpoczyna się premierą spektaklu p.t.: “Szalone zoo”. Reżyser przedstawienia, jednocześnie dyrektor teatru, Konrad Szachnowski opowiada o swoim pomyśle na ciekawy i wartościowy teatr nie tylko dla dzieci.

Magdalena Wawrzyniak: 

Szalone zoo. Czego możemy się w nim spodziewać? Będzie wesoło i tanecznie?

 

Konrad Szachnowski:

Powiem tak: przed wielu laty, zanim jeszcze pojawił się w telewizji The Muppet Show, chodził mi po głowie pomysł realizacji przedstawienia rewiowego w formie teatru lalek. Kiedy jednak pojawiły się Muppety, zrezygnowałem z pomysłu, ponieważ wydawał mi się on zbyt bliski tej właśnie formy. Po latach wracam do swojego zamierzenia, ale postanowiłem to zrobić nieco inaczej. Szalone zoo to próba stworzenia pierwszej polskiej rewii lalkowej gdzie są gwiazdy, jest taniec i śpiew, są schody, pióra – czyli to wszystko co powinno być w rewii. Jednak to wciąż jakby mało…

 

To mogłoby dzieciom nie wystarczyć i szybko je znudzić?

K.S.:  Dlatego też, zdecydowałem się dodać zwierzęta, które przeżywają swoje tęsknoty i rozterki w taki sam sposób jak ludzie. Przedstawienie podzieliłem na dwie części. Pierwsza część pokazuje umiejętności zwierząt, popisują się one swoimi talentami. Natomiast część druga odsłania przed nami ich problemy, zmartwienia, ale też marzenia. Dotyczą one różnych fajnych spraw, między innymi miłości. Jest mnóstwo indywidualnych popisów i jest też bardzo dużo scen zbiorowych. Wymyśliliśmy na przykład formę baletu, śmiesznego, robiącego wrażenie, z piórami, tak jak to powinno być w rewii. Tylko, że w naszym przedstawieniu, zamiast rewiowych dziewcząt fikających nogami, mamy balet i chór. A tę rolę przyjęły na siebie pingwiny, które są nieruchome, ale mimo to tańczą w balecie…

 

Zwierzęta wpisują doskonale w dziecięcy świat. A dla dzieci nie ma przecież rzeczy niemożliwych.

K.S.: Tak, ale w "Szalonym zoo" podteksty kierowane są również do dorosłych. W naszym zoo natrafiamy na stan, który nazywa się nudą. Aby nudę zwierząt przełamać lew, szef zwierząt, proponuję zorganizować rewię. Lew jest również konferansjerem, który prowadzi przedstawienie. Podobnie jak Joel Grey w filmie Boba Foss′a „Kabaret", nasz konferansjer jest zupełnie zwariowany. Lew ma do pomocy reżysera, który niby ten spektakl wymyślił i nie bez powodu daliśmy mu na imię Roman.

 

Często słyszy się opinię, że od Teatru Miniatura oczekuje się repertuaru czysto dziecięcego. Dobierając repertuar teatru stara się pan jednak kierować przedstawienia do odbiorcy zarówno młodego jak i dorosłego.

K.S.: W momencie kiedy robi się przyzwoite przedstawienie dla dzieci, to w zasadzie, od pewnego wieku, kiedy rozpoczyna się świadoma percepcja widowiska czyli od około piątego roku życia granicy nie ma. Pewnie, że przedstawiana wizja świata jest nieco uproszczona ale my dopełniamy to tym co jest zaniedbywane w teatrze dramatycznym. My tutaj działamy formą, muzyką, plastyką, zupełnie odmiennie niż teatr dramatyczny. Choćby z tego powodu ten teatr jest ciekawy również dla dorosłych.

 

To ciekawe połączenie, pozwalające dzieciom i dorosłym przeżywać teatr wspólnie, ale na swoim poziomie percepcji.

K.S.: Właśnie w tym celu między innymi, na przykład teksty piosenek śpiewanych przez zwierzęta w Szalonym zoo dotykają rzeczy uniwersalnych. Puma, wystrojona w futra, śpiewa: cóż z tego że mam tylu narzeczonych, starających się o moją rękę, jeśli kocham tylko jednego, a on mnie nie chce. Lew próbuje jej wytłumaczyć: „Piękna jesteś. Coś się tak uparła na tego rysia, przecież możesz wybrać sobie innego" A ona swoje: „Nie! Tylko tamten i nikt inny". Albo na przykład foka stojąca na górze schodów, śpiewa o swoich marzeniach, a marzy o tym, żeby pofrunąć. Bo trzeba mieć marzenia! Nawet jeśli wydaje się, że człowiek czegoś nie potrafi zrobić, to tym bardziej warto marzyć, bo to marzenie może się spełnić. Pod tym kątem zostały napisane piosenki, takie są ich treści.

 

Scenariusz jest dziełem Pańskiej żony, Bogumiły Szachnowskiej?

K.S.: Tak, małżonka ujęła literacko mój pomysł. W zasadzie to ona jest autorką tego przedstawienia, ona wypełniła je ciekawymi i trafnymi tekstami, uzupełniła humorem. W całość wplotła fabułę, która jest między innymi właśnie po to, żeby dzieci nie znudzić. Stworzyła na przykład postać strusia, który co chwila wcina się ze stepowaniem, i jest ze sceny konsekwentnie przeganiany. Pojawia się kangurzyca, która zgubiła kangurka i szuka go. Jest nosorożec i bawół, którzy są śpiewakami operowymi, chociaż zupełnie się w operze nie odnajdują. W końcu zostają zaangażowani do filmu.

 

Jakie jeszcze atrakcje czekają nas w przedstawieniu?

K.S.: To, że można lalkami feerię barw uzyskać – wspomniane wcześniej pingwiny układają się w kolory tęczy. Że przedstawienie rewiowe, znane nam głównie z ekranów telewizyjnych, nie musi być chłamem ale może być wartościową rozrywką. Widzowie zetkną się ze wspaniałą plastyką, scenograf Olgi Leszko, która okazała się osobą doskonale rozumiejącą taki rodzaj teatru. Przygotowała wspaniałe lalki, które wręcz epatują w tym przedstawieniu. Czegoś takiego dzieci jeszcze nie widziały. Mamy też kilka niespodzianek, których oczywiście nie będę zdradzał.

 

Czyli nie mamy się spodziewać czarnego teatru w całości?

K.S.: Zdecydowanie nie. Będą lalki żyworękie, uproszczone marionetki sycylijskie prowadzone na kijkach, drutach i nitkach. Uproszczone, ponieważ robiły mnóstwo zamieszania: łabędzie strasznie machały skrzydłami. W związku z tym zostały przez nas unieruchomione i powstała kombinacja marionetek sycylijskich z lalkami żyworękimi. Jest też kawałek występu za parawanem, fragment w którym mały kangurek wpada do misiów i wspólnie objadają się miodem. Pojawią się pacynki i jawajki. I wreszcie mamy też fragment czarnego teatru: lew- konferansjer prowadzący całe przedsięwzięcie, opowiada historyjkę o reżyserze Romanie. Mówi: „Oto nasz reżyser itd. fajny facet ale jakie on ma sny! Ludzie!" Wtedy właśnie wchodzimy w czarny teatr. Roman pojawia się jako fakir z fujarką i pojawiają się w teatrze węże, które wojują, straszą… ale nie będę zdradzał puenty. W każdym razie, scena ta ma pokazać możliwości jakimi dysponuje teatr lalek.

 

Z niecierpliwością oczekujemy Szalonego Zoo, a ja chciałabym jeszcze zadać Panu pytania 8 letniej Julki, która miała przyjść tutaj ze mną. Wycofała się w ostatniej chwili, tłumacząc się niechęcią do nadrabiania lekcji, które musiałaby opuścić… Osobiście podejrzewam tremę. Zapisała swoje pytania na kartce i poprosiła, żebym zadała je w jej imieniu.

 

Julka: Z jakim zainteresowaniem pracował Pan nad tym przedstawieniem?

K.S.: Z ogromnym! Krótko i węzłowato: muszę i to w wielu płaszczyznach być zakręcony w tym co robię. Gdyby mnie to nie kręciło to ja bym tego po prostu nie robił!

 

J: Czy to jest przedstawienie pełne energii?

K.S.: Jeszcze jakiej! Tu wiaderka potu zostały wylane na podłogę.

 

J: Czy to jest wesoła bajka?

K.S: To nie jest bajka. To jest pokaz i w tym pokazie pojawiają się wszystkie te uczucia, które przeżywamy każdego dnia. Jest smutek i jest radość. To jest spektakl o problemach, pragnieniach i marzeniach zwierząt bardzo podobnych do tych, które spotykają nie tylko dorosłych ale również dzieci.

Dziękuję za rozmowę.

Spieszymy donieść, że dnia 22 marca 2010r Konrad Szachnowski został odznaczony prestiżowym, przyznawanym przez Ministra Kultury za wybitne osiągnięcia artystyczne, srebrnym medalem "Gloria Artis". "Gloria Artis" jest najwyższym odznaczeniem państwowym za działalność na polu kultury. Serdecznie gratulujemy! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Autor tekstu : Magda Wawrzyniak



ZOBACZ TAKŻE:baletfilmteatr