trans
Wiersze baby_agi

Zapraszamy do lektury wierszyków Pani Agnieszki Kawy – baby_agi.

Cyfrowe rozmowy

Pyta raz ósemka dwójkę
Która wpycha się przed trójkę

Ach! Dlaczego ta jedynka
Szczupła, zgrabna jest i zwinna?

Wzorem jest dla pięknych pań
Bo nie zjada wszystkich dań

Każdy o tym mówi w gminie
Ona dynie je jedynie

Czekoladę, ciastka ty jesz
Masz dwa brzuchy i wciąż tyjesz

Wtrąca piątka groszy pięć
Na dyskusję też ma chęć

Ja na szczęście mam pół brzucha
Czy ktoś mnie w ogóle słucha?

Gdy do sklepu się wybieram
Listę „półek” tam zabieram

Pół banana, pół cytryny
Pół ogórka, pół maliny

Jem pół jabłka oczywiście
Mam na liście warzyw liście

Czwórka nie wie co powiedzieć
Woli z trójką cicho siedzieć

Szóstka rączy skok zrobiła
I w dziewiątkę się zmieniła

Tuż za szóstką, przed ósemką
Cyfra zowie się siódemką

Siedem róż i życzeń siedem
To dopiero numer jeden

No a zero?

Zero tak się nadymało
Że zostało tam, gdzie stało

 

Stary zegar

Patrzy w lustro zegar stary
Myśląc, że to chyba czary

Bo wskazówka minutowa
W jednym miejscu wciąż się chowa

Gdy dziewiąta dziś wybiła
Na dwunastce tak utkwiła

I od rana ani drgnie
Czyżby czas zatrzymał się?

To już wieczór, słońce nisko
Zegar jest rozpaczy blisko

Szlocha rzewnie: – ja się boję
Zamiast chodzić, w miejscu stoję

Ja tak nie chcę! Nie chcę, nie!
Niechaj ktoś nakręci mnie

Obiecuję, że tym razem
Najdokładniej czas wam wskażę

Już do szkoły was nie spóźnię
I nie powiem: – zrobię później

I nie będę biec czym prędzej
Nie przyspieszę kroku więcej

I wam obiecuję – słowo!
Będę chodził prawidłowo

 

Ślimak

Pełzał ślimak po grząskim podłożu
Zmęczył swą stopę i marzył o morzu

– A może dzisiaj popełzam nad morze?
Lecz będzie szybciej, gdy ktoś mi pomoże

Zobaczył żmiję, co na słońcu tkwiła
– Może byś ze mną nad morze się wiła?

Żmija uniosła głowę w zadumie
I odpowiada spokojnie: – no w sumie…

Wgramolił się ślimak na zygzak żmii
Przycupnął skromnie na węża szyi

– Bardzo wygodnie na twoim zygzaku.
Czy musisz wrzucić dziś coś do „baku”?

Szczerzy w uśmiechu żmija zębiska
Już ślinka jadowa cieknie jej z pyska

– Po drodze zjem żabę, mysz lub ślimaka…
Zbladł na to ślimak i dał drapaka.

 

Dzielny rekin

Dzielnemu rekinowi z Atlantyku
Utknęły zęby trzonowe w przełyku

Klął na głos potwornie – Krabowa noga!
Będę musiał płynąć do stomatologa

– Może dobrze, niech sprawdzi mi dentysta
Czy moja wspaniała szczęka jest czysta

I mimo sztormu, mimo huraganu
Wybrał się rekin na dno oceanu

Zajrzał lekarz do szczęki w gabinecie
Pyta głośno: – Panie! Co wy tam żrecie?
Tu trzeba użyć wiertła i zgłębnika
Bo panu próchnica do dziąsła wnika

Zrobił zwrot rekin i z fotela pryska
– Dziękuję, wolę brudne mieć zębiska!

 

Litera tura Ar–tura

Leśnemu turowi z Jaktorowa
Niebacznie pokręciła się mowa
I gdy przedstawiał się komuś ten tur
Dukał jak cielę: jestem nur Ar–nur

Wściekał się Artur na wszystkich wkoło
Krzycząc, że w stadzie jest zbyt wesoło

Oskarżał żonę, rzucał wyzwiska
– Ktoś tutaj ukradł mi „T” z nazwiska!

Po chwili płakał tur krętorogi
Że los mu rzuca kłody pod nogi

Przysiadł nad stawem, swój łeb pochylił
Wtem go olśniło, że się pomylił

Bo w lustrze wody się okazało
Że „T” na rogach tura dyndało

Król puszczy piszczał głośno w rozpaczy
– Czy stado mi te błędy wybaczy?

 

Fryderyk i kura

Pies Fryderyk marzył wieczorami
O tym, by móc chodzić spać z kurami

Więc tuż o świcie, gdy nioski wstały
Gdy koguty na dachu już piały

Wyprężył tors, ogon wyprostował
I do kurnika łapy skierował

Stuku-puk-puk! – Halo-halo! Kury!
Otwórzcie, to ja, Fryderyk bury
Zagląda pies przez dziurę i słucha
A kurnik spowiła cisza głucha

– Gdzie się podziały kury, koguty?
Idę ich szukać, pójdę na skróty

Zbaraniał widząc za wielkim murem
Jak kura bazgrze list swym pazurem

W ciszy, w skupieniu nagryzmoliła
Że ślepa jest, a ziarno trafiła

Że chętnie zasiada na swej grzędzie
Że kurczak mądrzejszy od niej będzie

I że złote jaja umie znosić
Więc może o ciszę nocną prosić

Na koniec zaś uprzejmie dodała
Że z żadnym kundlem nie będzie spała.

 

Harda musztarda

Ziarna gorczycy kiedyś wyznały
Że raz musztardy bardzo się bały

Bowiem ich miła francuska siostra
Z łagodnej nagle zrobiła się ostra

Krzyczała głośno w szale na stole:
– Z ketchupem parówki jadać wolę!

Sarepska ripostę ciętą rzuciła:
– Cała czerwona byś się zrobiła
Bawarska – słodka, z dodatkiem miodu:
– Panie, spokojnie, szkoda zachodu

W rosyjskim sosie wezbrała złość:
– Mam waszej kłótni serdecznie dość!

Kremska cichcem wieko nakryła
Przez szkło słoika tylko patrzyła

Jak na talerzu usiadły śledzie
– Dajcie musztardę nam po obiedzie!

 

Goły baran

Po strzyżeniu baran goły
Stwierdził, że chce iść do szkoły

– Dość pastwiska, dość mam pola!
Nudna ciągła ma swawola

Ileż można skubać trawy?
Ileż słuchać owczej wrzawy?

Cenię piękno górskiej hali
Opowieści z ust górali

Ale ja chcę czytać księgi
Chcę poszerzać swoje kręgi

Chcę nauczyć się liczenia
Zmienić własny punkt widzenia

Chcę tajniki znać fizyki
Liznąć polskiej gramatyki
A na przerwach z chłopakami
Chcę wymieniać się kartami

Baca słuchał z cierpliwością
Z niekłamaną ciekawością

Gdy żentycę swą ostudził
To barana ze snu zbudził

Ciekawostka: żentyca (lub żętyca, a gwarowo: zyntyca) to góralski napój, który powstaje przy wyrabianiu oscypków i bundzu z mleka owczego.

 

Przydasie na strychu

Na wielkim strychu u babci Basi
Mieszka sto pudeł pełnych przydasi

Stare albumy i numizmaty
Pluszowe misie i sztuczne kwiaty
W największym pudle są telefony
Każdy ma kabel i jest czerwony

Każdy ma tarczę, a w tarczy dziurki
Takie, że wsadziłbyś tam pazurki

Łyżwy czekają na lepsze czasy
Ćwicząc piruet i wygibasy

A w kącie strychu, gdzie pajęczyny
Ciepłe kożuchy i peleryny

Toczą rozmowy o dawnym chłodzie
Zmartwione tym, że nie są już w modzie

Jest stary kompas, co z mapą gada
I raz za razem z pudła wypada

Lecz dziarsko wstaje, kurz otrzepuje
Przy tym nad losem swym utyskuje

„Kurzę się tutaj od dwudziestu lat
Minęła era, gdy zwiedzałem świat”

Porcelanowa zastawa wciąż śni
O brydżu i prywatkach z tamtych dni

Myślały na głos wszystkie przydasie:
„Czy ktoś w tym gronie jeszcze przyda się?”

 

Czarownica na miotle

Czy czarownica chmury zamiata
Gdy na swej magicznej miotle lata?

Czy sprawdza czystość naszych kominów?
Pilnuje składu zimowych dymów?

Czy dokarmia bezdomne zwierzęta
Bez żadnej okazji oraz w święta?

Czy może łapie niegrzeczne dzieci
W ogromne, mocne łowieckie sieci?

Czy to w ogóle jest czarownica
Czy Baba Jaga prosto z księżyca?

Czy ona zwiedza nocą z gwiazdami
Nasze ulice, miasta z zamkami?
Czy czarownica miotłę tankuje?
Może paliwo wyczarowuje?

Czy powierza sekrety swej kotce?
I czy ma chatę na kurzej stopce?

Czy tak czy siak, wszyscy się zgadzamy
Babcie, dziadkowie, ojcowie, mamy

Czy jest bezzębna czy pali fajki
Nudne by były bez wiedźmy bajki

 

O gwiazdce, co nie chciała być pierwsza

W grudniu, w Wigilię, tuż po szesnastej
Niebo zabłysnąć chce pełnym blaskiem

Gwiazd, co oświetlą drogę rogaczom
I co bezpieczny szlak im wyznaczą

Żeby Mikołaj z workiem prezentów
Na siedem zdążył dziś kontynentów

Więc czeka niebo na pierwszą gwiazdę
Która ułatwi Świętemu jazdę

Lecz pierwsza gwiazdka się zbuntowała
I wcale pierwsza świecić nie chciała

– Boję się sama chodzić w ciemności
I sama wisieć na wysokości

– Dlaczego ja mam trasę wyznaczać?
I Betlejemską Gwiazdę oznaczać?
– Dlaczego ja mam zacząć wieczerzę?
Wcale nie marzę o tej karierze!

Strasznie się inne gwiazdy martwiły
– Czy my za nią będziemy świeciły?

Milczący księżyc nagle przemówił
Do wyjścia w niebo gwiazdę namówił

– Nie będziesz sama na wielkim niebie
Przecież co roku ochraniam ciebie

– Jestem tuż obok, tuż za plecami
Gdy mknie przed siebie zaprzęg z saniami

I tak w Wigilię, tuż po szesnastej
Przywdziała gwiazda sukienkę z blaskiem

Z księżycem dumnie szła uśmiechnięta
Błyszcząc najjaśniej, by zacząć Święta

 

Fortepiany

Toczą rozmowy dwa fortepiany
– Trzeba się stroić, bo dzisiaj gramy

Za chwilę próba, przygotuj nuty
Pianiści przyjdą za trzy minuty

Rozgrzej klawisze, testuj pedały
Byśmy najlepszy koncert zagrały

Spójrz w repertuar, gra świeczki warta
Na start „Fantazja d-moll” Mozarta
Później sonata Van Beethovena
Na deser utwór Mistrza Chopina

Wirtuozerią aula rozbrzmiała
O bis prosiła widownia cała

Dwa fortepiany z dumy pękały
Gdy publiczności w pas się kłaniały

Zamknęły klapy chroniąc klawisze
I zaprosiły na scenę ciszę.

 

Gmach na Czekoladowej

W gmachu na Czekoladowej
Wejdziesz w świat szkoły bajkowej

Oto Akademia Kleksa
Tam nie chodzi żadna beksa

Bajkologia, kleksografia
Niecodzienna geografia

Lustra senne, kąpiel w sokach
Sprawdź czy znajdziesz coś o smokach!

Lekcje w hali dziur i dziurek,
Z liter dzieci robią sznurek

Pan Ambroży osobliwy
Pomysłowy i życzliwy

Warzy* szkiełka kolorowe
Z nich potrawy tworzy zdrowe
Płyn zielony co dzień pije
Czy on sam swe stroje szyje?

Ma na twarzy liczne piegi
Śle – hen! – oko na przeszpiegi

Kreatywny, ekscentryczny
W swym szaleństwie fantastyczny

Czytaj! Przenieś się do Kleksa
Tam nie chodzi żadna beksa

🟡 🟠 🔴 🟣 🔵 🟢 🟤 ⚫️

* Warzyć – gotować
Ważyć – sprawdzać wagę

 

Dowcipny struś

Zrobię dowcip – struś powiedział
Gdy na ciepłym piasku siedział

Zrobię kawał tamtej krowie
I nikt o tym się nie dowie

Kiedy będzie słodko spała,
Żeby sprawcy nie widziała

Dodam jej do wiadra trawy
Liść kaktusa i agawy

Tak dla hecy, dla zabawy
Dodam kolców do jej strawy

Czoło miodem posmaruję
Niech ją pszczoła atakuje

Będę patrzeć jak krasula
W nerwach hula wokół ula

Gdy swój plan zrealizował
Za stodołą struś się schował

Obserwował krowę bacznie
Czy śniadanie swe żuć zacznie

Ale ona jeść nie chciała
Zapach liści w mig zwąchała

I spode łba wzrok rzuciła
Na barana, na motyla

Szuka winowajcy krowa,
Nagle patrzy – struś się chowa

Więc ruszyła wolnym tempem
Do stodoły za zakrętem

A ten uciekł widząc krowę
I zanurzył w piasku głowę.

532 ocen
4.96
dodaj ocenę
×
zapis na newsletter - prezent
Zapisz się na cotygodniowy newsletter z wydarzeniami w Twoim mieście i odbierz eBook za darmo! wybierz eBook dla siebie
zapis na newsletter - prezent