Auda z Diamentowej Wyspy. Bohater jakiego jeszcze nie było

Auda z Diamentowej Wyspy. Bohater jakiego jeszcze nie było

Praca nagrodzona w konkursie literackim „Bohater jakiego jeszcze nie było” na wykreowanie w opowiadaniu postaci nowego bohatera. Organizatorem konkursu był Młodzieżowy Dom Kultury przy al. 29 Listopada 102 w Krakowie. Autorką pracy jest Jagoda Miąsko – uczennica Szkoły Podstawowej w Dobczycach. Wyrażono zgodę na publikację pracy.
Miasto Dzieci objęło patronat nad konkursem.

 

Auda z Diamentowej Wyspy

            To był bardzo słoneczny piątek. Gabrysia po skończonych lekcjach w szkole, tak jak co dzień, przechadzała się do biblioteki pana Jana, by wypożyczyć jakąś książkę. Dziewczynka bardzo lubiła czytać. Miała trzynaście lat i właśnie kończyła szóstą klasę. W szkole nie czuła się lubiana. Rówieśnicy przezywali ją i drwili z niej na szkolnych przerwach. Koleżanki nie chciały jej przyjąć do swojej paczki o nazwie „SuperGirlsy”. Gabrysia była bardzo wstydliwa
i zamknięta w sobie.  Zawsze, gdy przychodziła do biblioteki, czuła się tam dobrze i  miło.
W tym miejscu mogła być sobą. Nikt jej nie dokuczał, nikt jej nie podstawiał nogi, tak jak to bywało czasem w szkole. Ale nie tylko dlatego lubiła bibliotekę. W książkach była zaklęta jej tajemnica. A mianowicie, gdy czytała, przenosiła się do pięknej krainy zwanej Happylandią. Za każdym razem, gdy czytała kolejną książkę, Happylandia była inna, taka jak w danej książce. Kraina ta była pięknym miejscem. Dziewczynka mogła wtedy przeżywać to, co bohaterowie książki. Wszyscy tam byli dla niej mili i pomocni. Tak też było dzisiaj. Gdy Gabrysia weszła do biblioteki, serdecznie przywitał ją starszy bibliotekarz pan Jan.

– Dzień dobry – powiedziała nieśmiało.

– Witaj, Gabrysiu! Jaką książkę chcesz dzisiaj przeczytać? – spytał bibliotekarz.

– Może jakąś przygodową… czy jest u Pana „ Diamentowa Wyspa”?

– Tak! Już podaję! – powiedział staruszek i zniknął na chwilę między regałami.

        Gabrysia usiadła w fotelu w czytelni i popatrzyła z zachwytem na starą, zakurzoną, pełną ozdób okładkę i zaczęła czytać. Po krótkim czasie litery zawirowały, rozmyły się i przed jej oczami ukazał się piękny krajobraz. W oddali widać było wodospad i zieloną ścianę lasu. Po środku biegła wąska dróżka prowadząca na plażę. Na niebie pojawiła się kolorowa tęcza. Gdy poczuła ziemię pod stopami i usłyszała szum wody i śpiew ptaków dotarło do niej, że właśnie znalazła się na Diamentowej Wyspie. Była trochę przestraszona, ale i szczęśliwa, dlatego że znów wyrwała się z szarej rzeczywistości. Przypomniała sobie, że już kiedyś czytała fragment tej książki i wiedziała, że jej bohaterką jest dziewczyna o imieniu Auda. Gabrysia rozejrzała się dookoła  i jej wzrok zatrzymał się na piaszczystej plaży. Nagle ujrzała tam wysoką, szczupłą, czarnowłosą dziewczynę w długiej, białej sukience i w wianku z egzotycznych kwiatów na głowie. Postać stała tyłem do Gabrysi i przyglądała się leniwym falom. Gabrysia podbiegła do tajemniczej dziewczyny.

– Cześć, jestem Gabrysia – powiedziała z uśmiechem i wyciągnęła rękę do dziewczyny, która nagle odwróciła się i z przestrachem popatrzyła na nią.

      Auda milczała. Gabrysi powoli uśmiech znikał z twarzy. Po dłuższej chwili tajemnicza dziewczyna pobiegła w kierunku wody i w mgnieniu oka zanurzyła się i zniknęła w głębinach morza. Gabrysia nie mogła uwierzyć własnym oczom. Nie wiedziała, co ma zrobić. Słabo pływała, więc nie mogła za nią popłynąć, by jej poszukać. Zmartwiona stała na plaży, wpatrując się przez dłuższą chwilę w spienione fale, w których zniknęła tajemnicza postać.

Nagle usłyszała spokojny głos:

– Gabrysiu, jest już późno! Zamykam bibliotekę.

Gabrysia zerwała się na równe nogi.

– Przepraszam, chyba się zaczytałam. Już wychodzę! – powiedziała Gabrysia i oddała panu Janowi książkę.

– Nic nie szkodzi! Widzę, że przypadła Ci do gustu, skoro Cię tak wciągnęła – dodał z uśmiechem staruszek.

– A żeby Pan wiedział! Przez chwilę byłam jakby w innym świecie… Do widzenia! – Gabrysia wzięła swoje rzeczy i poszła w kierunku wyjścia.

W drodze do domu zastanawiała się, co się mogło stać z Audą. Szkoda, że nie mogła zabrać książki do domu, ale to był bardzo stary egzemplarz. Pan Jan pozwalał takie wyjątkowe egzemplarze czytać tylko na miejscu, w czytelni.

       Przez pół nocy nie mogła zmrużyć oka. Wciąż myślała o książce i jej tajemniczej bohaterce. Nazajutrz była sobota i Gabrysia z mamą zaplanowały wypad do galerii handlowej. Zazwyczaj Gabrysia lubiła zakupy z mamą i mogła długo wałęsać się od sklepu do sklepu, ale tym razem nie sprawiało jej to frajdy. Cały czas myślała o Audzie i zastanawiała się, kiedy będzie miała okazję znowu wziąć się za czytanie „Diamentowej Wyspy”. Widząc zamyśloną buzię córki, mama rzekła:

– Co się dzieje Gabrysiu? Źle się czujesz?

– Nie, nie, jest wszystko okey, mamuś! – ocknęła się Gabrysia. – Czy możemy się rozdzielić i ja pójdę sobie do księgarni, a ty w tym czasie na „spożywkę”?

– Dobrze, spotkamy się za pół godziny pod fontanną na parterze. Pa! – zgodziła się mama i poszła po koszyk.

       Gabrysia stanęła przy szklanych drzwiach. To było jej ulubione miejsce w całej ogromnej
i hałaśliwej galerii. Weszła do środka i od razu poczuła specyficzny zapach nowych książek. Uwielbiała go, więc odetchnęła głęboko i podeszła do drewnianych, nowoczesnych regałów, na których były poukładane nowiutkie książki. Pomaszerowała od razu do działu z książkami przygodowymi dla młodzieży. Długo przeglądała tytuły i sama nie wiedziała właściwie, czego szuka. Aż nagle jej wzrok utkwił na jednym tytule. Zobaczyła piękne, nowe wydanie książki.
To było wznowione wydanie „Diamentowej Wyspy”. Wzięła je w ręce i otworzyła na przypadkowej stronie. Wzięła głęboki oddech i z zamkniętymi oczami powiedziała w myślach – Tego właśnie szukałam!

Ponieważ nie było w księgarni żadnego wolnego fotela lub krzesła, skuliła się w kącie za regałem i pogrążyła w lekturze. Nagle, tak jak za poprzednim razem literki zaczęły wirować, spokojne powietrze zamieniło się w dziwny wiatr. Gabrysia miała wrażenie, że lekko uniosła się nad ziemią i po chwili przeniosła się na dziką piaszczystą plażę. Niebo było pochmurne, wiał silny wiatr. Było zimno. Gabrysia uklękła na piasku i zaczęła przesypywać piasek z dłoni do dłoni. Nagle spostrzegła przed sobą ślady ludzkich stóp. Prowadziły w stronę wielkiego głazu, który był nieopodal. Wstała i poszła po śladach w jego kierunku. W odległości dwóch metrów usłyszała cichą, piękną melodię pochodzącą zza wielkiego kamienia. Podeszła do niego jeszcze bliżej i wspięła się na niego. Nie było to trudne, bo głaz był porośnięty mchem i trawą. Niestety
z góry nic nie dostrzegła, więc wychyliła się jeszcze bardziej i TRACH…! Spadła po drugiej stronie na miękki piasek. Wylądowała tuż pod stopy dziewczyny, która pięknie grała na jakimś dziwnym małym instrumencie. Muzyka umilkła. Dziewczyny patrzyły na siebie. Auda przełknęła ślinę i bardzo cicho, i niepewnie zapytała:

– Nic Ci się nie stało?

– Nie, wszystko w porządku – odparła, wstając i otrzepując spodnie z piasku Gabrysia.

– Co Ty tu właściwie robisz? – spytała Auda, przyglądając się bardzo uważnie Gabrysi
i chowając za plecami swój instrument. Była to wysoka dziewczyna z bladą cerą i lekko falowanymi, ciemnymi włosami sięgającymi do ramion. Miała duże, piękne oczy koloru zielonego. Ubrana była w kwiecistą długą sukienkę z długimi, bufiastymi rękawami. Taką trochę już niemodną, jakby z dawnej epoki – pomyślała Gabrysia. W ręku dziewczyna trzymała dziwaczny instrumencik. Ni to flet, ni to piszczałkę. Nie przypominał żadnego instrumentu, który znała Gabrysia.

– Czekaj, czy my się już kiedyś nie widziałyśmy? – zagadnęła Gabrysia – czy to nie Ciebie spotkałam ostatnim razem tu, na plaży, a Ty zniknęłaś gdzieś w wodzie?

– Możliwe. Nikt inny oprócz mnie tutaj nie przychodzi – odparła Auda i zamyśliła się.

      Dziewczynki usiadły na piasku w pewnej odległości od siebie. Woda w morzu szumiała cicho, wiatr się uspokoił. Przez ciemne chmury nieśmiało zaczęło prześwitywać słońce. Gabrysia miała do Audy mnóstwo pytań. Myślała o nich już od wczoraj, gdy długo w nocy kręciła się na swoim łóżku  i nie mogła zasnąć po wizycie w bibliotece pana Jana. Auda na początku mówiła niewiele, ale stopniowo nabierała ufności do Gabrysi, bo dziewczyna dużo opowiadała o sobie. Były w podobnym wieku. Poczuły w sobie bratnie dusze.

     Gabrysia poznała smutną historię Andżeliki, bo tak naprawdę miała na imię jej towarzyszka z plaży. Imię Auda wymyśliła i nadała sobie sama. Kilka lat temu jechała z rodzicami na wakacje nad morze. Jechali samochodem nocą, Auda przysypiała na tylnym siedzeniu. Tata chyba zasnął za kierownicą i uderzyli z rozpędem w drzewo. Pamiętała tylko, że obudziła się w szpitalu
i długo tam leżała. Nie mogła mówić i ruszać się, nie wiedziała, co się stało. Gabrysia bardzo wzruszyła się, gdy słuchała opowieści Audy. Jej rodzice zginęli w tym strasznym wypadku
i została całkiem sama. Po wyjściu ze szpitala, trafiła do domu dziecka, potem do rodziny zastępczej. Po pół roku znowu trafiła do sierocińca, bo sprawiała zbyt duże problemy wychowawcze. Chodziła do zwykłej podstawówki, ale nie uczyła się zbyt dobrze. Miała najwięcej problemów z matematyką. Raz nawet musiała zostać w tej samej klasie. Koledzy
i koleżanki dokuczali jej, przezywali „Bidula” albo „Sierotka”. Nie miała przyjaciół. Gabrysia pomyślała w trakcie tej rozmowy, że są do siebie bardzo podobne i chyba mogłyby się zaprzyjaźnić. Auda pokazała Gabrysi swój instrument. Był to mały flet piccolo, który był pamiątką po mamie. Mama Audy była flecistką i grała w orkiestrze w filharmonii. Sukienka
w kwiaty, w którą była ubrana dziewczyna, też należała kiedyś do jej mamy.

     Gabrysia poczuła nagle w kieszeni wibrujący telefon. Szybko odebrała. Znów znalazła się
w księgarni.

– Halo, no Gabi, gdzie Ty jesteś? – mama mówiła głośno i nerwowo – czekam już piętnaście minut przy fontannie!

– Już pędzę, mamuś przepraszam, zaczytałam się. Albo nie – proszę, Ty przyjdź do mnie. Jestem w księgarni na piętrze, przy ruchomych schodach. Znalazłam cudowną książkę! Musisz mi ją kupić, plis, plis, plis!

        To będzie początek fajnej przyjaźni – pomyślała Gabrysia w drodze do domu.
W reklamówce niosła książkę i już nie mogła się doczekać, kiedy znowu poczuje pod stopami ciepły piasek Diamentowej Wyspy…

 

 

Gwiazdkowe prezenty od 5.10.15.

ZOBACZ TAKŻE:dzieci pisząpatronat

Zobacz także