Plastelinowy alfabet. Recenzja

Plastelinowy-alfabet

Pamiętając jeszcze swoją dziecięcą fascynację „Plastusiowym pamiętnikiem”, po książkę Małgorzaty Knobloch sięgnęłam z nieskrywaną nadzieją. Choć jednak pomysł wydaje się bardzo trafiony, jego realizacja już nieco rozczarowuje.

Zamysł "Plastelinowego alfabetu" to próba spełnienia odwiecznego marzenia ambitnych pedagogów – przekazywać dzieciom wiedzę w taki sposób, by te w ferworze zabawy nie zauważyły nawet, że się czegoś uczą. W tym przypadku rolę edukacyjnego szpinaku, który próbuje się przemycić pod postacią smacznego ciastka, odgrywa alfabet. Każda literka, niczym w "Ulicy Sezamkowej", sponsoruje kolejną stronę, na której dzieci poznają tajniki tworzenia plastelinowych postaci. I tak na przykład literę B wprowadza rogaty baran, a DŻ misternie ulepiony słoik truskawkowego dżemu.

Autorka przedstawia po kolei poszczególne etapy tworzenia swoich zgrabnych figurek, w niektórych przypadkach jednak przeskok pomiędzy kolejnymi stadiami jest zbyt duży, by problemy z lepieniem nie dotknęły nie tyle samych dzieci, ile nawet tych spośród rodziców, którzy nie mogą się poszczycić specjalnymi zdolnościami plastycznymi.

Plastelinowym tworom autorki nie sposób odmówić wdzięku, a ich końcowy efekt zachęca do podjęcia własnych prób zmierzenia się z lepką i barwną materią.

Największy problem tej niewielkiej książki stanowi jednak grafika odgrywająca rolę tła dla ulepionych bohaterów pierwszego planu. Toporna i nieestetyczna, stworzona jakby na kursie Painta dla początkujących, zaburza całościowy odbiór książki, pod względem formalnym sytuując ją na poziomie wzbudzającego liczne kontrowersje darmowego "Elementarza".

Dzieci należy traktować poważnie od początku do końca. Mam wrażenie, że w tym przypadku owa powaga zatrzymała się gdzieś w połowie drogi i dostrzegłszy nęcący skrót, podążyła dalej szlakiem taniej łatwizny.

Plastelinowy Alfabet
Małgorzata Knobloch
Wydanie drugie
48 stron, 200×200 mm
Wydawnictwo RM, 2015

Autor tekstu : Katarzyna Pochmara-Balcer