Alfred i Maurycy – wakacje pod psem

Alfred i Maurycy – wakacje pod psem

Darmowa bajka do czytania dzieciom, bajki o zwierzętach
To było lato 2019. Piekielnie upalne i duszne, dlatego niewiele myśląc, ocierając lejący z czoła pot, spakowałam namiot, śpiwory oraz plecak do auta i zabrałam córeczkę Helenkę z gorącej Łodzi nad morze. Moim błędem było to, że o planach nie uprzedziłam zawczasu psa Alfreda i kota Maurycego, którzy nie lubią być zaskakiwani. Powiedziałam tylko, że jedziemy nad morze i będzie się nimi opiekowała moja koleżanka — Dagna, a my niedługo wrócimy.

Marta Pokorska-Jurek 

Pojechałyśmy nad morze i bawiłyśmy się w najlepsze. A nasze zwierzęta? Już po trzech dniach Alfred zaczął się szczerze niepokoić. Chodził po domu, obwąchując wszystkie kąty i sprawdzając, czy aby nie robimy mu psikusa i nie chowamy się w szafie. Małą pociechę przyniósł mu fakt, że w mojej garderobie znalazł ukrytą na później parówkę.

— Maurycy, coś mi tu śmierdzi — powiedział do kota Maurycego.

— Śmierdzi, to ci z pyska jak jesz te nieświeże podroby! — Kot zamachał łapą.

— Nie o to chodzi, mój kocie. Mama i Hela miały niedługo wrócić, a długo nie wracają.

— Może w ludzkim języku to jeden pies?

Alfred uniósł brwi.

— No w sensie, że to to samo — zniecierpliwił się kot. — No albo chciały powiedzieć: „Długo nie wracamy”, a powiedziały z rozpędu: „Niedługo wracamy”. Tak się spieszyły, że im się pomerdało. Poczekajmy, aż będą długo nie wracały i wtedy zaczniemy się martwić.

Może nie pocieszyło to jakoś Alfreda, ale wierzył w koci szósty zmysł, kocie dziewięć żyć i to całe kocie gadanie trzy po trzy.

Minęło znów parę dni. Dagna dobrze zajmowała się zwierzyńcem — karmiła rano i wieczorem, drapała po grzbiecie, a nawet dawała Maurycemu kapkę mleczka, przez co szybko zdobyła jego serce. Wieczorami Dagna oglądała filmy z gatunków, których Alfred jeszcze nie znał. A znał się nieco na kinematografii, bo zawsze, kiedy któraś z nas oglądała film, pakował się na kanapę i łypał jednym okiem. Ja lubię filmy detektywistyczne, a Hela bajki. Zawsze więc Alf zasypiał z ulgą po szczęśliwych zakończeniach — a to po przyłapanym złoczyńcy, a to po słowach „i żyli długo i szczęśliwie”.

Dagna takich filmów nie lubiła. Oglądała filmy alternatywne, kino niezależne, czyli po prostu coś, czego i ludziom nieraz nie było dane zrozumieć.

Albo Dagna wyczuła posępne nastroje, albo sama zauważyła u siebie przeciążenie umysłowe, bo w drugim tygodniu postawiła na filmy z najniższej półki.

— Dziś chłopaki obejrzymy film mrożący krew w żyłach — powiedziała do kanapowców. — Maurycy, lubisz rybki? To tej byś chyba nie chciał spotkać. — I włączyła film „Szczęki”, który opowiadał o gigantycznym rekinie, który upodobał sobie zjadanie ludzi kąpiących się przy brzegu.

Przez całą noc dręczyły Alfreda koszmary. Śniło mu się, że ucieka przed rekinem, który grasował na Stawach Stefańskiego. Kiedy Alf pobiegł za patykiem do wody, zobaczył olbrzymią płetwę sunącą w jego kierunku. Obudził się z wyciem.

— Maurycy! Przecież nasze panie są nad morzem. One nic nie wiedzą o tym rekinie!

— Ależ Alfredzie, przecież widziałeś zakończenie. Zastrzelili tego rekina. Są bezpieczne.

— Myślę Maurycy, że musimy po nie pojechać.

Maurycy nie cierpiał podróżować, dlatego powiedział tylko:

— Jak kochają, to wrócą.

Chyba nie muszę mówić, że te słowa wcale nie uspokoiły Alfreda, ale jeszcze bardziej wytrąciły z równowagi. Nie lubił, kiedy jego stado było rozproszone. A jeśli już o nich zapomniały? Albo się zgubiły?

— Maurycy, ja tak dłużej nie wytrzymam. Musimy ruszyć w drogę. Znajdziemy je i sprowadzimy z powrotem.

Maurycy westchnął zrezygnowany. Pomyślał, że Alfred tak łatwo nie odpuści i jak tak dalej pójdzie, to faktycznie czeka ich wycieczka.

— Jeśli tak chcesz po nie jechać, to najpierw trzeba zająć się kwestią kluczową, czyli wyżywieniem w podróży. Ile masz pieniędzy? — zapytał. — Bo ja mam tyle, co kot napłakał.

— A mój budżet pozwala jedynie na pieskie życie — stwierdził ze smutkiem Alfred.

— Czyli nie stać nas to, żeby kupić sobie coś po drodze. — Kot wzruszył ramionami. — Musimy zostać i czekać.

— Maurycy! Mam świetny pomysł! — zawołał pies z błyskiem w oku. — Po prostu najemy się zawczasu.— Przeciął pazurem worek z karmą. — Maurycy, jedz, ile możesz. A potem jeszcze raz tyle samo, plus dokładka.

Jedli i jedli, jakby ich nikt nie karmił z miesiąc. Zjedli prawie cały worek suchej karmy.

— A niech to kurza stopa — wymamrotał Maurycy. — Nie mogę się ruszyć!

— Nic mi nie mów o jedzeniu — stęknął Alfred. — Bo czuję wtedy, że karma wraca. Dzisiaj nici z podróży. Musielibyśmy się turlać.

— W takim razie prześpijmy się z tym tematem, może jutro wpadniesz na jakiś lepszy pomysł — zarządził kot i oboje zapadli w głęboki sen.

Śniło im się, że są tłuściutkimi fokami, które utknęły na plaży i miały za krótkie płetwy, żeby się ruszyć. Plażowicze zaczęli więc je spychać do morza. A w morzu już czaiły się rekiny o niezwykle bogatym uzębieniu…

— Alfred, Maurycy! — krzyknęłam wreszcie, kiedy szturchanie zwierzaków nie przyniosło rezultatu. — Nic Wam nie jest?

Przestraszyłam się, gdy po wejściu do domu zobaczyłam ich nieprzytomnych, ciężko sapiących, z wywalonymi jęzorami, pośród rozsypanych wszędzie chrupków. Wyglądali tak, jakby byli ofiarami napadu na bank żywności.

— Nic nie rozumiem… wcześniej zachowywali się całkiem grzecznie — powiedziała Dagna, drapiąc się po głowie. — I nigdy im niczego nie brakowało.

Darmowa bajka na dobranoc o zwierzętach

— Cóż, oni po prostu nieraz mają takie przebłyski inteligencji — westchnęłam. — Jedziemy do weterynarza.

— Wycieczka! — krzyknęła Hela. — Jedziemy na wycieczkę!

— Widzisz Alfred, chciałeś wycieczkę, no to masz — warknął kot. — Oby ci dali zastrzyk w pupę.

Weterynarz stwierdził, że zwierzęta są zdrowe, choć obżarte jak prosiaki. Zalecił częstsze spacery, lżejszą dietę, a ponieważ zauważył, że Alfredowi skrzypią stawy, przepisał olej z wątroby rekina.

— Patrz no Maurycy, a jednak go zastrzelili.

— No mówiłem ci, ty kudłata trąbko — prychnął Maurycy.

Od tego czasu pamiętam by zawsze, kiedy jesteśmy poza domem, prosić Alfreda do telefonu. Wtedy Dagna przykłada telefon psu do ucha, a ja zdaję relację, czy u nas wszystko dobrze i za ile dni wracamy. W przeciwnym razie Alf jest zaniepokojony i męczy kota swoimi coraz to lepszymi pomysłami.

Tekst udostępniamy dzięki uprzejmości Pani Marty Pokorskiej-Jurek. Więcej tekstów Autorki na stronie www.mamatygrys.com.

Posłuchaj bajki Alfred i Maurycy – wakacje pod psem:

Zapisz się na cotygodniowy newsletter z wydarzeniami w Twoim mieście i odbierz eBook za darmo! wybierz eBook dla siebie