3 zagłuszacze matczynej intuicji. Jak z nimi walczyć?

Pośród tysiąca wylewających się z internetu, telewizji, gazet porad na temat macierzyństwa, wyłuskałam badania naukowców z Harvardu, którzy odkrywają przed współczesnymi rodzicami to, co nasze mamy i babcie wiedziały od zawsze: odłóż sprzęt elektroniczny, słuchaj intuicji, skup się na drugim człowieku.

Podano, to w kontekście wychowania dzieci, doszli do wniosku, że jeśli chcesz wychować fajne dziecko, to wciel w życie te trzy podpunkty. Jednak mam wrażenie, że łatwiej to zbadać i głosić, a trudniej zrobić.

Zacznę od intuicji

Dużo się ostatnio mówi (i pisze w internecie) o intuicji. O podążaniu za nią i jej słuchaniu. Generalnie nie mam nic przeciwko temu. Jednak żeby za nią podążać, trzeba jednak – w miarę świadomie – funkcjonować w rzeczywistości.

Ile razy zdarzyło ci się powiedzieć (lub pomyśleć) coś w stylu: Tym razem intuicja mnie zawiodła?
Mnie się to zdarza bardzo często, choć niejednokrotnie właśnie intuicyjne działanie wyratowało mnie z opresji, pozwoliło uniknąć kiepskich decyzji czy bliżej poznawać nieciekawych ludzi.

Rozminięcie się z intuicją zdarza się współczesnym ludziom o wiele częściej niż kiedyś, z dwóch najważniejszych powodów.

1. Szkodliwe przedawkowanie

Jesteśmy zbyt rozproszeni ilością napływających informacji. Co z tego, że intuicja podpowiada mi to czy tamto, skoro tę jej powiedź chcę teraz zawsze zweryfikować z tym, co mówią koleżanki na forum dla matek lub doktor Google.

Nawet jeśli nie chcę niczego konsultować czy weryfikować, to i tak te wiadomości mnie bombardują (żeby nie użyć słowa osaczają). Nie da się na to za bardzo poradzić, bo żyjemy w świecie zalanym informacjami i już. Takie czasy. Można uciec do lasu, gdzie brak zasięgu. Jest to jakieś rozwiązanie, ale nie każdemu pasuje. Zrozumiałe.

Warto też wziąć pod uwagę, że słowo informacja, w dzisiejszych czasach, nabrało zupełnie innego znaczenia niż kiedyś. Dzisiejsze informacje zazwyczaj są wyprodukowane na konkretne potrzeby mediów. Oglądalność i reklama – to one stoją za większością informacji, które do nas docierają.

Ostatnio wpadła mi w ręce książka byłego dziennikarza (Flat Earth News Nicka Davies’a), który w sposób dosłowny i na konkretnych przykładach, obnaża mechanizm funkcjonowania współczesnych mediów. Ich informacja jest cenna nie dlatego, że jest prawdziwa, ale dlatego, że jest “nośna”.  Takie czasy.

Najsensowniejszym rozwiązaniem w tej sytuacji byłoby weryfikowanie wiadomości, które do nas docierają. Ale jakim cudem to zrobić, kiedy są ich tysiące? Nie da się. Jedyne, co intuicja może w tym wypadku powiedzieć, to uważaj. Nie bierz wszystkiego za prawdę. Zastanów się, bądź bardziej uważna (może nawet podejrzliwa). Nie każda informacja pokazana w mediach ma wartość. Powiedziałabym, że obecnie mało która ją ma.

 Weryfikacja informacji

Jedyne co mogę zrobić dla swojego dziecka w tej sytuacji, to faktycznie podchodzić do tego uważnie, ale też nauczyć szukać informacji w sprawdzonych źródłach. Od małego uczyć poszukiwania źródeł. Oczywiście jest to pracochłonne, angażujące, ale bez tego nauczymy nasze dzieci żyć w jakiejś papce informacyjnej, którą przyjmuje się bezrefleksyjnie, tylko dlatego, że jest w mediach.

2. Szkodliwy niedobór… odpoczynku

Drugim ważnym zagłuszaczem intuicji matek jest zmęczenie. Ono, w połączeniu z tym rozproszeniem jest powodem, dla którego coraz częściej zawodzi nas intuicja.

Bardzo dużo o powodach zmęczenia i wsparciu jakiego udzielają (bądź właśnie nie udzielają) matkom partnerzy, pisałam na blogu. To prawda, że 56% ojców udaje, że nie słyszy płaczu dziecka w nocy. Liczą, że mama się obudzi i zazwyczaj mają rację. Nie twierdzę, że wszyscy tacy są. Wiele mam pisze do mnie o wspaniałych, wspierających partnerach. Liczby jednak mają to do siebie, że lubią obnażać prawdę.

Biorąc te dwa zagłuszacze intuicji pod uwagę, przestaje mnie dziwić, że wieści psychologów z Harvardu na temat słuchania intuicji, są dla niektórych pewnego rodzaju odkryciem. Nowością. Wierzę, że dla pokolenia rodziców, dla których internet jest stałą częścią życia i zdobywania wiedzy, jest to news. Dlatego uważam, że warto o tych wieściach mówić głośno, mimo że dla niektórych są to po prostu sprawy oczywiste.

3. Telefon, komputer

Można to zrobić, choć jest to niezmiernie trudne. Sama lubię być lekko uzależniona od sieci. Moim usprawiedliwieniem jest praca. Ale nawet aktywnie prowadząc bloga, nie widzę żadnego usprawiedliwienia dla wiecznej obecności dziecka i rodzica w sieci.

Żeby jednak dziecko wiedziało, jak się z tej sieci wyplątać, trzeba mu to pokazać. Na swoim przykładzie, bo jak inaczej? Samo powiedzenie: odłóż telefon, nie wystarczy. A warto się wysilić i odłożyć wszystko na bok, bo przynosi to wiele korzyści dla całej rodziny.

Żebyśmy się dobrze zrozumiały, nie zależy mi na całkowitym odcięciu (siebie i dziecka), zakazie. Nie jestem zwolenniczką radykalnych decyzji, ale przecież (czy się to komuś podoba czy nie) żyjemy w świecie oplecionym siecią i naprawdę warto z tego korzystać. Tylko z przerwami. Świadomie. Wszystko jest dla ludzi.

Jak, oprócz mówienia, pokazywać dziecku, że wirtualna rzeczywistość nie jest całym światem?

  • Odkładaj telefon zawsze kiedy dziecko do ciebie mówi. Ono jest ważniejsze niż jakikolwiek sprzęt.
  • Rozmawiaj z nim i baw się bez telefonu pod ręką. Inaczej pokazujesz, że jest to rzecz potrzebna ci do skupienia i funkcjonowania.
  • Nie rzucaj się do telefonu od razu jak zadzwoni, nie reaguj na każdy sygnał. Wiadomości z Twittera i Facebooka poczekają.
  • Nie zmuszaj dziecka do konkurowania z telefonem, bo trudno ci się oderwać od czytania, bo jeszcze tylko jeden esemes, bo właśnie rozmawiam z koleżanką. Dasz namacalne dowody dla pociechy, że jest ważniejsza niż komórka.
  • Oczekuj od dziecka, że będzie się z tobą komunikować w ten sam sposób – bez nosa w telefonie, wgapiania się w ekran.

Wiem, że nowe technologie są przyjemne i bardzo wygodne. Ale wiem też (bo nie raz moje konsultacje pedagogiczne dotyczą właśnie braku komunikacji w rodzinie z powodu uzależnienia od elektroniki), ile to może przynieść szkody.

Coraz częściej się zdarza, że rodzice traktują konieczność oderwania się od telefonu (bo dziecko czegoś chce) jak karę. Odrywają się z trudem, niemal z fochem. Przychodzą do dziecka z informacją niewerbalną wypisaną na twarzy, w zachowaniu i tonie głosu: Przeszkodziłeś mi w fajnej zabawie.

Sama wiesz, jak to wygląda, kiedy przerywasz dziecku fajną zabawę, prawda? Każdy wiek ma swoje plusy i minusy. Dorosłość też je ma i w tym momencie sprowadza się do do zapanowania nad sobą kiedy ktoś ci odbiera zabawkę, choć wolałoby się warknąć i dalej się bawić.

Z telefonem czy bez niego, dziecięce zabawy mogą ci się wydawać nudne. Uwierz mi, przeszłam przez to z wielkim trudem. Stąd wiem, że nie jestem sama z tym tematem.

Skup się na drugim człowieku

Nie potrzebuję jednak fachowców z Harvardu żeby wiedzieć, jak ważne jest wspólne spędzanie czasu na tych wszystkich dziecinnych sprawach. Rozmowach o tym, co pociecha myśli, czuje, czego nie lubi, co ją rozśmiesza.

Podczas skupienia na bliskich poznajesz ich emocje, ale też ich dobre i złe strony. Bywa, że dzieckiem targają negatywne uczucia. Słyszę wtedy, że jest złośliwe, niegrzeczny, szaleje. Może takie być, jeśli ma ku temu powody. Być może poznasz te powody klikając na forach internetowych. Być może zrozumiesz, dlaczego dziecko tak się zachowuje. Ale żaden sprzęt nie zastąpi waszej rozmowy, małego gestu, pokazania miłości, tego co (kto) jest ważne i najważniejsze. Bez względu na zachowanie i jego przyczyny.

Miejsce dziecka w rodzinie

Równie ważne jest pokazanie (przez czyny, nie tylko słowa) jakie jest miejsce dziecka w rodzinie. Na ile ufasz, na ile cenisz jego zdanie, na ile lubisz jego towarzystwo. To też zachęcanie do udziału w tzw. obowiązkach domowych i sporcie itd.

Te dwie rzeczy uczą pewnych postaw na przyszłość. Obowiązki domowe i pewna rutyna w ich przestrzeganiu, sprawiają, że pociecha czuje się pewna siebie. Wiele potrafi, wiele rozumie. Nie musi polegać na kimś i rozumie, jak uporządkowana przestrzeń wpływa na jasność myślenia.

Ruch to zdrowie!

Uzupełnieniem tej pewności siebie są wszelkie zajęcia sportowe. Dziecko nie musi być od razu wyczynowcem. Chodzi o poznanie (choćby troszkę) ducha współpracy, mądrego współzawodnictwa. Uczenia się od rówieśników i trenerów o życiu w sposób, którego w domu raczej nie ma na wyciągnięcie ręki. Ciekawa jestem, jakie sporty lubi twoja pociecha?

Niby są to błahostki, ale tak naprawdę nie są. To są fundamenty, na których dziecko buduje swoje poczucie bezpieczeństwa i razem budujecie relację. Nie da się tego zrobić z telefonem w dłoni, przy uchu ani wyłącznie przez zerkanie na najciekawsze w świecie blogi. Dlatego nie będę cię dłużej zatrzymywać. Już wiesz, dlaczego.

Przeczytaj także:

 

Zapisz się na newsletter !


ZOBACZ TAKŻE:macierzyństwow domu