Z pamiętnika, niemłodej już, matki

Stopy niemowlaka

“Miau, miau, miau…” – kwili noworodek w przezroczystym łóżeczku na kółkach, a dumny, świeżo upieczony tata paraduje po korytarzu oddziału porodowego, nadrabiając miną. Widać, że boi się tego płaczu… Z mężem spoglądamy na siebie i… uśmiechamy się. Dobrze znamy to “miauczenie”, lecz nam jest ono niestraszne. Wręcz przeciwnie – doceniamy jego znaczenie: taki pra-język, pierwsza nić komunikacji… Właśnie mamy spotkać się z położną, która pomoże nam w przyjściu na świat naszej córeczki.

Wczesne niedzielne popołudnie, ostatni dzień lutego. Słońce próbuje przedrzeć się przez chmury, do sali wpadają tłumione dźwięki leniwej warszawskiej ulicy. Na moim brzuchu leży Tosia, okryta pieluszkami: ciepła, zamszowa, mięciutka, wtulona taka… Nie płacze, choć świat dookoła inny, mało przyjazny… Może czuje się bezpiecznie, mimo wszystko tak blisko, choć po drugiej stronie? Głaszczę ją po ciemnych włoskach, szepczę zaklęcia do uszka, a ona patrzy tymi niebiesko-fioletowymi oczami… Magia, poczucie niewymownej symbiozy… Zza chmur wyjrzało słońce.
Dogadujemy się doskonale, choć nie znaczy to, że zawsze wszystko jest świetnie… Tosia znalazła do nas klucz, a my staramy się dopasować 😉 “Le, le, le!!!” Oho, coś nie tak! Odrywam się od pisania i pędzę sprawdzić , co się stało. Zły sen? Pieluszka doskwiera? Głód? Bingo! Mlask, mlask- mała smoczyca przyssała się z niebywałą już wprawą i ciumka wytrwale. Pierś pełna mleka i mama tuż obok- i “cały świat na le” to pieśń przeszłości. Tosia zasypia ukontentowana.

Przenikliwy płacz wyrywa mnie i z tak zbyt płytkiego i zbyt krótkiego snu. Niepokój kołacze się w sercu, a matczyna intuicja podpowiada, że ból jest zbyt duży, by taka mała dziewczynka mogła sobie z nim sama poradzić. Ach te zęby! Medycyna jest zadziwiająco bezsilna wobec tych małych białych drobinek przebijających się przez dziecięce dziąsła… Gdy nic nie pomaga, a ręce cierpną od wysiłku, chusta utuli i da chwilę wytchnienia nam obu. Ostrożnie odkładam Tosię, przytulam się najdelikatniej jak potrafię, by nie obudzić , ale pokazać, że jestem obok. Gdy znów zasypiam, za oknem wstaje nowy dzień…

Czas biegnie nieubłaganie! “Słowa, słowa, słowa…” i coraz to nowe umiejętności. A może pobawić się w szafce z talerzami? Tak pięknie brzęczą, jak się w nie uderzy! Mama nie pozwala? Płacz, buzia w podkówkę… Trzeba przecież pokazać, że się nie podoba takie przerywanie dobrej zabawy. Nieładnie, mamo! Lecz za chwilę oczy się śmieją, a rączki wyciągają do kolejnej atrakcji – świat jest ich przecież pełen!

Płacz dziecka – nie boję się go. Jest mi przyjacielem – oswojonym, pomocnym, choć nie zawsze mile widzianym… Dzisiaj synek powiedział mi, że mama jest jego najlepszym przyjacielem! Łzy stanęły mi w oczach… Płacz matki- zduszony… a przecież mówiłam, że nie boję się łez…
Ola Bańkowska
mama prawie trzyletniego Marcelka i niespełna rocznej Tosi.

Tekst przysłany na konkurs “Nie płacz, maleństwo! Jak ukoić płacz Twojego dziecka?” (praca nagrodzona).