Piotruś i Wilk ”zdobywcami” Kryształu Annecy !!!

W lipcu 2007 podczas Ogrodów Muzycznych odbywających się na dziedzińcu Zamku Królewskiego zobaczymy fantastyczny film animowany dla dzieci “Piotruś i Wilk”. Twórcami filmu są nasi polscy animatorzy pracownicy łódzkiego Se-Ma-Fora oraz Suzie Templeton angielska reżyser ze swoją ekipą animatorów.

Film w czerwcu zdobył najwyższą nagrodę na największym światowym festiwalu animacji w Annecy we Francji – Kryształ Annecy i Nagrodę Publiczności.

Zaprosiliśmy do Miasta Dzieci jednego z twórców tego wspaniałego filmu – dyrektora studia filmowego Se-Ma-For Pana Zbigniewa Żmudzkiego.

Poprosiliśmy Pana Zbigniewa o to, by przybliżył Czytelnikom Miasta Dzieci historię powstania filmu, a także by opowiedział nam o specyfice pracy nad filmem animowanym.

Kamila Waleszkiewicz:
Panie Dyrektorze przede wszystkim bardzo serdecznie gratulujemy zdobycia tak ważnej i prestiżowej nagrody. Myślę, że to wielka radość dla wszystkich miłośników filmów animowanych w Polsce.

Film Piotruś i Wilk jest koprodukcją polsko angielską proszę powiedzieć czytelnikom Miasta Dzieci jak układała Wam się współpraca?

Zbigniew Żmudzki
Anglicy, którzy współtworzyli film „Piotruś i Wilk” próbowali wprowadzić swój system pracy. Anglicy bardzo dokładnie planują każdy etap realizacji film, planowali np. z czteromiesięcznym wyprzedzeniem, o której godzinie oświetlacz ma przejść z jednego planu na drugi. My z doświadczenia wiemy, że realizacja takiego planu jest po prostu nie możliwa, nawet w animacji. W naszym polskim systemie organizacyjnym pozwalamy sobie na większą improwizację organizacyjną. Dzięki temu bardzo szybko potrafiliśmy dostosować się do zmienionych warunków pracy. Bardzo szybko producent angielski zauważył, że nasz system wcale nie jest taki zły.

K W:
Czym różni się animacja od zwykłego filmu aktorskiego.

Z Ż:
W animacji tak jak w każdym filmie rzeczywiście trzeba wszystko zaplanować. W animacji film realizuje się według scenopisu obrazkowego lub animatiku (z jęz. ang. animatic) na improwizację nie ma w ogóle miejsca. Oczywiście animator – człowiek prowadzący lalkę może w ramach ujęcia, w ramach sceny zaimprowizować, może zagrać laką… Bo przecież w zależności od zdolności aktorskich animatora lalka porusza się z większą, czy z mniejszą ekspresją, coś ruchem wyraża… Kiedyś w lalkowych filmach animowanych lalka się ruszała bez względu na to, czy ten ruch był potrzebny czy nie. Np. w Misiu Colargolu – jak misio mówił „nie ma” to pokazywał to jeszcze rączkami. W „Piotrusiu i Wilku” animator gra i dzięki temu Piotruś zachowuje się tak jak aktor. Nawet spojrzenie Piotrusia jest grą, wyraz twarzy…

K W:
A jak doszło do tego, że w Polsce zrealizowano film animowany wspólnie z Anglikami?

Z Ż:
Anglicy w całej Europie szukali studia filmów animowanych, w którym mogliby zrealizować ten film, bo pomysł ekranizacji opowieści muzycznej Prokofiewa był ich. Zresztą ten temat był już ekranizowany wielokrotnie m.in. Disney zrobił taki film dla dzieci ale Anglicy mieli nowy pomysł na tę opowieść, właśnie na film lalkowy. Zaangażowali do pracy młodą, bardzo zdolną reżyser Suzie Templeton laureatkę nagrody Bafta (brytyjski odpowiednik Oskara). W swych poszukiwania byli i w Rosji i w Estonii, na Litwie, we Francji, Holandii i w Czechach i wszędzie im nie odpowiadały propozycje tamtych studiów filmowych.

K W:
Z jakich względów…?

Z Ż:
Przede wszystkim ze względów artystycznych. Niewątpliwie szukali również studia taniego, ale Suzie zależało bardzo na tym żeby poziom animacji był najwyższy na świecie.

K W:
Rozumiem, że lalki były wykonane w Łodzi?

Z Ż:
Tak i lalki i scenografia – wszystko zostało wykonane u nas.
Anglicy rozesłali wieści przez europejską organizację Cartoon, że szukają studia do realizacji tego filmu. Dostałem maila z Cartoon, i tego samego dnia dostałem też maila ze Studia Miniatur Filmowych w Warszawie w którym koledzy napisali mi, że Anglicy szukają takiego studia jak nasze. Następnego dnia dostałem jeszcze jednego maila, potem jeszcze następne – wszyscy pisali „tylko u was można coś takiego zrealizować, odpowiedzcie Anglikom” w takiej sytuacji nie wypadało mi nie złożyć oferty. Wysłałem im ofertę i płytę z naszym, wtedy jeszcze nie ukończonym, filmem „Ichthys” Marka Skrobeckiego. To jest film z animacją dla dorosłych. Po tygodniu otrzymałem maila od Suzie, która pisała, że to co zobaczyła w „Ichthys” przerosło jej wyobrażenia o tym, jak może być zrealizowany film lakowy i że jej zdaniem jest to absolutna rewelacja. Znakomita reżyseria, scenografia i animacja, no wszystko, wszystko, wszystko i na koniec napisała, że byłaby dumna gdyby mogła z takimi realizatorami jak Ci którzy zrobili „Ichthys” zrobić Piotrusia i Wilka”. Anglicy przyjechali, zobaczyli nasze bardzo skromne warunki, porozmawiali z naszymi bardzo skromnymi twórcami… – i byli zachwyceni.

K W:
Ile czasu zajęła realizacja „Piotrusia i Wilka”

Z Ż:
Prawie dwa lata. Same zdjęcia trwały osiem miesięcy. Realizowaliśmy ten film równocześnie czasami na siedmiu planach zdjęciowych, czyli siedmiu animatorów animowało w odrębnych oddzielonych od siebie dekoracjach.

K W:
Ile kosztował film?

Z Ż
Film kosztował w Polsce trzy i pół miliona złotych, a całość ok. dwóch i pół miliona funtów. Mieliśmy 435 tysięcy z Instytutu Filmowego, był też nasz udział własny w postaci sprzętu, a Anglicy przywieźli ponad trzy miliony złotych do Polski. Nasz udział pod względem finansowym był niewielki natomiast był wielki pod względem twórczym, bo i lalki i scenografia zostały stworzone przez nas i to wszystko nakręciliśmy w naszych halach.

K W:
Gdzie odbyła się postprodukcja filmu?

Z Ż:
Zdjęcia odbyły się w Polsce i główni animatorzy byli polscy. Najważniejszym animatorem był Adam Wyrwas, oprócz niego jeszcze Krzysztof Brzozowski i czwórka innych. Mieliśmy też animatorów angielskich – ale oni przyjeżdżali na miesiąc, dwa miesiące. Przyjechał do nas np. Tim Alen jeden z głównych animatorów przy filmie „Gnijąca Panna Młoda” Tima Burtona. Tim Alen na premierze „Piotrusia i Wilka” która była w Londynie powiedział mi, że jest zaszokowany tym co my potrafiliśmy zrobić za tak małe pieniądze, bo na warunki angielskie to był film nisko nakładowy. Część angielskich pieniędzy – 300 tyś funtów – pochodziła z telewizyjnego kanału – Canal 4. Telewizja ta ma za to wyłączność do emisji filmu na okres trzech lat na Wyspach Brytyjskich i miała prawo do premiery, która odbyła się na Boże Narodzenie. Film miał 4 i pół miliona widzów, co było ponoć znakomitym wynikiem, jak na telewizję związaną z kulturą. Canal 4 to telewizja w stylu naszego Kanału Kultura.

A światową premierę film miał 23 września w hali widowiskowej Royal Albert Hall w Londynie. To jest hala która może pomieścić 6 tyś. osób.

K W:
Czy premiera w Royal Albert Hall była z orkiestrą na żywo – tak jak to będzie w lipcu w Warszawie podczas Ogrodów Muzycznych odbywających się na Dziedzińcu Zamku Królewskiego?

Z Ż:
Tak oczywiście z orkiestrą. Reakcja publiczności była niesamowita, brawa tak wielkie… to robiło wrażenie. Tam przynajmniej połowa widzów to były dzieci.

K W:
Jak dzieci odbierały film?

Z Ż:
Dzieci inaczej niż dorośli przeżywają film. Reagują bardzo intuicyjnie. Jeżeli film przeznaczony dla dzieci wywołuje śmiech na widowni – to jest to największa nagroda dla realizatorów. Gorzej jest gdy dziecko ogląda film i… nic żadnej reakcji.

A W:
Czyli jesteście Państwo już po pierwszych sukcesach światowych…

Z Ż:
Film był nominowany do nagrody Bafta. Nie dostał jej ale już sama nominacja jest wysokim wyróżnieniem i dla nas bardzo istotna. Film zakwalifikował się na największy światowy festiwal animacji do Annecy we Francji do głównego konkursu i okazało się, że zdobył tam główną nagrodę Kryształ Annecy i Nagrodę Publiczności.To wielkie wyróżnienie. To tak jak złota palma dla filmu aktorskiego w Cannes. Niestety film się nie zakwalifikował do Krakowa na nasz polski festiwal.

K W:
Dlaczego…?

Z Ż:
Nie wiem… Być może dlatego, że to film dla dzieci.

K W:
Polska premiera filmu odbyła się w Łodzi 23 kwietnia br. ale zdaje się, że dla zamkniętego kręgu odbiorców, nie dla szerszej publiczności. A w lipcu br. podczas Ogrodów Muzycznych film będzie mógł obejrzeć każdy kto przyjdzie na Dziedziniec Zamku królewskiego…

Z Ż:
Tak. Co prawda można było kupić bilety i obejrzeć film, ale widzami byli uczestnicy festiwalu ReAnimacja. Ponieważ premiera „Piotrusia i Wilka” miała miejsce właśnie podczas tego festiwalu. To jest bardzo ciekawy festiwal, odbył się już po raz czwarty i bardzo się rozrasta. Naprawdę wyrasta na duży i ważny międzynarodowy festiwal filmów animowanych.

K W:
Filmów animowanych i dla dorosłych i dla dzieci.

Z Ż:
Tak tam są wszystkie animacje ale filmy dla dzieci są w znacznej mniejszości.

K W:
Jaka jest sytuacja, kondycja filmów animowanych dla dzieci w Polsce, powstają nowe…?

Z Ż:
Jest raczej krucho. Telewizja publiczna która zawsze finansowała produkcją filmów animowanych w pewnym okresie zaprzestała. Zwłaszcza w czasach prezesury Pana Kwiatkowskiego, wtedy gdy dyrektorem pierwszego programu był Pan Sławomir Zieliński. On w ogóle zlikwidował popołudniowe pasmo programów dla dzieci, zresztą do tej pory to pasmo nie zostało przywrócone. W miejsce tego pasma wymyślił taki słynny program „Rower Błażeja”. Powstają natomiast filmy dla dzieci w telewizyjnym studio filmów w Poznaniu. To jest bardzo prężne studio. Pracuje w nim znakomita producentka Ewa Sobolewska, która potrafi zdobyć pieniądze na produkcję z telewizji i chwała jej za to. Oni zrealizowali kilka odcinków serialu z polskimi baśniami, a także rozpoczęli produkcję serialu „Miś Fantzy”.

K W:
Czym teraz zajmuje się Se-Ma-For?

Z Ż:
Przygotowujemy obecnie nowy telewizyjny serial dla dzieci „Zajączek Parauszek”. Głównym bohaterem jest oczywiście zajączek, akcja odgrywa się z bajkowym, zabawkowym lesie. Oprócz Parauszka będą w bajce występowali jeszcze jego rodzice, a także Zającówna Usia sympatia Parauszka. Parauszek będzie rywalizował o względy Usi z drugim zajączkiem Kicusiem, będą też postaci negatywne takie jak: Wilk Żarłok, Lis Spryciarz i Sroka Chciwulka. Troszkę idziemy w stereotypy ale w końcu taka jest nasza kultura, my lubimy stereotypy. I w Se-Ma-Forze uważamy, że nie koniecznie trzeba te stereotypy łamać. Jeżeli w świadomości ludzkiej lis jest chytry to dlaczego w bajce filmowej nie ma być chytry.

K W:
Na jakim etapie przygotowań jesteście?

Z Ż
Jesteśmy na etapie przygotowań scenariusza. Mamy pierwsze wersje scenariusza – jest już ich siedemnaście. Autorem jest pisarz z Lublina Wojciech Próchnicki. Kiedyś zaproponował nam swoje opowiadania jako materiał do animacji. One są bardzo proste ale i sympatyczne, zawsze z jakąś wymową lekko dydaktyczną, że np. trzeba ludzi lubić, że trzeba sobie pomagać… Ponieważ jest to ideologia bardzo zbliżona do tego co było w Misiu Uszatku, a uważam że to bardzo dobry serial dla dzieci, więc doszedłem do wniosku że można by było takie opowiadania przerobić na scenariusze. Ponieważ Pan Wojciech pisze takie scenariusze pierwszy raz, to poprosiliśmy panią redaktor Katarzynę Komorowską, która kiedyś pracowała w telewizji i zajmowała się dobranockami i która dzięki swoim doświadczeniom wie jak powinien wyglądać scenariusz, o pomoc w redakcji scen i dialogów. I w tej chwili dzięki ich pracy scenariusze przybierają już postać scenopisu filmowego. Scenariusz, u nas, w Polsce najczęściej ma postać opisu literackiego, natomiast na zachodzie scenariusz jest bliższy scenopisowi. Jest tam podział na sceny, są dialogi, jest tak napisany, że według tego scenariusza można robić już film, nie trzeba jeszcze raz opracowywać. Zadaniem Pani redaktor jest rozbicie scenariuszy Pana Wojciecha na sceny, ułożenie scen w takiej kolejności żeby to się dało sfilmować.

K W
Czy scenariusze filmów aktorskich i filmów animowanych są takie same, czy są jakieś różnice między nimi?

Z Ż
Nie ma różnic. Scenariusz zawsze musi być dobry, muszą w nim występować w odpowiednich miejscach punkty kulminacyjne, muszą być zachowane ogólne reguły rządzące scenariuszem. Oczywiście w filmie aktorskim można sobie pozwolić na improwizację na planie, w filmie animowanym niestety nie. My później jeszcze pracujemy na scenopisie obrazkowym.

K W:
Kto wykonuje scenopis obrazkowy?

Z Ż:
Wykonują go najczęściej reżyser z operatorem. Czasami biorą sobie do pomocy rysownika ale najczęściej robi to po prostu reżyser, bo nasi reżyserzy mają zdolności plastyczne.

K W
W przypadku „Piotrusia i Wilka” dostaliście Państwo gotowy scenariusz do realizacji?

Z Ż
Scenariusz przywieziony przez Anglików miał postać literacką, nie był dopracowany. Nie było scenopisu obrazkowego dlatego, że Suzie Templeton zrobiła od razu animatic (animatik). Animatic to jest nowość nie tylko w animacji. W skrócie można powiedzieć, że jest to sfilmowany scenopis obrazkowy. W scenopisie obrazkowym są klatki z wyrysowanym początkiem ujęcia i opis, a animatic to są te klatki sfilmowane z jakimś lekkim, prymitywnym ruchem animacyjnym, np. najazdem, odjazdem, panoramą, czyli jest w nim wszystko to, co będzie potem robione z ujęciem. Animatic robi się po to, aby bardzo dokładnie określić metraż scen, metraż ujęć ażeby sprawdzić czy momenty kulminacyjne są w dobrych miejscach, czy wszystko się „klei”, czy akcja jest czytelna, czy widz potrafi zrozumieć o co chodzi, czy film jest interesujący.

K W
Ale czy w tym animatiku występowały lalki…

Z Ż
Nie, to był rysunek. Suzie rysowała w komputerze i razem z komputerowcem robili ujęcie, np. Piotruś miał się przesuwać z prawa do lewa… to rysowali Piotrusia przesuwającego się z prawa do lewa, ustalali długość tego ujęcia i decydowali, czy on ma się szybciej, czy wolniej przesuwać, żeby się dobrze się oglądało. Animatic robi się nie tylko do filmów animowanych. Na zachodzie obecnie zrobienie animatiku to jest już obowiązek, ale robi się także przy realizacji filmu aktorskiego, tam gdzie są wykonywane bardzo precyzyjne triki komputerowe. To samo robi się w filmach reklamowych. Filmy reklamowe musze trwać np. 15 sekund i ani jedna klatka dłużej, ani mniej. Musi być dokładnie 25 klatek na sekundę. Wiec też robi się animatic i w nim ustawia się proporcje, tempo, triki… na podstawie animacji.

K W
Jeszcze kilka, może kilkanaście lat i animatic stanie się oddzielną sztuką…

Z Ż
Czasami animatic wygląda jakby był sztuką 😉 ale to jest ta sama sytuacja co z ładnie namalowanym scenopisem obrazkowym – jak się komuś podoba to można oprawić go w ramkę i powiesić na ścianie, bo jest to dzieło plastyczne. Animatic czasami wykorzystuje się w filmie o realizacji danego filmu („making off”).

Suzie przez cały okres zdjęciowy pracowała nad animatikem. Animatic o krok wyprzedzał zdjęcia filmowe. Ona oczywiście miała zarys całości ale ciągle dopracowywała szczegóły i wymagała aby animatorzy robili ujęcia dokładnie według animatiku. Pozwalała animatorom na wymyślenie sposobu zagrania postacią, ale bardzo często było tak, że powtarzaliśmy ujęcia ponieważ Piotruś zdaniem Suzie, obrócił głową za bardzo i powinien ją wcześniej zatrzymać. Suzie wymagała wielkiej precyzji.

K W:
Ile ujęć filmowych powstawało każdego dnia?

Z Ż
W Polce dobry animator robi średnio ok. ośmiu sekund filmu. Przy „Piotrusiu i Wilku” robiliśmy od 3 do 5 sekund.

K W
Ile trwał dzień zdjęciowy?

Z Ż
Dwanaście godzin pracy. A Tim Alen animator z „Gnijącej Panny Młodej” powiedział, że pracujemy w szalonym tempie 😉 Oni w „Gnijącej Pannie Młodej” robili jedną, dwie sekundy na dzień, zrealizowanie całego filmu zajęło im trzy lata i pracowało ok. trzydziestu animatorów.

K W
Ile osób było zaangażowanych w realizację „Piotrusia i Wilka”.

Z Ż
W polskiej ekipie pracowało ok. 150 osób, przede wszystkim to byli plastycy wykonujący rekwizyty i dekoracje. Mieliśmy takie założenie ze cała inscenizacja jest bardzo naturalistyczna, że jeśli jest wiadro, to ono wygląda jak miniatura prawdziwego wiadra.

K W
Jakiej wielkości były dekoracje i lalki?

Z Ż
Mieliśmy dekoracje i lalki w dwóch wielkościach. W proporcji 1:3 i 1:5 w stosunku do rzeczywistości, czyli jeżeli chłopiec miał np. 140 to duża lalka miała 40 cm, a mała 20 cm. Wiaderko było wielkości kieliszka, a łyżka była jeszcze mniejsza. Moim ulubionym rekwizytem, zabranym przez Anglików do Anglii, to była taczka, która stała na podwórku u dziadka Piotrusia. Normalna, blaszana, zardzewiała oczywiście… Były na niej ślady wybierania betonu łopatą, a ona sama miała 15 cm długości.

K W
To prawdziwy majstersztyk! Ileż to pracy i magicznych wręcz umiejętności!

Z Ż:
Tak. Szczególnie ciężka była końcówka, niektórzy spali na planie nie wracali do domu, np. komputerowcy robiący postprodukcję, czyli obróbkę cyfrową obrazu. Bardzo wszyscy się zżyliśmy. Suzie uwielbia Polskę, uwielbia Łódź, wynajmuje mieszkanie w Łodzi, a jej asystent kupił mieszkanie w Łodzi. Zakochali się w Polsce, a to było ich pierwsze spotkanie z Polską.

K W:
Co jeszcze zobaczymy na Ogrodach Muzycznych? Co jest produkcji Se-Ma-Fora?

Z Ż
Kilka naszych starszych filmów np. przebój festiwali światowych „Ichthys” Marka Skrobeckiego, czy oscarowe „Tango” i oczywiście pierwszy polski film animowany z 1947 roku „Za króla Krakusa” .

K W
Słyszałam coś o pomyśle na pomnik Misia Uszatka w Łodzi? Czy to prawda?

Z Ż:
Tak planujemy i miasto nam sprzyja… Jest szansa, że pomnik będzie równocześnie fontanną. Myślę, że będzie to dużą atrakcją dla dzieci

K W.
Z pewnością. Dzieci uwielbiają, szczególnie nowoczesne fontanny, które są swoistym torem przeszkód ćwiczącym refleks biegającego pomiędzy wytryskującymi z podłoża strumieniami wody. Słyszałam też o Państwa problemach lokalowych.

Z Ż
Tak mamy potężny problem. Dostaliśmy wymówienie z pomieszczeń w których od lat jest Se-Ma-For – wykupił te tereny Developer, który planuje wybudować tam mieszkania. Szukamy nowego lokalu do którego powinniśmy przenieść się we wrześniu, mamy kłopot bo potrzebujemy ok. 700-800 metrów kwadratowych, a nawet więcej bo chcielibyśmy w Łodzi przy Semaforze zorganizować Muzeum Bajki. Nie ma takiego tygodnia, żeby ktoś nie dzwonił do nas z pytaniem, czy nie może przyjechać z dziećmi ze szkoły czy przedszkola, żeby obejrzeć, jak się robi filmu animowane. My często wpuszczamy takie wycieczki… ale jednak jest to w trakcie naszej pracy. Nie mamy żadnej przestrzeni magazynowej gdzie, moglibyśmy dekoracje już zgrane, z filmów przechować. W moim malutkim gabineciku szafy są zawieszone gablotami gdzie są lalki, sporo lalek mamy w różnych pudłach… Szkoda trzymać to w ukryciu. Przecież można by było organizować dzieciom warsztaty animacji, wytłumaczyć cały proces… Byłaby to niewątpliwie atrakcja miasta.

K W
Dziękuję serdecznie za miłą rozmowę. Życzę, aby wszystkie plany się udało zrealizować i te związane z pomnikiem Misia Uszatka i Muzeum Bajki i oczywiście życzę kolejnych wspaniałych produkcji.

Z Ż
Dziękuję bardzo.

Główni realizatorzy filmu:
Suzie Templeton – reżyseria i współautorka scenariusza
Marek Skrobecki – scenografia
Mikołaj Jaroszewicz i Hugh Gordon – zdjęcia
Adam Wyrwas i Krzysztof Brzozowski – animacja lalek
Kamil Polak – postprodukcyjne cyfrowe opracowanie filmu
Elżbieta Stankiewicz – polski kierownik produkcji
Zbigniew Żmudzki – polski producent
Hugh Welchman i Alan Dewhurst – producenci angielscy.

 

 



ZOBACZ TAKŻE:dekoracjefilmkomputer