Mundurki szkolne

Mundurki szkolne, przymus? Równość? Moda?

Zdaniem jednych mundurki szkolne to tworzenie spójnego wizerunku w szkole. Dzięki noszeniu zunifikowanej w kolorze i kroju odzieży uczniowie mogą łatwo odróżnić się od innych szkół, a tym samym ponoszą prestiż swojej szkoły.

Zdaniem innych mundurki niwelują różnice pomiędzy uczniami i eliminują rywalizację w ubieraniu.

Jeszcze inni mówią, że to pomaga zapobiegać przedostawaniu się obcych, niepożądanych osób do szkoły. Co wy o tym myślicie? Zapraszamy do pozostawiania komentarzy…

Idea mundurków szkolnych pochodzi ze szkół amerykańskich, gdzie ubieranie się w barwy szkoły podnosiło prestiż oraz budowało silną przynależność do grupy. W Polsce przez długi czas królowały „fartuszki”, dziś powracają w innej wersji. Co o nich myślą uczniowie, a co nauczyciele? Co mają na celu i jakie emocje budzą zapytałam uczniów i pedagoga-nauczyciela.

Pani Aleksandra Zbońkowska jest pedagogiem szkolnym w gimnazjum i nauczycielem nauczania początkowego w szkole podstawowej.

A.Z. Moim zdaniem ujednolicenie strojów młodzieży nie wnosi żadnych pozytywnych i istotnych zmian do polskiej, szkolnej rzeczywistości i codzienności. Jednolity strój to jedynie problem z egzekwowaniem obowiązku jego posiadania i noszenia, bo brak nam na dzień dzisiejszy jednolitych przepisów określających, jakie są kary i sankcje za nie wywiązywanie się z powyższego obowiązku. Mundurek szkolny to tylko deklaratywne wzmocnienie poczucia wspólnoty szkolnej poprzez przeniesienie pozadydaktycznej rywalizacji miedzy młodzieżą z terenu placówki na tereny pozaszkolne. Bo "licytacja", kto ma lepsze ubranie, kto bogatszych rodziców trwa nadal. Choćby przed i poza szkołą. Jedni rodzice przywożą swoje dzieci w starym fiacie, inni w nowym mercedesie. Jedni jeżdżą na wszystkie wycieczki i zawsze mają duże kieszonkowe, inni uczniowie bywają na klasowych wyprawach raz w roku.

D.M. Ale czy jednolity strój nie pomaga w zniesieniu różnic, głównie tych materialnych?

A.Z. Jednolity strój szkolny dla każdego ucznia to tylko pozorne zniesienie różnic społeczno- materialnych miedzy dziećmi. Mundurek choćby czarny nie ukryje u dziecka rodziny dysfunkcyjnej brudnych rąk, siniaków, wszawicy czy brzydkiego zapachu wynikającego z braku higieny i zainteresowania rodziców. A jednolite stroje pozostaną jednakowe tylko przez pierwszy miesiąc. Niektóre dzieci szybko zaczną się wyróżniać swoim strojem – plamy, brud i brak świeżości ubrań widać jednakowo wyraźnie zarówno wtedy, gdy dzieci są różnobarwnie jak i jednolicie ubrane.

D.M. Czy zatem mundurki są potrzebne? Jeśli tak to, do czego?

A.Z. Myślę, że mundurek nie jest panaceum na szkolne bolączki. Rewitalizacja polskiego szkolnictwa to wprowadzanie nowoczesnych metod dydaktycznych, zachęcanie uczniów i nauczycieli do kreatywności, do jasnego i otwartego wyrażania swoich poglądów, do akceptowania krytyki. Krótko mówiąc szkołą powinna uczyć umiejętności przydatnych na rynku pracy, a nie takich, które przydawały się w gospodarce nakazowo-rozdzielczej: czyli uniformizacji, posłuszeństwa, podporządkowania się i ślepego uznania dla władz.

D.M. Co uczniowie myślą o mundurkach?

A.Z. W szkole, w której uczę, młodzież gimnazjalna bardzo negatywnie wypowiada się o mundurkach, nie podobają im się fasony już zamówionych strojów. Niektórzy twierdzą, że żadna siła nie zmusi ich do noszenia kamizelek, bo nie ma żadnych realnych powodów, aby je zakładać. Młodzież buntuje się choćby, dlatego, że jest to pomysł narzucony odgórnie, nie był on konsultowany z uczniami.

Takich problemów będzie zapewne mniej w szkole podstawowej, gdyż tam są mniejsze dzieci, posłuszne rodzicom i nauczycielom oraz ich prośbom. Chociaż z tego, co słyszę, gdy dzieciaki powtarzają opinie rodziców i z tego, co dostrzegam, nawet na poziomie szkoły podstawowej mogą być problemy z egzekwowaniem obowiązku noszenia mundurków, gdyż i rodzice nie są ich zwolennikami – wskazują przede wszystkim na dodatkowe, zbędne koszta związane ze „umundurowaniem” dzieci.

D.M. Na pewno napotka Pani problemy wychowawcze z tym związane, jak Pani sobie z nimi poradzi?

A.Z. Tak, na pewno spotkam się przede wszystkim z ogólną niechęcią wobec mundurków i mam wrażenie, że trudno będzie mi przekonać dzieci do noszenia jednolitych strojów, a rodziców do egzekwowania owej konieczności wobec dzieci, skoro sama nie jestem ich zwolenniczką i nie dostrzegam żadnych racjonalnych argumentów na rzecz ujednolicenia strojów.

D.M. Co na to inni nauczyciele?

A.Z. Zdania są podzielone, jak zawsze i w każdym temacie.

D.M. Jak wyglądają mundurki w Pani szkole?

A.Z. Mundurek w szkole podstawowej to: bordowa kamizelka dla dziewczyn, granatowa dla chłopców, obie z logo szkoły.

W gimnazjum jest to rodzaj koszuli, również z logo szkoły.

D.M. Jaki jest ich koszt?

A.Z. W szkole podstawowej: 35 zł – za chłopca, 39 zł- za dziewczynkę, bo kamizelka jest nieco dłuższa; w gimnazjum – 54 zł.

D.M. Jakie są trędy? Które modele są modne?

A.Z. Myślę, że w momencie, gdy dana społeczność szkolna podejmowała trudną decyzję wyboru fasonu stroju jednolitego, to głównym argumentem była cena owego stroju. Z tego co wiem, nie można w tak dużej populacji dobrać stroju, który wszystkim dzieciom, rodzicom odpowiadał by pod względem estetycznym. Dzieci mają, zatem stroje, nie tyle modne, co takie, na które było stać większość z grupy rodziców w danej społeczność szkolnej.

Ogólnie wyboru dokonywano biorąc pod uwagę użyteczność owego stroju. Miał być wygodny, z przewiewnego materiału, w stonowanych kolorach, pasujących do różnorodnej kolorystyki ukrytych pod mundurkiem ubrań.

D.M . Zapytałam także uczniów, co myślą o mundurkach.

Adam (16 lat), świeżo upieczony uczeń prestiżowego Liceum im. Władysława IV w Warszawie, opowiedział mi o swojej opinii na ich temat.

Adam już wcześniej spotkał się z mundurkami. Jeszcze przed wprowadzeniem ustawy w życie, były obowiązkowe w gimnazjum, do którego chodził. Jego szkolny strój składał się z granatowej marynarki, tego samego koloru krawata z logo szkoły i jasno-szarych spodni. Adam opowiada, że spodnie były wykonane w takiego materiału, że kiedy chodziło się w nich w zimie było zimno, a pod koniec roku szkolnego w maju i czerwcu było za gorąco. Dziewczynki były i tak w dużo gorszej sytuacji, ponieważ ich strój oprócz marynarki i krawata składał się ze spódniczki w szkocką kratę wykonaną z czegoś podobnego do grubej ceraty. Mój rozmówca opowiada, że dziewczęta często narzekały na niewygodę tego stroju, przytaczając historyjki o tym, jak to zamiast po zdjęciu spódnicy położyć ją, stawiają ją jak abażur.Te i inne niewygody przyczyniły się do tego, że prawie nikt, poza gronem ugrzecznionych prymusów, nie nosił kompletnego mundurka. W niektórych wypadkach ze stroju pozostawał sam krawat albo biała koszula. Wielkim plusem według uczniów tego gimnazjum było to, że nosiło się je tylko raz w tygodniu. Większość uczniów mundurków nie znosiła, część się przyzwyczaiła, część się z tego śmiała. Adam podsumowuje, że w końcu uczniowie uznali to za jedną z kolejnych katuszy związanych ze szkołą.

Adam (lat 17), wzorowy uczeń jednego z warszawskich liceów, uważa, że jedynym plusem wprowadzenia ich jest to, że gdy patrzy się na 200 uczniów wszyscy wyglądają podobnie. Nie zauważa u siebie w szkole pokazów mody czy prześcigania się w prezentowaniu, co raz to nowych kreacji. Nie widzi potrzeby ich wprowadzenia. Zapytany przez mnie o to czy będzie swój mundurek nosił z dumą czy wstydem, odpowiada, że nie wie, ale na pewno będzie go nosił. Za brak mundurka w jego szkole przewidziane są kary, nawet łącznie z wyrzuceniem ze szkoły.

Pomysł mundurków zaczerpnięty został z zachodu. Tam również nie wszystkie dzieci i młodzież chętnie noszą mundurki, ale zapewne idea jest szerzej znana i częściej podzielana. W naszej rzeczywistości nawet pedagogom brakuje argumentów by przekonać uczniów do ich noszenia. Pozostanie jeden argument, ten najstarszy w polskim szkolnictwie „No, bo tak!”.

 

 

Autor tekstu : Dorota Mazur