Jak wychować Mozarta

Jest rok 1652, wiosna, Rzym kwitnie i świętuje Wielkanoc. W Kaplicy Sykstyńskiej rozbrzmiewa muzyka zupełnie inna niż ta, którą można usłyszeć na publicznych koncertach albo dworach możnych, muzyka piękna i trudna. Jednym z utworów jest Miserere – dziewięciogłosowy motet mistrza Allegriego – bodaj najbardziej strzeżone dzieło w historii sztuki (!).

Kompozycja jest chlubą i skarbem Kaplicy, dlatego za wszelkie próby  kradzieży grozi  klątwa papieska. Wiedzą o tym  chórzyści kapeli (bo kto inny mógłby mieć dostęp i okazję?). Nic więc dziwnego, że nikt się nie odważył na tak zuchwały czyn, aż do owego wiosennego poranka, kiedy to 14 letni młodzieniec wszedł, usłyszał i … zapamiętał. Ukradł? Żadna rewizja nic by tu nie wykazała. Nazwijmy to kradzieżą dla lepszego efektu, ale czyż bardziej na uwagę nie zasługuje ta niezwykła umiejętność niż sam czyn? Kim był „złodziej”? – to młody Amadé Mozart. Dla naszej historii równie ważne jest pytanie kim był jego nauczyciel?

Rodzimy się jako „informacyjne bomby”, wybuchamy talentami jeśli mamy ku temu sprzyjające okoliczności i nie chodzi o bogatych rodziców, a raczej rodziców świadomych. Truizmem jest zdanie, które jednak zacytuję ze względu na celność: „ile włożysz w dziecko tyle wyciągniesz” (wersja pospolita); „ile zainwestujesz tyle zaprocentuje” (jeśli ktoś woli finansowe porównanie); „jaki mu dasz start tak poszybuje” (jeśli ktoś woli sportowe). Wszystko zatem sprowadza się do pierwszych lat życia. Co robić, w co inwestować, aby nie zdusić talentów, ale je wydobyć i pomnażać? Ile mamy na to czasu? I co wybrać?

Lekcja przestrzeni

Leopold Mozart przeczuwał jaki ogrom możliwości tkwi w jego synu, wierzył też, że jako nauczyciel ma wszystko.  Współcześni ojcowie niestety nie mają tyle pewności. Leopold zainwestował w muzykę dla niej samej, współczesnym rodzicom nauka proponuje dużo więcej możliwości działania p r z e z muzykę na rozwój dzieci, oraz więcej miejsc gdzie mogą znaleźć wskazówki. Zostańmy jeszcze przez chwilę w Kaplicy Sykstyńskiej pamiętnego 1652 roku. Co tak naprawdę  nas oszałamia w wyczynie  Mozarta? Zapamiętanie wielogłosowej konstrukcji muzycznej i zapisanie jej na twardym dysku pamięci a potem na papierze. To było działanie zamierzone i świadome dlatego tym bardziej skuteczne. 14 letni muzyk wiedział jak to zrobić i miał narzędzia – pamięć, wyobraźnię, wykształcony słuch i umiejętności pisania. Czyż nie są to elementarne umiejętności potrzebne każdemu człowiekowi do życia i pracy? Gdyby zastąpić ów motet projektem architektonicznym, pewnie bylibyśmy równie zachwyceni i zdumieni, o takim jednak wyczynie nie słyszałam. Porównanie z architekturą nie jest bezpodstawne, de facto był to olbrzymi dźwiękowy gmach. Jeśli dodamy do tego własną twórczość młodego Mozarta, w tym wieku już całkiem pokaźną, kreatywność dopełni obrazu. Mając takie umiejętności (świetną pamięć, wyobraźnię, kreatywność) każdy, niezależnie od tego co jest jego pasją (muzyka, nauka, architektura, języki) ma otwartą drogę do pełnego spełnienia marzeń. Dodajmy jeszcze coś, co rodzi się przy okazji – czyli pewność siebie – a co jest niezbywalnym elementem sukcesu. Ważne, aby te umiejętności dzieciom dać w porę, czyli stworzyć odpowiednie warunki . Zróbmy zatem robocze założenie, że to właśnie muzyka jest tak skuteczna i wielowymiarowa w swoim oddziaływaniu.

Ćwiczenia z neurobiologii

Szybkość przetwarzania, zdolności językowe, przestrzenne i pamięć to składniki inteligencji, a muzyka, nawet jeśli nie jest celem samym w sobie, niesie w sobie te elementy. Muzyka, której nie da się przedawkować, w edukacji dzieci jest jak niesłychanie skuteczny katalizator potężnej reakcji chemicznej. Jako fala i jako informacja podwójnie stymuluje układ nerwowy. Ponieważ nie ma jednego ośrodka w mózgu, który odpowiadałby za przetwarzanie muzyki, a jest ich wiele rozproszonych,  mózg wystawiony na jej działanie świeci jak choinka na Boże Narodzenie. Muzyka aktywizuje ośrodek słuchu, korę sensoryczną i ruchową (u wykonawców), korę czołową i przedczołową  (odpowiedzialne za świadomość i analizę, zapamiętywanie), okolice płata ciemieniowego odpowiedzialne za wyobraźnię i rozumowanie przestrzenne, jądro migdałowate czyli emocjonalny odbiór wrażeń, móżdżek (kontrolujący równowagę i ruch), a też, co bodaj najważniejsze, rozwija połączenia pomiędzy półkulami mózgowymi w spoidle wielkim. Już godzinny trening wystarczy, by stworzyć nowe połączenie, aby zaś znacząco wpłynąć na rozwój pamięci werbalnej wystarczy 6 lat edukacji muzycznej, przy czym efekty są  widoczne po roku. Ludzie wykształceni muzycznie i czynnie uprawiający muzykę „słuchają” jej zarówno prawą (emocjonalną) jak i lewą (analityczną) półkulą. Jak się okazuje  niemal wszyscy laureaci prestiżowej nagrody Fundacji Siemens w dziedzinie matematyki, nauk i technologii (Siemens Westinghouse Competition in Math, Science and Technology) grają na jednym lub kilku instrumentach. A to tylko jeden z przykładów.

Jednak zanim dzieci wyrosną na liderów, naukowców, artystów – muszą przeżyć swoje dzieciństwo, a czasem wręcz przeżyć – i tu również muzyka ma działanie zbawienne. Dowiodły tego badania przeprowadzone w Amerykańskim Instytucie Pediatrii z 1991 r, gdzie wcześniaki, którym dano możliwość słuchania muzyki (kołysanek i piosenek dziecięcych) szybciej przybierały na wadze, rzadziej miały problemy z oddychaniem, dlatego wcześniej mogły opuścić odział intensywnej terapii. Głos matki prezentowany wcześniakom w czasie pobytu w szpitalu powodował  poprawę ich zdrowia już po kilku miesiącach, a ten trend utrzymywał się prze lata. Te właśnie dzieci szybciej  rozwijały umiejętności werbalne. Nie kto inny jak właśnie Mozart, a raczej jego muzyka, okazała się zbawienna w Tel Aviv Medical Center, gdzie leczone nią wcześniaki szybciej nadrabiały zaległości rozwojowe.

Tylko nie edukacja!

Pozostało jeszcze jedno pytanie istotne zwłaszcza teraz, kiedy dzieci są bombardowane edukacją od początku życia, zanim jeszcze mogą coś same postanowić. Pytanie brzmi: ile mamy czasu? Kiedy zacząć i jak? I tu wyniki badań i obserwacji są raczej zgodne. Jeśli chodzi o muzykę – od urodzenia a nawet przed nim, ponieważ dzieci słyszą od 18 tygodnia życia płodowego. Leopold kształcił swoje dzieci od urodzenia i było to zamierzone działanie dydaktyczne. Choć umiejętnie łączył je z zabawą, motywował i dbał o emocjonalną więź z dziećmi, do czego muzyka nadaje się jak nic innego, w naszej pamięci pozostał jako surowy organizator tras koncertowych kilkuletniego Wolfganga. To słusznie może dziś przerażać, tak jednak nie musi być. Muzyka dla dzieci jest przyjemnością, zabawa, formą nawiązania kontaktu z rodzicami (jakże ważnego), potem z rówieśnikami. Jest wartością sama w sobie lub/i drogą rozwoju innych talentów. Nie można jednak zaniedbać pierwszych 8-9 lat. Psychologowie muzyki są zgodni co do tego, że wiek 3-5 lat to najbardziej efektywny czas , kiedy plastyczność mózgu jest największa. Zanim nasze pociechy nie zaczną myśleć analitycznie mamy czas, aby muzyka wrosła w nie jak naturalna potrzeba, jak drugi język (analogia jakże trafna z punktu widzenia procesów uczenia). Najprościej definiując, muzyka jest emocją i radością tworzenia wypełniającą doskonały system – czy można wyobrazić sobie  lepszą zabawę edukacyjną, bardziej harmonijne połączenie funkcji obu półkul mózgowych?

Dzieci słyszą zanim się urodzą, zapamiętują, a więc uczą się równie wcześnie, śpiew matki rodzi więź niezbywalną dla dobrego rozwoju, czyli tworzy dobry grunt. Przyzwyczajając dzieci do obcowania z muzyką (co E.E.Gordon nazwał audiowaniem) dajemy im przepustkę do lepszego życia, w którym wszystko może być łatwiejsze i szybsze (jak szybszy procesor), dajemy kompetencje. Leopold Mozart był ojcem i menadżerem, teraz wiemy, że dzieciom się należy dzieciństwo Kto chce jednak zainwestować w umuzykalnianie swoich pociech od najmłodszych lat niczego ich nie pozbawi, a zbierze plon godny rodziny Mozartów, Bachów, Mendelsohnnów.

Tekst:  Centrum Muzyki i Muzykoterapii Gaia www.centrumgaia.pl

 

 

 

Autor tekstu : Centrum Muzyki i Muzykoterapii Gaia

Zapisz się na newsletter !


ZOBACZ TAKŻE:muzyka