Gryzmoł. Dorota Gellner. Recenzja

Niełatwe jest życie z artystą (!) wzdychają dorośli gdy ich pociechy, za nic mając twórcze konwenanse, z uporem i pasją zdobią domowe tapicerki, meble i ściany. Rodzice z niedowierzaniem odnotowują, że właśnie skończyła się kolejna ryza papieru, kolorowanka przed godziną przyniesiona ze sklepu jest już wypełniona po brzegi, a przedwczoraj temperowane kredki ponownie nadają się jedynie do ostrzenia. Dziecięca radość tworzenia bywa dla otoczenia męcząca, a jednak w głębi serca napawa dumą, cieszy i wzrusza.

Intuicyjnie czujemy, że ten rodzaj aktywności zasługuje na szczególne rodzicielskie wsparcie i rzeczywiście jest to narzędzie naprawdę magiczne: otwiera przed maluchami świat niczym nieskrępowanej wyobraźni, samodzielnej kreacji, uczy wnikliwej obserwacji i uwrażliwia na piękno, pomaga wyrażać emocje, oswajać rzeczywistość i… długo by jeszcze wyliczać!

Tytułowy bohater książki Doroty Gellner pt."Gryzmoł" jest kilkuletnim chłopcem, który po brzegi wypełnia swoją codzienność własnoręcznie malowanymi obrazami. Nieprzerwanie i niestrudzenie gryzmoli wszędzie gdzie się da, na każdy rodzący się w jego życiu i głowie temat. Nie mogąc powstrzymać potrzeby uchwycenia pomysłów i przeżyć w rysunki bohater bazgrze po dachach, murach, ścianach, meblach, itp. narażając się na gniew najbliższych i nieustannie wpadając w tarapaty. Przepraszając za swe psoty z rozbrajającą szczerością mówi: "kiedy pędzel w łapie czuję, to nie patrzę, gdzie maluję".

W książce znajdziemy siedemnaście krótkich historyjek o perypetiach Gryzmoła.
Bije z nich pełne energii i radości przesłanie, że dobrze jest mieć i pielęgnować pasję, ale jak we wszystkim należy pamiętać o zdrowym rozsądku i umiarze – niekontrolowane szaleństwa mogą bowiem prowadzić na życiowe manowce; można jak Gryzmoł „utknąć z głupią miną w kuble z farbą pod drabiną”. Autorka, dobrze znana i ceniona jako mistrzyni rymowanej prozy (uwaga dla niewtajemniczonych: Panią Gellner znamy wszyscy; jej teksty o zielonym ogórku, czy lalce Zuzi przekazywane są kolejnym pokoleniom polskich dzieci z mlekiem matki) zamknęła przygody małego psotnika w zgrabne rymowanki, które śmieszą, cieszą i zaskakują błyskotliwością. Przemycają też do dziecięcego słownika nowe pojęcia takie jak sztaluga, pejzaż, paleta.

Spoglądając po raz pierwszy na postać Gryzmoła, stworzoną przez Ewę Poklewską-Koziełło, bez zbędnych wstępów wiemy czego się spodziewać. Niespożytą energię i temperamencik Gryzmoł ma wręcz wypisane na twarzy, do tego łobuzerski błysk w oku, burza rozczochranych, kręconych włosów i nieodłączne atrybuty opętańczej pasji tj. kredka i pędzel, w dłoniach. Wizja ilustratorki jest doskonałym dopełnieniem opowieści – wydaje się, że bohater i jego świat po prostu nie mogliby wyglądać inaczej! Dynamiczne i trochę nagryzmolone rysunki świetnie komponują się z wigorem i entuzjazmem Gryzmoła; podsycają tempo opowieści i wzmacniają jej groteskowy charakter. Duet idealny!

Każde dziecko ma w sobie małego artystę; twórczy potencjał, którego odkrywanie i zgłębianie uczy postrzegać rzeczywistość z większą uważnością, wrażliwością i pełniej jej doświadczać. Bierzmy więc przykład z Gryzmoła i pędzle w dłoń (!), a nasz wspólny Świat z każdym pokoleniem będzie lepszy i piękniejszy!

Ania Maschke 

Gryzmoł
Tekst: Dorota Gellner
Ilustracje: Ewa Poklewska-Koziełło
Oprawa twarda, folia matowa
Format: 240 x 240 mm
Stron: 36
Wydawnictwo Bajka

 

Autor tekstu : Ania Maschke