Chłopiec z Lampedusy. Recenzja

Świat zmienia się na naszych oczach. Żyliśmy w błogim przekonaniu, że wszystko co złe już za nami, że nasze standardy obowiązują wszędzie. Zapomnieliśmy, że poza Europą jest wielki świat, w którym jedni ludzie ciągle toczą wojny, a inni przed tymi wojnami chcą uciec i szukają bezpieczniejszego miejsca.

Możemy udawać, że to nie nasz problem, możemy odwracać głowę, ale trudno obronić się przed obrazami, którymi jesteśmy co chwila bombardowani.

Nasze dzieci je widzą, więc trzeba z nimi rozmawiać. Na przykład o uchodźcach. To bolesny i trudny temat. Na szczęście pojawiają się świetne książki, które pomagają nam zacząć. Jedną z nich jest Chłopiec z Lampedusy Rafała Witka.

To kolejna książka Wydawnictwa Literatura z serii Wojny dorosłych – historie dzieci. W tej serii ukazują się książki ważne, poruszające trudne tematy: dawne i współczesne.

Nie epatują krwią i strachem, opowieści są delikatne i z dystansem nakreślają problem – tak, żeby go pokazać i skłonić do myślenia, ale nie przestraszyć.

Akcja Chłopca z Lampedusy toczy się właśnie na Lampedusie, gdzie mieszka Andżelika, polska dziewczynka. Rafał Witek zderza w tej książce świat emigrantów ekonomicznych i uchodźców. Rodzice Andżeliki ciężko pracują, by kiedyś w Polsce wybudować wymarzony domek.

Życie dziewczynki nie jest proste: znalazła się w nowym miejscu, rzadko widuje ojca, który pracuje jako kierowca tira i jeździ po całej Europie, jest uboższa od koleżanek. Mama dziewczynki całymi dniami pracuje w hotelu. Trudno się żyje w nowym kraju: trzeba znaleźć mieszkanie, dostosować się do wymagań właścicielki domu, nauczyć języka i nowej kultury, ciągle zmagać się z byciem obcym i innym.

Pewnego dnia Andżelika widzi na morzu żółtą łódź, która dziwnie znika. Potem spotyka chudego chłopca pływającego w ubraniu. Tandżin kradnie jej chleb i dziewczynka postanawia go odnaleźć.

W ten sposób w jej życie wkracza świat, którego nie rozumie. Świat, w którym ktoś może być tak głodny, że zmuszony do kradzieży. Okazuje się, że są ludzie pozbawieni wszelkich praw, których można w każdej chwili odesłać do miejsca, gdzie rządzi karabin. Rafał Witek patrzy na wydarzenia oczami dziecka, które nie potrafi zrozumieć:

Co to znaczy “nielegalny imigrant”? — ryknęła na karabiniera. — To nie jest żaden imigrant. To mój kolega. I wszystko ma legalne! Niby co jest w nim nielegalnego? Ręce są nielegalne? Nogi? A może kręcone włosy są nielegalne?

Opowieść Rafała Witka jest wymyślona, ale do jej napisania skłoniły go prawdziwe słowa i prawdziwa historia chłopca wyłowionego z morza, który próbował dostać się w ten sposób do lepszego świata. Książka kończy się happy endem. Znajdują się ludzie, którzy chcą pomóc. Pomagają osoby, po których się tego nie spodziewamy. Świat nie jest taki zły, zdaje się mówić autor, wystarczy trochę dobrej woli i trochę serca. Bardzo chciałabym w to uwierzyć.

Chłopiec z Lampedusy to dobra historia dla ośmio-, dziewięciolatków. Dużo w niej tematów do rozmowy i przemyśleń. Może mogłoby znaleźć się w niej trochę więcej informacji o tym, dlaczego ludzie uciekają, ale pewnie wtedy książka stałaby się mniej spójna.

Zresztą to już zadanie dla czytelnika: niech spróbuje się dowiedzieć, co dzieje się w Erytrei i dlaczego uciekają z niej ludzie, dlaczego są tak zdesperowani, że łupiną próbują przepłynąć  ogromne morze. Ważne, żeby chciało nam się szukać odpowiedzi na powyższe pytania, a potem również może zacząć pomagać.

Magdalena Koziarek, autorka bloga synkowe-czytanie.blog.onet.pl

Chłopiec z Lampedusy
Autor: Rafał Witek
Ilustrator: Joanna Rusinek
Oprawa: Oprawa twarda
Ilość stron: 80
Kategoria wiekowa: 7+
Więcej informacji na stronie Wydawnictwa Literatura

Zapraszamy do działu recenzji Miasta Dzieci!