Bajka o kreciku

Bajki dla dzieci na dobranoc - bajka o kreciku

Mały krecik zamyślił się i westchnął głęboko. Bardzo chciał wyjść ze swojej czarnej i wilgotnej norki. I jeszcze nigdy nie zależało mu na tym tak bardzo jak właśnie dzisiaj.
– Zaraz nad Szmaragdowym Jeziorkiem zacznie się jesienna zabawa, a mnie jak zwykle tam nie będzie- westchnął żałośnie Kopacz i powędrował w głąb ciemnego korytarza, łączącego się z tysiącem innych podziemnych przejść i tuneli.

Kopacz był niezwykłym kretem. Bardzo pracowitym, mądrym i pomocnym. Zawsze był pierwszy w pracy i ostatni w swojej norce. Niezrównany mistrz kopania, powiększania i ulepszania podziemnych zawijasów. Tak, nasz mały przyjaciel nie miał równych sobie. Ale miał coś jeszcze, coś co odróżniało go od reszty monotonnej kreciej społeczności. Miał przyjaciół. Bardzo wielu, bardzo różnych przyjaciół: Jeżyka Marudę, który często przynosił Kopaczowi pachnące skórki jabłek i pomarszczone grzybie kapelusze, Borsuka, który czasami przysiadał na wilgotnym kopcu, ukrytym wśród zielonych paproci i snuł jesienne opowieści. Albo małą, zawsze zabieganą Nornicę, która w zamian za pulchną dżdżownicę potrafiła godzinami śpiewać dziwne i trochę smutne leśne piosenki. Krecik lubił też rozkapryszona Wiewiórkę i zarozumiałą Żmiję Sykliwą, ale najbardziej lubił starą Panią Myszę, dzięki której Kopacz zyskał coś jeszcze równie cennego jak przyjaciele. Zyskał marzenia.  

Siwa i leciwa Mysza potrafiła godzinami opowiadać o tym gdzie była, co widziała i przeżyła. Roztaczała przed swoimi słuchaczami niesamowite wizje dalekich krain, zapachów i dźwięków. Rozścielała przed nimi, niczym barwne dywany nowe, wspaniałe miejsca i wplatała w nie swoje przygody. A Krecik chłonął jej słowa, z uwagą o wiele większa niż inne zwierzęta, bo wiedział, że jemu nigdy nic takiego pisane nie będzie. I kiedy zapadał zmrok i wszyscy rozchodzili się w pośpiechu do swoich przytulnych norek, dziupli i jamek, Kopacz niemrawo wlókł się ciemnymi korytarzami do swojego ciasnego i mrocznego domku. I kiedy wszyscy w nocy snuli plany, na kolejny dzień na przyszłość, kiedy śnili o wspaniałych wyprawach i niezwykłych podbojach, tylko mały, aksamitny krecik cichutko chlipał w poduszkę.

Wiedział, że on nigdy nie wyruszy na żadną wyprawę. Nigdy nic nie zobaczy, ani nie odkryje, bo on Krecik nie może wychodzić na słońce. Krety są prawie ślepe i w blasku dnia, w jasnych słonecznych promieniach tracą resztki swojego słabiutkiego wzroku. I dlatego też wszystkie nie odkryte jeszcze skarby muszą pozostać na swoim miejscu, albo poczekać na kogoś innego. Kopacz wiedział doskonale, że to nie on je znajdzie. Jednak dzięki opowieściom Myszy, marzył, że niemożliwe stanie się prawdą i zostanie kiedyś wielkim odkrywcą i podróżnikiem.

I dlatego też właśnie dzisiaj, w ten magiczny dzień, w czas Jesiennej Zabawy Kopacz był wyjątkowo zrozpaczony, ponieważ zrozumiał jak odległe są jego pragnienia.
– Gdybym mógł wyjść, tylko dzisiaj- myślał zasmucony Krecik. Tylko dzisiaj, w ten jeden jedyny zaczarowany dzień. Też chciałbym potańczyć na łące i wykapać się w jeziorku- szeptał sam do siebie, cofając się przy tym przed ostrymi słonecznymi promieniami, które wpadły do tunelu i rozlały się wkoło jaskrawo-złocistą plamą.

Inne krety nie rozumiały tęsknot Kopacza. Uważały, że prawdziwy i porządny kret nie ugania się za przygodami, tylko kopie tunele, nie słucha bajek tylko wygładza ścianki w swojej podziemnej norce i nie marzy tylko śpi, aby mieć siłę do pracy następnego dnia! Ciągle przeganiały przyjaciół Kopacza, ponieważ uważały, że odrywają go od pracy i mają na niego bardzo zły wpływ.
– Bardzo proszę teraz nie przeszkadzać – kopiemy tunele!
– Proszę nam nie zawracać głowy, ponieważ teraz powiększamy nasze legowiska!!
– Teraz nie mamy czasy, bo wykopujemy nowe trasy!!!

Tymczasem Krecik, coraz częściej popadał w zadumę i coraz mniej pracował. Wystawiał tylko co jakiś czas czubek noska z czarnego jak noc, kopca, po czym chował się znowu. Nic go nie cieszyło i nawet powrót Pani Myszki z kolejnej wyprawy nie zdołał tego zmienić.
-Wiem co musisz zrobić- powiedziała Mysza, kiedy Krecik w końcu przestał jej się żalić.
-Możesz przeżyć niezwykłe przygody, odnaleźć wszystkie skarby świata i zacząć spełniać marzenia, musisz tylko znaleźć swoje słońce, które wskaże ci drogę- zaśmiała się Myszka i pomachała zdumionemu Kopaczowi na pożegnanie.

Zaintrygowany podpowiedzią przyjaciółki Krecik wyszedł z ukrycia i usiadł na szczycie kopca. Słońce dawno już zaszło, zabierając ze sobą nawet resztki ciepła, więc Kopacz mógł bezpiecznie siedzieć w cieniu i rozmyślać nad radą Myszki. I nagle, kiedy przestraszył się, że już nigdy nie odkryje tego co powinien zrobić spostrzegł, że na jego czarne futerko narzucona jest pelerynka ze srebrzystej księżycowej poświaty, a cały świat otula mleczno-srebrne światło.

– Znalazłem!- wykrzyknął Krecik. Znalazłem moje światło, moje słońce, mój drogowskaz!- wolało szczęśliwe zwierzątko, spoglądając raz po raz na atramentowo- czarne niebo rozświetlone srebrzystym blaskiem księżyca! Teraz mogę wyruszyć w drogę, w świat. Mogę odkrywać tajemnice i nowe, wspaniałe krainy, a księżyc i gwiazdy będą mnie prowadzić!!! Teraz będę mógł obchodzić Jesienne Święto. Zabawa trwa przecież całą noc..
I wyruszył. I po dziś dzień wędruje, poznając wciąż nowych przyjaciół, odkrywając wspaniałe miejsca tajemnice i znajdując niezwykłe skarby. A wszystko to dzięki temu, że odważył się marzyć i sięgnąć gwiazd.

Tekst zgłoszony przez Bajdulkowo. Udostępniamy go za zgodą Autora (Elżbieta Safarzyńska)

 

Gwiazdkowe prezenty od 5.10.15.

Zobacz także