Kłopoty małej Biedroneczki

rysunek sympatycznej biedronki

Poranne mlecznobiałe mgły, powolutku i bardzo cichutko, podnosiły się z zaspanej jeszcze ziemi. Na smukłych zielonych trawach, osiadały kropelki krystalicznie czystej rosy. Leśni mieszkańcy powoli otwierali zaspane oczka, gimnastykowali nóżki, rączki i skrzydełka, jeśli oczywiście je posiadali. Budziły się kwiaty wesoło odwracając główki do pierwszych promyków złotego słonka. Pająki kończyły budowę swych pajęczych sieci. A sowy chowały się w dziuplach, by udać się na zasłużony odpoczynek, po pracowitej nocy. Obudziły się też Czerwone Biedroneczki Dwukropeczki. Dwukropeczki, bo na swych małych pancerzykach, miały tylko dwie czarne kropki.

Szeroko ziewając, obudziła się również biedroneczka Juleczka. Rozprostowała wszystkie nóżki, pomachała skrzydełkami i rezolutnie rozejrzała się dookoła. Obok, jej siostrzyczka Oleńka jeszcze spała.

– Oleńka wstawaj, słonko nas zaprasza do tańca nad łąką! – śpiewnym głosem zawołała Juleczka.
– Aaa… – ziewała Oleńka – O! Już dzień, ale jestem głodna. Lećmy po Oliweczkę razem pofruniemy na łąkę, dobrze?
– Dobrze – powiedziała – Juleczka.

Oliweczka stała już na wszystkich sześciu nóżkach, wesoło nimi wymachując.

– Cześć Oliweczka, co robisz? – spytała Oleńka.
– Gimnastykuję się przed porannym lotem.
– A Oskarek? – spytała Jula.
– Śpi jeszcze! Wczoraj długo brykał i potem nie mógł zasnąć. A teraz śpi! Nawet śpiewy ptaków go nie budzą.
– Oskarek, wstawaj! Rosa błyszczy na listkach, idziesz z nami umyć buzie i odświeżyć skrzydełka? – pytała Jula.

Przeciągając się leniwie Oskarek, powoli wyganiał resztki snu ze swojej biedronkowej główki. Próbował rozprostować skrzydełka, ale okazało się, że nie może!

– Ojej! – łzy zaszkliły się w oczkach Oskarka- jak ja teraz polecę na łąkę?
– Ale się pogniotły… – zmartwiła się Oleńka – pewnie nie wyczyściłeś ich przed snem.
– Jestem głodny i nie mogę latać… – płakał Oskarek – Oliweczko ratuj!… Co ja teraz zrobię?
– Nie wiem! – powiedziała Oliweczka – ale mam pomysł! Lećmy do krasnala Mądralinka, do starego dębu, on nam pomoże.
– O nie! Nie zostawiajcie mnie samego… – prawie krzyczał Oskarek.

Biedroneczki Dwukropeczki posadziły Oskarka na klonowym listku, chwyciły łapeczkami za brzegi listka i z całych sił dźwignęły zapłakanego brzdąca w górę.

– Oj, ciężko!- narzekała Juleczka – nie dam rady.
– Już blisko, wytrzymaj… – pocieszała ją Oleńka.
– Uwaga lądujemy- zawołała Oliweczka i cała czwórka lekko opadła na miękki mech.

Stuk, puk… – zapukały do drzwi krasnalkowego domku.

– Mądralinku przyszliśmy do ciebie po poradę, otwórz proszę! – zawołała biedroneczka Oliweczka

Krasnal Mądralinek dokładnie obejrzał skrzydełka Oskarka, chwilę się namyślał i rzekł:
– Tu pomóc może tylko Czerwona Wróżka…
– Ale gdzie ją można znaleźć? – dopytywała się Oleńka.
– Musicie iść do źródełka, które wypływa z groty przy sosnowym lasku.
– Ale to daleko – zmartwiła się Juleczka – nie poradzimy sobie.
– Poproście o pomoc zajączka Puszystą Kuleczkę, on jest szybki jak wiatr, dla niego taka odległość to pestka. Znajdziecie go teraz, obok tego wielkiego głazu – wskazał rączką Mądralinek – tam rośnie soczysta zajęcza koniczyna, którą Puszysta Kuleczka zjada na śniadanie.
– Dziękujemy ci kochany krasnalku – radośnie zawołały Biedroneczki Dwukropeczki i poleciały szukać zajączka.

Puszysta Kuleczka akurat kończył jeść i jego bialutki, puszysty brzuszek ślicznie się zaokrąglił. Gdy dowiedział się o problemie jaki mają Biedroneczki, bez chwili wahania postanowił im pomóc. Biedroneczki Dwukropeczki usadowiły się za jego uszami i pełne nadziei wyruszyły w podróż, do leśnej groty. Dwukropeczki jeszcze nigdy nie były tak daleko i w ogóle nie znały sosnowego lasu. Trochę obawiały się tej wyprawy, ale przecież nie mogły zostawić Oskarka bez pomocy. Był ich najlepszym przyjacielem, a przyjaciele zawsze, i w szczęściu i w nieszczęściu są razem. Po paru chwilach, tajemnicza grota ukazała się oczom małych biedroneczek. Wypływający z niej strumyk czystej wody przyjemnie połyskiwał w jasnych promieniach porannego słońca.

– Ach! Jaka ta grota jest wielka … powiedział zaskoczony Oskarek – ma tak dużo zakamarków, czy uda nam się odnaleźć wśród nich Czerwoną Wróżkę?

Szukajcie nosem i sercem powiedział zajączek Puszysta Kuleczka i wielkim susem wskoczył za kępę traw i dalej za krzaki malin i tyle go było widać.

– Jak to nosem i sercem – dziwiła się Juleczka.
– Co on miał na myśli? – zastanawiała się Oleńka.
– Nie ma rady! – zarządziła Oliweczka – wyruszamy na poszukiwania. Oskarku daj rączkę, idziemy!

Gdyby mama widziała w tej chwili Biedroneczkę Oliweczkę, byłaby z niej bardzo dumna. Dzielna, starsza siostrzyczka dodawała otuchy małemu braciszkowi i odważnie prowadziła go w głąb groty. Gdy Biedroneczki znalazły się w długim korytarzu, ciemności otuliły je swym czarnym szalem, a w serca zakradł im się strach.

– Boję się ! – powiedziała Juleczka – Oleńka daj rączkę.

I wszystkie Biedroneczki chwyciły się za łapki, by dodać sobie otuchy. Z niepewnymi minami, szeroko otwierając oczka, szły na przód. Po pewnym czasie przyzwyczaiły się do ciemności i wtedy okazało się, że grota nie jest aż tak straszna. Z dala widać było wiszące stalaktyty, które swym wyglądem przypominały sople lodu, a kapiące z nich krople wody grały cichutką melodię. Wtem, korytarz którym szły Dwukropeczki ostro skręcił, a za zakrętem rozdzielił się na dwa przejścia.

– W którą stronę iść? – zastanawiały się Biedroneczki.

Gdy weszły w lewy korytarz, poczuły powiew wilgotnego chłodu.

– Brr…! nie jest tu zbyt przyjemnie – powiedziała Oliweczka – spróbujmy może pójść w prawo.

Już po paru krokach w prawym korytarzu poczuły przyjemną woń malin i poziomek.

– Jak tu pięknie pachnie – zauważyła Oleńka – chyba już rozumiem, o co chodziło zajączkowi.

Myśl ta i woń którą czuły sprawiły, że do ich serc spłynęła dodająca sił radość. Z nadzieją i uśmiechami na buziach kroczyły prawym korytarzem. A strach i obawa z którymi weszły do groty, zupełnie gdzieś się zagubiły. Z każdym kroczkiem ich małych nóżek ciemność ustępowała miejsca szarości. A szarość powoli zamieniała się w ciepłe tajemne światło, które rozgrzewało i sprawiało, że Biedroneczki czuły się szczęśliwe. Na ścianach korytarza zakwitały kwiaty, które swą obecnością zamieniały jaskinię w cudowny ogród pełen barw. Malowniczość miejsca zapierała dech w piersiach. Korytarz powoli rozszerzał się i oczom oczarowanych Biedroneczek Dwukropeczek, ukazała się jasna sala pełna bajecznego blasku. Na jednej ze ścian znajdowały się półki od podłogi po sufit zastawione słoiczkami malinowego i poziomkowego soku. Na piecu po przeciwnej stronie stał wielki garnek świeżego, ciepłego soku którego woń rozchodziła się po całym pomieszczeniu. Niedaleko pieca stał stół, a na nim jeden obok drugiego poustawiane były czyściutkie, puste słoiczki. A na samym środku sali znajdował się przepiękny dywan utkany z delikatnych płatków różnobarwnych kwiatów, swą miękkością wprost zapraszał, by się na nim położyć. Zachwycone Biedroneczki nie mogły oderwać oczu od ślicznych kwiatowych kompozycji, które wisiały na ścianach, stały na podłodze i leżały na półkach. Cała sala tonęła w barwach i zapachach, które w sposób niewiarygodnie przyjemny ogrzewały, jak mięciutka puchowa kołderka, ich mocno bijące z wrażenia serca. Ale niestety! Nigdzie nie było widać Czerwonej Wróżki.
Rozczarowane i zasmucone, choć pełne magicznych doznań Dwukropeczki, postanowiły zaczekać na Wróżkę przed grotą. Nie chciały obrazić właścicielki tego zaczarowanego miejsca tym, że weszły do jej domku bez zaproszenia. Siedząc w milczeniu przed jaskinią Biedroneczki Dwukropeczki miały przed oczami cudowną salę i w zamyśleniu nie zauważyły, że las wokół nich począł się zmieniać. Pąki kwiatów otwierały swe główki, ptaki radośniej śpiewały, zewsząd słychać było wesoło bzykające pszczółki, żuczki i małe muszki. Pierwszy z zauroczenia ocknął się Oskarek.

– Dziewczyny – wyszeptał – chyba nadchodzi Czerwona Wróżka.

I rzeczywiście zwiewnym krokiem, miło się uśmiechając Czerwona Wróżka zbliżała się do jaskini. Unosiła się tuż, tuż nad trawami i kwiatami, a różowo perłowe skrzydełka, pantofelki i przewieszona przez ramię torba pięknie błyszczały w słońcu.

– Dzień dobry Biedroneczki! Mam wrażenie, że macie jakiś problem.
– Och tak! Kochana i dobra Wróżko – powiedziała Oliweczka – spójrz na te skrzydełka.

Oskarek usiłował rozłożyć swe skrzydełka, ale były tak pogniecione, że tylko śmiesznie zadrżały… i nic.

– O! Faktycznie masz kłopot. Ale nie martw się, jest na to rada – to powiedziawszy wyjęła ze swej błyszczącej torby małe, diamentowe żelazko.
– Ach! – westchnęły zachwycone Biedroneczki – Jakie śliczne!
– To prezent od Matki Natury zrobiony z najprawdziwszego diamentu, wydobytego z najgłębszej na świecie diamentowej kopalni. Ma czarodziejską moc, zaraz sami się o tym przekonacie.

To powiedziawszy Czerwona Wróżka zabrała się do pracy. Trzymając żelazko delikatnie w dłoniach dotykała nim pogniecionych skrzydełek Oskarka. Po paru chwilach skrzydełka były prościutkie i lśniły diamentowym blaskiem.

– Tak pięknie jeszcze nigdy nie wyglądały – ucieszył się Oskarek – dziękuję ci dobra Wróżko. Jesteś wspaniała!

I z radości, chwytając Wróżkę za ręce, odtańczył taniec szczęścia, aż wszystkie będące w pobliżu owady zaczęły śmiać się uradowane. Czerwona Wróżka też śmiała się głośno szczęśliwa, że mogła pomóc małym biedronkom. Zaprosiła swych miłych gości na pyszny, dodający sił sok poziomkowy. Od tamtej pory Biedroneczki Dwukropeczki często przylatywały do Wróżki w odwiedziny, a czasami pomagały też w gotowaniu słodkich soków, którymi Wróżka leczyła chore i słabe leśne owady. A Oskarek już nigdy więcej nie zapominał wyczyścić swych skrzydełek przed snem.

Kamila Waleszkiewicz

Gwiazdkowe prezenty od 5.10.15.

ZOBACZ TAKŻE:bajka

Zobacz także