Halloween. Duchu, duchu przyjdź

Praca nadesłana na konkurs organizowany przez portal MiastoDzieci.pl z okazji Halloween 2008. O wywoływaniu duchów opowiada Ewa Zięcina z Warszawy. Któregoś roku będąc na obozie zimowym w górach postanowiłyśmy z koleżankami wywołać duchy. Mieszkałyśmy w schronisku, w pokoju 10-osobowym. Za oknami – jak to w górach strasznie ciemno, nie widać było nawet drzew. Zgasiłyśmy światło.

Trochę bałyśmy się, ale jedna z dziewczyn, ta bardziej odważna stwierdziła: "Cóż może nam się stać?" Chwilę zastanowiłyśmy się i faktycznie chyba żadna z nas nie myślała o tym, że coś może się zdarzyć.

Potraktowałyśmy wywoływanie duchów jako zabawę. Jednak gdzieś w głębi serca lęk pozostał… I na wszelki wypadek zamknęłyśmy okna. Usiadłyśmy w kółku na środku pokoju, wszystkie trzymałyśmy się za ręce. Już miałyśmy razem, głośno wypowiedzieć slowa "duchu, duchu przyjdź" ale ja nie wytrzymalam i parskęłam smiechem, za mną następna i następna. Kiedy sie uspokoiłyśmy ponowilyśmy próbę, ale i ta sie nie powiodla – jak nie ja to inne koleżanki się śmialły.

Powiedziałyśmy sobie, że jeśli chcemy wywołać ducha lub duchy to musimy być bardzo poważne, aby nie pomyślały sobie, że się nich śmiejemy. No i jak to zazwyczaj bywa do 3 razy sztuka. Zbliżała się północ i kiedy dokładnie na zegarku wybiła 00.00 Wszystkie wypowiedziałyśmy
magiczne słowa: "duchu, duchu przyjdź". I czekałyśmy w ciszy. Nic. Po raz drugi wypowiedziałyśmy słowa i czekałyśmy…….. Aż nagle niespodziewanie ktoś lub coś stuknęło do naszych okien.

Przestraszyłyśmy się bardzo, mocniej  chwyciłyśmy się za ręce. Czułam jak serce mi łomocze. Uruchomiła mi się wyobraźnia. Zaczęłam sobie wyobrażać niestworzone rzeczy, gdy za chwile
drugi raz usłyszałyśmy stukanie w okno i… Okno się uchyliło. Wszystkie drgnęłyśmy i pisnęłyśmy, ale siedziałyśmy jak zahipnotyzowane, czekając, co dalej. Tym razem przeszedł mnie gorący dreszcz. Serce waliło mi z zawrotna prędkością. Myślałam, że mi włosy dęba stanął. Wydawało mi się, że zaraz ktoś wejdzie do naszego pokoju. Widziałam panikę w oczach mojej koleżanki, która obok mnie siedziała. Wszystko to trwało bardzo krótko, ale mnie wydawało się ze to cale wieki.

Jedna z nas odezwała się szeptem: "No i co?" Żadna nie dopowiedziała jej. Druga powiedziała: " Może zapalmy już światło?" Ale tylko słyszałam słowa: NIE, JESZCZE NIE, POCZEKAJMY. Ja nie odezwałam się ani słowa. Siedziałam jak sparaliżowana, moja koleżanka także. I w tym momencie usłyszałyśmy wielki trzaaaaask.

Wszystkie zerwałyśmy się na nogi i zapaliłyśmy szybko światło. Krzyczałyśmy przez chwilę, niektóre dziewczyny płakały, ale same się uciszałyśmy, bo nie chciałyśmy by trenerzy do nas przyszli. Usiadłyśmy na swoich łóżkach, jak najbliżej siebie i zaczęłyśmy szybko i głośno odmawiać pacierz. Gdy skończyłyśmy dopiero do nas dotarło, że szyba w oknie jest zbita. Nie mogłyśmy w to uwierzyć. Przecież to się nie mogło wydarzyć, nam wydarzyć. Przez długi czas snułyśmy domysły. To była dla nas chwilowa trauma. Kiedy się uspokoiłyśmy przeanalizowałyśmy wszystko, co i jak było, która z nas coś widziała czy słyszała itp. Stwierdziłyśmy, że "ktoś z zaświatów" musiał nas odwiedzić, bo takie rzeczy nie zdarzają się same przypadkiem. Ja przez chwilę nie mogłam dojść do siebie.

Spojrzałam na zegarek, była 00.08. Osiem minut? To trwało osiem minut? – Pomyślałam i powiedziałam to na glos. Moje koleżanki też były zdziwione.

Teraz tylko pozostało nam zastanowić się, jak powiedzieć trenerom, że w nocy stłukła się szyba……. Sama się stłukła.

Obiecałyśmy sobie, że już nigdy nie będziemy tego robić. Ja do tej pory dotrzymałam słowa, choć minęło już trochę czasu. Tego, co doświadczyłam opowiedziałam kilku osobom. Nawet o dziwo nie śmiali się z nas.:)

Ewa Zięcina z Warszawy

Więcej prac w dziale artykułów KONKURSY LITERACKIE

Zapraszamy do KONKURSU Z OKAZJI HALLOWEEN

Ewa Zięcina zostaje nagrodzona ksiażką "Wampierk się opala" Wydawnictwa W.A.B.