Pierwszy obóz Kuby – Akademia Kusznierewicza

Data wydarzenia: środa 04.04.2018 do czwartek 19.04.2018

pierwszy wyjazd wakacyjny dziecka

Znacie to uczucie, kiedy wasze dziecko po raz pierwszy oznajmia, że chce pojechać na obóz czy kolonie? Jeśli tak, to wiecie, co to żołądek wypełniony ołowiem. Jeśli nie… to poznacie!

Właśnie mija rok, jak mój Kuba oznajmił, że w wakacje chce pojechać gdzieś bez nas. Wybrał nie najlepszy moment na trudną rozmowę – wytrącona z równowagi matka za kierownicą to potencjalne zagrożenie drogowe. Chwilę zajęło, zanim przełknęłam gulę w gardle i cokolwiek odpowiedziałam. Młodemu też nie było łatwo, bąkał coś o tym, że jest już nastolatkiem (owszem, ale tylko rocznikiem), że przecież i tak jak zawsze pojedziemy razem do dziadków (to żaden argument) i że będzie codziennie do mnie dzwonił (ciekawe jak to zrobi z wiecznie rozładowanego telefonu). Jak nic, koledzy nagadali mu, że z rodzicami na wakacje jeżdżą tylko małe dzidzie. Obiecałam wszystko przemyśleć, a wieczorem przedyskutować sprawę z tatą.

Byłam zaskoczona, że mąż nie podzielał moich bliżej niesprecyzowanych obaw.

Przeciwnie, rozpromieniony zaczął wspominać własne obozowe przygody. Na wpół rozbawiona jego maślanym wzrokiem, na wpół urażona jawnym brakiem empatii, spytałam, na jaki więc obóz powinniśmy się zdecydować. I tu zapał mojego męża się skończył. Jego „kochanie wybierz coś” uświadomiło mi, że zostanę z problemem sama. Po tygodniu wertowania w internecie ofert dla młodzieży zadzwoniłam do bratowej. Anka, mama bliźniaków starszych od Kuby o dwa lata, poleciła mi Akademię Kusznierewicza i jej żeglarskie obozy w Zegrzynku. Spodobała mi się bliska Warszawy lokalizacja, nowoczesny ośrodek i różnorodne programy turnusów. Syn był zachwycony i od razu pochwalił się w klasie, gdzie pojedzie w te wakacje. Jeszcze tego samego dnia rozmawiałam z matkami dwóch kolegów Kuby, którzy chcieli pojechać z nim na ten sam obóz.

Zawsze uważałam się za mistrzynię pakowania.

Niestety, w świetle nowego wyzwania, okazało się, że nie mam pojęcia, co Kuba powinien zabrać na żagle. Dobrze, że mogłam z każdym pytaniem zwrócić się do pana Mariusza z biura Akademii. Po kilku telefonach zaczął nawet rozpoznawać mnie po głosie:
– Halo! Dzień dobry.
– A, mama Kuby! Dzień dobry.
I tak na przykład, dowiedziałam się, że nie muszę kupować profesjonalnego sztormiaka, wystarczy zwykła kurtka przeciwdeszczowa, nieprzemakalne spodnie i kalosze. Pan Mariusz z anielską cierpliwością rozwiewał wszelkie moje wątpliwości.

W dniu zakwaterowania osobiście zrobiłam rekonesans ośrodka.

Przyznam uczciwie, że z chęcią zamieszkałabym w przypominającym kajutę pokoju z widokiem na Zalew Zegrzyński. A jak było na samym obozie?

Pierwszy obóz dziecka

Najwyraźniej w żyłach syna płynie krew wilka morskiego, bo natychmiast połknął bakcyla. Do dziś z wypiekami na twarzy opowiada o zwrotach, halsach i wybieraniu szotów, a jeśli czegoś nie rozumiem, śmieje się i nazywa mnie szczurem lądowym. Wiem, że nie może się doczekać, kiedy będzie mógł zrobić patent żeglarza jachtowego i pokazać nam co potrafi. Kuba świetnie sobie poradził, czym dowiódł, że się niepotrzebnie martwiłam. Tak, jestem nadopiekuńcza i nic na to nie poradzę!

W tym roku również wysyłamy syna na obóz w Akademii Kusznierewicza.

Ośmielona zeszłorocznym sukcesem zgodziłam się na turnus w Kamieniu na Mazurach. Wiem, że Kuba nie będzie się tam nudził i znów usłyszę przez telefon: Mamo muszę kończyć bo idziemy na wodę! Pa!

Więcej informacji o obozach Akademii Kusznierewicza na stronie www.akademiakusznierewicza.pl.

Gwiazdkowe prezenty od 5.10.15.

Zobacz także