Yeti. Recenzja

Jeśli chcemy podtrzymać świąteczno-zimowy klimat, warto skierować oczy w stronę książki „Yeti”. To lektura lekka, przyjemna i wesoła, a przy tym miła dla oka i ucha.

A Jeśli Waszym pociechom przypadła do gustu seria: "Babo chce", "Binta tańczy" oraz "Lalo gra na bębnie", które stworzył duet: Eva Susso i Benjamin Chaud, to tym bardziej będzie to dobry wybór."Yeti" jest dziełem tych samych twórców, a konwencją i stylem przypomina wspomniane książeczki.

Główni bohaterowie to rodzeństwo: Mati i Uno. Gdy nadeszła upragniona zima, postanowili pozjeżdżać na desce. Ubrani w zimowe kurtki, rękawiczki i czapki, opatuleni szalikami i zaopatrzeni przez swojego tatę w mandarynki – wyruszają na pagórki. Tata w tym czasie robi dla synów naleśniki (postać mamy w tym opowiadaniu nie istnieje). Chłopcy z zapałem szusują, ale w pewnym momencie gubią się w lesie. Na ich drodze staje wówczas człowiek śniegu – Yeti. Maluchy nie mogą uwierzyć: przecież Yeti żyje w Himalajach. Ponoć. I ponoć tak trudno go spotkać. A tu proszę! Nigdy nie przypuszczali, że zobaczą go na własne oczy. Własnymi, wielkimi, ciemnymi i wcale niewrogimi oczami patrzy też na nich Yeti. A co się dzieje dalej? Nie zdradzę. Będzie jednak ciekawie, miło i wesoło. Bohaterowie przeżyją zaskoczenie, bo Yeti okaże się postacią o łagodnym usposobieniu i bynajmniej nie będzie miał wobec dzieci złych intencji. Bo przecież jest wegetarianinem rozmiłowanym w zupach szyszkowo-jagodowych.

"Yeti" to książka, która nie pęka w szwach od tekstu. To nie obszerna narracja, szczegółowe opisy i długie zdania wiodą tutaj prym. Podobnie, jak w serii o Babo, Bincie i Lalo, mamy oszczędność w słowach, ale są one za to bardzo starannie i pomysłowo dobrane. Nie zabraknie gier słownych, wyrazów dźwiękonaśladowczych (np..„szu sza!”), śmiesznych rymowanek i rytmicznych zwrotów. Język Yeti to  chyba największa tekstowa perełka – niczym magnes przyciąga dzieci, które śmieją się z zabawnych sformułowań, od razu zapamiętują je, a potem, na długo po lekturze chętnie powtarzają. Chichot Yeti, który mówi na przykład w taki sposób: „Yecik, plecik, fircybecik”, „Yecik, plecik, plums”, „Yecik, plecik, piruecik” czy „mniami mlask” z pewnością może się udzielić.

Książka zachęca swoją graficzną oprawą. Duży format, mnóstwo kolorowych ilustracji na każdej stronie i szeroki uśmiech tajemniczej postaci o wielkich stopach i grubym futrze przyciągają wzrok i sprawiają, że uśmiech chętnie odwzajemniamy. Kartki książek są wręcz "zalesione". Pełno tutaj choinek, zieleni, drzewek. Nawet fartuszek kuchenny taty głównych bohaterów pokrywa wzorek z choinek. Dekoracje świąteczne i obrazki z choinkami wypełniają również ich dom. A na zewnątrz? Pada ciągle śnieg, drzewa są ośnieżone, pagórki puszyście białe, a w lesie spotykamy zajączki, sowy, ptaszki i wilka. To właśnie ilustracje sprawiają, że czujemy ciepło domu, w którym przygotowywany jest dobry posiłek i powiew zimy, która za oknem kusi, by wyjść i wziąć ze sobą sanki czy deskę do jeżdżenia.

Katarzyna Klimek-Michno

Yeti
Eva Susso
ilustr. Benjamin Chaud
przeł. Katarzyna Skalska
Wydawnictwo Zakamarki, 2012

Autor tekstu : Katarzyna Klimek-Michno