Smakołyki na Dzień Dziecka

Bawiąc się z dziećmi, staramy się rozwijać ich zmysł wzroku, słuchu, dotyku. O smaku i węchu często zapominamy. A przecież one także kształtują nasze ja. Dlatego warto zadbać, by smaki i zapachy, które poznają maluchy, były jak najbliższe naturze. Prawdziwe.

Najmocniej pachnie salon fryzjerski, a najprzyjemniej cukiernia, wyraźny zapach mają kwitnące kasztany i dym z rury wydechowej, samochodu, który nie chce zapalić. Kiedy jesteśmy na spacerze, nasz nos odbiera moc różnych zapachów. Inaczej pachnie asfalt po deszczu, inaczej sklep z butami i kora drzew.

Zapamiętujemy te zapachy w dzieciństwie i nieświadomie tworzymy w głowie archiwum aromatów. Korzystamy potem z niego, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.

Czujemy się dobrze w jakimś towarzystwie, bo otoczenie pachnie przyjemnie, stajemy się zdenerwowani, gdy zapach pomieszczenia nas niepokoi. Trudniej nam wtedy zdawać egzamin lub prowadzić ważną rozmowę. Byśmy mieli lepszy dostęp do naszego archiwum, świadomie komunikowali się z zapachową pamięcią, warto poznawaniu zapachów poświęcić uwagę.

Różne domowe zabawy pomogą pielęgnować zmysły smaku i węchu dziecka. Gdy jesteśmy z maluchem na spacerze, odkrywajmy zapachy, które do nas docierają, nazywajmy je, zapamiętujmy. Przypominajmy je sobie „z zawiązanymi oczami”. Zapachowa wrażliwość pomaga odróżniać jedzenie dobrej jakości od jego przetworzonych przemysłowo namiastek. Porównajmy zapach pomarańczowego olejku do ciasta i otartej skórki z pomarańczy. W tym porównaniu olejek wypada nudno i chemicznie, a pomarańcza bogato i pięknie. Zapamiętany zapach lipcowych pomidorów z grządki, spowoduje, że nie będziemy zimą sięgali po ich bezwonne, zimowe podróbki.

 

Autor tekstu : KW maj/czerwiec 2009



ZOBACZ TAKŻE:Dzień Dziecka