Pan Pierdziołka spadł ze stołka, Sny i tobołki pana Pierdziołki. Recenzja

„Pierdziołkomania trwa!!!” – napisali wydawcy. Nic dziwnego – to książki, które bawią i łączą pokolenia.
Wyliczani, powtarzanki, śpiewanki. Grzeczne i mniej grzeczne. Krótsze i dłuższe. Mniej i bardziej absurdalne. Dla czytelników mniejszych i większych. Ale przede wszystkim – zabawne, rytmiczne, wpadające w ucho.

Takie, które pamiętają zarówno babcie naszych dzieci, jak i my sami, rodzice. Czytając książki Pan Pierdziołka spadł ze stołka i Sny i tobołki pana Pierdziołki przenosimy się wspomnieniami do naszego dzieciństwa. I okazuje się, że choć czasy się zmieniają, to słowo pisane i mówione pozostaje niezmienione i jednakowo mocno przyciąga oraz bawi różne pokolenia.

Znajdziemy tutaj bardzo znane wyliczanki typu Idzie kominiarz, Idzie rak, Tańcowały dwa Michały, W pokoiku na stoliku, Siała baba mak, Kółko graniaste czy Wlazł kotek na płotek. Kto z nas nie zna Baloniku nasz malutki, Kipi kasza, Ele mele dudki czy Ene due rabe? To wszystko znajdziemy na stronach Pana Pierdziołki.

Są też mniej znane czy wymagające odświeżenia pamięci teksty. Rodzic wspólnie z dzieckiem odkrywa kolejne rymowanki, których jest tutaj całe bogactwo. Są też nowe dla rodzicielskiego ucha wierszyki, jak ten o tytułowym panu Pierdziołce.

Osobny rozdział traktuje o wyliczankach określonych jako "niegrzeczne". Z kolei w drugiej części serii Sny i tobołki pana Pierdziołki znajdziemy wiele śpiewanek, np. Si bon, si bon, Była sobie żabka mała, Aaa, kotki dwa, Na Wojtusia z popielnika, Panie Janie! czy Ojciec Wirgiliusz.

Czytanie tych książek to okazja przede wszystkim do wspólnej zabawy.
Śmiechu jest co nie miara. Dzieci z zainteresowaniem słuchają np. o tym, co dzieje się z naszymi marzeniami, gdzie leży szczęście człowieka i jak jest prosty sposób na rozwiązanie problemu łysych. Przyciągają ich uwagę często absurdalne, trudne do wyobrażenia sytuacje, nietypowe połączenia słów, które sprawiają, że wydźwięk wiersza staje się zabawny. Powtarzanie różnych językowych wygibasów i rozśmieszających treści działa odprężająco i relaksująco. Ponadto jest miłym i przyjemnym sposobem nauki – liczenia, zapamiętywania, rytmicznego naśladowania i powtarzania. Sięgając po książki o panu Pierdziołce dużo mówimy, śpiewamy, wygłupiamy się. Dodatkowo możemy inscenizować powtarzane treści, przytulać się, łaskotać, palcem po plecach naśladować różne ruchy, np. „idzie rak” czy „idzie kominiarz”.

Wierszyki są zobrazowane kolorowymi i równie zabawnymi ilustracjami, więc możemy je śledzić podczas wspólnego czytania i oglądania książek. Starsze dzieci mogą wykorzystywać wyliczanki podczas zabaw z rówieśnikami, np. podczas „chowanego” czy innych zabaw wymagających liczenia.

Polecam lekturę tych zbiorów wierszyków. Te, które nam nie przypadną do gustu, możemy pominąć. Wybór jest tutaj bardzo szeroki i na pewno znajdziemy coś, co nam się szczególnie spodoba i do czego będziemy chcieli często powracać. Świetnym uzupełnieniem lektury jest również słuchanie płyt, które zawierają wyliczanki i rytmiczne wierszyki.

Polecam szczególnie płytę Mylorymki – popularne utwory w pięknym, dziecięcym wykonaniu, z muzyczną oprawą i dźwiękiem różnych instrumentów. Nie dość, że tego typu wierszyki szybko zapisują się w pamięci, to ich rytmiczność zostaje jeszcze bardziej wyeksponowana podczas śpiewania. Słowo pisane i słuchane – to idealne moim zdaniem połączenie i wzajemne uzupełnianie się oraz świetny sposób na urozmaicenie wspólnie spędzanego z dzieckiem czasu.

Katarzyna Klimek-Michno

Autor tekstu : Katarzyna Klimek-Michno