Kto się schował? Recenzja

Jeśli twoje dziecko lubi oglądać ilustracje zwierzątek, strzałem w dziesiątkę będzie książka „Kto się schował?”. Przy okazji będziecie mieli okazję poćwiczyć koncentrację i spostrzegawczość.

W tej książce nie znajdziecie tekstu. Nie ma tutaj żadnej fabuły. Każda strona przedstawia ustawione w rządku rozmaite zwierzątka i opatrzona jest jakimś pytaniem. Co ważne, rozmieszczenie zwierząt jest cały czas takie samo, a zmieniają się tylko detale i zadawane pytania. Na przykład jedno ze zwierząt znika. Wpatrując się w ilustracje tych kilkunastu bohaterów, zgadujemy więc, kto się schował. Sprawdzamy też, kto płacze, a kto jest zły.

Odpowiadamy na pytanie, kto ma rogi, kto śpi, a kto się odwrócił. Zwierzęta też zanurzają się w ciemności i musimy dociec, czyje są oczy, widoczne na czarnym tle.

Z książki „Kto się schował?” śmiało mogą korzystać już najmłodsze dzieci. Moja 1,5-roczna córeczka bardzo lubi oglądać kolorowe obrazki i wskazywać poszczególne zwierzątka, mimo że nie zawsze i nie na wszystkie pytania potrafi jeszcze odpowiedzieć i właściwie wskazać rozwiązanie zagadki. Książka jest jednak ciekawą formą zabawy, która równocześnie pozwala rozwijać umiejętność zapamiętywania, skłania do skupienia uwagi, skoncentrowania się na szczegółach. Pozwala też odczytywać emocje i łączyć pojęcia smutku, złości czy radości z konkretnym wyrazem twarzy, grymasem, gestem, zachowaniem.

Książka zawiera zaledwie kilka pytań, ale możemy sami wymyślać dodatkowe zagadki i zachęcać dziecko do opisywania zwierząt, szukania różnic i podobieństw, wskazywania, które jest koloru żółtego, a które ma duże uszy, które jest w paski, ale które ma grzywę. Wszystko zależy od naszej inwencji, a im starsze dziecko, tym wymyślane przez nas pytania mogą być bardziej szczegółowe i o większym stopniu trudności. „Kto się schował?” jest lekturą, na bazie której możemy sami tworzyć i rozbudowywać zabawę, połączoną z nauką.

Katarzyna Klimek-Michno

Kto się schował?
Autor: Satoru Onishi
Premiera: 2013
Wydawnictwo Alfabet 

Autor tekstu : Katarzyna Klimek-Michno