Dom na drzewie – Lęk przed zmianą

Dom na drzewie, bajka terapeutyczna do czytania dzieciom na dobranoc

Świeciło słońce, chociaż przed chwilą padał śnieg. Ignaś patrzył przez okno. Lubił oglądać drzewa w swoim ogrodzie. Nawet bez liście wyglądały ładnie. Rosły dopiero 10 lat i ciągle były jeszcze za małe, żeby zbudować na nich domek – największe marzenie chłopca. Taki domek na drzewie to jest coś. Wchodzisz wysoko, chowasz się między gałęziami, robisz, co chcesz. To taka baza, tajemna skrytka. Możesz być tam prawdziwym superbohaterem, a jak chcesz, to bawisz się tam z kolegami. Ignaś jednak kochał swoje podwórko. Znał każdy zakątek. Od urodzenia bawił się na nim z psem.

– Synku – pewnego razu powiedziała mama – zdecydowaliśmy się z tatą zbudować drugi dom i wyprowadzić. Co ty na to?
Ignasia zamurowało. Otworzył buzię ze zdziwienia. Bardzo kocha swój dom i ogródek. Po co miałby to zmieniać?
Przecież chciałeś mieć domek na drzewie. Wybudujemy ładniejszy dom. Będziesz miał większy pokój – ciągnęła dalej mama.
Ignacy wydawał się zadowolony. W pierwszej chwili nawet się uśmiechnął. Domek na drzewie – taki duży, ze składaną drabinką do wchodzenia. To będzie coś. A jednak zrobiło mu się jakoś dziwnie nieswojo.

Budowa nowego domu dobiegała końca. Jeszcze tynki, podłogi, potem malowanie i można wnosić meble. Rodzice byli bardzo bardzo zmęczeni, często zdenerwowani. Brakowało im czasu dla Ignacego. Wszyscy mieli dość. Wykańczanie domu, wykańczało też ich. Ignacy czuł się samotny i błąkał się po swoim starym ogródku. Pies też był nieswój. Zwierzęta na pewno nie lubią zmian. Niedługo będą się pakować i żegnać ze starym domem, a chociaż nowy był piękny, wszyscy czuli się dziwnie, trochę jak zdrajcy. Żegnali dużą część swego życia: znane miejsca, widoki i zapachy, swoje ściany, pękniętą płytkę na podłodze w łazience, plamy na tapecie w pokoju Ignasia, pracowicie przyklejone listwy pod sufitem. Dużo wspomnień. Po co nam to było? Mama chodziła coraz bardziej smutna. Ignaś się denerwował. Tylko tato skupiał się na ukończeniu nowego domu i ciągle powtarzał, że tyle jeszcze roboty i tak dalej.

– Cześć, jestem Duszek – Okruszek. Ignacy obejrzał się za siebie. Siedział na dywanie w swoim pokoju i wkładał samochodziki do pudełka. To znowu jego kolega Piotrek robi mu kawały. Wyjrzał z pokoju. Nie było Piotrka.
– Cześć, mówiłem ci. A gdzie pudełko dla mnie? Też stąd wyjeżdżam. Nie zostawię was – ciągnął dalej tajemniczy głos.
„Gadająca lalka” – pomyślał Ignaś. Rodzice chcą go pocieszyć i pewnie kupili jakiegoś nakręcanego skrzata.
Tapeta przy podłodze rozchyliła się w miejscu pęknięcia jakiś malutki ludek wystawił nogę. Ależ był niepozorny. Feliks z klasy Ignasia pewnie by go nie zobaczył bez okularów. Człowieczek był podobny do zwykłego krasnoludka z bajki, tylko nie miał czapki. Fryzura była nowoczesna i zwyczajna, jego kubraczek czerwony,a na nogach miał sportowe buty. Wydawał się zdenerwowany.
– Zgubiłem gdzieś swoją walizkę. Chyba twoi rodzice zabrali ją razem z szafą – narzekał ludzik. – Swoje rzeczy ukryłem za szafą. Teraz ich nie ma. Szału można dostać. Jak mam was pilnować? W moim mieszkanku zniszczyła się łazienka. Ktoś wynosząc meble z twego pokoju zaczepił o ścianę, w której była moja łazienka. Nie kąpałem się od tygodnia, nie mogę znaleźć grzebienia. Coś okropnego. Mam tylko sportowe buty, a przecież one nie pasują do stroju skrzata. Czasem w nich ćwiczę, żeby utrzymać formę i nie przytyć za mocno. Bardzo lubię słodycze.

Ignaś słuchał tego i wydawało mu się, że śni. Nie bał się jednak. Ludzik był miły, wzbudzał zaufanie, wydawało się, że nie kłamał. Biedak, on też cierpi z powodu przeprowadzki.
– Ty się nami opiekujesz? Pogubiłeś swoje rzeczy. Nie masz w co się spakować. Co z ciebie za opiekun?! – nie wytrzymał Ignaś.
– O przepraszam, rzeczy nie są najważniejsze, to że nie mam walizki, butów i wanny też. Moje opieka polega na czymś innym. Najważniejsze, że jestem z wami. Najważniejsze, że chcę z wami być i przeprowadzić się do nowego domu. Jestem częścią waszego niewidzialnego życia – dobrym duchem. To ja usypiałem cię do snu, gdy mama wychodziła z pokoju, to ja zbierałem promyki słońca, żeby było weselej w domu, gdy padał deszcz, to ja budziłem, gdy nie zadzwonił budzik, to ja też nawijałem wasze marzenia na szpulki, żeby nie zginęły.
– Marzenia na szpulki – powtórzył Ignaś. Po czym dodał, że tak naprawdę nie wie, czy chce mieszkać w nowym domu i że wszyscy mają dość marzeń o nowym domu, bo są zmęczeni budową i przeprowadzką.
Ludzik – duszek opowiadał jeszcze, że nowi właściciele nie mogą już się doczekać, kiedy zamieszkają w tym domu. Ich duszek dzwonił już do niego zniecierpliwiony. Czas na zmianę. Nowy dom potrzebuje jego – opiekuna i ich – rodziny. Tak już jest i koniec. Strach ma wielkie oczy. Potem dodał, że domek na drzewie też wreszcie powstanie. To było przecież marzenie Ignasia.
Chłopiec przyniósł w nakrętce wody ludzikowi – duszkowi. Znalazł pudełko od zapałek na jego rzeczy i zastanawiał się, gdzie w nowym domu urządzi sobie pokój. Może przy kominku – jak w bajce?
Ignaś uspokoił się, pożegnał ze starym domem i wprowadził do nowego. Niedługo tata zbudował mu domek na drzewie.

Celina Zubrycka

Zobacz także