Jesteś adoptowany

Tekst Wojciech Eichelberger - psycholog, psychoterapeuta
O narodzinach dziecka decyduje często poryw namiętności. Decyzję o adopcji podejmujemy na chłodno; nikt nas do rodzicielstwa nie zmusza, nie możemy powiedzieć: "no cóż, stało się". Nie możemy zasłonić się biologią ani Panem Bogiem. Dziecka przybranego nie zsyła nam los – ono już jest, niezależnie od nas, a my postanawiamy związać jego życie z naszym. To sprawa wielkiej wagi. Dziecko przeznaczone do adopcji zostało już raz zranione przez własnych rodziców. I nie można mu tego zrobić po raz drugi, nie można go zawieść. Nasza decyzja musi być nieodwołalna.

Ludzie mówią nieraz „Nie wiadomo, co takiego dziecko ma w genach". Geny to... loteria. Każdemu może urodzić się syn czy córka z ciężkim defektem genetycznym. A dzieci z domu dziecka wcale nie muszą być „dziedziczne obciążone". Wiele matek oddaje dzieci, bo są nieprzygotowane do macierzyństwa, psychicznie i społecznie. Co do tego mają geny? Zresztą zaledwie 5-7 procent rodzin adopcyjnych ponosi porażki wychowawcze. To znakomity wynik, znacznie lepszy niż w rodzinach biologicznych! Bo ludzie decydują się na adopcję świadomie. Są do roli rodziców wewnętrznie dojrzali. Można powiedzieć, że ich rodzicielstwo jest licencjonowane w ośrodkach adopcyjnych, inaczej niż biologiczne (każdy może sobie „zrobić" dziecko, często zupełnie nieodpowiedzialnie).

Obowiązek kochania?
Rodzice adopcyjni nie powinni czuć się zobowiązani do miłości. Muszą zwolnić samych siebie z obowiązku kochania i postawić sprawy naturalnemu biegowi. Miłość jest darem i nie sposób jej z siebie wykrzesać na siłę. Nie można pokochać na mocy decyzji.

Ale nawet jeśli nie będzie wielkiej miłości, to może być bliskość, ciepło, zaufanie, przyjaźń, szacunek. A to niemało. Już samo to, że tworzymy rodzinę, w której wszyscy się o siebie troszczą i każdy coś do tego rodzinnego ogniska dokłada, jest ogromnie cenne. Dziecko ma dom, swoje miejsce na ziemie. Swój własny dom zamiast domu dziecka.

Dziecko myśli tak „Ktoś mnie wziął, więc powinienem być wdzięczny, powinienem się starać". W ten sposób zaciąga wobec siebie poważne zobowiązanie, któremu nie potrafi sprostać. Może nawet zacząć sprawdzać, czy rodzice będą go chcieli, nawet jeśli nie będzie się starać, jeśli zacznie zachowywać się źle. W ten sposób dzieci testują nieraz wytrzymałość rodziców, moc ich decyzji, siłę tego związku. Trzeba więc dziecko zwolnić z poczucia, że jest naszym dłużnikiem. Powiedzieć: „To my chcieliśmy cię mieć, nie poświęcamy się, nie robimy Ci łaski, nie wstawiamy rachunku". Przybrane dzieci są wobec takich rachunków bardziej bezbronne. Dziecko biologiczne może powiedzieć „Ja się na świat nie prosiłem...", a adoptowane myśli: „Wybrali właśnie mnie i to ja ich zawiodłem...".


Dziecko musi wiedzieć, że jest adoptowane
Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Każdy człowiek ma święte prawo do tego, by znać prawdę o sobie. To nie tylko nakaz moralny. Rodzimy się, bo mamy tu - głęboko w to wierzę - jakieś zadanie do wykonania, jakąś lekcję do odrobienia. I to, że zostaliśmy porzuceni przez naszych rodziców, a potem ktoś nas adoptuje, jest ważnym elementem tej lekcji. To najistotniejszy wątek naszej historii - musimy o tym wiedzieć i jakoś sobie z tym poradzić.

Jeśli rodzice nie powiedzą dziecku prawdy, to nigdy nie będą się z nim czuli swobodnie; będą musieli strzec tajemnicy. Nie da się zbudować bliskiego związku na kłamstwie. Zresztą dziecko i tak, prędzej czy później, dowie się prawdy, a wtedy raz na zawsze straci zaufanie do rodziców. Nawet jeśli będzie rozumiało, że oszukiwali go w najlepszych intencjach. Bo to jedne z tych intencji, którymi jest piekło wybrukowane.

Prawda, nawet najtrudniejsza, zawsze jest mniej straszna od tego, co dziecko może sobie samo wymyślić, od wszystkich lęków, od szukania winy w nim samym.


Rodzice biologiczni
Jeśli dziecko (na ogół jest to już młody człowiek) zechce poznać swoich naturalnych rodziców, to trzeba mu w tym pomóc. Najpierw uprzedzić, ze spotkanie może być trudne. A potem, kiedy boryka się ze swoimi przeżyciami, być dla niego oparciem.


Rodzice czy opiekunowie?
Może lepiej nie nazywać przybranych rodziców „rodzicami", może trafniejsze byłoby określenie „opiekunowie"? Choć przecież każdy chciałby mieć w życiu kogoś, do kogo mógłby się zwracać „mamo", „tato". Najlepiej więc chyba powiedzieć: „ja nie jestem twoim biologicznym tatą, ale jak chcesz, możesz tak do mnie mówić. Możesz też mi mówić po imieniu albo wymyślić imię, którym tylko ty będziesz mnie nazywać". I jasno, bez ogródek: „Gdzieś jest Twoja mama, która nosiła Cię w brzuchu, ona Cię urodziła, a ja jestem Twoją zastępczą mamą. Tamta nie mogła się Tobą opiekować. Teraz ja będę się Tobą opiekować."


Szlachetne motywy
Ostrzegam rodziców przed myśleniem" „Stworzyłem dziecku dom, jestem szlachetny, poświęcam się, działam dla dobra ludzkości". Jeśli będziemy obnosić taki wizerunek, dziecko będzie miało poczucie, ze do nas nie dorasta, że nigdy nie sprosta naszym oczekiwaniom. Zresztą rodzice, którzy przypisują sobie tak szczytne motywy, będą mało odporni na trudności, jakie towarzyszą wychowaniu. Zostawią dziecku bardzo niewielki margines na popełnianie błędów, nie pozwolą mu na wyrażanie negatywnych uczuć. Będzie musiało być równie wspaniałe jak oni i może nie udźwignąć tej misji, może się przeciw przybranym rodzicom zbuntować. Możliwy jest też inny scenariusz. Dziecko pomyśli: „Adoptowali mnie, żeby udowodnić sobie, jacy są niezwykli, wspaniali. Ja im służę za dowód ich szlachetności". Niech ci, którzy czują się tacy szlachetni, pomyślą, w jakiej sytuacji stawiają dziecko! I niech się z ta swoją szlachetnością schowają i spojrzą prawdzie w oczy: jeśli decydują się na wzięcie dziecka, to robią to z własnej potrzeby. Dobrze, żeby to była zwykła ludzka potrzeba przyjścia komuś z pomocą.

 
Pomóż się nam rozwijać. Podziel się tym artykułem na Facebooku:
zostaw komentarz
Twoje imię lub nick
CAPTCHA Image Przeładuj
Przepisz kod z obrazka
Twój komentarz Wyślij komentarz
komentarze
anka
2010-10-05 13:07:27
Bardzo dobre podejście do tematu - brawo dla autora - potrzeba tachich więcej !!!

BETI
2011-04-09 21:44:22
JESTEM MAMĄ ADOPCYJNĄ MÓJ SYNUŚ MA JUŻ 5 LAT I KTÓREGOŚ DNIA ZAPYTAŁ SIĘ CZY JESTEM JEGO MAMĄ. ZGODNIE Z PRAWDĄ ODPOWIEDZIAŁAM ŻE NIE. ALE ZAPEWNIŁAM GO IŻ BARDZO GO KOCHAMY. NA TO ON BARDZO MĄDRZE ODPOWIEDZIAL - CZliY WY MNIE WYBRALIŚCIE - TAK. EMOCJE BYŁY PODCZAS ROZMOWY BARDZO DUŻE.

Zuza
2011-09-07 15:27:34
Może lepiej nie nazywać przybranych rodziców rodzicami\", może trafniejsze byłoby określenie opiekunowie\"? A może niech dziecko mówi, ciociu lub proszę Pani?

W każdy czwartek wysyłamy najświeższe wiadomości
o imprezach dla dzieci, pomysłach na zabawy i konkursach
z atrakcyjnymi nagrodami. Wśród czytelników losujemy bezpłatne zaproszenia! Zapisz się - to nic nie kosztuje!
wybierz region: 
wpisz email:
akceptuję politykę prywatności
zobacz, jak wygląda newsletter

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

zapisz się na newsletter


Konkursy
Hurra, idę do szkoły! Konkurs dla przyszłych uczniów Hurra, idę do szkoły! Konkurs dla przyszłych uczniów

Co prawda wakacje tuż tuż, ale wielu rodziców już dziś z niepokojem oczekuje wrześniowego debiutu swoich dzieci w szkolnych ławach. Zapraszamy do udziału w konkursie Miasta Dzieci i Wydawnictwa Debit. Nagrodami są tym razem lekkie, humorystyczne historyjki przedstawiają szkolne realia, widziane oczyma rezolutnej małej dziewczynki i jej przyjaciół z Ia.

Radosny Dzień Dziecka w Loopy's World Radosny Dzień Dziecka w Loopy's World

Radosny Dzień Dziecka to dzień spędzony wspólnie z rodzicami na beztroskiej zabawie! Dlatego do wygrania w naszym konkursie są m.in.: wejściówki do największego w Polsce Rodzinnego Centrum Rozrywki Loopy’s World, gdzie czekają na Was 4000m2 zabawy!

wszystkie
Czytelnia
Zabawy z dziećmi na dworze

Telewizor, komputer, telefon. Żeby oderwać dzieci od osiągnięć współczesnej techniki, trzeba nie lada zachodu. Najlepszym i niezawodnym sposobem jest… dawanie dobrego przykładu i wspólne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Rodzinna gra w klasy, zabawa w berka czy zawody w skokach na skakance mogą stać się ulubioną popołudniową rozrywką.

Wielkanocne kolorowanki dla dzieci

Wielkanoc czas gotowania, pieczenia, malowania jajek, ozdabiania koszyczków i stołów. Maluchy uwielbiają pomagać w kuchni, ale nie zawsze mamy czas i cierpliwość by wspólnie z nimi pichcić. Czasami ich obecność w kuchni może być kłopotliwa. Gorący piekarnik wymaga uwagi a tu właśnie coś kipi na kuchni. Co w czasie przygotowań do świąt począć z nudzącym się brzdącem?



Zakupy
dodaj produkt
Wyprzedaż i inne promocje! Zobacz ubranka Endo
Trzeci T-shirt za złotówkę! Który wybierzesz?
Śliczna spódniczka dla dziewczynki  promocja!
 
KALENDARZ WYDARZEŃ
Pn Wt śr Cz Pt So Nd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
PORADY PSYCHOLOGA
Masz problem z dzieckiem?
Psycholog Wojciech Eichelberger
odpowiada na łamach Miasta Dzieci.
zadaj pytanie
Gie�da mamy
obrazek MATKI BOSKIEJ Z DZIECIĄTKIEM haft gobelin oddam wyszyty obrazek gobelinem kolor ciemny popiel bez ramki obrazek ma wymiar (sam haft to 12,5/20,5)...
plaszczyk -kurteczka w krateczke OKAZJA do k.tyg cienki , dla dziewczynki, ozdobne guziczki i kaptur
 
sieciaki
RSS RSS wydarzenia cała Polska , RSS RSS konkursy cała Polska , RSS RSS polecamy cała Polska