Wielkie marzenie. Bohater jakiego jeszcze nie było

Wielkie marzenie. Bohater jakiego jeszcze nie było

Praca nagrodzona w konkursie literackim „Bohater jakiego jeszcze nie było” na wykreowanie w opowiadaniu postaci nowego bohatera. Organizatorem konkursu był Młodzieżowy Dom Kultury przy al. 29 Listopada 102 w Krakowie. Autorką pracy jest Julia Piwowarczyk – uczennica klasy V b Szkoły Podstawowej w Dobczycach. Wyrażono zgodę na publikację pracy.
Miasto Dzieci objęło patronat nad konkursem.

We wtorek po lekcji fletu spotkałam Panią ze szkoły muzycznej II stopnia, która po długich latach nauki gry na flecie poprzecznym przeszła na zasłużoną emeryturę. Po przywitaniu długo rozmawiałyśmy. Wspominałyśmy wspólne lekcje. Później opowiedziała mi pewną historię.

– Wiesz, moja droga, kiedy byłam młoda i zaczęłam uczyć  muzyki w szkole, moją pierwszą uczennicą była Eliza. Dziewczyna o pięknych blond włosach oraz dużych, lśniących, brązowych oczach. Każdy dźwięk, który wydobywała ze swego instrumentu, przyprawiał mnie
o dreszcz emocji. Co lekcję opowiadała mi o zdarzeniach w szkole i o swoich marzeniach. Chciała zostać najlepszą flecistką na świecie. Z lekcji na lekcje szło jej lepiej, a ja dawałam jej coraz trudniejsze utwory. W końcu postanowiłam wysłać ją na konkurs pt. ,,Muzyczne inspiracje”. Na ten konkurs wybierali się sami najlepsi uczniowie liceów i szkół muzycznych. Dzień przed konkursem miałam zagraniczny wyjazd służbowy i nie dałam rady dojechać na próbę. Zostawiłam więc wszystko w rękach Elizy. W drodze odebrałam wiadomość, że Eliza nie może przyjechać na konkurs, ponieważ jej kochaną, zapracowaną matkę dotknęła choroba i musi się nią zaopiekować. Gdy rozmawiałam, słyszałam jej żal i cierpienie z powodu nieudanego przedsięwzięcia. Postanowiłam zadzwonić i poinformować o nieobecności Elizy na konkursie. Okazało się, że nastąpiła mała zmiana terminu z powodu spraw organizacyjnych. Gdy Eliza się o tym dowiedziała, nie mogła wypowiedzieć słowa z radości. Za tydzień Eliza mogła już wyjechać na konkurs. Była świetnie przygotowana.

–  A co się stało z mamą?- przerwałam.

– Mama wyzdrowiała i pojechała z nami. Eliza przed występem była wielce stremowana. To był jej pierwszy konkurs. Gdy podeszła do sceny, przeżegnała się i w skupieniu zaczęła grać. Blada dotąd twarz dziewczyny nagle rozpromieniała się, a drobna sylwetka nabrała płynnych ruchów.  Barwa dźwięku była niesamowita, uwertura z pasażem rozpływały się po wydobyciu
z instrumentu. Jurorzy byli zachwyceni. Proponowali jej dalszą naukę w zagranicznych szkołach, wyjazdy na następne konkursy, karierę…. Eliza, słysząc te propozycje, nie mogła się zdecydować.  Była bardzo szczęśliwa, kochała flet, cieszyła się, że jej marzenia zaczynają się spełniać. W końcu wybrała naukę  w Akademii Muzycznej pod kierunkiem wybitnego flecisty Jeana Pier`a Menugui, z którym jeździła na wiele konkursów i zdobywała nagrody.

– A co Pani wtedy robiła? –  zapytałam zaciekawiona losem swojej byłej nauczycielki.

– Ja pracowałam w szkole, wielu zdolnych uczniów kontynuowało naukę dalej, zostałam babcią
i mieszkam z moją córką i jej mężem. Bardzo często rozmawiałam z Elizą, najczęściej przez telefon, wysłuchując jej opowieści. Eliza rozwijała swój talent, bardzo dużo grała, wiele czasu poświęcała na ćwiczenia, poszukiwała różnych sposobów interpretacji utworów, przeżywała to, co miała przekazać.  W końcu nadszedł czas na ostatni występ w Stanach Zjednoczonych. Zaproszono tam samych najwybitniejszych muzyków. Droga samolotem przebiegła pomyślnie. Później Eliza z nauczycielem wsiedli do taksówki, którą kierował starszy pan. Było ślisko. Nagle mężczyzna stracił panowanie nad samochodem i uderzył w remontowany budynek, z którego spadła część rusztowania. Panom prawie nic się nie stało, ale Elizie, niestety tak. W szpitalu, kiedy Eliza odzyskała przytomność, okazało się, że nie może poruszać nogami. Jej nogi były całkowicie zmiażdżone. Lekarz oświadczył, że jedynym ratunkiem będzie amputacja. Ta miła, skromna dziewczyna musiała podjąć ważną decyzję, która zmieni całe jej życie. Była  zrozpaczona. Jedynym wsparciem była dla niej mama. Od tej pory mogła poruszać się tylko na wózku inwalidzkim. Ból, który jej towarzyszył podczas leczenia i rekonwalescencji, był ogromny. Młoda, piękna, pełna radości, pasji do muzyki dziewczyna walczyła o swoje marzenie. Nie chciała się poddawać, lecz było to ogromnie trudne. Eliza była przerażona zmianami w życiu codziennym, ciągłymi ograniczeniami, które musiała pokonywać. Jej życie stało się wielkim, zamkniętym kołem, z którego trudno się jej było wydostać.  Dziewczyna była jednak uparta.  Jej delikatny charakter wzmocnił się. Bardzo szybko dojrzała i nabrała przekonania, że to ona decyduje o tym, jak będzie toczyło się dalej jej życie –  czy pójdzie drogą marzeń, czy  zrezygnuje z nich na zawsze. Utalentowana, ambitna  kobieta nabrała jeszcze większego entuzjazmu do gry na jej ukochanym instrumencie. Zdecydowanie powiedziała matce o dalszym realizowaniu marzenia oraz o występie na planowanym koncercie. Mama ucieszyła się, ale obawy nie mogły dać jej spokoju. Martwiła się o zdrowie córki oraz o to, że ciężko będzie jej odnaleźć się w  znanej, ale jednak nowej rzeczywistości. Po wahaniach matki  Eliza pojechała na koncert. Był to najtrudniejszy koncert w jej życiu, ponieważ musiała zmagać się z trudnością poruszania, ale i zagrania utworu na wózku inwalidzkim. Mimo wszystko koncert był bardzo udany. Eliza ze łzami w oczach odbierała zasłużone oklaski i owacje na stojąco. Koncert w jej wykonaniu był przejmujący. Eliza zapomniała o swoich ograniczeniach fizycznych, myślała tylko o muzyce, którą ma przekazać. Twarz jej rozjaśniła się, oczy nabrały niezwykłego blasku, przez chwilę myślała jedynie o swojej pasji. Występ był dla niej wielkim wyzwaniem, które udało się pokonać. Najwybitniejsi muzycy zapraszali ją do wspólnych wykonań, organizatorzy proponowali wyjazdy na tournee po całym świecie. Eliza osiągnęła sławę, jej marzenie spełniło się.  Mimo to postanowiła pozostać w swojej rodzinnej miejscowości i uczyć dzieci w szkole muzycznej, tak jak ja.

– Ale to było piękne – oznajmiłam. – Czy mogłaby mi pani opowiedzieć, co działo się  dalej?
– Eliza poznała miłość swojego życia. Mężczyzna okazał się wspaniałym partnerem na dobre
i złe. Praca z uczniami w szkole stała się jej drugą pasją. Odkryła w sobie nowe powołanie i silną wiarę w to, że może młodym muzykom przekazać tak wiele. Uczniowie z radością przychodzą na zajęcia z panią Elizą, która wspaniale potrafi oprowadzić je po świecie muzyki. Nauczyć wielu technik gry, a przede wszystkim odczuwać muzykę i z pasją przekazywać ją innym.

– To bardzo ciekawe – odpowiedziałam.

– Oj córuniu, widzę, że ktoś na Ciebie czeka. Powiem Ci jeszcze jedno. Mam nadal numer do Elizy, skonsultuję się z nią i szepnę o Tobie słówko.

– Dziękuję Pani i do widzenia – pożegnałam się z moją Panią.

– Do widzenia, moja droga.

Kiedy odeszłam z mamą, byłam milcząca i zamyślona. Zastawiałam się, czy to spotkanie to zbieg okoliczności czy może jakaś podpowiedź dla mnie. Teraz, kiedy ciągle się waham,
i często nie chce mi się ćwiczyć i grać. Aż mi głupio z tego powodu. Eliza pomimo wszelkich przeciwności losu nie traciła wiary w siebie i wytrwale dążyła do celu. Była ambitna, odpowiedzialna i mądra. Ma swoją pasję i robi to, co potrafi najlepiej. Myślę, że przykład opowiedzianej historii, jest dla mnie podpowiedzią, jak radzić sobie ze swoimi słabościami.  Warto marzyć. Nawet, jeśli te marzenia nie do końca się spełnią.

ZOBACZ TAKŻE:dzieci piszą

Zobacz także