Mamo jadę na wakacje – pierwsza kolonia w życiu dziecka

Pierwsza kolonia - dziecko

Pierwszy wyjazd dziecka na kolonie jest szczególnym wydarzeniem nie tylko dla niego, ale również dla całej rodziny. Czy moje dziecko da sobie radę? A może jeszcze poczekać?

Czy nie spotka go żadna krzywda,  a opiekunowie będą w stanie zapewnić właściwą opiekę?  Tysiące myśli i wątpliwości przewijają się przez głowę rodzica.

Powierzając dziecko organizatorom kolonii, rodzić oddaje mu swój największy Skarb – nie można się więc dziwić, że chce być pewny tej decyzji i wiedzieć, że jego maluch trafia w dobre ręce.

O tym jak sprawić, by ten pierwszy samodzielny wyjazd był radosnym przeżyciem dla dziecka, rozmawiam z Marianną Kłosińską – Prezeską Fundacji Bullerbyn. Pani Marianna na przykładzie swoich doświadczeń, zarówno jako mama, jak i organizator wypoczynku dzieci, postara się rozjaśnić nam kilka kwestii i tym samym pomóc rodzicom, którzy myślą o wysłaniu dziecka na pierwsze wakacje.

Joanna WilguckaW jakim wieku można myśleć o wysłaniu dziecka na wakacje samego? Kiedy jest na tyle samodzielne, żeby mogło spędzić wakacje bez rodziców. Jak wyczuć ten moment?

Marianna Kłosińska – To kwestia bardzo indywidualna. Wiele zależy od tego, w jaki sposób dziecko było wychowywane w domu do tej pory. Najtrudniej jest w sytuacji, gdy dziecko było w domu chronione przed wszelkimi niebezpieczeństwami i przez to pozbawione możliwości doświadczania naturalnych konsekwencji wielu działań. To naturalne – jako rodzice staramy się zapewnić dziecku jak największą przestrzeń bezpieczeństwa, jednak im mocniej o to zabiegamy, tym trudniej dziecku się usamodzielnić. Chcemy maluchowi zaoszczędzić wszystkiego, co może sprawić ból, przykrość i dlatego ograniczamy mu sferę doświadczeń. Dziecko ma wówczas mniejszą wiedzę nie tylko o świecie, które je otacza, ale również o sobie samym. Pozbawione takiej wiedzy, żyjące pod „kloszem”, z ciągłymi komunikatami – „nie skacz, bo skręcisz nogę, nie biegnij, bo się przewrócisz”, gdy nagle ma być wysłane na kolonię – może się realnie tego bać. Takiemu dziecku trudno będzie się zaaklimatyzować. Natomiast, jeśli rodzice pozwalali dziecku „doświadczać” konsekwencji samodzielnych decyzji, poszerzali zakres jego samodzielności wspierając go w zbudowaniu wewnętrznego systemu bezpieczeństwa, to będzie ono nawet już w wieku 5 lat prawdopodobnie gotowe, by biec do kolegów i pomachać mamie na pożegnanie. Mieliśmy już nie raz takie sytuacje w Bullerbyn, gdy pięciolatek momentalnie się adaptował na wyjazdach. Mieliśmy również dzieci 9 – 10 letnie, które przeżywały panikę, olbrzymią tęsknotę, strach przed rozłąką i wielki stres przed wejściem w nowe środowisko.

Jak wyglądały Pani doświadczenia z wysyłaniem na kolonie swoich maluchów?

Samo Bullerbyn powstało, kiedy moje dzieciaki miały niespełna 6 i 8 lat i było doświadczeniem związanym z wyjazdem na kolonie naszej najstarszej córki. Po urodzeniu kolejnego dziecka pomyślałam, że zarówno mnie jak i jej będzie łatwiej, jeśli pojedzie ona na kolonie. Wiedziałam, że na początku niemowlę będzie wymagało sporej uwagi i uznałam, że wyjazd umożliwi córce atrakcyjne spędzenie czasu. Teraz wiem, że był to najgorszy pomysł, jaki mógł mi przyjść do głowy. Córka wyjazd okupiła łzami i wielkim smutkiem; po tygodniu zabraliśmy ją do domu, bo bardzo cierpiała. Pojawiło się nowe dziecko w domu i wysłanie jej na wypoczynek samej, odebrała jako odrzucenie. Mając za sobą takie doświadczenie wiedziałam, że maluchów już na żadne kolonie nie puszczę, a z drugiej strony zdawałam sobie sprawę, że wakacje mają 2 miesiące. W takiej sytuacji jak ja, było szereg moich przyjaciół, którzy mieli dzieci w podobnym wieku. Gdy wpadłam na pomysł, żeby zaprosić moich chrześniaków, znajomi się również przyłączyli i nagle grupa urosła do ok. 30 dzieci. Dzieci mieszkały u nas na wsi, w namiotach ustawionych w ogródku. Rodzice przyjeżdżali po skończeniu pracy, a w ciągu dnia ja z koleżanką prowadziłyśmy zajęcia. Wpadłyśmy wtedy na pomysł, aby były to zajęcia na kanwie książki „Dzieci z Bullerbyn”. To co było dla nas trudne do zaakceptowania to fakt, że my miałyśmy swój pomysł czym dzieci powinny się zajmować, a one miały zupełnie inny; co gorsza one się świetnie bawiły (śmiech). To był ten początek, gdy złapałyśmy potwornego bakcyla. Okazało się, że uwielbiam pracę z dzieciakami… odkryłam swoje powołanie i tak powstał pomysł Fundacji i stworzenia Wioski Bullerbyn.

Mając za sobą doświadczenia z wyjazdami własnych dzieci, jak organizuje Pani wyjazdy innych maluchów, aby były one dla nich wyjątkowym i pozytywnym doświadczeniem?

– Przede wszystkim realizujemy Misję Fundacji. Wspieramy Rodziców, Wychowawców i Dzieci w budowaniu więzi opartych na szacunku i zaufaniu. Uznajemy prawo rodziców i dzieci do niepokoju, przygotowujemy wychowawców do pracy w ramach Akademii Wychowawców Bullerbyn. Zapraszamy rodziców na majówki adaptacyjne jeszcze przed wyjazdem. Wspólnie z dziećmi, mogą wtedy spędzić u nas popołudnie myszkując po wiosce. Dzieci mają okazję oswoić się z miejscem, zobaczyć gdzie spędzą czas, poznać inne dzieci. Rodzice zaś mogą porozmawiać ze sobą oraz z superwizorem, który prowadzi naszych wychowawców. Superwizorzy znają od podszewki funkcjonowanie wiosek i odpowiadają na wszelkie pytania. Tworzymy wspólnotę po to, by poprzez współpracę między wychowawcami i rodzicami dążyć do partnerstwa.

Czy zmuszać dziecko do wyjazdu, jeśli ono nie chce?

– Żadna przemoc nie prowadzi do dobrych rozwiązań. Spotykamy się często z podejściem do pierwszych samodzielnych doświadczeń dziecka na zasadzie – „wrzuć go na głęboką wodę, to się nauczy”. Jest duża szansa, że się nauczy, ale jakim kosztem? W przypadku pierwszego wyjazdu istnieje szansa, że zmuszone dziecko się zaadaptuje i znajdzie frajdę w byciu samemu. Co będzie tego kosztem? Jeśli wyjazd nie jest poparty wewnętrzną decyzją dziecka, pojawia się w nim przekonanie, że rodzic nie jest po jego stronie. To rodzi olbrzymi kryzys zaufania dziecka do rodzica, które trudno później odbudować.

Jeśli dziecko ewidentnie nie chce jechać i widzimy, że rośnie w nim poczucie krzywdy to absolutnie nie ma sensu zmuszać go do wyjazdu. Z doświadczania wiem, że w sytuacjach gdy rodzicowi bardzo zależy, żeby dziecko jechało na kolonie i wywiera presję – często się ono buntuje. W takim przypadku warto dać mu przestrzeń wyboru, powiedzieć – „ok, nie musisz jechać, możemy porozmawiać, możemy inaczej czas zorganizować”. Dzięki temu maluch odbiera sygnał – „to nie tak, że rodzina chce mnie zmusić do wyjazdu… mogę zdecydować.. może będzie fajnie” i wtedy często zmienia się jego podejście. W Bullerbyn oferujemy, wspomniane już wcześniej majówki adaptacyjne. Rodzice mogą przyjechać i zobaczyć z dzieckiem jak wygląda miejsce, gdzie ma przyjechać samo, oswoić je. Dziecko ma szanse się przekonać, że może być fajnie i warto spróbować.

Jak Rodzic powinien przygotować dziecko do wyjazdu? Czy można je jakoś pozytywnie nastawić?

W trakcie majowego spotkania z rodzicami (poprzedza on wyjazd dziecka na kolonie) staramy się pokazać jak można rozmawiać z dzieckiem przed wyjazdem i jak je wspierać już w trakcie rozłąki. Rozmawiamy z rodzicami o tym, że tęsknota jest czymś naturalnym, potrzebnym i oczywistym – bo jeżeli dziecko kocha rodzica to tęskni. Byłoby czymś przedziwnym, gdyby dziecko nie tęskniło za rodzicem; to w tym momencie należałoby się zacząć niepokoić. Ważna jest umiejętność otwartego słuchania, akceptowania uczuć i dawania dziecku przestrzeni, żeby mogło czuć to co czuje, przeżywać to co przeżywa i jednocześnie, żeby samemu nie wpadać w panikę. Moment rozstania jest trudną sytuacją nie tylko dla dziecka, ale również dla rodziców. Często zdarza się, że jest to pierwsze doświadczenie rozłąki między mamą a maluchem. Dobrze jest wiedzieć, jak można samemu poradzić sobie z tą sytuacją i jak wspierać dziecko. Dla rodziców najtrudniejsze są rozmowy telefoniczne, gdy dziecko dzwoni z potrzebą wypłakania się rodzicowi, z tęsknotą i potrzebą upewnienia się, że rodzic też tęskni. Gdy rodzic powie szczerze – „tęsknię za tobą, chciałabym być blisko obok, nie mogę się doczekać twojego powrotu” – dziecko zyskuje pewność – „moja mama tęskni i mnie nie zostawiła”, dzięki temu się uspokaja; taki płacz bywa oczyszczający i dziecko potrafi wrócić do zabawy.

W budowaniu poczucia bezpieczeństwa dziecka istotne jest również zachowanie kontaktu rodzic-wychowawca. Tak konstruujemy Wioski, by rodzice mogli mieć kontakt z wychowawcą w każdej chwili. Każde dziecko jest inne. Jeśli widzimy, że nie radzi sobie z rozłąką zdarza się, że sami dzwonimy i mówimy do rodzica – „przyjedź”. Wioski są zwykle zlokalizowane niedaleko Warszawy, więc spokojnie można przyjechać i spotkać się z maluchem. Bliskość rodziców jest dla nas kluczowa, również ta symboliczna. Warunkuje ona naturalny proces spokojnego i bezpiecznego adaptowania się w samodzielności.

Czy długość wyjazdu ma znaczenie za pierwszym razem?

Na początku uważaliśmy, że najbardziej wartościowe dla dzieci są wyjazdy 2-tygodniowe, bo w ich trakcie dzieci miały szanse przejść przez pełny proces grupowy. Pierwszy tydzień pobytu schodzi bowiem głównie na integracji grupy. Ze względu jednak na dużą potrzebę rodziców i dzieci, by pierwszy wyjazd był krótszy, uznaliśmy, że większą korzyścią dla dziecka będzie spędzenie w Wiosce Bullerbyn jednego tygodnia i wyjazd z poczuciem niedosytu. Maluch po takim tygodniowym pobycie, wraca zwykle na drugi rok przygotowany już na dłuższe, samodzielne wakacje.

Kiedy ewidentnie należy się wstrzymać z wysyłaniem dziecka na kolonie?

Nie powinno się wysyłać dziecka kiedy np. rodzina jest w sytuacji rozwodowej, gdy urodziło się kolejne dziecko, kiedy jest żałoba w rodzinie.

O czym jeszcze należy pamiętać przy okazji myślenia o wakacjach dla malucha?

Bardzo ważne jest sprawdzenie kto i jak będzie się zajmował dzieckiem. Należy zorientować się, jak wygląda kwestia praw dziecka i relacji z rodzicem na danej kolonii, ponieważ większość organizatorów zastrzega sobie brak wizyt rodziców, tłumacząc to niepotrzebnym „rozdrażnianiem”. Dla sporej grupy organizatorów najważniejsze jest to, żeby dziecko zapomniało o rodzicach, stąd m.in. ogrom zajęć. Wychowawcy to zwykle ludzie z „łapanek”, po ukończeniu dwudniowego kursu wychowawcy kolonijnego, często nigdy w życiu nie mających do czynienia z dziećmi.

Zdając sobie sprawę jak ważne jest podejście opiekuna bardzo starannie dobieramy naszych wychowawców. U nas wychowawcą może być tylko osoba, która wie co oznacza podmiotowość dziecka i niekoniecznie będzie to absolwent studiów pedagogicznych. Wychowawca powinien w dziecku widzieć człowieka. W Bullerbyn na 6 osobową grupę przypada 1 opiekun – dzięki temu ma on czas skupić się na potrzebach każdego dziecka, jego kłopotach i szukaniu ich rozwiązań. Pracujemy z dziećmi tak, żeby pierwsza rozłąka z domem zakończyła się dla nich poczuciem sukcesu i zwiększeniem samodzielności. Wygląda na to, że to się udaje.

Dziękuję za rozmowę.
Wszystkim rodzicom i dzieciakom życzę samych udanych i pełnych pozytywnych wrażeń, wakacyjnych wspomnień z pierwszej kolonii.
Joanna Wilgucka

……………
Marianna Kłosińska
– prezeska Fundacji Bullerbyn na rzecz wspólnoty dzieci i dorosłych. Mama pełnoletniej już Julii oraz Cysi i Olka, których pojawienie się na świecie zmotywowało Ją do przekierowania swoich artystycznych aspiracji (studiowała grafikę w Europejskiej Akademii Sztuk) w stronę edukacji, pedagogiki kreatywności i psychologii. Fundacja Bullerbyn http://bullerbyn.pl/

Joanna Wilgucka-Drymajło

Joanna Wilgucka-Drymajło

Dziennikarka, redaktorka, autorka e-booka "50 pomysłów na proste życie z dziećmi". Specjalizuje się w dziennikarstwie internetowym. Podejmuje tematy m.in. w obszarach: psychologia, edukacja, ekologia, rodzina i wychowanie dzieci, zdrowy styl życia, minimalizm, slow life. Na co dzień "biega" po Internecie, szuka sposobów na prostsze życie i walczy ze stresem.... nie tylko własnym. W wolnych chwilach czyta 3 książki naraz.

ZOBACZ TAKŻE:wakacjewyjazdy

Zobacz także