Dzieci w samochodzie i inne kłopoty

Dzieci-w-samochodzie-i-inne-kłopoty

Przygotowanie do transportu dziecka jest operacją taktyczną wymagającą zastanowienia i przygotowania teoretycznego. Dobrze jeżeli wcześniej przygotowaliśmy fotelik transportowy. Kodeks drogowy wymaga od nas używania fotelika dziecięcego odpowiedniej wielkości. Konstrukcja fotelika ma nam zapewnić stabilizację naszego pasażera oraz jego bezpieczeństwo. Foteliki dziecięce, jak wynikałoby to z przeznaczenia, powinny przechodzić szczegółowe, wręcz ekstremalne testy techniczne. Niestety, nic bardziej naiwnego.

Większość konstrukcji spełnia jedynie kryterium przybliżonego kształtu wyrobu. Całkowicie natomiast, z powodu oszczędności, ignoruje się wytrzymałość mechaniczną i ergonomię zastosowania. Fotelik powinien być dopasowany do dziecka, a nie dziecko do fotelika (choć, silny rodzic dopasuje każdy oporny materiał…). Konstrukcja powinna stabilnie móc być zamocowana do fotela pasażerskiego pasami bezpieczeństwa. Blokady pasów powinny zapobiegać przemieszczaniu się lub luzowaniu podczas jazdy.

Dziecko musi wygodnie siedzieć, ale też nie powinien mieć możliwości samodzielnego opuszczenia fotelika i raczkowania na tylną półkę lub do przodu do mamy. Ze względu na potężne przeciążenia podczas sytuacji awaryjnej (hamowania, wypadku) fotelik musi izolować dziecko niezależnie od systemów samochodowych. Boki fotelika powinny zabezpieczać biodra, tułów, głowę dziecka. W sytuacji bocznych przeciążeń głowa pasażera (przy prawidłowo zapiętych pasach fotelika) nie powinna wypaść poza boczną krawędź "zagłówków". Pasy bezpieczeństwa raczej powinny być odrębnym systemem (najlepiej pieciopunktowym). Krawędzie pasów nie powinny powodować otarć skóry dziecka. Możemy dodać specjalne antyuciskowe nakładki gąbkowe (ForComfortÒ).

Całość przypinamy raczej na tylnych siedzeniach, bo tam statystycznie jest bezpieczniej. Postarajmy się zapewnić ludzikowi jakąś doraźną rozrywkę. Mali ludzie nudzą się jak „duzi" ludzie, tylko czasem trochę bardziej…

Preferujemy miękkie, ciche, niebrudzące, lekkie zabawki. Kierowcy zwykli wykonywać różne nerwowe ruchy kierownicą, dostawszy w głowę plastikowym pieskiem… Unikamy także rozlewających się płynów (soczek marchwiano – bananowy…), kruchych ciasteczek (nagłe zachłyśnięcia okruchami…), lepkich cukierków, guuumy do żuuucia, itd…

Kontrowersyjne bywają książeczki do czytania, znacząca część dzieci czytając podczas jazdy, wymiotuje. Dzieci tradycyjnie cierpiące na chorobę lokomocyjną (nie należy ich przekarmiać przed jazdą -zwłaszcza pokarmy tzw. ciężkostrawne), łagodnie poić, leki podać przed wyjazdem. Wybór leków i ich zalecana dawka muszą być skonsultowane z specjalistą pediatrą (a nie sąsiadką!). Nie istnieje żadne uniwersalne panaceum na nudności i wymioty. Z zasady również izolujemy dzieci od przewożonych zwierząt domowych.

Pogryzą się nawzajem akurat wtedy, gdy będziecie wyprzedzali osiemnastokołowca na wąskiej drodze. Byłbym zapomniał, pieluchy zmieniamy tuż przed wyjazdem, tak aby ewentualny depozyt nie objawił się po kilkunastu kilometrach („…matko! Co ONO jadło, że tak potwornie cuchnie…").

Na szczęście nowoczesne stacje benzynowe oferują nawet stanowiska do przewijania niemowląt… z myciem podwozia.

A GDZIE WYBRAĆ SIĘ W PODRÓŻ Z DZIECKIEM? SPRAWDŹ TUTAJ

 

 

 

Autor tekstu : Irmina Szadkowska-Filipowicz