Do czego potrzebny jest tata

Do czego potrzebny jest tata

Do czego potrzebny jest tata… Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Nie? My też nie, ale znamy takich, którzy pomyśleli, podyskutowali i… już wiedzą:)

– Do czego potrzebny jest tata? – pyta świnka.
Filip wzrusza ramionami. Czasami pytania Halinki trochę go denerwują. Na przykład teraz. „Do czego potrzebny jest tata?” Też coś!
– Tata jest potrzebny i już – odpowiada w końcu. – Każdy to wie.
– No, ale do czego? – nie daje za wygraną świnka

Siedzą przy stole. Po kuchni krząta się tata i robi niedzielny obiad. A oni czekają. Już strasznie długo czekają, bo najpierw tacie ryż wyszedł z garnka, a potem przypaliło się mięso w piekarniku, więc przed chwilą zaczął smażyć naleśniki. Ale z tymi naleśnikami też coś jest nie tak.

– Naleśniki mamy nigdy nie dymią – chrumka świnka. – I nie są takie pokurczone.
Faktycznie, naleśniki mamy wyglądają zupełnie, ale to zupełnie inaczej. Ale mamy dziś nie ma. Wyjechała i nie zrobi naleśników.

– To znaczy, ze do smażenia naleśników tata nie jest za bardzo potrzebny – stwierdza świnka i niestety tym razem Filip musi przyznać jej rację.
Ale żal mu taty, który właśnie zdrapuje z patelni kolejny czarny pomarszczony placek. Więc kiedy świnka znowu pyta: „No to do czego potrzbeny jest tata?”, Filip bardzo, ale to bardzo mocno się zastanawia. Bo rzeczywiście, do czego właściwie potrzebny jest tata, skoro mama tyle rzeczy robi lepiej? Mama zawsze zdąży na czas z obiadem, pamięta, kiedy Filip ma iść na szczepienie i nigdy nie mówi: „Przestań się mazać”, kiedy Filip płacze. Do tego mama nie drapie przy całowaniu. Ale czy to znaczy, że tata nie jest do niczego potrzebny? Przecież to niemożliwe!

– A może… – mówi powoli Filip, bo zawsze mówi powoli, kiedy myśli. – Ale może… Może tata jest potrzebny do przypalania naleśników?
– Phi! – Halinka lekceważąco krzywi ryjek. – Ciekawe, na co komu przypalone naleśniki?!
– Żeby nie było nudno! – śmieje się Filip i ma rację, bo tata właśnie zostawił brudną patelnię w zlewie, podszedł do Filipa i podniósł go do góry.
Wysoko, aż pod sam sufit. Kuchnia z góry wygląda zupełnie inaczej. I czarne naleśniki wyglądają inaczej. I świnka też wygląda inaczej, kiedy tak siedzi na krześle z zadartym do góry ryjkiem. Jest obrażona, że o niej tata zapomniał. Jest tak bardzo, tak okropnie obrażona, że nie odzywa się do Filipa przez całą drogę do pizzerii. I nawet wtedy, kiedy już siedzą pod kolorowym parasolem na tarasie i jedzą pizzę z ananasami. Otwiera ryjek, dopiero kiedy pani kelnerka stawia przed Filipem szklankę z oranżadą. Z kostkami lodu i słomką!
– Mama nigdy by się na to nie zgodziła! Oranżada jest niezdrowa – narzeka Halinka. – Nie ma witamin. Ani jednej!
– Bardzo, okropnie niezdrowa. I nie ma ani jednej malutkiej witaminki. I mama nigdy by się na to nie zgodziła – przytakuje Filip.
A potem wkłada słomkę do buzi i mówi:
– Całe szczęście, że tata jest do kompletu z mamą.


Fragment książki „Rozmowy ze świnką Halinką” Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel (Wydawnictwo Bajka)