Dziś wielu rodziców podchodzi do tego inaczej. Dziecko słyszy, że jego rzeczy naprawdę należą do niego, może odmówić ich pożyczenia i nie musi oddawać zabawki tylko dlatego, że ktoś inny również ma na nią ochotę. To ważna zmiana. Tyle że także tutaj można przesadzić.
Wyobraźmy sobie dwoje dzieci siedzących przy stole. Jedno pyta: „Mogę wziąć tę kredkę?”. Drugie odpowiada: „Nie”. Dorosły natychmiast potwierdza: „To jest twoja kredka, oczywiście masz prawo nie dawać”. Formalnie wszystko się zgadza. Jedno dziecko obroniło swoją własność, drugie uszanowało odmowę. Tylko że chwilę później każde siedzi po swojej stronie stołu i bawi się samo. Dzieci potrzebują czegoś więcej niż znajomości własnych granic. Uczą się przecież również życia z innymi ludźmi.
Dziecko może mieć rzeczy, których nie chce pożyczać
Są rzeczy szczególne. Ukochana maskotka, z którą dziecko śpi, nowy prezent, kolekcja figurek, ulubiona książka czy budowla składana przez pół dnia nie muszą automatycznie stawać się wspólną własnością tylko dlatego, że w domu pojawił się kolega. Jeśli wiemy, że przychodzą goście, można wcześniej ustalić, które zabawki dziecko chce schować. To uczciwsze niż zaproszenie kilkorga dzieci do pokoju pełnego atrakcyjnych rzeczy, a potem oczekiwanie, że właściciel bez protestu udostępni każdą z nich. Podobnie z rodzeństwem. Fakt, że dzieci mieszkają razem, nie oznacza, że wszystko musi być wspólne. Każde może mieć swoje rzeczy i dobrze, jeśli pozostali domownicy uczą się pytać przed ich wzięciem.
Ale „mam prawo odmówić” nie musi kończyć rozmowy
Właśnie tutaj przydaje się rola rodzica. Nie po to, żeby zmusić: „Daj mu natychmiast”, ale też niekoniecznie po to, żeby każdą odmowę natychmiast zatwierdzić i zamknąć temat. Można powiedzieć: „To twoje, ale Franek chciałby chwilę porysować. Może pożyczysz mu tę kredkę, kiedy skończysz?”. Albo: „Tej nie chcesz dać? To może wybierzecie inną?”. Przy zabawce: „Rozumiem, że teraz się nią bawisz. Jak skończysz, może będzie kolej Kuby?”. Dziecko nadal wie, że jego rzeczy są szanowane, ale jednocześnie dostaje zachętę do zauważenia drugiej osoby. Bo hojność również jest czymś, czego dzieci się uczą. Podobnie jak czekania na swoją kolej, współpracy, zapraszania innych do zabawy czy czasem rezygnowania z czegoś niewielkiego po to, żeby można było zrobić coś razem.
Plac zabaw rządzi się trochę innymi prawami
Klasyczna sytuacja: dziecko przynosi do piaskownicy wiaderko, koparkę i pięć foremek, po czym nie pozwala nikomu ich dotknąć. Czy musi pożyczyć koparkę obcemu dziecku? Nie. Jednocześnie można mu pokazać, że zabawa z innymi często staje się możliwa właśnie dzięki wymianie: ktoś pożyczy łopatkę, ktoś foremkę, razem powstanie wielki zamek.
Możemy zachęcić: „Może ty dasz mu jedną foremkę, a zapytamy, czy on pożyczy ci swoją ciężarówkę?”. To już jest nauka społecznej wymiany, a nie przymusowego oddawania własności. Jeżeli natomiast dziecko ma jedną ukochaną zabawkę, której nikomu nie chce dawać, dobrze zastanowić się przed wyjściem, czy właśnie tę rzecz warto zabierać w miejsce pełne dzieci. Piaskownica z atrakcyjną zabawką w rękach i absolutnym zakazem dotykania jej przez kogokolwiek może być po prostu trudna dla wszystkich.
Bycie rodzeństwem nie oznacza wspólnej własności
Przy rodzeństwie sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, bo dzieci mają mnóstwo wspólnych rzeczy, ale również własne. Pomaga jasny podział: są zabawki wspólne i takie, które należą do konkretnego dziecka. Przy wspólnych trzeba uczyć się kolejności i dogadywania. Przy własnych pytamy. Jednocześnie pięciolatek może usłyszeć coś więcej niż: „Masz prawo nie dać dwulatkowi”. Może usłyszeć: „Tak, to twoje. Zobacz jednak, jak bardzo on chciałby się tym chwilę pobawić. Myślisz, że możemy coś wymyślić?”. Być może odpowiedź nadal będzie brzmiała „nie”. Ale pojawiło się coś ważnego: zaproszenie do spojrzenia na sytuację również oczami drugiej osoby. Nie każda granica musi być negocjowana. Nie każda odmowa wymaga też pochwały.
Dzielenie się ma sens właśnie wtedy, kiedy czasem można odmówić
Jeżeli dziecko oddaje zabawkę wyłącznie dlatego, że dorosły mu kazał, trudno mówić o hojności. Wykonało polecenie. Ale jeśli wie, że może mieć własne rzeczy, a mimo to czasami decyduje: „Dobra, możesz się pobawić”, zaczyna rozumieć coś znacznie ciekawszego. Można mieć swoje granice i jednocześnie być hojnym. Można nie pożyczać ukochanej maskotki, ale udostępnić gościom większość innych zabawek. Można powiedzieć bratu: „Teraz ja, potem ty”. Można też czasem dać komuś pierwszeństwo tylko dlatego, że chce się zrobić mu przyjemność.
W relacjach z ludźmi nieustannie robimy takie drobne rzeczy. Pożyczamy, częstujemy, czekamy, ustępujemy miejsca, dzielimy się czymś, choć nie mamy takiego obowiązku. Dzieci uczą się tego właśnie w piaskownicy, przy pudełku kredek i podczas kłótni o samochodzik. Dlatego chyba nie musimy wybierać pomiędzy dawnym „masz się podzielić i koniec” a bezwarunkowym „to twoje, nikomu nic nie musisz dawać”. Dziecko może wiedzieć, że jego własność i odmowa są respektowane, a jednocześnie uczyć się, że czasem dobrze jest spojrzeć na drugą osobę i pomyśleć: mogę się podzielić – i może dzięki temu będziemy się świetnie bawić razem.






