Talent

Bajka dla dzieci na dobranoc Talent

W pewnej wiosce, bardzo dawno temu, żyła sobie uboga rodzina, w której wychowywało się aż pięcioro dzieci. Wszyscy żyli ze sobą w zgodzie, gdyż bardzo się kochali. Jednakże ich szczęście przesłaniała bieda, która coraz śmielej wpychała się do ich domu.
Ojciec dzieci, oprócz zajęć we własnym gospodarstwie, pracował u innych ludzi, a w zamian za to, dostawał wyżywienie, a czasem jakieś ubranie.
Coraz częściej, zastanawiał się jak poradzą sobie dalej. „Możemy liczyć chyba tylko na cud” – powiedziała żona.
Przyszedł czas, że zaczęła tracić nadzieję, iż będzie lepiej. Każdy kolejny dzień był wielką niewiadomą.
Nastała zima, która, wyjątkowo sroga w tym roku, mocno dała im się we znaki. Zapas, wykopanych na jesieni ziemniaków niemal się skończył, a na dodatek kury przestały nieść.
Dopiero nadchodzące święta Bożego Narodzenia, wlały w kobietę trochę wiary. Każdego roku, bez względu na to co działo się na świecie, jak ludziom było ciężko, Bóg odradzał się na nowo. Święta miały dla nich szczególne znaczenie, ponieważ byli bardzo religijni, postanowili więc pełni się nimi cieszyć. W wigilię ojciec przyniósł do chaty małe drzewko, wycięte z pobliskiego lasu. Starsze dzieci zawiesiły szyszki i jabłka, a młodsze zrobione przez siebie ozdoby ze słomy.
W naczyniach na stole, były tylko ryby, ziemniaki i chleb. Ojciec powiedział, że i tak miał szczęście, że udało mu się złowić dużego karpia w przerębli. Jedli bardzo powoli, aby się nie rozchorować, dawno bowiem nie mieli tak sytego pożywienia w ustach.
Wtem ktoś zapukał do drzwi, członkowie rodziny spojrzeli na siebie zdziwieni. Najstarszy syn poszedł otworzyć, u progu stała zmarznięta kobieta. Gospodarz wpuścił ją bez zastanowienia, bo jak mówi przysłowie -” Gość w dom, Bóg w dom”. Na stole wedle tradycji, położono wcześniej dodatkowy talerz, więc kobieta najpierw ogrzała się przy piecu, a później posiliła razem z nimi. Nie mając jak się odwdzięczyć , postanowiła powróżyć gospodarzom. Słowa o przyszłości wywołały grozę, jednak kobieta rzekła:
– Nie lękajcie się, czekają was wielkie zmiany. Cud, którego oczekujecie może się wydarzyć, ale musicie wspomóc los.
Nastała noc, wszyscy próbowali zasnąć, lecz tajemnicze słowa wciąż tkwiły w ich umysłach. Rano, kiedy rodzice wstali pierwsi, przekonali się , że kobiety już nie było.

Tuż po świętach na ubogą rodzinę spadła nowina, że na świat przyjdzie kolejne dziecko.
– To ma być ten cud? – zmartwiła się kobieta. – Już teraz ledwo dajemy radę wyżywić wszystkich.
– Dziecko to dar od Boga – odpowiedział jej mąż. – Skoro Bóg nam je daje, nie pozwoli chyba umrzeć mu z głodu.
Zamiast radości ze spodziewanego dziecka, kobietę ogarnęła trwoga, gdy nikt nie widział, wypłakiwała się w poduszkę.

Wkrótce rozniosła się wieść, że urodził się chłopczyk. Matka wziąwszy na ręce niemowlę, postanowiła, że więcej nie da się pogrążyć w rozpaczy ani pokonać przez strach. Mieszkańcy wsi i okolic, wiedząc jaka jest sytuacja materialna rodziny, zebrali dla niej podarunki oraz pieniądze. Kobieta zaczęła znowu wierzyć. Wiara, nadzieja i miłość to cnoty, z którymi da się przezwyciężyć wszystko. Chłopcu dano na imię Jan.

Mały Jaś zdrowo się chował i był oczkiem w głowie, całej rodziny. Podczas, gdy starsze dzieci chodziły na zarobek, a młodsze do szkoły, mama zabierała chłopca do państwa, u którego pracowała.
Wychowywała się tam dziewczynka o imieniu Marcjanna, a że była jedynaczką, pozwalano chłopcu przebywać w jej towarzystwie, aby nie czuła się samotnie.
Jaś nie krył zachwytu zabawkami i książkami, nie mówiąc już o osobnym pokoju do zabaw. Niania czytała im piękne bajki, a chłopiec bardzo to polubił. Często, kiedy brał nową książeczkę do ręki, a że nie potrafił jeszcze czytać, sam wymyślał historyjki pasujące do obrazków. Dzieci spędzały ze sobą dużo czasu i bardzo się polubiły, toteż , gdy przyszedł czas rozstania, było im bardzo ciężko. Zbliżał się wrzesień, czas nauki. Do Marcysi miała przychodzić guwernantka, natomiast Jaś miał uczęszczać do szkoły oddalonej o kilka kilometrów od domu.
Chłopcu podobało się w szkole, uczył się bardzo pilnie, by jak najszybciej samemu czytać i pisać. Wkrótce zapisał się do szkolnej biblioteki, gdzie przychodził codziennie.
Kiedy było mu mało szkolnych bajeczek, sam zaczął wymyślać, a potem zapisywać różne opowiadanka. Nauczyciel zauważył, że jego uczeń bardzo się do tego garnie, więc nie szczędził mu papieru i ołówków.
Po dziesiątych urodzinach Janka, ojciec zdecydował, że syn zaprzestanie nauki, gdyż potrzebny jest do pracy w gospodarstwie.
Chłopiec posmutniał. On jako jedyny z rodzeństwa uczył się bez przymusu, bo ogromnie to lubił. Matka biła się z myślami. Może, skoro nauka sprawia synowi tyle radości, pozwolić dalej mu się kształcić? Może później zdobędzie lepszą pracę i nie będzie musiał harować na gospodarstwie?
Wtedy przypomniała sobie słowa kobiety przepowiadające wielkie zmiany. Chyba nadszedł czas, aby pomóc losowi.
Rodzeństwo Janka myślało podobnie jak matka, lecz dotychczas nie miało odwagi wypowiedzieć tego na głos. Wreszcie po namowach ojca, pozwolono mu dalej uczęszczać do tej samej szkoły. Żaden krewny Jasia nie doszedł tak wysoko, więc wszyscy byli z tego dumni.
Katarzyna, najmłodsza z córek, trafiła do domu Marcjanny, żeby tak jak niegdyś jej matka pracować dla państwa. Był tam też mały chłopczyk, braciszek dziewczyny, któremu Kasia w wolnych chwilach czytała bajeczki wymyślone przez Jasia. Marysia słuchała ich z ogromnym zainteresowaniem, były bowiem tak piękne jakby pochodziły od samego mistrza opowiadań- J.Ch. Andersena. Z rozrzewnieniem przysłuchiwała się opowieści przemiłej Kasieńki o najmłodszym bracie, którego wszyscy wprost uwielbiali. Przypomniała sobie chwile, kiedy sama się z nim bawiła i poprosiła rodziców, aby chłopak mógł znowu ją odwiedzać. Państwo nie wyrażali ku temu sprzeciwu , gdyż chłopak, mimo iż pochodził z ubogiej rodziny, otrzymywał staranne wykształcenie, a z domu wyniósł dobre wychowanie. Uważali, że te spotkania nie urągają ich pozycji, dlatego początkowo krótkie wizyty, wydłużały się i dzieci spędzały ze sobą coraz więcej czasu.
Janek, pomimo tylu zajęć ( pomagał rodzicom jak mógł), nie zapominał o swoim zainteresowaniu, jeżeli nie miał czasu w dzień, pisał opowiadania w nocy. Czuł jak wraz z każdym nowym utworem, budzi się w nim nowe życie, do każdego wkładał serce. Miał wiele do przekazania ludziom i robił to z prawdziwą pasją.
Nauka w tutejszej szkole dobiegła końca, ojciec jednak zamiast do szkoły, wysłał syna na służbę, gdyż przez ostatni rok rodzina bardzo się zadłużyła. Chłopiec nie protestował, bo ojciec obiecał mu, że odsuwa jego naukę tylko na jakiś czas. Pracował od świtu do nocy, przynajmniej w ten sposób mógł odciążyć rodziców.
Po roku sytuacja materialna polepszyła się na tyle, że spłacili cały dług, ale wciąż brakowało pieniędzy na edukację Jasia. Nauczyciel nie mógł się z tym pogodzić, ubłagał swojego przyjaciela, który pracował w wydawnictwie, aby znalazł jakąś pracę dla jego ucznia. Razem z mieszkańcami wioski, złożył się na bilet kolejowy i nowe ubranie, aby Jan mógł bez wstydu pokazać się w mieście.
* * *

Jaś miał kolejny rok poświęcić na pracę, lecz tym razem miał być samodzielny.
Wykonywał wszystkie polecenia naczelnika, sprzątał w całym zakładzie, czyścił i oliwił maszyny, nosił różne paczki. Wieczorem układał stosy egzemplarzy, by wcześnie rano je roznieść. Kiedy wracał do domu, był tak zmęczony, że nie miał siły nawet myśleć o swoich bajkach.
Raz jeden wyciągnął swój brulion i pokazał go redaktorowi. Mężczyzna usłyszał bowiem od swojego pracownika, że ten pisze piękne opowiadania. Naczelnik przeczytawszy utwory, uśmiechnął się pobłażliwie i powiedział, że takie bajki owszem zachwycają, ale chyba tylko na wsi.

Jaś w czasie wakacji zaczął poważnie rozmyślać o szkole. Przez kilkanaście miesięcy ciężko pracował i udało mu się nawet wysłać rodzicom trochę pieniędzy. Za resztę, która mu została, zamierzał kupić podręczniki. Tak więc, pierwszego września z radością rozpoczął naukę.
Bardzo trudno mu było pogodzić obowiązki ucznia i pracownika, lecz nie poddał się. Uczył się zazwyczaj późnym wieczorem lub w nocy.
Dzięki przystąpieniu do nauki, znowu wstąpiła w niego chęć tworzenia nowych tekstów. Na razie jednak skupił się na pisaniu kolejnego wypracowania zadanego przez nauczycielkę. Jan popuszczając wodze fantazji, daleko wybiegał od tematu, kobieta zastanawiała się czy to talent czy raczej brak znajomości tematu. Gdy któregoś razu w zeszycie z pracami domowymi, zobaczyła opowiadanie, nie miała wątpliwości, że było napisane ręką chłopca. Zapytała go wprost czy ma więcej takich tekstów.
Jasiu przyniósł jej pozostałe bajki, ale pamiętając o opinii naczelnika, nie robił sobie większych nadziei.
Nauczycielce podobały się utwory, widziała w nich jednak duże braki i postanowiła mu pomóc. Aby mógł zostawać dłużej w szkole, napisała do jego pracodawcy list. „Chłopiec ma wielki talent – pisała – ale należy wspomóc go wiedzą i odpowiednim przygotowaniem”.
Naczelnik zgodził się, aby Jaś mógł przychodzić do wydawnictwa dwie godziny później, ale potrącał mu z pensji nieobecność.
Na pierwszych spotkaniach nauczycielka dawała chłopcu do czytania dzieła wybitnych autorów, aby oswoił się ze światową literaturą.
– Musisz dużo czytać i dużo pisać – mówiła.
Od tej pory kobieta zadawała temat, a chłopiec pisał. Pracowali nad stylem, gramatyką oraz przesłaniem. Jaś znowu był w swoim żywiole, pisał, pisał i pisał.
Na podstawie swoich starych pomysłów i opowiadań, przystąpił do tworzenia nowych utworów. Nauczycielka była zadowolona, jego dzieła zyskały literacką wartość, bo Jaś odnalazł niepowtarzalny styl. Kobieta podsunęła uczniowi myśl, żeby pokazał swoje opowiadania naczelnikowi.

I tak, dwa lata od pokazania pierwszych opowiadań, chłopiec przedstawił naczelnikowi swoje najnowsze utwory.

Naczelnik był zdumiony, rozwojem chłopca i jego tekstów. Po rozmowie z innymi, zdecydował się wydrukować je w najbliższym wydaniu gazety. Nigdy wcześniej nie zamieszczał opowiadań dla dzieci, ale te mu się spodobały i postanowił zaryzykować. Żywił nadzieję, że czytelnikom też przypadną do gustu.

Jan włożył świąteczne wydanie z wydrukowanymi bajkami do dużej koperty. Do środka włożył jeszcze pewną kwotę pieniędzy oraz liścik i pognał na pocztę.

„Droga rodzino – pisał w liście – jestem ogromnie szczęśliwy. Naczelnik wydrukował moje opowiadania i nawet mi za to zapłacił. Dziękuję drodzy rodzice, dzięki wam mogę pracować, kształcić się i robić to co lubię najbardziej.

Wasz kochający syn i brat Jan”

W poniedziałek rano do redakcji przyszły telegramy z gratulacjami. Czytelnikom tak spodobały się utwory, że domagali się następnych.
Gdy szef wezwał Jasia do gabinetu, ten przestraszył się, że pracodawca nie jest z niego zadowolony, wszak nic nie wiedział o przysłanych telegramach.
– Czy masz więcej takich tekstów? – zapytał na wstępie naczelnik.
– Naturalnie, że mam. Cały brulion.
– Chciałbym od tej pory drukować twoje bajki, w każdym świątecznym wydaniu. Zgadasz się na to?
– Oczywiście!
– Muszę tylko znaleźć kogoś na twoje miejsce?
– Jak to? – zmartwił się Jan. – Nie będę mógł już tutaj pracować?
– Będziesz mógł, ale na odpowiednim stanowisku. Nie wypada, żeby nasz bajkopisarz był zwykłym pomocnikiem.

Od tego czasu, w każdym weekendowym wydaniu gazety, ukazywały się utwory Jana, pod wspólnym tytułem: BAJKI NIE TYLKO DLA DZIECI”.
Co tydzień Jan przesyłał egzemplarz gazety do rodziców, nauczyciela i Marcjanny.
Dziewczyna czuła pewien podziw dla niego, za to, że potrafił realizować swoje cele. Z uśmiechem na twarzy, wracała do czasu, który spędzała razem z nim. Podejrzewała jednak, że dorosły Jaś nie myśli już o przeszłości.
Młody pisarz kontynuował naukę i wkrótce skończył studia z wyróżnieniem. Odtąd pracował z samym redaktorem gazety. Jego dotychczasowy styl życia, zmienił się. Mając dużo wyższą pensję, zaczął elegancko się ubierać i pokazywać na wykwintnych przyjęciach dla literatów, gdzie naczelnik, z ojcowską niemal dumą przedstawiał go innych dżentelmenom. Na jednym z takich wieczorów do Jana podszedł starszy mężczyzna.
– Drogi młodzieńcze, jestem właścicielem wydawnictwa i mam dla ciebie propozycję – człowiek wyglądający jak arystokrata, przeszedł od razu do rzeczy.- Chciałbym abyś napisał zbiór bajek, który wydałbym u siebie. Do tej pory zajmowałem się promowaniem poezji, ale przeczytawszy twoje utwory, postanowiłem rozszerzyć działalność. Na początek dostaniesz sporą zaliczkę.
Pisarz usłyszawszy kwotę zaliczki, o mało nie zemdlał. Starszy mężczyzna zostawił swoją wizytówkę i odszedł, dając mu czas, aby ochłonąć i podjąć decyzję. Pracodawca Jana skończył właśnie z kimś rozmawiać i podszedł do niego.
– Co się stało? – spytał wciąż oszołomionego młodzieńca.
Gdy zobaczył kartonik ze znanym nazwiskiem w lot wszystko zrozumiał.
– To doskonały wydawca ze stolicy, spodziewałem się , iż będzie próbował nam ciebie wykraść, ale nie sądziłem, że nastąpi to tak szybko.
– Za wysokość zaliczki, mógłbym zacząć budowę domu. – marzył głośno Jan.
– Ja nigdy nie będę w stanie ci tyle płacić – rzekł mężczyzna usłyszawszy wymienioną kwotę.- Domyślam się , że chcesz nas opuścić?
– Nie miałem takiego zamysłu, proszę pana – odpowiedział uśmiechając się tajemniczo.- Na razie zgodzę się z nim porozmawiać. Uwielbiam pisać i nie wyobrażam sobie bez tego życia, a moje bajki nigdy jeszcze nie ukazały się w jednym tomie. Co nie przeszkodzi mi dalej u pana pracować.
Rozmowa ze słynnym wydawcą poszła gładko. Miał on duże doświadczenie z młodymi poetami i wiedział, że wskazanie terminu czasem wywołuje presję. Dlatego umówił się z Janem, że ten sam do niego przyjdzie, gdy tylko skończy utwory. Jan z kolei, nie chciał wziął żadnej zaliczki, dopóki nie wywiąże się z umowy.

Dokładnie pół roku później, mężczyźni ponownie uścisnęli sobie dłonie. Jan zjawił się z gotowym rękopisem ponad stu bajek, za co został sowicie wynagrodzony. I tak z dnia na dzień, młody pisarz stał się bogatym człowiekiem. Zanim książka ukazała się w księgarni, wysłał kilka egzemplarzy w rodzinne strony.
Naczelnik redakcji, gdzie dotychczas pracował Jan, usłyszał, że ten chce się wyprowadzić.
– Nasze miasto nie może konkurować ze stolicą – rzekł smutno.
– Ale ja wcale nie przenoszę się do stolicy. Wracam na wieś!
– wykrzyknął uradowany.
Zapewnił mężczyznę, że dalej będzie dla niego pisał, nigdy bowiem nie zapomni ile dla niego zrobił.

Jan nie mógł się doczekać powrotu do domu, dziwiąc się, że tak długo wytrzymał bez swoich bliskich. Nie wystarczyłyby mu krótkie odwiedziny, ale przeprowadzka na stałe. Wszak pisać dla wydawców może z każdego zakątka kraju.
Jadąc wynajętym samochodem, rozmyślał o Marcjannie, z pewnością wyrosła na piękną kobietę. Ciekawe czy go jeszcze pamięta? On nie zapomniał o niej nigdy, chociaż nie śmiał wcześniej o niej marzyć.
Wreszcie dojechał na miejsce. Na widok starej chaty, nie krył wzruszenia. Z domu zaczęli wychodzić członkowie jego rodziny. Wszyscy ściskali się serdecznie, a matka uroniła kilka łez. Nikt nie mógł sprawić jej większej radości.

Trzy dni trwało przyjęcie dla całej wioski i okolic. Młody pisarz nie zapomniał, że oni kiedyś mu pomogli.
Wszystkie panny w okolicy, zachwycone były tak dobrą partią jaką był Janek, a starzy mieszkańcy z zadowoleniem stwierdzili, że chłopak nic się nie zmienił. Był bardzo miły dla pięknych dziewcząt, lecz wciąż wypatrywał Marcysi, która jako jedyna, nie przybyła go zobaczyć.
Zauważył ją dopiero w kościele, na niedzielnej mszy.
„Ależ ona piękna! – pomyślał.- Pewnie ma narzeczonego, nawet nie patrzy w moją stronę.”
Kiedy wyszli z kościoła, skłonił się nisko przed jej rodzicami.
– Dzień dobry państwu!
– Dzień dobry! Miło cię widzieć. – matka dziewczyny zreflektowała się, że nie wypada jej tak mówić – przepraszam, miło pana widzieć.
– Nalegam, aby pani dalej mówiła mi po imieniu. Nic się nie zmieniło.
– Oj, zmieniło się i to dużo. Jest pan teraz sławnym człowiekiem, który odniósł sukces.
– Ale tu – chłopak wskazał na swoje serce – jestem taki sam.
Kobieta uśmiechnęła się, a na twarzy Marcjanny pojawił się lekki rumieniec.
– Wobec tego, zapraszamy cię dzisiaj na popołudniową herbatę.
Po wspólnie zjedzonym obiedzie, rodzina niechętnie wypuściła z domu, kochanego syna i brata, rozumiała jednak, że Janek chce się spotkać z przyjaciółką z dzieciństwa. Matka widziała jak patrzył na nią w kościele, lecz pomimo jego obecnej zamożności, nie była pewna czy syn ma dla nich odpowiednią klasę.
Rodzice Marcjanny nie przejmowali się tymi różnicami, zawsze bardzo lubili chłopca, a i on sam, zawsze zachowywał się nienagannie. Uważali więc, że w pełni zasługuje na dobre traktowanie.
Jedynie Marcjanna była jakaś milcząca.
Po herbacie, młodzi udali się do ogrodu na spacer.
– Zmieniłaś się w stosunku do mnie .- rzekł Jan – Ale co ja sobie myślałem? Taka śliczna dziewczyna jak ty na pewno ma wielu adoratorów. Przepraszam – chłopak ukłonił się – pożegnam cię.
– Zaczekaj! – zawołała.
Spojrzała na niego odważnie.
– Nie mogłam. nie chciałam narzucać się swoim towarzystwem tak jak inne dziewczęta. Masz teraz wielkie uznanie.
– Marcysiu, co ty mówisz? – Jan ujął jej dłoń w swoje ręce.- Jesteś mi droższa od wszystkich panien na wydaniu, nie widzisz tego? Kiedyś, gdy byliśmy dziećmi, bardzo się lubiliśmy. Teraz jesteśmy dorośli i wiem, że z mojej strony to nie tylko przyjaźń.
Podniósł jej rękę do ust i pocałował, a kiedy dziewczyna uśmiechnęła się, zapytał:
– Czy mogę liczyć na twoje względy?
– Tak! – odpowiedziała rozpromieniona, a wtedy chwycił ją w pasie i zakręcił wokoło.
Uszczęśliwieni udali się do rodziców Marcysi, aby Jan oficjalnie poprosił ojca dziewczyny o jej rękę. Mężczyzna nie miał żadnych zastrzeżeń, więc młodzieniec pospiesznie się pożegnał, aby przekazać swoim bliskim cudowne wieści.

Wkrótce zlecił budowę ogromnego domu dla całej rodziny, a jego rodzice mieli być w nim gospodarzami. Codziennie odwiedzał swoją narzeczoną. Czytał jej swoje najnowsze utwory, które wysyłał swojemu pracodawcy, nie zapomniał bowiem o złożonej mu obietnicy.

Niedługo przed Bożym Narodzeniem ukończono urządzanie wnętrza wspaniałej budowli, aby święta spędzić już na nowym miejscu.
W wigilię wszyscy razem usiedli do długiego stołu, nakrytego na trzydzieści sześć osób, licząc dodatkowy talerz dla zbłąkanego wędrowca. Kiedy zabłysła pierwsza gwiazdka, szczęśliwi mieszkańcy przełamali się opłatkiem, a potem przystąpili do jedzenia dwunastu potraw.
Matka Jana zamyśliła się, przed oczami stanęła jej skromna wieczerza sprzed dwudziestu lat, najmłodszego z dzieci jeszcze nie było na świecie. Wówczas do domu zawitała kobieta, przepowiadająca w ich życiu wielkie zmiany.
„Gdyby ta kobieta mogła dziś zobaczyć te zmiany”- pomyślała.
Nagle ktoś zapukał do drzwi, matka tchnięta przeczuciem, poszła otworzyć, w progu stanęła ta sama kobiecina. Gospodyni posadziła gościa przy kominku, podzieliła się z nią opłatkiem i napełniła talerze, zachęcając do jedzenia.
– Czy pani mnie poznaje? – zapytała matka Jasia.
– Tak, ale nie poznaję tego domu – odpowiedziała staruszka.
– To zasługa syna, którego przyjście na świat przepowiedziała właśnie pani. Kiedy był mały lubił wymyślać historie, które potem spisywał, a gdy dorósł, zdobył wykształcenie i znalazł się ktoś, kto zaczął wydawać jego bajki.
– Tak naprawdę, to czekaliście na cud, a ja zapowiedziałam jedynie wielkie zmiany. Uwierzyliście w niego i w jego dar pisania.
– Jest utalentowany, ale włożył w to wiele pracy. – matka pokiwała głową.
– Talent, to wspaniały dar, lecz czasem trzeba go wspomóc.

Tekst zgłoszony przez Bajdulkowo. Udostępniamy go za zgodą Autora (mariopeiro).