Niezwykłe przygody kredek

Bajka do czytania o kredkach, darmowe bajki dla dzieci na dobranoc

Rozdział 1 Ucieczka

W pewnym domu, w komodzie, w drugiej szufladzie mieszkały kolorowe kredki. Był to niezwykły komplet dwunastu kolorów w specjalnym pudełku. Zestaw kredek należał do Zosi. Dawno temu dziewczynka dostała je na gwiazdkę i była nimi zachwycona. Grube kredki z miękkim szpicem nigdy się nie łamały. Kolory miały mocne i wyraźne. Do tego śliczne, zamykane na zatrzask metalowe pudełko. Kiedyś Zosia często ich używała i dlatego były bardzo szczęśliwe. Dla kredek praca była najważniejsza . Niestety od pewnego czasu czuły się smutne i niepotrzebne. Dziewczynka skończyła już jedenaście lat i w ogóle nimi nie rysowała. Każdego dnia kredki wspominały szczęśliwe czasy, gdy były użyteczne dając radość i zabawę. Ciekawił je świat i poznawały go przez rysowanie. Marzyły, by narysować jeszcze wiele nowych rzeczy, a tymczasem leżały zapomniane. Na szczęście postanowiły to zmienić.

Pewnego razu Zosia szukała czegoś w komodzie. Otwierała po kolei wszystkie szuflady i szafki. Kredki były pewne, że dziewczynka ich szuka. Myślały, że przypomniała sobie o nich i znów będzie jak dawniej. Niestety myliły się. Okazało się, że Zosia szukała grubego notesu. Gdy tylko go znalazła wyjęła z pudełka jedną kredkę, dopisała coś ważnego czerwonym kolorem i szybko wybiegła. Kredki zrozumiały, że Zosia już nie rysuje i nie potrzebuje ich. Zasmuciły się bardzo, a wtedy, czerwona postanowiła wyjrzeć z niedomkniętej szuflady. Po chwili, gdy rozejrzała się wokół zawołała radośnie:
– Spójrzcie! Jesteśmy wolne!
– Co to znaczy wolne? – spytała niebieska.
– To znaczy, że zbyt długo byłyśmy zamknięte, a teraz zobaczcie same. Otwarte pudełko, komoda, a nawet drzwi. Możemy się wydostać – wytłumaczyła czerwona. – Pomyślcie, czy wolicie nadal leżeć bezużytecznie w komodzie, czy poszukać kogoś komu będziemy potrzebne?
– To co robimy? – zaczęły zastanawiać się pozostałe kredki.
– Jak to co? – zdziwiła się czerwona. – Naprzód! Taka okazja się więcej nie powtórzy.

Zachęcone kredki nie namyślały się długo i zaczęły wyskakiwać z komody prosto na drewnianą podłogę. Pierwsza najodważniejsza czerwona, za nią szybka niebieska, a następnie radosna żółta, spokojna zielona, ciekawa pomarańczowa, wesoła różowa, modna fioletowa, ostrożna brązowa, troskliwa biała, cicha granatowa, beztroska seledynowa i na końcu trochę marudna czarna. Kredki ustawiły się w rządku i jedna za drugą wyszły z pokoju, przez korytarz, wprost na podwórze .Miały dużo szczęścia, gdyż Zosia zostawiła otwarte na oścież wyjściowe drzwi.
– No to w drogę! -zawołała czerwona
– W drogę! – powtórzyły chórem pozostałe i wybiegły na podwórze.
– Hurra! Hurra! Jesteśmy wolne! – wołały radośnie.
Nadzieja i wiara w to, że zmienią swoje smutne i nudne życie, pchnęła je w tę podróż. Zostawiły bezpieczny dom, gdyż ponad wszystko pragnęły rysować i być potrzebne.

Rozdział 2 Podróż

Ustawione w pary kredki maszerowały skrajem drogi. Letnie słońce ciepło świeciło, a nieznany świat zachwycał. Wszystko je dziwiło i było dla nich nowe. Nigdy do tej pory nie opuszczały domu .Poznawały kolory, zapachy, smaki i dźwięki prawdziwego świata.
– Jak pięknie! Wspaniale! – powtarzały.
– Spójrzcie na drzewa! – wołały z zachwytem dwie zielone kredki. – Są w naszych kolorach!
– I na błękitne niebo – prosiła niebieska.
– I na słońce! – cieszyła się żółta mrużąc od niego oczy.
Po chwili wszystkie kolejno wymieniały, co widzą w swoim kolorze: biała z dumą podziwiała wielki, biały dom, granatowa – pięknie błyszczący w słońcu granatowy samochód, pomarańczowa – wspaniałą pomarańczową huśtawkę, fioletowa – fiołki, różowa – róże, a czarna – latające nad nimi jaskółki. Wędrując poznały zapach kwiatów, spróbowały słodkich jeżyn rosnących w przydrożnym rowie i słuchały śpiewu ptaków. Nie zastanawiały się dokąd idą. Choć nie miały żadnego planu, ani nie znały drogi, to były bardzo szczęśliwe, że zmieniły swoje smutne życie.
– Słuchajcie – powiedziała czerwona, kiedy znacznie już oddaliły się od domu. – Musimy być ostrożne.
Zdziwione kredki pokiwały zgodnie głowami, nie spodziewając się jednak żadnych kłopotów. Tylko zaniepokojona biała spytała:
– Co masz na myśli? Sądziłam, że jesteś odważna?
– Ostrzegam was, ponieważ obawiam się, że na świecie czai się wiele niebezpieczeństw, jakich do tej pory nie znałyśmy. Nie wiemy, co może nas spotkać w tej podróży. Ważniejszy od odwagi jest teraz nasz rozsądek.
Znów wszystkie zgodziły się z nią. Postanowiły, że najważniejsze to trzymać się razem i pomagać sobie nawzajem.
Niebawem kredki zobaczyły przystanek autobusowy na skraju wielkiego lasu i wspólnie postanowiły na nim odpocząć. Usiadły wygodnie na ławce, gdyż nie przyzwyczajone do marszu były już bardzo zmęczone. Zachwycone swą podróżą, nie zauważyły jednak, jak zmienia się pogoda. Słońce przysłoniła gruba czarna chmura i nagle złowieszczo zagrzmiało. Po chwili zerwał się też porywisty wiatr. Zbliżała się burza. Kredki były przerażone, kiedy pierwsze krople deszczu spadły na dach przystanku. Znów zagrzmiało, ale o wiele głośniej.
– Pomocy! Pomocy! – wołały z całych sił.

Na szczęście szybko pojawił się ratunek. Właśnie przyjechał piękny, czerwony autobus. Kiedy zatrzymał się na przystanku, kredki wbiegły do środka. Ocalały przed zmoknięciem i zniszczeniem. Usiadły zachwycone niespodziewaną przejażdżką. Burza została daleko za nimi. Znów podziwiały wspaniały świat. Minęły las, potem rozległe pastwiska pełne łaciatych krów i brązowych koni , a następnie żółte pola rzepaku. Widoki w oknach szybko się zmieniały. Dalej droga wiła się wzdłuż kolorowych domów, aż wreszcie dojechały do końca trasy w centrum niewielkiego miasteczka.

Kredki pełne nadziei, że tu znajdą nowy dom wysiadły i odważnie podążyły przed siebie.

Rozdział 3 Spełnione marzenie

Maszerując przez miasteczko kredki minęły centrum i szczęśliwym trafem doszły do parku. Tam pośród drzew na kolorowym placu zabaw bawiło się mnóstwo dzieci. Na ten radosny widok podbiegły bliżej, a następnie usiadły w cieniu drzewa. Przyjemnie mijało im popołudnie, gdyż przyglądały się dzieciom i wyobrażały sobie, że trafią do któregoś z nich. Wkrótce jednak nastał wieczór i nagle park zupełnie opustoszał. Dzieci rozeszły się do domów, a kredki z niepokojem rozglądały się wokół.
– Co z nami teraz będzie – zaczęła martwić się biała. – Przecież nadchodzi noc.
– Boję się – skarżyła się różowa. – Jeszcze nigdy nie spałyśmy poza domem.
– Ja już żałuję naszej decyzji – powiedziała czarna. – Trzeba było zostać w komodzie. Od początku miałam złe przeczucia.
– Nie panikujcie! – uspakajała je czerwona. Wszystko będzie dobrze. Zobaczycie. Teraz musimy znaleźć tylko miejsce na nocleg. A jutro, na pewno znajdziemy nowy dom. Obiecuję wam to.
Po tych słowach kredki uspokoiły się, jednak czerwona sama pełna była obaw o ich los. Wiedziała, że to ona namówiła je do ucieczki, więc jest za nie odpowiedzialna.

Letni wieczór był bardzo ciepły, a w powietrzu unosił się słodki zapach kwiatów, więc kredki postanowiły spędzić noc na pobliskim klombie. Przytulone do siebie ułożyły się wśród bratków, aksamitek i stokrotek. Zmęczone dniem pełnym wrażeń szybko zasnęły.
Noc pod gwieździstym niebem minęła im przyjemnie i spokojnie. Rano, park znów ożył i zapełnił się bawiącymi dziećmi. Kredki tak jak poprzedniego dnia położyły się pod wielkim dębem i cieszyły radosnym widokiem . Niespodziewanie pod ich drzewo przybiegł za piłką nieduży chłopiec w czerwonej czapce. Od razu je zauważył. Podszedł bliżej i zdziwiony zawołał:
– Babciu! Zobacz co tu znalazłem w trawie?
– Co takiego? – usłyszał z daleka.
– Bardzo ładne kredki. Skąd się tu wzięły?
Babcia rozejrzała się dookoła i powiedziała:
– Nikogo tam nie ma. Pewnie ktoś je zgubił lub o nich zapomniał.
– Babciu, szkoda żeby tu zostały. Czy mogę je zabrać? Nie chcę, aby tu zmokły i zniszczyły się – powiedział roztropnie i pokazał na zachmurzone niebo.
Babcia zgodziła się i uradowany znaleziskiem Patryk zdjął czapkę i szybko pozbierał do niej kredki.
-To teraz, wracajmy do domu – zarządziła babcia i pogłaskała wnuka po jasnych włosach.
-Dobrze, to będę mógł porysować.
Kredki były bardzo szczęśliwe. Wreszcie znalazły nowego właściciela i spełniło się ich marzenie o nowym domu.

Rozdział 4 Przygoda w ZOO

Życie kredek w nowym domu było bardzo szczęśliwe. Okazało się, że chłopiec uwielbiał rysować. W jego pokoju na zielono- niebieskich ścianach wisiało wiele różnych obrazków. Były tam pokolorowane samochody, pociągi i wielkie koparki, ale najwięcej było pamiątkowych rysunków z wakacji. Patryk polubił nowe, znalezione kredki i często ich używał, dzięki czemu miały dużo pracy. Nowych przygód też im nie brakowało, ponieważ chłopiec zabierał je na swoje wycieczki.

Pewnej soboty cała rodzina wybrała się do ZOO. Od dawna wszystko było dokładnie zaplanowane.
– Najpierw zobaczę antylopy, zebry i lwa. Potem zwiedzę pawilon z gadami i płazami, a dalej spotkam hipopotama, żyrafę i słonia. Na końcu będą ptaki i ryby – tak podekscytowany Patryk wyliczał w samochodzie oglądając mapkę Zoo..
Kredki leżały w plecaku i uważnie słuchały.
– Ale mamy szczęście! – mówiły. – Jeszcze do niedawna nie widziałyśmy nawet nieba, a teraz zobaczymy nawet prawdziwego słonia.
Wkrótce dojechali na miejsce i zaczęli zwiedzanie zgodnie z planem. Ogród zoologiczny był ogromny. Zwierzęta z całej kuli ziemskiej zamieszkiwały obok siebie: w klatkach, akwariach, na wybiegach lub w stawach. . Mama czytała Patrykowi książkę o egzotycznych zwierzętach, więc wiele o nich wiedział, a teraz mógł je wreszcie zobaczyć. Długo spacerowali, aż wreszcie zmęczeni zwiedzaniem usiedli na ławce. Chłopiec postanowił wtedy narysować pamiątkowy obrazek.
– Który zwierzak najbardziej podobał ci się? – spytał tata.
– Najlepsze były…: te wielkie, kolorowe papugi. Jak one się nazywały?- spytał Patryk, po czym sam odpowiedział : ah tukany. Albo nie- stwierdził – lemury były lepsze, a może jednak lew, albo hipopotam? – zastanawiał się niezdecydowany chłopiec.
– A może wszystkie? – zapytała mama.
– Wiem! – Patryk wreszcie wybrał: najbardziej spodobał mi się ogromny słoń. Widzieliście jak wyciągał do mnie trąbę? – zapytał rodziców i wyjął kredki.
Zadowolony z wyboru zaczął rysować, a tata przyniósł kręcone śmietankowe lody.
Dzień w ogrodzie zoologicznym był bardzo ciekawy i udany . Do wieczoru spacerowali podziwiając zwierzęta. Kiedy wrócili do domu, było już ciemno i niebawem położyli się spać. Wówczas kredki zorientowały się, że jednej z nich brakuje. Nie było niebieskiej. Zaczęła się straszna panika.
– Co mogło stać się z niebieską? – pytały i wymyślały najgorsze możliwe historie.
– Może wpadła do klatki lwa i on ja pożarł? – panikowała żółta.
– A może utopiła się w akwarium? – martwiła się biała
– Albo została na ławce, gdzie rysowałyśmy? – stwierdziła czarna.
– Straciłyśmy ją! – płakały przez całą noc.
Całe szczęście wszystko dobrze się skończyło. Rano do Patryka przyszedł tata i tak powiedział:
– Zobacz synku, co znalazłem w samochodzie na twoim siedzeniu – i podał mu niebieską kredkę.
– Dziękuję tato, nie wiedziałem, że mi wypadła – odpowiedział chłopiec.
Za to szczęśliwe kredki cieszyły się, że znów są w komplecie. Niebieska wróciła cała i zdrowa. Wszystkie słuchały przejęte, jak opowiadała o samotnie spędzonej nocy.
– Nie macie pojęcia jak się bałam, myślałam, że już nigdy was nie zobaczę – mówiła. Poznałam co znaczy samotność i strach. I wierzcie mi, że to najgorsze uczucie. Nie chcę więcej rozstawać się z wami.
Po tych słowach wszystkie kredki przytuliły ją serdecznie i obiecały sobie, że zawsze będą razem.
Pracowite i pełne przygód lato wkrótce dobiegło końca. Na kredki jednak czekały następne zmiany i nowe przygody wraz z rozpoczynającym się rokiem szkolnym.

Rozdział 5 Kredki idą do szkoły

Pod koniec sierpnia mama przygotowała Patrykowi wyprawkę do szkoły. Kupiła książki, zeszyty, piórnik, tornister i wiele innych potrzebnych rzeczy, poza kredkami. Patryk postanowił zabrać do szkoły ulubione, znalezione kredki.
Ostatniego dnia wakacji chłopiec spakował je do nowego piórnika. Kredki nigdy nie widziały takiego mieszkanka, ale wszystkie przyznały, że wygląda ładnie i na pewno będzie wygodne.

Piórnik był duży, granatowy, z czerwonym wyścigowym samochodem z przodu, a żółtym z tyłu. W środku miał dużą kieszeń i uchwyty z gumek na różne elementy wyposażenia. Kredki zostały starannie naostrzone przed przeprowadzką do piórnika. Były szczęśliwe i śmiały się radośnie. W piórniku poznały innych lokatorów. Pierwszy odezwał się chudy, naostrzony w szpic ołówek:
– Proszę nie robić tyle hałasu, mam dosyć tych krzyków, śmiechów i pisków. Proszę o spokój, niektórzy tu chcą odpocząć i przygotować się do ciężkiej pracy w szkole. No tak – mówił dalej zarozumiałym tonem: ale co wy kredki, możecie o tym wiedzieć. Wy do szkoły? Nie wiem po co? Powinniście zostać w domu razem z zabawkami.

Kredki zasmuciły się bardzo takim powitaniem i obawiały się, że znów staną się niepotrzebne. Cichutko ułożyły się na swoich miejscach i nawet czerwona nie odważyła się odezwać do ostrego ołówka. Teraz za to odezwało się grube, czarne pióro :
– Panie ołówku, proszę się uspokoić i nie straszyć naszych nowych mieszkańców. Mnie nie przeszkadza ich radość i śmiech. Proszę mi wierzyć, że będą w szkole równie potrzebne jak pan czy ja.
Kredki podziękowały mu za te słowa radośnie, wierząc, że nowe zmiany nie będą jednak takie straszne. Szybko okazało się, że pióro miało rację i kredki były bardzo potrzebne w szkole. Codziennie ciężko pracowały. Rysowały piękne rysunki, rozwiązywały zadania i kolorowały – istny raj dla kredek.

Wkrótce zaprzyjaźniły się ze wszystkimi mieszkańcami piórnika i chętnie opowiadały im swoje przygody. Gumka, linijka, pióro, a nawet ostry ołówek z przejęciem słuchali i podziwiali ich odwagę. I wszystko układało się pomyślnie, aż do grudnia, kiedy Patryk dostał od babci wyjątkowy prezent. A były to… brokatowe mazaki w niezwykłych kolorach : złotym, srebrnym, różowym, seledynowym i turkusowym. Odrobinki brokatu sprawiały, że ich kolory lśniły wyjątkowo. Kredki przy nowych gościach poczuły się takie zwykłe, nieciekawe i nudne.
– Och, gdybyśmy mogły dostać trochę takiego brokatu, nasze kolory ożyłyby i stały się piękniejsze – marzyły w tajemnicy.
Mazaki były zaś bardzo zarozumiałe. Nie miały ochoty rozmawiać z takimi zwykłymi kredkami. Tym razem pocieszył je zaprzyjaźniony ołówek:
– Moje miłe kredki – rzekł. – Nie wiem, co to za nowa moda ten brokat, ale ja uważam, że wasze klasyczne kolory bez połysków są zawsze na czasie i o wiele lepiej przydają się w szkole niż błyszczące mazaki.
Wkrótce okazało się, że ołówek miał rację, ponieważ nauczycielka zabroniła rysować w książkach i zeszytach mazakami, które po tym wyprowadziły się z piórnika. Zamieszkały wówczas w biurku i pracowały w domu przy świątecznych ozdobach. A w piórniku wszystko było jak dawniej.

Rozdział 6 Konkurs

Tygodnie w szkole mijały niezwykle szybko i pracowicie, zarówno dla kredek jak i dla Patryka. Minęło Boże Narodzenie, potem ferie zimowe i wszyscy czekali już na Wielkanoc. Dni stawały się coraz dłuższe i cieplejsze. Wiosna zagościła na polach i drzewach.
Pewnego dnia Patryk wrócił ze szkoły bardzo radosny i wołał od progu:
– Mamo!, mamo! W szkole mamy Wielkanocny Konkurs Plastyczny. Są super nagrody i wszyscy moi koledzy biorą w nim udział. Ja też zgłosiłem się.
– Tak – spytała zaciekawiona mama.- To opowiadaj. Co to za konkurs?
– To jest konkurs na najlepszą kartkę świąteczną – wytłumaczył Patryk.
– To fajny pomysł – pochwaliła mama. – Postaraj się to wygrasz.
– Jasne, że fajny! – zawołał i zaczął wymieniać konkursowe nagrody : można wygrać piłkę, książki o kosmosie i zwierzętach oraz słodycze. Mam już pomysł na moją kartkę i zaraz zabieram się za nią.
– Dobrze, ale jak odrobisz lekcje – powiedziała mama.
Po południu Patryk zabrał się za swoją pracę. Ważny był dobry pomysł i staranne wykonanie. Tu trzeba było użyć różnych materiałów i sposobów, żeby wyszło doskonale.
Potrzebuję kredki i brokatowe mazaki – pomyślał Patryk i wszystko przygotował. Mama przyniosła mu też kilka gałązek bazi i zaproponowała, by wykorzystał je w swojej pracy.
– Tak, to doskonały pomysł – zawołał. Narysuje na kartce gałązki i poprzyklejam do nich prawdziwe kotki z wierzby.

Ciężko pracował do wieczora, ale efekt był doskonały. Kolorowe pisanki leżały w koszyku, obok stał żółciutki kurczaczek i piękny bukiet bazi. Na dole był duży brokatowy napis Wesołego Alleluja.
Okazało się, że brokatowe mazaki od czasu ostatniego spotkania w piórniku bardzo się zmieniły i nie były już wcale zarozumiałe. Rozmawiały z kredkami, często śmiały się, a nawet zaprzyjaźniły się z nimi i nikt nie czuł się nudny ani niepotrzebny.
Następnego dnia Patryk zaniósł pracę do szkoły. Cała klasa zapełniała się przepięknymi kartkami świątecznymi, a każdy uczestnik marzył o wygranej. Przed świętami ogłoszono wyniki. Zwyciężyli Kasia, Patryk i Ola. Wszyscy mieli ciekawe i piękne kartki, a pani chwaliła Patryka za doskonały pomysł połączenia w pracy kredek, mazaków i bazi .
– Hurra! Hurra! – wołał szczęśliwy chłopiec. – Zwyciężyłem.
Jako nagrodę dostał wymarzoną piłkę. W domu dumni rodzice gratulowali Patrykowi, a kredki uśmiechały się do mazaków i gratulowały sobie nawzajem sukcesu. Wspólna praca okazała się doskonałą zabawą, a jej efekt zapewnił wygraną. Zazdrość i niechęć zmieniła się w przyjaźń i od tej pory życie kredek układało się bardzo pomyślnie.

Rozdział 7 Niespodziewany powrót

Wreszcie zakończył się rok szkolny i nastały upragnione wakacje. Dla kredek był to czas wielu przygód. Patryk dostał na urodziny nowy rower i często jeździł z rodzicami na wycieczki. W plecaku chłopca zawsze jednak znalazło się miejsce dla ulubionych kredek i kilku kartek z bloku. Pracowicie i szczęśliwie upływało kredkom lato, aż do pewnego pechowego dnia.

To była lipcowa niedziela. Pogoda była cudowna. Patryk z rodzicami postanowili wybrać się rowerami za miasto. Od rana trwały przygotowania i planowanie trasy, która prowadziła do bukowego lasu. W końcu mogli wyruszyć.
Jechali spokojną i malowniczą okolicą. Najpierw przejechali przez osiedle kolorowych domów, później mijali pola żółtego rzepaku i rozległe pastwiska pełne krów i koni. Patryk zastanawiał się po drodze, co narysuje na pamiątkowym obrazku z wycieczki. Upał tego dnia okazał bardzo męczący i wszyscy marzyli, by znaleźć się już w chłodnym lesie. Gdy wreszcie dotarli na miejsce mogli odetchnąć.
Był to stary, szlachetny las. Wysokie, srebrzyste buki dawały chłodny cień i cicho szumiały. Przejażdżka leśną drogą była bardzo przyjemna. Podziwiali drzewa i rozkoszowali się świeżym powietrzem pełnym leśnych zapachów: igieł, liści, kwiatów i wilgotnej ziemi. Następnie przejechali przez leśną polanę i niespodziewanie wjechali znów w ciemniejszy i gęstszy las. Droga zaczęła się mocno zwężać, a gałęzie drzew i krzewów zwisały nad nią.
– Aaa…!- krzyknął nagle Patryk.
– Czy coś ci się stało? – spytał tata.
– Zahaczyłem plecakiem o jakąś gałąź, ale chyba wszystko w porządku – odpowiedział.

Nie wiedział jednak o tym, że gałąź szarpnęła za zamek i odpięła plecak. Ujechali jeszcze kawałek w gąszczu i nagle wyjechali z lasu na ulicę. Wówczas tata zdecydował, że trzeba zawracać i poszukać w lesie miejsca na piknik.
– Zakręcamy przy tamtym przystanku autobusowym – powiedział i wskazał przed siebie.
– Dobrze – zgodziła się mama. – Wracajmy na tą uroczą polanę odpocząć.
Gdy dojechali na miejsce rozłożyli kraciasty koc pod wysoką brzozą i zjedli pyszne kanapki z dżemem truskawkowym i czekoladą. Potem nazbierali jagód, a Patryk postanowił narysować otaczający ich widok. Sięgnął do plecaka po kredki i zobaczył, że jego boczna kieszeń jest otwarta i pusta.
– O nie! Zgubiłem moje kredki! – zawołał. – Musimy ich poszukać.
– No tak, skoro nie zasunąłeś suwaka to wypadły.
– Zasunąłem, na pewno – zapewniał Patryk.
– Nie martw się. Znajdziemy je po drodze do domu – zapewnił tata. – Zaraz będziemy wracać.

Przez całą powrotna drogę Patryk i rodzice wypatrywali zgubionych kredek. Niestety nie znaleźli ich. Chłopiec był bardzo smutny z powodu tej straty.
Natomiast zgubione kredki wypadły z otwartego plecaka przy przystanku autobusowym. Zdziwione i zaniepokojone pytały:
– Co się stało?
– Dlaczego leżymy w trawie?
– Gdzie jest Patryk?
– To koniec – rzekła czerwona. – Wypadłyśmy z plecaka i zostałyśmy same w lesie. Musimy postanowić, co robimy?
– Boimy się – zaczęły cicho popłakiwać biała i żółta.
– Nie chcę tu zginąć – panikowała różowa.
– Cicho, nie płaczcie! – odezwała się zielona. – Spójrzcie tylko. Czy ten widok wam coś przypomina?
– Tak! To tędy przechodziłyśmy, kiedy rok temu uciekłyśmy z komody – zauważyła żółta.
– Racja! To tu wsiadłyśmy w autobus – potwierdziły zaraz inne kredki .
– No, to przynajmniej wiemy, gdzie jesteśmy? – powiedziała czerwona. – Mamy tylko jedno wyjście: musimy wrócić do naszego dawnego domu. To przecież nie daleko stąd.
– Ale będziemy tęsknić za Patrykiem i rysowaniem – zmartwiła się niebieska.
– I za szkołą – rozżaliła się różowa.
– Wiem o tym – zgodziła się z nimi czerwona. – Ale nie mamy wyboru, musimy ratować się.
Kredki ruszyły więc znajomą drogą w kierunku swojego dawnego domu. Droga była prosta i szybko znalazły właściwy dom. Uradowane weszły na podwórko i spostrzegły uchylone drzwi.
– Jesteśmy uratowane! – zawołały.
Wbiegły na ganek i ostatkiem sił dotarły do pokoju
– Teraz do komody! – zarządziła czerwona. – Tylko jak? – spytała.
Zmęczone i bezsilne kredki położyły się obok komody na podłodze.
– Znów czeka nas smutne i nudne życie – mówiły.
– Ale przynajmniej nie zginęłyśmy – pocieszała je zielona.
Zmęczone i przygnębione szybko zasnęły.
Wkrótce do pokoju weszła Zosia, ich dawna właścicielka.
– O moje kredki! – zawołała zdziwiona patrząc na nie. – Co one robią na podłodze?
Pozbierała je, włożyła do ich eleganckiego metalowego pudełka i zawołała brata:
– Jasiu! Chodź do mnie! Zobacz co znalazłam. Może porysujemy razem?

Kredki nie wiedziały, że Zosia ma młodszego trzyletniego braciszka. Nigdy wcześniej nie poznały Jasia. Wszystkie cieszyły się jednak bardzo, że znów trafiły w dziecięce ręce i będą rysować. Niespodziewanie kiedy wróciły do swojego domu znów stały się użyteczne. Nikt nie wiedział, jakie niezwykłe przygody przeżyły przez miniony rok kredki Zosi. One natomiast wiedziały już, jak wygląda kolorowy świat, ukończyły pierwszą klasę i wiele się nauczyły. Długo jeszcze wspominały ten szczęśliwy czas. Najważniejsze jednak, że nadal były komuś potrzebne. Choć Jaś był jeszcze mały to chętnie uczył się rysować. Zosia zaś nie mogła nadziwić się, że jej kredki tak ładnie rysują. Mówiła, że o wiele lepiej, niż wtedy gdy ostatni raz ich używała.
Patryk natomiast dostał od mamy nowe kredki. Długo żałował, że zgubił te ulubione, ale w końcu przyzwyczaił się. Dalej dużo rysuje i zabiera nowy zestaw na swoje wycieczki.

Rozdział 8 Kredki poznają Jasia

Mały Jaś miał rude włosy i buzię pełną jasnych piegów. Był bardzo wesoły i chętnie uczył się nowych rzeczy. Lubił bawić się i rysować. Przy Jasiu kredki poznały inne sposoby rysowania niż dotychczas były im znane. Przyzwyczaiły się też, że po ciężkiej pracy zamiast pochwał, czasem słyszą zdenerwowany głos mamy lub krzyki Zosi. Tak też było pewnego popołudnia.

Zosia pojechała na basen. Mama piekła ciasto na urodziny taty. Jaś zaś bawił się w swoim pokoju klockami.
– Całe szczęście, że Jaś jest zajęty. Zrobię szybko krem i galaretkę na ciasto – pomyślała mama.
I to była prawda, chłopczyk był bardzo zajęty, ale niestety już nie klockami. Z szuflady w mebelkach wyjął kredki. Obracając je sprytnie w małych paluszkach, rozejrzał się po pokoju. Nie znalazł jednak nic, na czym można by było porysować, więc poszedł poszukać w pokoju Zosi. Tam od razu spodobała mu się duża, pusta ściana przy drzwiach.
– Tu można coś narysować – uznał mały Jaś i wziął się do pracy.
Dla kredek rysunek na ścianie okazał się bardzo ciężkim wyzwaniem. Każda z nich przypłaciła to złamaniem szpica. Gdy połamał już wszystkie, pobiegł do mamy.
– O jest mój synuś – powiedziała całując go mama. – Byłeś grzeczny?
– Tak – odpowiedział zadowolony Jaś.
Natomiast biedne kredki rozrzucone na dywanie z lękiem zerkały na swoje dzieło.
– Jak sądzicie – spytała niepewnie biała: czy Zosia będzie zadowolona?
– Nie wiem – odpowiedziała zielona. – Jedno jest pewne nie jesteśmy dość twarde, żeby rysować po ścianach i wolałabym więcej tego nie robić.
Wszystkie kredki zgodziły się z nią i smutno patrzyły na swoje połamane kolorowe szpice.
Niebawem Zosia wróciła do domu. Gdy weszła do swojego pokoju, przerażona krzyknęła:
– Mamo! Zobacz, co Jaś zrobił! Jak tu teraz wygląda?!
Po chwili mama ze zdumieniem patrzyła na wielkie esy floresy na ścianie. Jaś natomiast wołał dumny:
– Kotek – i pokazywał na ścianę.
– Przykro mi, jutro kupimy farbę i zamalujemy to – zapewniła mama.
– Dobrze – zgodziła się Zosia. Po czym upomniała Jasia:
– Nie wolno rysować po ścianach! – I pogroziła mu palcem.

Kredki po tej niemiłej przygodzie długo odpoczywały. Mama schowała je przed Jasiem. Połamane przeleżały dwa tygodnie w szafie. Potem Zosia zatemperowała je starannie i chłopczyk mógł je odzyskać. Wcześniej obiecał oczywiście nie rysować więcej po ścianach.
Niestety tydzień później znów zdarzyło się coś złego. Pewnego deszczowego dnia Jaś chciał porysować. Okazało się jednak, że nigdzie nie ma jego ulubionych kredek.
– Jasiu, nie mogę znaleźć kredek. Szukałam w całym domu. Czy może zabrałeś je wczoraj na podwórko? – spytała zaniepokojona mama.
– Tak – odpowiedział Jaś.
I wszystko było jasne. Mama ubrana w kurtkę przeciwdeszczową poszła szukać kredek. Znalazła je w piaskownicy, całkiem mokre.
– Brr, brr, a psik, a psik – kichały i trzęsły się z zimna.
Potem musiały cały dzień schnąć na ręczniku. Całe szczęście mama uratowała je w ostatniej chwili. Jeszcze trochę zupełnie przemokłyby i zniszczyły się. Tego jesiennego dnia okropnie padało, a kredki nie lubią wody. Po tej niemiłej przygodzie znów długo odpoczywały. Mama włożyła je do ich metalowego pudełka i schowała do szafy. Postanowiła, że odda je Jasiowi jak będzie trochę starszy i mądrzejszy. Kredki przyznały, że to doskonały pomysł i chętnie przespały zimę w wygodnym pudełku.

Rozdział 9 Niebezpieczna przygoda nad morzem

Nareszcie nadeszła piękna wiosna. Spragniony słońca i ciepła Jaś często bawił się na dworze nowymi zabawkami. Wywrotka, koparka, wiaderko i łopatki ciężko pracowały w piaskownicy. Chłopczyk bardzo rzadko rysował i nigdy nie wynosił na dwór kredek. Pamiętał dobrze jak mama ratowała je gdy zmokły. Kredki smutno zerkały w stronę okna i marzyły o przygodach. Aż do pewnego letniego dnia.

W lipcu rodzice wraz z dziećmi wybierali się na wczasy nad morze. Wszystko było już przygotowane do wyjazdu, kiedy niespodziewanie Zosia zapakowała kredki do małego plecaka. Nagle wszystko miało się dla nich zmienić. Szczęśliwe śmiały się i planowały wakacje:
– Hurra! Zobaczymy morze – zawołała niebieska.
– Będziemy spacerować po plaży i wygrzewać się w słonku – cieszyła się żółta.
– I budować zamki z piasku – planowała brązowa.
– I jeść truskawkowe lody – rozmarzyła się różowa.
– I szukać bursztynów.
– I oglądać statki – wymieniały po kolei kredki.
Planów i marzeń miały wiele, jednak na wczasach wszystko wyglądało inaczej niż sobie wyobrażały.
Każdego dnia, zaraz po śniadaniu cała rodzina wychodziła na plażę. Z wielkiej torby dumnie wyglądały ulubione wiaderko i łopatki Jasia. O kredkach niestety nikt nawet nie pomyślał. Smutne straciły nadzieję, że jednak zobaczą morze i przeżyją nowe przygody. Tymczasem na ostatni dzień przed wyjazdem tata zaplanował najlepszą atrakcję – rejs pirackim statkiem. Większość bagaży była już spakowana na powrót. Jedynie niewielki plecak, ten w którym leżały kredki był jeszcze pusty. Mama schowała więc do niego kilka rzeczy na wycieczkę. Następnie wszyscy udali się do portu.
– Nareszcie zobaczymy morze! – wołały szczęśliwe kredki .

Wycieczkowy piracki statek stał przycumowany w przystani. Czarne żagle i wielka armata odróżniały go od innych statków. Dzieci bardzo cieszyły się na jego widok, gdyż długo czekały na ten rejs. Kiedy wreszcie weszli na pokład Zosia zajęła najlepsze miejsca przy prawej burcie. Fale lekko kołysały statkiem. Niebo mieniło się wieloma barwami. Zapowiadał się wspaniały zachód słońca. Płynęli powoli, podziwiając ten piękny widok. Niestety Jaś szybko znudził się. Otwarł plecak szukając czegoś ciekawego. I cóż to? W jednej z kieszeni znalazł swoje ulubione, trochę zapomniane kredki. Ucieszył się bardzo. Wyjął je z pudełka i bawił się kulając je po ławce.
Niespodziewanie zabębniły bębny i na pokład wkroczyli piraci. Wystraszony Jaś szybko wskoczył na kolana mamy. Całe szczęście to było tylko przedstawienie. Trochę straszne ale i śmieszne za razem. Tak jak to zwykle bywa w opowieściach o piratach, łotry chciały obrabować pasażerów i zając statek. Na szczęście byli okropnie niezdarni. Niektórzy niedowidzieli inni niedosłyszeli i żaden z pasażerów nie dał się takim piratom. Wszyscy śmiali się do łez i nikt nie zauważył, że gdy nagle mocniej zakołysało statkiem, to kredki wraz z pudełkiem spadły pod ławkę. Zmęczony Jaś zasnął na kolanach u mamy. Wkrótce rejs dobiegł końca i rodzina opuściła statek. Natomiast na pokładzie zostały zapomniane kredki, które nie martwiły się tym wcale. Zachwycone wołały:
– Hurra! Hurra! Jak cudowne jest morze i niebo i nasz statek! Znów jesteśmy wolne! – -Będziemy do końca naszych dni pływać na tym okręcie.
– Będziemy marynarzami! – wołała biała.
– Nie! Piratami! – poprawiła ją czarna.
Ich radość nie trwała jednak długo. Po skończonym rejsie gruby kapitan przeszedł przez pokład. Od razu zauważył pod ławką kredki. Schylił się niechętnie. Pozbierał je, włożył do pudełka i mruknął pod nosem:
– Ach te dzieciaki, zawsze muszą bałaganić.
Spojrzał na blaszane pudełko i bez wzruszenia, z rozmachem wyrzucił je za burtę. Wprost do morza. Kredki opadały i opadały, aż dobiły dna.
– Co się stało? – spytała przestraszona różowa.
– Nie wiem, ale fajnie było tak szybko lecieć – odpowiedziała zadowolona niebieska.
– Chyba spadać, a nie lecieć – poprawiła ją czerwona.
– Tylko gdzie my spadłyśmy? – pytała zaniepokojona zielona.
– Obawiam się, że na dno morza – odpowiedziała czerwona.
I to była niestety prawda. Metalowe pudełko było teraz ich okrętem. Chroniło je przed zalaniem i ratowało im życie. Fale raz unosiły je kołysząc, to znów upuszczały na dno. Kredki nie miały nadziei na ratunek.
– Smutno kończą się nasze przygody i życie – płakała biała.
– Niestety – zgodziła się z nią czerwona.
Jednak inne było ich przeznaczenie. Całe szczęście nie miały zginąć w morzu. Wieczorne fale stawały się coraz większe i niosły ze sobą dużo wody, którą wyrzucały na ląd. Kredki unoszone z prądem zbliżały się coraz bardziej do brzegu. W końcu ogromna fala wyrzuciła je na plażę. Były uratowane.

Następnego dnia Jaś wraz z rodziną wracał do domu. Nikt nie zauważył braku kredek, nieumyślnie zostawionych na statku. Chłopiec przywiózł znad morza mnóstwo pamiątek i nowych zabawek. Kiedy jednak przypomniał sobie o kredkach, to bardzo żałował, że je zgubił.

Rozdział 10 Znaleziony skarb

Kolejny dzień nad morzem przyniósł zmianę pogody. Ciężkie chmury zwisały nisko nad ziemią. Wiatr wiał ze wszystkich stron. Fale były naprawdę ogromne, a plaże prawie puste.
– Trzeba korzystać póki nie pada i pospacerować – mówił tata do dwóch córek bliźniaczek ubranych w kurtki przeciwdeszczowe z szeleszczącymi na wietrze kapturami, spod których wystawały długie, brązowe warkocze.
Dziewczynki biegły po plaży zachwycone wielkimi falami.
– Tato, czy możemy zdjąć buty? – spytała Jula.
– Prosimy – poparła ja zaraz Lena.
– No dobrze – zgodził się tata – tylko proszę nie zamoczyć spodni.
Dziewczynki szły po mokrym, wygładzonym piasku i wypatrywały muszelek i ładnych kamyków. Co chwile znajdywały jakiś ciekawy okaz i pokazywały go tacie. Nagle Jula krzyknęła:
– Ała!… Nadepnęłam na coś ostrego.
Tata podszedł sprawdzić, co się stało? Dziewczynka nadepnęła na wystające z piasku metalowe pudełko. Całe szczęście nie skaleczyła się. Za to wszystkich zainteresował tajemniczy przedmiot zakopany w piasku.
– To na pewno jakiś skarb! – zawołała Lena. – Może z pirackiego statku?
Bliźniaczki pospiesznie wykopały pudełko.
– To kredki – powiedziała zdziwiona Julia.
– Piraci raczej nie używają kredek – stwierdziła Lena. – To może syreny je zostawiły?
– A może jakieś dziecko? – spytał tata.
– Nie, no co ty, tato. Kto zabiera kredki na plażę? – stwierdziła Julia.- Ale syreny mogły je zgubić, przecież mieszkają w morzu.
Julia i Lena zgodnie pokiwały głowami i popatrzyły przekonująco na siebie.
– Pewnie macie rację . Może nawet ich teraz szukają – stwierdził tata i uśmiechnął się szeroko. – Wracajmy do pokoju. Nikola już wstała i czekają na nas z mamą. Pochwalicie się waszym skarbem.

Najmłodsza Nicola właśnie wstała z drzemki, kiedy jej starsze siostry wpadły do pokoju krzycząc coś jednocześnie o znalezionym skarbie. Dziewczynka patrzyła na nie zdziwiona, dopóki nie pokazały jej tajemniczego blaszanego pudełka.
– To czarodziejskie kredki należące do syren – tłumaczyła jej Julia, szczerze wierząc w swoją historię. – Teraz należą do nas. To najcenniejszy skarb. Musimy o nie dobrze dbać.

Siostry znów zgodnie pokiwały głowami. Dobrze wiedziały jak dbać o skarby. Miały już dużą kolekcję bezcennych przedmiotów, takich jak : zielone piórko, tęczowy guzik, srebrne serduszko, kawałek bardzo gładkiego materiału i wiele kolorowych kamyków i muszelek. Wszystkie skarby przechowywały w specjalnej szkatułce. Kredki niestety nie mieściły się w niej, więc zostały w swoim pudełku.
– Sprawdźmy jak rysują? – zaproponowała Lena i przyniosła kilka kolorowanek.
Na dworze zaczęło padać, lecz dziewczynki nie martwiły się tym wcale. Miały nowe, bezcenne kredki, a do tego uwielbiały rysować. Kredki natomiast były bardzo szczęśliwe, że los jest dla nich tak łaskawy. Nie zginęły i trafiły do dzieci. Nie mogłyby sobie wymarzyć lepszego zakończenia swej niebezpiecznej, nadmorskiej przygody. Kiedy pokolorowały już stos obrazków, schowane swoim pudełku śmiały się i ściskały szczęśliwe.
– Nie zginęłyśmy, a do tego jesteśmy lubiane i potrzebne. To cudowne! – wołały.

Kredki spędziły nad morzem jeszcze tydzień ze swoja nowa rodziną. To były naprawdę wspaniałe wakacje. Pogoda poprawiła się już następnego dnia i piękne lato cieszyło wszystkich wczasowiczów. Codziennie rano cała rodzina wychodziła na plażę, a popołudnia spędzali na terenie pensjonatu otoczonego sosnowym lasem. Dziewczynki często brały koc, kolorowanki i rysowały w cieniu. Kiedy ogłoszono konkurs na najpiękniejszą pracę plastyczną na temat „ Moje wspomnienia z wakacji” Julia i Lena od razu wzięły się do pracy.
– Co narysujesz? – spytała Julia siostrę.
– Może jak budujemy na plaży zamek z piasku? Albo jak jemy wielkie trzy gałkowe lody? – zastanawiała się Lena. – A ty? – zapytała.
– Jak szłyśmy po plaży tego ponurego dnia i znalazłam nasz skarb: kredki syren morskich – to chyba najmilsze wspomnienie – powiedziała Julia.
Obie pięciolatki narysowały piękne rysunki i dostały w nagrodę zestawy zabawek do piasku. Kredki zaś były bardzo dumne i szczęśliwe, bo już drugi raz wygrały w konkursie plastycznym.

Rozdział 11 Nowy dom

W domu wszystko było przygotowane na powrót wczasowiczów. Babcia dobrze opiekowała się domem i jego mieszkańcami. Codziennie dwa razy wyprowadzała długowłosego jamnika o imieniu Lord na spacer. Karmiła chomika i rybki. Zawsze pamiętała by podlać kwiaty i obowiązkowo wietrzyła wszystkie pokoje. Teraz pyszna kolacja stała już na stole, a babcia niecierpliwie wyglądała przez okno.. Bardzo stęskniła się już za swoimi kochanymi wnuczkami. Wreszcie duże, granatowe kombi wjechało na plac. Bliźniaczki prędko wyskoczyły z auta i biegnąc do domu wołały:
– Babciu! Wróciłyśmy! Babciu! Babciu!
Uradowana babcia otwarła drzwi, a dziewczynki rzuciły jej się na szyję i mocno tuliły do babcinego fartucha. Też stęskniły się za najlepszą babcią na świecie. Za nimi do domu weszli rodzice z małą Nicolą i stosem bagaży. Przy kolacji opowiadali o wakacjach i pokazywali zdjęcia. Babcia słuchała z uwagą wszystkich opowieści i cieszyła się, że już wrócili.
– Babciu, zobacz jakie mamy pamiątki – powiedziała Lenka i pospiesznie zaczęła rozpakowywać mały plecak.
Wyjęła mnóstwo kamyczków, muszelek i szyszek sosnowych. Potem odpakowała z miękkiego papieru drewniany statek z białymi żaglami. Mała Nicola przyniosła nowe zestawy wiaderek i łopatki, które dziewczynki wygrały w konkursie. A Julia oczywiście pokazała babci znalezione kredki i opowiedziała całą historie tego zdarzenia.
– Bardzo piękne macie te pamiątki – chwaliła babcia. – A te kredki, naprawdę wyjątkowe i mówicie, że należały do syren?
– Tak – powtórzyła Jula. – Skąd wzięłyby się na plaży? Syreny mieszkają w morzu i musiały je zgubić. Kredki dopłynęły do plaży i ja je znalazłam.
– Rzeczywiście to bardzo możliwe – potwierdziła babcia.

Mama zawołała bliźniaczki by szykowały się do snu. W pokoju Julia otwarła szafkę z przyborami do rysowania, aby schować przywiezione kredki. Najpierw jednak postanowiła zaprezentować wszystkim nowych gości :
– Uwaga! Uwaga! Wszystkie kredki, mazaki i farby – powiedziała. – Przedstawiam wam nowe wyjątkowe kredki. To nasz wielki skarb, bo należały kiedyś do syren morskich. Teraz będą tu z wami mieszkać. Musicie je dobrze traktować i przyjaźnić się z nimi.
W tym czasie do pokoju weszła babcia i wszystko usłyszała. Uśmiechnęła się i powiedziała:
– Widzę, że nie tylko lubisz rysować kredkami, ale też rozmawiasz z nimi.
– Tak się czasem bawię. Wyobrażam sobie, że są żywymi postaciami. Niektóre kolory są miłe i wesołe, a niektóre grymaśne i strachliwe.
– Wyobraź sobie, że ja też bawiłam się kredkami jak byłam dzieckiem. Nie miałam wielu zabawek i kredki były moim największym skarbem. Cieszę się, że lubisz kredki. A wyobraźnie to ty odziedziczyłaś po mnie – zaśmiała się babcia.
– A ty co sobie wyobrażałaś babciu? – spytała zdziwiona Julia.
– Ja też bawiłam się, że kredki są żywe i mają swoje charaktery i różne przygody. Zawsze czerwona była najodważniejsza, niebieska najszybsza, zielona mądra i spokojna, biała troskliwa, brązowa bojaźliwa, różowa, fioletowa i żółta były wesołe, a czarna marudna.
Julia słuchała uważnie opowiadania babci i przytakiwała jej na znak, że się z nią zgadza. Kredki też słuchały z uśmiechem i mówiły do siebie:
– Jak ta babcia dobrze nas zna.

Rozdział 12 Najszczęśliwszy dzień w życiu

Kredki znów trafiły w dobre ręce i są bardzo szczęśliwe. Szybko zaprzyjaźniły się ze wszystkimi przyborami do rysowania i dużo wspólnie pracują.
Niedawno skończyły się wakacje i bliźniaczki wróciły do przedszkola. Kredki martwiły się z tego powodu, obawiając się nudy. Na szczęście zupełnie niepotrzebnie. Po powrocie do domu dziewczynki zawsze dużo rysują. Poprzedni weekend był jednak najlepszy. W sobotę Julia i Lenka kończyły piąte urodziny. Rodzice przygotowali dziewczynkom wspaniałe przyjęcie, na które zaproszono mnóstwo małych gości. Mama pięknie udekorowała dom przyczepiając balony do karniszy i lamp. Babcia upiekła dwa pyszne torty : czekoladowy dla Juli i śmietankowy dla Leny. Tata z Nicolą natomiast kupili prezenty niespodzianki. Zarówno bliźniaczki jak i kredki były bardzo szczęśliwe tego dnia.

Na urodziny przyszło mnóstwo dzieci. Byli dwaj kuzyni Antek i Paweł, kuzynka Agatka, sąsiedzi : Szymon i Ania oraz koleżanki z przedszkola: Natalia i Maja. Zabawa była doskonała. Najpierw tata zorganizował dzieciom dyskotekę, potem zabawę w ciciu babkę i ciepło – zimno, a na końcu mama urządziła konkurs w rysowaniu. Kredki jeszcze nigdy nie miały tyle pracy. Gdy Julia opowiedziała dzieciom przygodę o znalezieniu na plaży niezwykłych kredek, to wszyscy chcieli tylko nimi rysować. Kolory przechodziły z rąk do rąk, dając dzieciom radość i zabawę.

Babcia pilnowała dzieci, bawiła się z nimi, a gdy wszyscy rysowali chwaliła:
– Ślicznie. To najpiękniejsze rysunki jakie w życiu widziałam. Chyba wszyscy musicie dostać nagrody.
– Ja bym chciała nagrodę za mój domek – powiedziała Agatka.
– A ja za kwiatki – upomniała się Ania.
– A my mamy super auto – chwalili się Antek i Paweł, którzy wspólnie narysowali czerwony, wyścigowy samochód.
Julia narysowała całą swoja rodzinę, a Lenka księżniczkę w przepięknej błękitnej sukni. Wszystkie obrazki były piękne i staranne.
– Szkoda, że ja nie mam takich kredek – powiedziała Maja. – One naprawdę super rysują.
– Tak i mają fajne kolory – dodała Natalia.
– I mają swoje charaktery i różne przygody – zdradziła dzieciom Julia.
– Naprawdę? Jakie?- wszyscy zaczęli pytać.
– Powiedz, powiedz – prosiły Natalia i Maja.
– No nie wiem jakie przygody miały u syren – powiedziała Julia. – Ale u nas to już wiele miały. Najpierw je znalazłam na plaży, potem były z nami na wczasach, w domu ciągle nimi rysujemy, to na pewno się z tego cieszą, a niedługo weźmiemy je ze sobą jak polecimy do cioci Ewy do Anglii.
– A dziś to chyba mają najszczęśliwszy dzień w życiu – powiedziała babcia i uśmiechnęła się szeroko. Potem spojrzała na kredki i pomyślała: Jestem pewna, że ten zestaw miał naprawdę wiele przygód.
– Przyniosłam nagrodę dla wszystkich – powiedziała donośnie mama, wchodząc do pokoju z tacą pełną smakowitych deserów lodowych.
– O… Lody! – zawołał Szymek – Super! Właśnie skończyłem mojego robota.
Wszystkie dzieci ucieszyły się z takiej pysznej nagrody i ze smakiem zjadły deser.

Kredki uznały, że to naprawdę najszczęśliwszy dzień w ich życiu. Jeszcze nigdy tyle nie rysowały .Czuły się naprawdę lubiane i wyjątkowe, choć wcale nie należały do syren. Cieszyły się, że kiedyś uwierzyły w siebie i podążały za swoimi marzeniami. Wiedziały, że doskonale rysują ponieważ dużo widziały i przeżyły mnóstwo niezwykłych przygód. Kochały serdecznie wszystkie dzieci do których należały i każdemu z nich były wdzięczne za rysowanie i sympatię. Na pewno nigdy nie zapomną Zosi, Partyka i Jasia. Wiedzą też, że z Julią, Lenką i Nicolą również nie będą się nudzić. Wśród urodzinowych prezentów dziewczynki znalazły wiele kolorowanek i łamigłówek. Kredki będą miały wiele pracy.

Autorką bajki jest Iwona Kałuża. Więcej bajek na stronie mojbajkowyswiat.pl.

Posłuchaj bajki Niezwykłe przygody kredek:

Zapisz się na cotygodniowy newsletter z wydarzeniami w Twoim mieście i odbierz eBook za darmo!

wybierz eBook dla siebie
ZOBACZ TAKŻE:bajka