Literatura głębinowa
- Pisanie wynikło zapewne z miłości do czytania... Zaraz po przebrnięciu przez wstępne problemy związane ze składaniem literek w słowa (do dziś pamiętam, jak ślęczałam z mamą nad Elementarzem) zaczęłam „połykać" książki. Zaś pierwsze własne próby literackie pojawiły się już w podstawówce. W międzyczasie miałam kilka innych pomysłów na życie. Po szkole podstawowej była klasa biologiczno-chemiczna i marzenie by zostać zoologiem, potem Akademia Sztuk Pięknych... Ale cały czas pisałam. Z większą lub mniejszą intensywnością. Duże znaczenie dla mego dojrzewania do pisania dla dzieci miał fakt, że bardzo dużo czytałam synowi. Powtórzyłam swoje lektury z dzieciństwa i poznałam to, czego w dzieciństwie nie udało mi się przeczytać. Sama też wymyślałam dla syna historyjki - na zadany temat, na pojawiający się problem... Obydwoje to uwielbialiśmy. I czytanie i wymyślanie. W roku, bodajże 2003, Wydawnictwo Nasza Księgarnia zamówiło u mnie książkę i od tej pory również w miarę regularnie publikuję (wcześniej robiłam to sporadycznie). To był dla mnie ważny moment, bo miło mieć uczucie, że gdzieś tam jest czytelnik, który czyta, co napisałam...
Napisała Pani książkę poruszającą tzw. trudny temat. Książkę w konwencji baśniowej, z Babą Jagą jako sprawczynią wszelkich kłopotów rodzinnych. Jak narodził się pomysł i potrzeba napisania takiej książki? Czy tego typu literatura jest potrzebna?
- Impuls prawdę mówiąc przyszedł z zewnątrz. Wiele lat temu w ramach kuracji klimatycznej „wywiozłam" kilkuletniego wówczas syna nad morze. Był marzec. W pensjonacie prócz nas mieszkała tylko jedna pani. Zaprzyjaźniłyśmy się. To ona zaproponowała napisanie sztuki teatralnej dla przedszkolaków podejmującej problem uzależnień. O ile pamiętam jeden z warszawskich teatrów był zainteresowany tym tematem. Zadanie karkołomne. Nie podołałam i sztuka nie powstała. Ale pomysł gdzieś tam we mnie pozostał. Przerobiłam go na baśń dla dzieci nieco starszych niż przedszkolaki. Długo zastanawiałam się jak tworzyć bohaterów i skonstruować wątki, by pisząc na tak trudny temat, nie narażać małych czytelników na niepotrzebne lęki. Tak powstały „Marionetki Baby Jagi" - przypowieść o współczesnym świecie, w którym nie przystoi być smutnym. O tym jak ludzie od smutku uciekają i jak sobie z nim radzą. Napisałam ją, ponieważ uważam, że brak umiejętności bezpiecznego przeżywania smutku jest źródłem wielu nieszczęść.
Książka przeleżała przynajmniej dziesięć lat w szufladzie. Pomimo szczęśliwego zakończenia oraz faktu, że nie brakuje w niej humoru uznano wówczas, że jest zbyt smutna by ją wydać. Dopiero w tym roku zdecydowała się na to Nasza Księgarnia, za co jestem bardzo wdzięczna. Być może teraz przyszły lepsze czasy dla takiej literatury, bo nie mam wątpliwości, że jest ona potrzebna. Świadczy o tym zainteresowanie z jakim spotkało się spotkanie pod hasłem: „Trudne pisanie, trudne czytanie...", które zorganizowałyśmy z Małgosią Strękowską-Zarembą pod szyldem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Miałyśmy wspaniałych partnerów": Polską Sekcję IBBY, www.miastodzieci.pl, www.bromba.pl i kwartalnik „Ryms". Pojawiło się wielu znakomitych rozmówców. Z dyskusji wyłoniła się idea Książkowego Pogotowia Ratunkowego - znana już zapewne czytelnikom Miasta Dzieci
Jak ocenia Pani dzisiejszą polską literaturę dla dzieci? Dokąd zmierza? Jaki jest jej kierunek rozwoju? Zauważalne zjawiska.. Pozytywy, negatywy... braki... ochy i achy...
Nie czuję się dziecięcym literaturoznawcą. Jestem chyba zwykłym czytelnikiem, który wybiera i czyta to co lubi. A lubię humor, ciepło... i umiejętność sięgania do ważnych tematów - czyli książki, jak to nazywam, „głębinowe", takie, które można odbierać „warstwowo".
Z tego punktu widzenia istotny jest dla mnie fakt, że każdego roku pojawiają się publikacje, po które mam ochotę sięgnąć. Zapewne z przewagą humoru nad „głębinami", ponieważ wydawcy wciąż jeszcze trochę się obawiają tak zwanych trudnych tematów. Może jednak takie akcje jak „Książkowe Pogotowie Ratunkowe" coś w tej sprawie zmienią. Najbardziej jednak cieszy mnie różnorodność coraz bardziej widoczna w ofercie polskich wydawców. Więc może to i dobrze, że trudno określić jeden wspólny kierunek...
Nie dość, że pisze Pani książki dla dzieci, to również sama je ilustruje. Ja mam wrażenie, że od kilku lat polskie ilustracje książek dziecięcych szukają dla siebie nowej formy. Pojawiło się w świecie ilustratorów kilka osobowości wyznaczących nowe trendy, ale również widzę, że jeszcze nasza rodzima ilustracja dziecięca nie znalazła swojej drogi, wyrazu, czy charakteru który wyróżniał by ją na tle ilustracji europejskich. Mnie fascynują niektóre ilustracje szwedzkie np. Svena Nordqvista... Czy mamy szansę na stworzenie dobrej polskiej szkoły ilustracji...? Czy w Polsce kształci się przyszłych ilustratorów książki dziecięcej?
- Jeżeli chodzi o ilustracje dla dzieci, to mam wrażenie, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat wiele zmieniło się na lepsze. Dawniej też byli świetni ilustratorzy. Jednak zbyt wielu wydawców uważało, że tylko ilustracja w disnejowskiej konwencji ma szansę się sprzedać. Więc ci znakomici ilustratorzy nie bardzo mieli co robić. No cóż, takie to były chyba czasy, choroba czasu transformacji, nieunikniona zapewne... Szczęśliwie mamy ją za sobą. Powstały wydawnictwa, które specjalizują się w świetnie ilustrowanej i oryginalnie projektowanej książce. Również te, które pozwalają sobie na nieco mniej „szaleństwa" są odważniejsze i bardziej otwarte niż to bywało kiedyś.
Nie wiem, czy mamy szansę na powstanie polskiej szkoły ilustracji. Może będą ją tworzyć indywidualiści, dla których trudno znaleźć wspólny mianownik. Znów powiem, że to co najbardziej lubię, to różnorodność.
Jakie są Pani literackie plany na najbliższą przyszłość?
- Właśnie kończę powieść dla młodzieży i przygotowuję do publikacji powieść dla dorosłych pt. www.terapia. Zresztą sama już nie wiem, czy jest to powieść? Może raczej scenariusz internetowego serialu, albo rodzaj graficznej prozy. Pozwoliłam sobie na sporo „szaleństwa", więc... Zresztą... nie chcę z góry zakładać problemów, które często się pojawiają przy niestandardowych propozycjach. Być może wszystko pójdzie jak po maśle. Fragment książki i rozmowę na jej temat będzie można przeczytać w marcowym numerze Kwartalnika Literackiego „Wyspa".
Zapowiada się tajemniczo, fascynująco! Czekam zatem na ciąg dalszy kiełkującego właśnie eksperymentu. I życzę powodzenia.
Autor zdjęcia: Darek Kondefer
Co prawda wakacje tuż tuż, ale wielu rodziców już dziś z niepokojem oczekuje wrześniowego debiutu swoich dzieci w szkolnych ławach. Zapraszamy do udziału w konkursie Miasta Dzieci i Wydawnictwa Debit. Nagrodami są tym razem lekkie, humorystyczne historyjki przedstawiają szkolne realia, widziane oczyma rezolutnej małej dziewczynki i jej przyjaciół z Ia.
Radosny Dzień Dziecka to dzień spędzony wspólnie z rodzicami na beztroskiej zabawie! Dlatego do wygrania w naszym konkursie są m.in.: wejściówki do największego w Polsce Rodzinnego Centrum Rozrywki Loopy’s World, gdzie czekają na Was 4000m2 zabawy!
Telewizor, komputer, telefon. Żeby oderwać dzieci od osiągnięć współczesnej techniki, trzeba nie lada zachodu. Najlepszym i niezawodnym sposobem jest… dawanie dobrego przykładu i wspólne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Rodzinna gra w klasy, zabawa w berka czy zawody w skokach na skakance mogą stać się ulubioną popołudniową rozrywką.
Wielkanoc czas gotowania, pieczenia, malowania jajek, ozdabiania koszyczków i stołów. Maluchy uwielbiają pomagać w kuchni, ale nie zawsze mamy czas i cierpliwość by wspólnie z nimi pichcić. Czasami ich obecność w kuchni może być kłopotliwa. Gorący piekarnik wymaga uwagi a tu właśnie coś kipi na kuchni. Co w czasie przygotowań do świąt począć z nudzącym się brzdącem?
Psycholog Wojciech Eichelberger
odpowiada na łamach Miasta Dzieci.
zadaj pytanie




RSS wydarzenia cała Polska