☰ menu

Bajki na ścianie czyli magiczny urok dzieciństwa

Rzutnik do bajek na ścianie
📖 Czyta się średnio w 3 min. 🕑
Niektóre przedmioty z odległych czasów dzieciństwa współczesnych rodziców na szczęście nie zostały na zawsze zapomniane. Pozostawione w niedostępnych zakamarkach strychów czy w pudłach z rzeczami o nazwie „przyda się” czekają na odnalezienie. Nie wszystko co dawne, stare, niemodne, musi faktycznie takie być! Przedmiotem, który wielu dzisiejszym 30-, 40-latkom kojarzy się z najpiękniejszymi chwilami dzieciństwa jest rzutnik do bajek.

Pamiętamy przygody Czerwonego Kapturka, Królewny Śnieżki, Dwunastu Księżniczek, Koszałka Opałka czy Calineczki wyświetlane w magicznej scenerii kina domowego, najczęściej na wzorzystej tapecie lub na białych drzwiach pokoju.

Tę atmosferę całodziennego oczekiwania na kolejny wieczorny „seans”, zgaszone światło, zapach nagrzanej taśmy celuloidowej i ciepły głos mamy czy starszej siostry odczytującej teksty pod kolejnymi wyświetlanymi obrazkami wspominamy do dziś z rozrzewnieniem. Może niejeden z nas, usiłując odczytać tekst pod obrazkami nauczył się składać pierwsze słowa?

Rzutnik do bajek przeżywa właśnie swoją kolejną młodość.

Podczas niedawnego rodzinnego spotkania, gdy dorośli zajęci byli rozmowami przy stole, postanowiłem zebrać w dużym pokoju licznie przybyłe dzieci znudzone już klikaniem w klawiaturę komputera i zaproponować im coś, czego jeszcze nie widziały. Wszystkie z zaciekawieniem patrzyły na dziwny przedmiot z soczewką i pokrętłem, jaki wyjąłem z szafki oraz skrzyneczkę pełną małych pudełek z czymś, co przypominało filmy do aparatu. Dramaturgii dodawało rozwijanie dużego białego ekranu, jakiego zazwyczaj używam przy korzystaniu z rzutnika multimedialnego.

Gdy wszystko było już gotowe, ustawione, a gromadka dzieci ulokowana na podłodze, zgasło światło, a na ekranie pojawiła się plansza tytułowa: „Czarodziejski kalosz”. A później obrazek po obrazku, skupiający na kilka chwil uwagę, zmuszający do pobudzenia wyobraźni, czemu pomagał barwny, krótki tekst.

Przy następnej bajce rozpoczęła się licytacja – które dziecko będzie tym razem czytało.

Każde chciało być narratorem, dostać na chwilę ważną rolę do odegrania. Nawet się nie obejrzeliśmy, gdy zdążyliśmy wyświetlić tuzin kolorowych bajek. Czyż to nie magia?

Na czym polegał i nadal polega fenomen tego prostego urządzenia?

Na tym, że kiedyś nie było magnetowidów, odtwarzaczy DVD i komputerów (trudno uwierzyć, ale to prawda) i taka projekcja świetnie zastępowała np. seans kinowy. Na tym, że cały pokaz bajek przypominał swego rodzaju spektakl z rodzicem w roli reżysera. Starsze dzieci, gdy dostępowały zaszczytu obsługiwania rzutnika, czuły się naprawdę dorosłe. Czy dziś, w dobie DVD, kilkudziesięciu kanałów TV, laptopów, internetu i gier komputerowych takie spektakle mają jeszcze prawo powrotu do łask? Jak najbardziej! Wciąż można kupić na znanym portalu aukcyjnym najpopularniejsze rzutniki „Ania”, a także setki bajek do wyświetlania. Oglądanie ich to naprawdę duża frajda ze sporą dawką znaczenia edukacyjnego. Bo cała opowieść skompresowana jest do kilkunastu nieruchomych obrazów wzbogaconych tekstem, a więc dziecko musi uruchomić wyobraźnię, dopowiedzieć sobie to, czego nie widać.

Wyświetlałem bajki moim dzieciom od najmłodszych lat, często czynię to małym pociechom naszych znajomych, a niedawno zorganizowałem taki seans w jednym z przedszkoli. Mam pewność, że dzieci kochają bajki z rzutnika.

Ryszard Pietrasina, Tata Jacka, Izy i Jarka

 

Exit mobile version