☰ menu

Ciekawostki o Andrzejkach i Katarzynkach

Ciekawostki o Andrzejkach i Katarzynkach
📖 Czyta się średnio w 6 min. 🕑
Pytamy nie tylko o przyszłych narzeczonych, ale ogólnie o przyszłość i szczęście. A przedszkolaki pytają nawet o to, czy dostaną prezenty od św. Mikołaja…

W dawnych czasach Andrzejki odprawiane były w wigilię dnia św. Andrzeja, czyli 29 listopada, a Katarzynki w wigilię dnia św. Katarzyny – 24 listopada.

Jak świętowano?

Przede wszystkim radośnie i z wypiekami na policzkach. Wróżąc sobie z wosku, kołków w płocie i karteczek pod poduszką.

Dziewczyny, panny na wydaniu i wdowy koniecznie chciały dowiedzieć się, kiedy i jakiego męża będą miały. W dzisiejszych czasach zainteresowanie chłopcami wcale nie jest mniejsze i tak jak dawniej na myśl o tych przystojnych i miłych błyszczą dziewczynom oczy, lecz bycie żoną nie jest największym i jedynym marzeniem młodych kobiet. Obecnie my, kobiety mamy całą paletę możliwości realizowania swoich pragnień, dążeń, zaspokajania ambicji… Zamążpójście nie jest jedyną drogą do szczęścia w życiu. Aczkolwiek, jak sądzę, własna rodzina jest nadal największym szczęściem człowieka.

Czym jest wróżba?

Wróżyć to tyle, co przepowiadać przyszłość. Pytać o losy kogoś, kto zna nasz los. A kto może znać nasze nadchodzące dni?…? Tylko ktoś, kto obcuje w innych światach i mam możliwość spojrzenia na nasz los i czasy. A więc DUCHY!!! Nic dziwnego, że na porę spotkań z istotami z tamtego świata wybrano zimne, zapłakane deszczem wieczory listopadowe. Ciemności budzące tajemnice i wyjący złowrogi wiatr wyjątkowo im sprzyjają.

Jak wróżono kiedyś i po co?

Wróżb było całe mnóstwo. Niektóre z nich niesione tradycją przetrwały do dziś. Lano gorący wosk, by z jego kształtu wyczytać postać przyszłego narzeczonego lub najbliższą przyszłość. Z butów ustawionych jeden za drugim wróżono, która panna pierwszą będzie przy ołtarzu w nadchodzącym roku. Zgadywano imię przyszłego męża lub żony z karteczek schowanych pod poduszkę. Wróżono ze świec pływających po wodzie, kołków w płocie i szczekania psa (jeśli szczekał „tak, tak…” oznaczało to, że panna w małżeński stan niedługo pójdzie, należało bacznie się wsłuchiwać co też to szczekanie przypomina…). Było też wiele wróżb które dziś budzą zdziwienie i uśmiech. Chłopcy wierzyli, że upragniona dziewczyna ukaże im się we śnie, w nocy z 23 na 24 listopada jeśli po kąpieli wytrą się dziewczęcą zapaską lub koszulą, a potem włożą ją pod prześcieradło i na tak przygotowanym posłaniu spędzą noc.

W ogóle wielką wagę przywiązywano do snów. Wierzono np., że zjawy senne w postaci przyszłych narzeczonych nawiedzają dziewice w noc św. Andrzeja jeśli te na misce z wodą, którą stawiało się przy łóżku, ułoży mostek misternie zbudowany z patyczków.

Ale uwaga!!!

We śnie mógł również zjawić się duch, upiór! Co gorsza – wisielec lub topielec. Ich dusze właśnie o tej porze roku włóczyły się po ziemi, zwłaszcza po rozstajnych drogach, ale zdarzało się, że zbliżały się do domów. Aby je odstraszyć należało natrzeć furtki, drzwi domów i obór – czosnkiem – który miał właściwości magiczne.

Z czosnkiem związana była jeszcze jedna tradycja. Nie wiem jak znosiły to żołądki dziewczyn… Wierzono w to, że panny uchronić przed duchami mogą trzy ząbki czosnku. Należało wziąć je do ust kładąc się do łóżka i połknąć dopiero przed samym zaśnięciem. Nie polecam tej metody odpędzania błądzących po okolicy dusz potępieńców – można się zadławić i odchorować bolesną niestrawnością…

Ciekawy zwyczaj

panował również na pograniczu Polsko-Ruskim, na Ukrainie i na Białorusi. W wigilię św. Andrzeja dziewczęta na wydaniu siały len, konopie lub ziarna zbóż. Siało się je nocą lub późnym wieczorem, na polu lub w garnczkach i skorupkach naczyń. Uprawy te nazywano poletkami lub ogrodami świętego Andrzeja. A dziewczęta łemkowskie siały len lub konopie na ścieżce prowadzącej do domu i następnie „zagrabiały” ją… Jak myślicie, czym? Niczym innym jak tylko męskimi spodniami. Czyniły to po to, by szybko przyszedł po niej upragniony konkurent do ich ręki. Ważne było, by czynności te odbywały się w tajemnicy, bez światków. Nawet zwierzęta domowe nie mogły podglądać. Ziarna zbóż „wysiewano” też w łóżkach i spano na nich. Nagie dziewczyny obsypywały się zbożem, by po pierwsze wywołać wróżebny sen o przyszłym mężu ale przede wszystkim po to by w magiczny sposób dodać sobie powabu, urody, zapewnić zdrowie, siły witalne i szczęście w miłości.

Sposobów na poznanie swojej przyszłości było wiele.

Dziewczyny odliczały sztachety w płocie lub szczeble w drabinie modląc się do św. Andrzeja. Jeśli ich liczba była parzysta – wróżyło to rychły ślub. Odliczano też sztachety wypowiadając słowa: „kawaler, wdowiec, kawaler, wdowiec…” by dowiedzieć się jakiego stanu będzie przyszły mąż.

Były też wróżby dla cierpliwych, które trwały i miesiąc. Chłopcy w dniu św. Katarzyny, a dziewczyny w dniu św. Andrzeja ścinali gałązkę wiśni lub czereśni i wstawiali do wody, jeśli zakwitła w Wigilię Bożego Narodzenia, mogli spodziewać się pomyślnych konkurów uwieńczonych ślubem i weselem w najbliższym czasie.

Wróżby chłopców były mniej liczne i mniej popularne niż wróżby dziewcząt. Na szczęście dziś zarówno młodzież, jak i dzieci bawią się na imprezach andrzejkowych wspólnie. Wróżby nie są dziś wyrocznią której należy ślepo ufać i oczekiwać spełnienia lecz dobrą zabawą i okazją do wspólnych spotkań i radości.

 

Tekst przygotowany w oparciu o książki:

Barbara Ogrodowska „Święta Polskie” Tradycja i obyczaje”, Jan Uryga „Rok Polski w życiu, tradycji i obyczajach ludu”, Anna Zaduożyńska „Powtarzać czas początku”, oraz „Światy i zaświaty, o tradycji świętowania w Polsce”

Za dostęp do materiałów dziękujemy Pani Agnieszce Gańko, Z Działu Wydawnictw Mediów i Promocji Państwowego Muzeum Etnograficznego, Warszawa, ul. Kredytowa 1.

 

Exit mobile version