☰ menu

Uszanuj moje granice, mamo – kiedy dziecko zaczyna używać naszych argumentów

„Uszanuj moje granice, mamo” – kiedy dziecko zaczyna używać naszych argumentów
📖 Czyta się średnio w 9 min. 🕑
Rodzice coraz częściej uczą dzieci nazywania emocji, mówienia o swoich potrzebach i stawiania granic. Dziecko może odmówić buziaka cioci, powiedzieć, że nie lubi łaskotania, poprosić o chwilę spokoju albo przyznać, że jest złe i potrzebuje czasu. Dorośli starają się słuchać, tłumaczyć swoje decyzje i traktować dziecko z szacunkiem. W wielu domach zamiast krótkiego „bo ja tak powiedziałem” pojawia się rozmowa, a dziecko od najmłodszych lat słyszy, że jego zdanie ma znaczenie.

Po kilku latach może jednak nastąpić dość zaskakujący etap. Dziecko zaczyna posługiwać się dokładnie tym językiem, którego nauczyli je rodzice. I robi to bardzo sprawnie. „Proszę, uszanuj moją decyzję”, mówi pięciolatek, kiedy rodzic prosi o posprzątanie klocków. „Nie szanujesz moich potrzeb”, gdy słyszy, że kolejnej bajki już nie będzie. „To jest moja granica”, kiedy trzeba umyć zęby albo wyjść z placu zabaw. Rodzic może w takiej chwili poczuć, że stworzył argumentacyjnego potwora i właśnie przekazał mu cały arsenał, który teraz jest wykorzystywany przeciwko niemu.

W rzeczywistości jest to bardzo ciekawy etap nauki. Dziecko zrozumiało już, że wolno mu mówić o sobie, protestować, argumentować i mieć własne zdanie. Teraz musi nauczyć się czegoś znacznie trudniejszego: inni ludzie również mają swoje potrzeby i granice, nie każda prośba zostanie spełniona, a niektóre decyzje nadal należą do dorosłych.

Dziecko bardzo szybko uczy się języka, którym do niego mówimy

Małe dzieci uczą się relacji przede wszystkim poprzez doświadczenie. Jeżeli rodzice pytają je o zdanie, nazywają emocje, przepraszają, kiedy zrobią coś niewłaściwego, i tłumaczą własne decyzje, dziecko zaczyna przejmować ten sposób komunikowania się. Słowa takie jak „potrzebuję”, „nie chcę”, „proszę”, „moja decyzja” czy „granica” stają się częścią jego codziennego języka.

Nie należy się więc dziwić, że zaczyna ich używać również wtedy, gdy czegoś bardzo chce. Kilkulatek eksperymentuje z językiem podobnie jak z innymi umiejętnościami. Sprawdza, co dane słowo oznacza, kiedy działa i jakie wywołuje reakcje. Jeżeli „nie chcę się przytulać” zostało zaakceptowane, dziecko może spróbować: „nie chcę sprzątać”. Jeśli rodzic wielokrotnie mówił „powiedz mi, czego potrzebujesz”, może usłyszeć, że dziecko „potrzebuje” właśnie trzeciego loda.

W tym miejscu zaczyna się kolejny etap wychowania. Samo nauczenie dziecka wyrażania potrzeb i stawiania granic jest dopiero początkiem. Z czasem trzeba pomóc mu zrozumieć znaczenie tych pojęć oraz fakt, że funkcjonujemy wśród innych ludzi, których potrzeby, prawa i granice są równie ważne.

Potrzeba, prośba i zachcianka nie oznaczają tego samego

Dziecko może naprawdę bardzo czegoś chcieć. Może przeżywać odmowę intensywnie, złościć się, płakać albo próbować negocjować. Warto pozwolić mu powiedzieć: „Chcę jeszcze oglądać”, „Chcę tę zabawkę”, „Chcę lody” czy „Nie chcę wracać do domu”. Sam fakt, że rodzic wysłuchał dziecka, nie zobowiązuje go jednak do spełnienia prośby.

To jedno z ważniejszych rozróżnień, którego dzieci uczą się stopniowo. Mogę powiedzieć, czego chcę. Druga osoba może mnie wysłuchać. Nadal może odpowiedzieć „nie”. Moje rozczarowanie również jest dozwolone.

Rodzic nie musi więc przekonywać dziecka, że ono wcale nie chce kolejnej bajki. Prawdopodobnie chce jej bardzo. Można spokojnie przyjąć tę informację: „Wiem, że chciałbyś obejrzeć jeszcze jeden odcinek. Dzisiaj już kończymy”. Dziecko otrzymuje wtedy dwa ważne komunikaty jednocześnie: rodzic mnie słyszy i rodzic może pozostać przy swojej decyzji.

Ta umiejętność przyda się później w niezliczonych sytuacjach społecznych. Inni ludzie nie zawsze będą chcieli się z nami bawić, pożyczyć nam swojej rzeczy, zmienić swoich planów czy zgodzić się na naszą propozycję. Umiejętność przyjęcia odmowy bez traktowania jej jako braku szacunku jest równie ważna jak umiejętność samodzielnego powiedzenia „nie”.

Granica nie jest sposobem na uniknięcie każdego obowiązku

Słowo „granica” może być dla kilkuletniego dziecka szczególnie atrakcyjne, ponieważ szybko odkrywa, że dorośli traktują je poważnie. Dlatego warto stopniowo pokazywać, czego właściwie dotyczy.

Dziecko ma prawo do granic związanych ze swoim ciałem i osobistą przestrzenią. Może nie chcieć być całowane, przytulane czy łaskotane. Może potrzebować chwili samotności. Może powiedzieć rodzeństwu, że nie chce, aby ktoś brał jego szczególnie ważną rzecz bez pytania. Wraz z wiekiem zakres jego prywatności i samodzielności będzie się zwiększał.

Codzienne obowiązki rodzinne funkcjonują trochę inaczej. Posprzątanie swoich rzeczy, przygotowanie się do wyjścia, umycie zębów czy wykonanie innych odpowiednich do wieku obowiązków nie znika dlatego, że dziecko akurat nie ma na to ochoty. Można natomiast pozostawić mu pewien wpływ na sposób wykonania zadania. „Wolisz posprzątać klocki teraz czy po kolacji?” daje możliwość wyboru, ale nie zmienia ustalenia, że klocki trzeba posprzątać.

Dzięki temu dziecko stopniowo odkrywa bardzo ważną zasadę dorosłego życia: możliwość decydowania o sobie istnieje obok odpowiedzialności za własne działania i zobowiązania.

Rodzic również ma granice

To część wychowania bliskościowego, o której czasami mówi się zbyt mało. Skoro dziecko uczy się, że może nie mieć ochoty na dotyk, zabawę albo rozmowę, powinno z czasem odkrywać, że dokładnie takie samo prawo mają pozostali członkowie rodziny.

Mama może powiedzieć: „Teraz potrzebuję dziesięciu minut spokoju”. Tata może odmówić kolejnej zabawy, ponieważ jest zmęczony. Rodzeństwo może nie chcieć pożyczyć szczególnie ważnej rzeczy. Rodzic może nie zgodzić się na głośną zabawę obok osoby, która właśnie pracuje albo odpoczywa.

Dzieci uczą się w ten sposób, że szacunek jest wzajemny. Moje „nie” jest ważne, ale cudze „nie” również. Moje potrzeby zasługują na uwagę, ale czasami trzeba je pogodzić z potrzebami innych ludzi. W rodzinie kilka osób może jednocześnie chcieć czegoś zupełnie innego i żadna z nich nie musi być przez to „zła”.

To bardzo cenna lekcja społeczna. Dziecko, które potrafi mówić o swoich granicach i jednocześnie zauważać granice innych ludzi, otrzymuje solidną podstawę do późniejszych przyjaźni, relacji szkolnych, związków i współpracy z innymi.

Wysłuchanie dziecka nie oznacza przekazania mu wszystkich decyzji

Dzieci powinny mieć coraz większy wpływ na własne życie. Zakres tego wpływu zmienia się wraz z wiekiem. Kilkulatek może wybrać ubranie, zabawę albo książkę przed snem. Starsze dziecko może współdecydować o zajęciach dodatkowych, urządzeniu swojego pokoju czy sposobie spędzenia weekendu. Nastolatek potrzebuje już znacznie większej autonomii.

Jednocześnie przez wiele lat istnieją sprawy, za które odpowiedzialność ponosi rodzic. Bezpieczeństwo, zdrowie, podstawowe zasady funkcjonowania domu czy organizacja życia małego dziecka wymagają decyzji dorosłych. Pięciolatek może uważać, że najlepszym pomysłem jest oglądanie bajek do północy i jedzenie wyłącznie słodyczy. Jego opinia jest prawdziwa i może zostać wysłuchana, ale nie musi stać się rodzinnym planem działania.

Pomocny może być prosty podział codziennych sytuacji na trzy grupy. Są rzeczy, o których dziecko decyduje samo. Są takie, które można wspólnie negocjować. Są również decyzje należące do rodziców. Wraz z dorastaniem dziecka coraz więcej spraw przechodzi z trzeciej grupy do drugiej, a później do pierwszej. Dzięki temu samodzielność rośnie stopniowo razem z umiejętnością ponoszenia konsekwencji własnych wyborów.

Co powiedzieć, gdy dziecko odpowiada: „Uszanuj moje granice”?

Takie sytuacje potrafią być jednocześnie zabawne i irytujące, szczególnie kiedy własne słowa wracają do rodzica niemal dokładnie w tej samej formie. Nie trzeba jednak rozpoczynać długiego wykładu za każdym razem.

Gdy pięciolatek mówi: „Uszanuj moją granicę, nie będę sprzątał”, można odpowiedzieć spokojnie: „Słyszę, że nie masz ochoty sprzątać. Klocki trzeba jednak schować. Możesz zdecydować, czy zaczynasz od czerwonych, czy od niebieskich”.

Na argument: „Nie szanujesz moich potrzeb, bo nie pozwalasz mi obejrzeć bajki” można odpowiedzieć: „Rozumiem, że bardzo chcesz ją obejrzeć. Możesz być zły, że się nie zgadzam. Na dzisiaj skończyliśmy oglądanie”.

A kiedy dziecko rzeczywiście mówi o własnej granicy, warto pokazać, że te słowa mają znaczenie. „Nie chcę, żebyś mnie łaskotał” powinno prowadzić do zakończenia łaskotania. Dziecko zaczyna dzięki temu rozumieć różnicę pomiędzy ochroną własnego ciała i przestrzeni a próbą wykorzystania pojęcia granicy do uzyskania wszystkiego, czego akurat chce.

Konsekwencja dorosłych jest tutaj bardzo ważna. Jeżeli każde stanowcze „nie” dziecka rozpoczyna półgodzinną negocjację, dziecko szybko nauczy się, że wytrwałość może doprowadzić do zmiany decyzji. Spokojne przyjęcie emocji i pozostanie przy ustaleniu daje mu znacznie czytelniejszy komunikat.

Dziecko może być niezadowolone z rodzica

Dla wielu dorosłych właśnie ten element okazuje się najtrudniejszy. Chcemy mieć z dzieckiem dobrą relację, więc jego złość, płacz czy oskarżenie „jesteś niedobra” potrafią boleć. Pojawia się pokusa dalszego tłumaczenia, negocjowania albo ustąpienia, żeby odzyskać zgodę.

Tymczasem dziecko może kochać rodzica i jednocześnie być na niego wściekłe. Może czuć się wysłuchane i nadal nie zgadzać się z decyzją. Może uważać zakaz kolejnej bajki za największą niesprawiedliwość dnia. Nie każda trudna emocja wymaga naprawienia sytuacji.

Dorosły może pomóc dziecku przejść przez rozczarowanie, pozostając spokojnym i dostępnym. W ten sposób dziecko zdobywa doświadczenie, że konflikt lub odmowa nie niszczą relacji. Możemy się nie zgadzać, możemy się na siebie złościć, a później nadal być sobie bliscy.

Wychowanie bliskościowe dorasta razem z dzieckiem

Pierwszym etapem może być nauczenie małego dziecka: „Możesz powiedzieć nie”. Kolejnym: „Inni również mogą powiedzieć nie”. Potem pojawia się: „Możemy chcieć różnych rzeczy i spróbować znaleźć rozwiązanie”. Z czasem dochodzą odpowiedzialność, kompromis, uwzględnianie konsekwencji własnych decyzji i coraz większa samodzielność.

Jeżeli pięciolatek potrafi powiedzieć rodzicowi: „Proszę, uszanuj moją decyzję”, można nawet przez chwilę docenić ironię sytuacji. W końcu ktoś go tego języka nauczył. Teraz pozostaje nauczyć go następnej części: własne zdanie daje prawo do bycia wysłuchanym, lecz nie daje prawa do decydowania za wszystkich.

Właśnie w codziennych drobiazgach — kolejnej bajce, sprzątaniu klocków, słodyczach przed obiadem, wspólnej zabawie czy niechcianym buziaku — dziecko uczy się jednocześnie dwóch bardzo ważnych rzeczy. Jego głos ma znaczenie. Głosy innych ludzi również.

 

Exit mobile version