Nic więc dziwnego, że wielu dorosłych zadaje sobie pytanie: dlaczego dzieci tak niechętnie pomagają w domu? Czy są leniwe? Czy współczesne dzieci mają zbyt wygodne życie? A może problem leży gdzie indziej?
Prawda jest taka, że większość dzieci nie budzi się rano z myślą o tym, że chciałaby odkurzyć pokój, posegregować pranie albo opróżnić zmywarkę. Dzieci żyją tu i teraz. Koncentrują się na zabawie, swoich zainteresowaniach, spotkaniach z rówieśnikami i rzeczach, które sprawiają im przyjemność. Obowiązki są czymś, czego trzeba się nauczyć tak samo jak jazdy na rowerze czy czytania. Nie dzieje się to samo z siebie.
Jednocześnie warto pamiętać, że umiejętność uczestniczenia w życiu domu jest jedną z ważniejszych rzeczy, jakie możemy przekazać dziecku. Nie dlatego, że rodzice potrzebują darmowej pomocy domowej. Chodzi o coś znacznie ważniejszego — o budowanie odpowiedzialności, samodzielności i przekonania, że każdy członek rodziny ma swój udział w tworzeniu wspólnej przestrzeni.
Dlaczego dzieci nie widzą obowiązków tak jak dorośli?
Dorośli często patrzą na dom przez pryzmat rzeczy, które trzeba zrobić. Widzą niepozmywane naczynia, pełny kosz na pranie, kurz na półkach czy niewypełnione obowiązki. Dziecko zwykle widzi coś zupełnie innego. Widzi miejsce, w którym mieszka, odpoczywa i bawi się. Nie analizuje codziennie, ile pracy wymaga utrzymanie domu w porządku.
To jedna z przyczyn wielu nieporozumień. Rodzic ma poczucie, że dziecko powinno samo zauważyć bałagan albo wiedzieć, że należy pomóc. Tymczasem dziecko często naprawdę tego nie dostrzega. Nie dlatego, że ignoruje potrzeby innych, ale dlatego, że nie ma jeszcze perspektywy dorosłego człowieka, który odpowiada za funkcjonowanie całego domu.
Warto też pamiętać, że dzieci bardzo długo uczą się planowania, organizacji i przewidywania konsekwencji. Dla dorosłego oczywiste jest, że jeśli nikt nie rozładuje zmywarki, nie będzie czystych naczyń. Dziecko często nie łączy jeszcze takich zależności albo po prostu nie myśli o nich spontanicznie.
To właśnie dlatego obowiązków trzeba uczyć cierpliwie. Nie można zakładać, że dziecko będzie od razu funkcjonowało jak dorosły współlokator.
Najczęstszy błąd: pomaganie tylko wtedy, gdy rodzic poprosi
W wielu domach obowiązki dzieci wyglądają podobnie. Rodzic zauważa, że trzeba coś zrobić i wydaje polecenie. Dziecko wykonuje zadanie albo nie. Następnego dnia sytuacja się powtarza.
Problem polega na tym, że dziecko uczy się wtedy jednego: obowiązki pojawiają się dopiero wtedy, gdy ktoś mi o nich przypomni.
Po kilku latach rodzice zaczynają być zmęczeni ciągłym zarządzaniem wszystkim. Mają poczucie, że bez ich przypominania nic się nie wydarzy. I często mają rację, ponieważ właśnie taki model funkcjonowania został utrwalony.
Znacznie lepiej działa przypisanie dziecku konkretnych stałych obowiązków. Nie takich, które pojawiają się przypadkowo, ale takich, które stają się częścią codziennego życia. Dziecko wie wtedy, że codziennie po kolacji wkłada swoje naczynia do zmywarki albo że w sobotę odpowiada za podlanie roślin. Nie czeka na polecenie, tylko stopniowo uczy się odpowiedzialności za własny fragment rzeczywistości.
To nie dzieje się od razu. Na początku również potrzebne będą przypomnienia. Różnica polega na tym, że przypominamy o obowiązku, który należy do dziecka, a nie za każdym razem wymyślamy nowe zadanie.
Dlaczego nagrody nie zawsze rozwiązują problem?
Wielu rodziców próbuje motywować dzieci nagrodami. Pojawiają się pieniądze za wyniesienie śmieci, punkty za sprzątanie albo obietnice dodatkowego czasu przed ekranem.
Takie rozwiązania czasem działają krótkoterminowo. Problem pojawia się wtedy, gdy dziecko zaczyna traktować każdą pomoc jako usługę wymagającą wynagrodzenia.
Trudno oczekiwać, że dorosły człowiek będzie kiedyś otrzymywał nagrodę za posprzątanie własnego mieszkania, przygotowanie obiadu czy zrobienie prania. Obowiązki domowe są częścią życia, a nie dodatkowym zadaniem wykonywanym wyłącznie dla korzyści.
Nie oznacza to, że dziecka nie należy doceniać. Wręcz przeciwnie. Dzieci potrzebują zauważenia wysiłku. Jest jednak różnica między docenieniem a płaceniem za każdą pomoc. Czasem zwykłe: „Dziękuję, bardzo mi pomogłeś” buduje więcej odpowiedzialności niż kolejna nagroda.
Dziecko powinno stopniowo rozumieć, że pomaga dlatego, że jest częścią rodziny, a nie dlatego, że za każdym razem coś za to dostanie.
Czy dzieci powinny mieć obowiązki już od najmłodszych lat?
Wielu dorosłych nieświadomie odbiera dzieciom możliwość pomagania. Mały człowiek chce nakrywać do stołu, mieszać ciasto albo wkładać ubrania do pralki. Rodzic często odpowiada: „Zostaw, ja zrobię to szybciej”.
To zrozumiałe. Dziecko robi wszystko wolniej, mniej dokładnie i często wymaga dodatkowej pomocy. Problem polega na tym, że kilka lat później ten sam rodzic dziwi się, że dziecko nie przejawia inicjatywy.
Tymczasem chęć uczestniczenia w codziennym życiu domu często pojawia się bardzo wcześnie. Małe dzieci zwykle lubią pomagać. Czują się wtedy ważne, potrzebne i dorosłe. To świetny moment, żeby budować dobre skojarzenia z obowiązkami.
Oczywiście zadania powinny być dostosowane do wieku. Kilkulatek może odkładać zabawki, pomagać przy nakrywaniu do stołu czy podlewać kwiaty. Starsze dziecko może mieć już większą odpowiedzialność. Najważniejsze jest jednak to, żeby od początku traktować pomoc jako naturalną część życia rodzinnego.
Co zrobić, gdy dziecko ciągle odmawia?
Nie każde dziecko z entuzjazmem przyjmie nowe obowiązki. Szczególnie jeśli wcześniej nie było do nich przyzwyczajone. W takiej sytuacji rodzice często wpadają w dwie skrajności. Albo zaczynają walczyć o każdy drobiazg, albo całkowicie odpuszczają.
Tymczasem najskuteczniejsza jest konsekwencja połączona ze spokojem. Nie każda odmowa musi prowadzić do awantury. Nie każda sytuacja wymaga długiej dyskusji. Czasem wystarczy spokojnie przypomnieć, że jest to zadanie należące do dziecka i oczekujemy jego wykonania.
Warto też zastanowić się, czy liczba obowiązków jest adekwatna do wieku i możliwości dziecka. Niektóre dzieci rzeczywiście bywają przeciążone szkołą, zajęciami dodatkowymi albo innymi obowiązkami. Nie chodzi o to, żeby zamieniać dzieciństwo w niekończącą się listę zadań.
Celem nie jest stworzenie idealnego pomocnika domowego. Celem jest wychowanie człowieka, który rozumie, że życie rodzinne wymaga zaangażowania wszystkich domowników.
Obowiązki uczą czegoś więcej niż porządku
Kiedy rodzice myślą o obowiązkach domowych, często koncentrują się na praktycznej stronie sprawy. Posprzątanym pokoju, wyniesionych śmieciach czy nakrytym stole. Tymczasem najważniejsze efekty pojawiają się znacznie później.
Dziecko uczy się odpowiedzialności za wspólną przestrzeń. Uczy się zauważać potrzeby innych ludzi. Rozwija samodzielność i przekonanie, że potrafi poradzić sobie z codziennymi zadaniami. Zaczyna rozumieć, że życie nie składa się wyłącznie z przyjemności, ale również z obowiązków, które po prostu trzeba wykonać.
To cenna lekcja na całe życie. Bo kiedyś dziecko stanie się dorosłym człowiekiem. I znacznie łatwiej będzie mu funkcjonować samodzielnie, jeśli od najmłodszych lat wiedziało, że dom nie sprząta się sam, czyste ubrania nie pojawiają się magicznie w szafie, a wspólne życie wymaga zaangażowania wszystkich jego uczestników.
Paradoksalnie więc obowiązki domowe nie są przede wszystkim nauką sprzątania. Są nauką odpowiedzialności za siebie i za innych ludzi. A to jedna z najważniejszych rzeczy, jakich możemy nauczyć dziecko.
