☰ menu

Dziecko boi się próbować nowych rzeczy – jak zachęcać, ale nie zmuszać?

Dziecko boi się próbować nowych rzeczy – jak zachęcać, ale nie zmuszać?
📖 Czyta się średnio w 11 min. 🕑
Jedno dziecko bez większego namysłu zapisze się na nowe zajęcia, spróbuje nieznanej potrawy i pobiegnie bawić się z grupą dzieci, których wcześniej nie widziało. Inne długo obserwuje, potrzebuje wielu pytań i zapewnień, a kiedy przychodzi moment działania, wycofuje się i mówi, że jednak nie chce. Rodzicom bywa trudno patrzeć na takie sytuacje, zwłaszcza gdy widzą, że strach odbiera dziecku doświadczenia, które mogłyby sprawić mu przyjemność. Pojawia się wtedy pokusa, żeby trochę mocniej popchnąć je do działania: przecież kiedy już spróbuje, być może okaże się, że nie było czego się bać.

I rzeczywiście, dzieci czasem potrzebują zachęty. Gdyby za każdym razem mogły wycofać się w chwili niepewności, niektóre przez długi czas nie spróbowałyby wielu nowych rzeczy. Z drugiej strony dziecko, które słyszy „nie przesadzaj”, „wszyscy idą, więc ty też” albo „zapisałam cię i koniec”, może przeżyć całą sytuację przede wszystkim jako doświadczenie utraty wpływu. Rodzic staje więc przed niełatwym zadaniem: pomóc dziecku zrobić krok poza to, co dobrze zna, ale jednocześnie zauważyć moment, w którym zachęcanie zaczyna zamieniać się w nacisk.

Dlaczego niektórym dzieciom nowe rzeczy przychodzą trudniej?

Niechęć do nowości może mieć bardzo różne źródła i nie zawsze oznacza to samo. Dziecko może obawiać się porażki, ośmieszenia, rozłąki z rodzicem albo tego, że nie będzie wiedziało, jak się zachować. Czasami problemem jest sama nieprzewidywalność: nie zna miejsca, prowadzącego, dzieci, zasad ani tego, co dokładnie będzie się działo. Dla jednego dziecka hasło „spróbujesz nowych zajęć” brzmi ekscytująco, dla innego oznacza kilkanaście niewiadomych naraz.

Znaczenie ma również charakter dziecka i jego wcześniejsze doświadczenia. Są dzieci, które najpierw długo się przyglądają i dopiero wtedy decydują, czy chcą dołączyć. Inne po jednej nieprzyjemnej sytuacji zaczynają ostrożniej podchodzić do podobnych doświadczeń. Jeszcze inne bardzo źle znoszą możliwość popełnienia błędu: wolą w ogóle nie spróbować, niż zaryzykować, że coś im nie wyjdzie. Dlatego samo „boję się” albo „nie chcę” niewiele jeszcze mówi o tym, czego dziecko właściwie potrzebuje.

Najpierw warto dowiedzieć się, czego dziecko się obawia

Kiedy dziecko odmawia udziału w wycieczce, nie chce pójść na pierwsze zajęcia albo stoi obok bawiących się dzieci, łatwo odpowiedzieć: „Ale czego ty się właściwie boisz?”. Dla dziecka odpowiedź wcale nie musi być oczywista. Czasem dopiero spokojna rozmowa pozwala ustalić, że problemem nie jest sam wyjazd, lecz noc bez rodziców; nie basen, tylko obawa przed przebieraniem się przy innych; nie zajęcia teatralne, ale możliwość występu przed publicznością; nie grupa dzieci, tylko strach, że nikt nie będzie chciał się z nim bawić.

Im bardziej konkretny staje się problem, tym łatwiej znaleźć sposób, żeby go zmniejszyć. Można wcześniej obejrzeć miejsce, dowiedzieć się, jak wyglądają zajęcia, poznać prowadzącego, pojechać pierwszy raz z kolegą albo umówić się, że dziecko na początku tylko popatrzy. Czasem wystarczy odpowiedzieć na dziesięć bardzo szczegółowych pytań: gdzie będę siedzieć, kto mnie odbierze, co się stanie, jeśli będę chciał do toalety, czy muszę od razu brać udział, czy mogę najpierw zobaczyć, co robią inni. Dla dorosłego są to drobiazgi. Dla dziecka mogą być właśnie tymi informacjami, których potrzebuje, żeby nieznana sytuacja stała się bardziej przewidywalna.

Zachęta zostawia dziecku przestrzeń

Granica między zachęcaniem a zmuszaniem nie zawsze przebiega w tym samym miejscu. Wiele zależy od wieku dziecka, sytuacji oraz tego, czego dotyczy odmowa. Można jednak zwrócić uwagę na jedną ważną różnicę: przy zachęcaniu dziecko nadal ma możliwość powiedzenia, czego się boi, zadawania pytań, negocjowania sposobu spróbowania i wycofania się z sytuacji, która rzeczywiście je przerasta. Przy nacisku jego emocje zaczynają być traktowane przede wszystkim jako przeszkoda, którą trzeba pokonać.

Zachęta może brzmieć: „Możemy wejść razem i najpierw zobaczysz, jak wyglądają zajęcia”, „Nie musisz od razu bawić się ze wszystkimi, możemy chwilę tu postać” albo „Spróbujmy pierwszych zajęć i potem zdecydujemy, co dalej”. Nacisk pojawia się w komunikatach typu: „Nie rób scen”, „Nie będę znowu przez ciebie rezygnować”, „Przecież wszystkie dzieci potrafią”, „Zapłaciłam, więc idziesz” czy „Jak teraz nie pójdziesz, już nigdy się nie nauczysz”.

Znaczenie ma również to, co dzieje się po odmowie. Jeśli dziecko wie, że za „nie” spotka je zawstydzanie, obrażenie rodzica albo wielogodzinne przekonywanie, jego wybór staje się w dużej mierze pozorny.

Nie zawsze trzeba od razu robić całą rzecz

Dorosłym łatwo myśleć w kategoriach: dziecko albo poszło na zajęcia, albo nie poszło; albo wystąpiło, albo zrezygnowało; albo zostało samo na wyjeździe, albo wróciło do domu. Tymczasem pomiędzy tymi możliwościami często da się znaleźć kilka mniejszych kroków.

Dziecko, które boi się nowych zajęć sportowych, może najpierw obejrzeć trening. Następnym razem wejść na salę i spróbować części ćwiczeń. Dziecko, które obawia się nocowania poza domem, może zacząć od dłuższego dnia bez rodziców albo nocowania u dobrze znanej osoby. Jeśli trudno mu wejść do nowej grupy, nie musi pierwszego dnia zaprzyjaźnić się z dziesięciorgiem dzieci – czasem wystarczy kontakt z jedną osobą. Przy występie publicznym można wcześniej przećwiczyć tę samą sytuację przed kilkoma bliskimi osobami.

Takie stopniowanie pozwala dziecku zdobywać doświadczenie: „Bałem się, ale poradziłem sobie z tym kawałkiem”. Następny krok przestaje wtedy być całkowicie nieznany.

A co, jeśli dziecko wycofuje się w ostatniej chwili?

To jedna z trudniejszych sytuacji. Przez tydzień chciało jechać na wycieczkę, a rano mówi, że nigdzie nie jedzie. Samo wybrało zajęcia, a przed wejściem na salę zaczyna płakać. Umówiło się na urodziny kolegi, po czym pod drzwiami chce wracać do domu.

Nie każda taka sytuacja musi kończyć się natychmiastowym odwrotem. Chwilowy lęk przed czymś nowym może opaść po kilku minutach. Można dać dziecku czas, przypomnieć wcześniejsze ustalenia, zostać z nim przez chwilę albo zaproponować niewielki pierwszy krok. Dobrze jednak obserwować jego reakcję. Jest różnica między dzieckiem, które mówi „boję się” i mimo niepewności jest w stanie próbować, a dzieckiem w bardzo silnym napięciu, które nie jest już w stanie skorzystać z naszych zachęt.

Warto też unikać zasady, według której każda odmowa natychmiast kończy próbę. Dziecko może wówczas nie mieć okazji przekonać się, że pierwsze minuty były najtrudniejsze, a później napięcie spadło. Rodzic może pomóc mu wytrzymać chwilę niepewności, pozostając blisko i obserwując, czy sytuacja staje się łatwiejsza.

„Spróbuj raz” nie zawsze oznacza „musisz to polubić”

Czasami rodzice obawiają się, że jeśli pozwolą dziecku zrezygnować, nauczą je poddawania się. Warto jednak rozdzielić dwie rzeczy: strach przed spróbowaniem oraz decyzję podjętą już po zdobyciu doświadczenia. Można umówić się z dzieckiem, że pójdzie na jedne lub kilka zajęć, a potem wspólnie zdecydujecie, czy chce kontynuować. Dzięki temu pierwsza obawa nie rozstrzyga wszystkiego, ale dziecko nie dostaje też komunikatu, że zapisanie się oznacza obowiązek chodzenia przez rok bez względu na to, jak się tam czuje.

Podobnie jest z wieloma innymi doświadczeniami. Można zachęcić do spróbowania nowej potrawy, ale nie oczekiwać, że dziecko zje całą porcję. Można zaproponować udział w zabawie, nie wymagając pozostania w niej do końca. Można namawiać do występu, ale po drodze wspólnie zastanawiać się, co dokładnie wywołuje największy stres. Samo spróbowanie ma sens wtedy, gdy pozwala dziecku sprawdzić rzeczywistość, a nie udowodnić dorosłemu, że jego obawy były niepotrzebne.

Uważajmy na zawstydzanie i porównywanie

„Twoja młodsza siostra się nie boi”, „wszyscy już weszli, tylko ty stoisz”, „taki duży chłopak i boisz się spać bez mamy” – takie zdania mogą czasem sprawić, że dziecko zrobi to, czego oczekuje rodzic. Ceną może być jednak wstyd, który dołączy do wcześniejszego lęku.

Porównywanie z odważniejszym rodzeństwem czy kolegami rzadko pomaga zrozumieć własną reakcję. Dziecko dostaje raczej informację, że reaguje gorzej niż inni. Podobnie działa przypinanie etykiety „nieśmiały”, „strachliwa”, „on zawsze wszystkiego się boi”. Powtarzana przy rodzinie czy znajomych charakterystyka może z czasem stać się częścią sposobu, w jaki dziecko samo o sobie myśli.

Znacznie bardziej pomocne jest odnoszenie się do konkretnej sytuacji: „Widzę, że trudno ci wejść do tej grupy” albo „Wygląda na to, że najbardziej martwi cię noc bez nas”. Problem staje się wtedy czymś, z czym można pracować, zamiast cechą dziecka.

Nowe jedzenie to trochę inna historia

Przy jedzeniu szczególnie łatwo przekroczyć granicę między zachętą a przymusem. Dorosły może proponować nowe smaki, podawać niewielkie porcje i pozwalać dziecku obserwować, jak inni jedzą daną potrawę. Można też wracać do produktu po pewnym czasie, ponieważ pierwsza odmowa nie oznacza, że dziecko nigdy go nie polubi.

Zmuszanie do zjedzenia całej porcji, trzymanie przy stole do skutku czy robienie z każdego nowego produktu próby odwagi może natomiast zwiększać napięcie wokół posiłków. Szczególnie ostrożnie warto podchodzić do dzieci, u których niechęć do jedzenia jest bardzo silna, dotyczy wielu produktów, określonych konsystencji, zapachów czy temperatur albo prowadzi do bardzo ograniczonego jadłospisu. W takiej sytuacji problem może wykraczać poza zwykłe „nie chcę spróbować” i dobrze omówić go z odpowiednim specjalistą.

Nie każda rezygnacja jest porażką

Czasem dziecko spróbuje i odkryje, że czegoś po prostu nie lubi. Zajęcia, które wydawały się świetnym pomysłem, okazują się nudne. Na obozie nie czuje się dobrze. Sport wybrany przez kolegów zupełnie go nie interesuje. Nie każdą taką sytuację trzeba zamieniać w lekcję wytrwałości.

Oczywiście warto uczyć dzieci, że nie rezygnujemy z każdej rzeczy przy pierwszej trudności. Jeżeli jednak dziecko miało okazję naprawdę czegoś doświadczyć i potrafi powiedzieć, dlaczego nie chce kontynuować, jego zdanie również powinno mieć znaczenie. Umiejętność rozpoznania „to nie jest dla mnie” przyda mu się w życiu równie mocno jak umiejętność wytrwania przy czymś, co jest trudne, ale ważne.

Rodzic też może nieświadomie zwiększać lęk

Czasami bardzo chcemy dodać dziecku odwagi, a zaczynamy przygotowywać je na wszystkie możliwe problemy. Przed wyjazdem przypominamy kilkanaście razy, żeby uważało na telefon, pieniądze, obcych ludzi, jedzenie, autobus i rzeczy w pokoju. Przed występem pytamy co chwilę, czy się stresuje. Przed pierwszym treningiem zapewniamy: „Nie bój się, na pewno nic złego się nie stanie”, choć dziecko wcześniej wcale nie mówiło, że spodziewa się czegoś złego.

Dzieci obserwują również reakcje dorosłych. Jeśli rodzic wygląda na przerażonego pierwszym samodzielnym wyjazdem, trudno jednocześnie przekonać dziecko, że sytuacja jest bezpieczna i że sobie poradzi. Nie oznacza to ukrywania wszystkich własnych emocji. Pomaga natomiast spokojne przygotowanie: ustalenie konkretów, odpowiedzenie na pytania, przekazanie potrzebnych informacji i okazanie zaufania do możliwości dziecka.

Kiedy warto przyjrzeć się lękowi uważniej?

Ostrożność wobec nowych sytuacji sama w sobie nie oznacza problemu. Są dzieci, które potrzebują więcej czasu na oswojenie się z nowym miejscem, ludźmi czy aktywnością i dobrze funkcjonują, jeśli mogą wchodzić w nie stopniowo. Warto jednak zwrócić uwagę, gdy lęk zaczyna wyraźnie ograniczać codzienne życie dziecka.

Powodem do rozmowy ze specjalistą może być sytuacja, w której dziecko regularnie unika szkoły, kontaktów z rówieśnikami, wyjść z domu lub wielu zwyczajnych aktywności odpowiednich do jego wieku. Również wtedy, kiedy lęk jest bardzo silny i utrzymuje się przez dłuższy czas, pojawiają się częste dolegliwości fizyczne związane z obawami, albo rodzina musi coraz bardziej organizować codzienne życie wokół unikania przez dziecko kolejnych sytuacji. Konsultacja nie oznacza automatycznie, że dziecko ma zaburzenie. Może pomóc zrozumieć, skąd bierze się tak duży lęk i jak wspierać dziecko, żeby stopniowo odzyskiwało swobodę.

 

Dziecko nie musi stać się osobą, która pierwsza zgłasza się do wszystkiego, uwielbia występy, bez wahania wchodzi do nowej grupy i z radością wyjeżdża bez rodziców. Temperamenty są różne i ostrożniejsze dziecko nie wymaga „naprawiania”.

Możemy natomiast pomagać mu zdobywać doświadczenia, dzięki którym coraz lepiej zna własne możliwości. Czasem będzie potrzebowało dodatkowych informacji, czasem obecności rodzica, czasem kilku małych prób, zanim zrobi większy krok. Zdarzy się również, że spróbuje i zrezygnuje. Najważniejsze, żeby strach nie podejmował za dziecko wszystkich decyzji, a rodzic nie próbował podejmować ich za nie tylko dlatego, że chciałby zobaczyć je odważniejsze.

 

Exit mobile version