Dla dorosłych bywa to trudne, ponieważ dotyk jest jednym z najbardziej naturalnych sposobów okazywania dzieciom miłości. Przytulamy niemowlę, nosimy je, całujemy, głaszczemy, pocieszamy na kolanach. Kiedy kilkuletnie lub starsze dziecko zaczyna odsuwać głowę przed pocałunkiem albo wyślizguje się z objęć, rodzic może odebrać to bardzo osobiście. Szczególnie wtedy, gdy sam potrzebuje fizycznej bliskości i właśnie poprzez dotyk najłatwiej okazuje uczucia.
Dzieci różnią się jednak również pod tym względem. Jedne szukają kontaktu fizycznego bardzo często, inne potrzebują go znacznie mniej. Preferencje mogą też zmieniać się wraz z wiekiem, sytuacją i osobą. Dziecko, które chętnie przytula mamę przed snem, może nie chcieć całować dalszych krewnych. Dziesięciolatek, który jeszcze niedawno siedział tacie na kolanach, może nagle zacząć potrzebować większego dystansu. Bliskość rodzinna nie znika wraz z mniejszą liczbą uścisków. Po prostu trzeba czasem nauczyć się dostrzegać ją w innych miejscach.
Dzieci mają różną potrzebę dotyku
Dorośli bez większego problemu akceptują, że sami różnią się pod względem potrzeby fizycznego kontaktu. Jedna osoba wita znajomych uściskiem, druga podaniem ręki. Ktoś uwielbia masaże, ktoś inny nie znosi, gdy obca osoba dotyka jego pleców. W przypadku dzieci znacznie częściej zakładamy jednak, że wszystkie powinny lubić przytulanie.
Tymczasem dziecko może bardzo lubić bliskość rodzica i jednocześnie nie mieć potrzeby ciągłego kontaktu fizycznego. Może przybiegać do mamy, żeby pokazać jej rysunek, godzinami rozmawiać z tatą podczas spaceru, codziennie domagać się wspólnego czytania i nie mieć najmniejszej ochoty siedzieć komukolwiek na kolanach. Dla niego właśnie te zachowania mogą być sposobem szukania bliskości.
Warto też obserwować szczegóły. Czasem dziecko nie unika dotyku w ogóle, lecz określonego rodzaju dotyku. Nie lubi całowania po twarzy, ale chętnie trzyma rodzica za rękę. Nie chce być mocno ściskane, lecz siada blisko podczas oglądania filmu. Nie przepada za głaskaniem, ale samo przytula się wtedy, kiedy tego potrzebuje. Zamiast przyklejać mu etykietę „nie lubi czułości”, lepiej poznać jego własny sposób budowania kontaktu.
„Daj buziaka babci” – niewinne zdanie, nad którym warto się zastanowić
Rodzinne spotkania są miejscem, w którym granice dziecka szczególnie łatwo przeoczyć. Babcia wyciąga ręce, ciocia nadstawia policzek, dziadek prosi o uścisk. Dorosłym wydaje się naturalne, że dziecko powinno odpowiedzieć na takie gesty. Jeśli tego nie robi, rodzicowi bywa niezręcznie. Pojawia się więc: „No idź, przytul babcię”, „Daj cioci buziaka” albo „Nie bądź taki, przecież babcia cię kocha”.
Warto w takiej chwili pomyśleć, czego właściwie chcemy nauczyć dziecko. Jeżeli od najmłodszych lat mówimy mu, że może decydować o kontakcie ze swoim ciałem, zasada powinna obowiązywać także podczas rodzinnego obiadu. Sympatia do babci nie musi być udowadniana pocałunkiem. Dziecko może się przywitać, powiedzieć „cześć”, pomachać, przybić piątkę albo samo zaproponować taki gest, z którym czuje się dobrze.
Może to wymagać również krótkiej rozmowy z dorosłymi. Starsze pokolenia nie zawsze wychowywały się z takim podejściem i odmowę dziecka mogą odczytać jako brak wychowania albo osobistą niechęć. Rodzic może spokojnie powiedzieć, że dziecko samo decyduje, kiedy chce się przytulać i całować. Nie trzeba przy tym robić z rodzinnego powitania wykładu o granicach. Wystarczy konsekwentnie nie zmuszać dziecka do fizycznej czułości.
Odmowa przytulenia nie jest odmową rodzica
To może być znacznie trudniejsze, niż brzmi. Rodzic wraca po całym dniu pracy, wyciąga ręce do dziecka i słyszy: „Nie chcę się przytulać”. Albo próbuje pocałować je na dobranoc, a dziecko odsuwa głowę. Pierwszą reakcją może być przykrość.
Warto jednak oddzielić własne emocje od intencji dziecka. „Nie chcę teraz buziaka” jest informacją o buziaku w tej konkretnej chwili. Nie mówi niczego o sile więzi z rodzicem. Dziecko może za pięć minut przyjść z książką i poprosić o wspólne czytanie albo usiąść obok i przez pół godziny opowiadać o swoim dniu. To również jest szukanie kontaktu.
Szczególnie ważne jest, aby dziecko nie czuło się odpowiedzialne za poprawianie samopoczucia dorosłego poprzez kontakt fizyczny. Zdania w rodzaju „Mamusi będzie smutno, jeśli jej nie przytulisz” mogą sprawić, że zgodzi się na uścisk ze względu na poczucie winy. Znacznie prostsze jest przyjęcie odmowy: „Dobrze, może później”. Dziecko dostaje wtedy bardzo czytelny sygnał, że jego granica nie zagraża relacji.
Bliskość można budować na dziesiątki sposobów
Rodzinna bliskość powstaje przede wszystkim z tysięcy codziennych sytuacji. Ze świadomości, że ktoś nas słucha, zna nasze zainteresowania, pamięta, czego się boimy i co nas rozśmiesza. Z poczucia, że można przyjść do rodzica zarówno z sukcesem, jak i z problemem. Dotyk może być ważną częścią tej relacji, ale nie wyczerpuje wszystkich możliwości.
Dla jednego dziecka szczególnie ważne będzie wspólne czytanie przed snem. Inne będzie czekało na sobotnie śniadanie przygotowywane razem z tatą. Kolejne najlepiej rozmawia podczas jazdy samochodem albo spaceru z psem. Starsze dziecko może bardzo cenić wieczorne oglądanie serialu z rodzicem, wspólne gotowanie, wyjście tylko we dwoje albo to, że mama naprawdę pamięta nazwiska bohaterów książki, którą właśnie czyta.
Ogromne znaczenie mają również rodzinne rytuały i humor. Powtarzane od lat żarty, własne określenia, wspólna piosenka w samochodzie, niedzielne naleśniki czy tradycja wybierania filmu w piątkowy wieczór tworzą poczucie: „To jest moje miejsce i moi ludzie”. Dziecko może być bardzo mocno związane z rodziną, choć na zdjęciach rzadko wisi rodzicom na szyi.
Warto nauczyć się rozpoznawać sposób, w jaki dziecko samo szuka kontaktu
Dzieci często pokazują potrzebę bliskości znacznie mniej oczywiście, niż oczekują dorośli. „Popatrz, co zbudowałem”, „Chodź zobaczyć”, „Mogę ci coś powiedzieć?”, „Pograsz ze mną?”, „Usiądziesz tutaj?” – za tymi prostymi pytaniami często kryje się zaproszenie do wspólnego czasu.
Łatwo je przeoczyć, szczególnie gdy dorosły jest zajęty. Dziecko może przez cały dzień nie poprosić o ani jeden uścisk, a jednocześnie wielokrotnie próbować nawiązać kontakt poprzez rozmowę, zabawę czy pokazywanie swoich odkryć. Zauważenie tych prób pomaga rodzicom odpowiadać na potrzebę bliskości w sposób, który rzeczywiście odpowiada dziecku.
Wraz z wiekiem forma takich zaproszeń może się zmieniać. Nastolatek prawdopodobnie nie zawoła: „Potrzebuję teraz trochę bliskości z mamą”. Może za to późnym wieczorem wejść do kuchni, usiąść przy stole i zacząć opowiadać coś pozornie nieistotnego. Czasami właśnie wtedy warto odłożyć telefon i zostać jeszcze chwilę.
Co zrobić, kiedy jedno dziecko przytula się bez końca, a drugie prawie wcale?
Różnice między rodzeństwem potrafią być szczególnie widoczne. Jedno dziecko spontanicznie okazuje uczucia, obejmuje rodziców i dziadków, mówi „kocham cię” kilka razy dziennie. Drugie zachowuje większy dystans. Dorosłym bardzo łatwo wtedy zacząć opisywać dzieci: „Zosia zawsze była taka kochana i przytulaśna, a Kuba to nasz indywidualista”.
Takie porównania mogą zostać z dziećmi na długo. Dziecko mniej wylewne może zacząć odbierać komunikat, że jego sposób okazywania uczuć jest gorszy albo że rodzeństwo kocha rodzinę bardziej. Dlatego warto unikać zarówno porównań, jak i rodzinnych etykiet.
Rodzic może budować z każdym dzieckiem trochę inną relację. Z jednym dużo się przytulać, jeśli oboje tego chcą. Z drugim chodzić na spacery, rozmawiać, grać, żartować czy wspólnie majsterkować. Równe traktowanie dzieci nie musi oznaczać identycznego sposobu okazywania im bliskości. Znacznie ważniejsze jest zauważenie, czego potrzebuje konkretne dziecko.
Dziecko może zmienić się wraz z wiekiem
Rodzicom czasami trudno zaakceptować, że dziecko, które przez pierwsze lata życia było niezwykle przytulne, zaczyna się odsuwać. Zmiana może pojawić się stopniowo albo niemal z dnia na dzień. Starsze dziecko może nie chcieć całusa przy kolegach, siedzenia na kolanach czy demonstracyjnego przytulania przed szkołą.
Rosnąca potrzeba prywatności i samodzielności jest częścią dorastania. Relacja rodzinna również musi mieć przestrzeń na zmianę. Zamiast próbować zatrzymać dawne zwyczaje za wszelką cenę, można szukać nowych. Być może miejsce wieczornego przytulania zajmie rozmowa przy herbacie, wspólny film albo przejażdżka rowerowa.
Warto natomiast zwrócić uwagę na nagłe i wyraźne zmiany, które nie dotyczą wyłącznie czułości. Jeżeli dziecko, które wcześniej chętnie szukało kontaktu z bliskimi, nagle zaczyna unikać nie tylko dotyku, ale również rozmów, wspólnego czasu, rodziny czy rówieśników, a do tego wydaje się przygnębione, zalęknione albo wyraźnie zmienia zachowanie, dobrze przyjrzeć się sytuacji uważniej. Rodzic nie musi samodzielnie ustalać przyczyny. W razie niepokoju można porozmawiać z pediatrą, psychologiem dziecięcym lub innym odpowiednim specjalistą.
Szacunek do dziecięcego „nie” przyda się także później
Jest jeszcze jeden ważny powód, dla którego dobrze respektować odmowę fizycznego kontaktu. Dziecko od najmłodszych lat uczy się, że ma wpływ na to, kto i w jaki sposób je dotyka. Doświadcza również, że może zmienić zdanie, odmówić nawet osobie, którą bardzo lubi, i nie musi uzasadniać braku ochoty na czułość.
Ta wiedza będzie nabierała znaczenia wraz z dorastaniem. Trudno oczekiwać od nastolatka pewności w stawianiu granic, jeśli przez całe dzieciństwo słyszał, że powinien zgadzać się na niechciany dotyk, żeby komuś nie zrobić przykrości. Codzienne sytuacje rodzinne są miejscem, w którym można ćwiczyć tę umiejętność w bezpiecznych warunkach.
Jednocześnie dziecko obserwuje granice innych. Jeśli rodzic mówi: „Teraz nie mam ochoty na łaskotanie” albo rodzeństwo prosi: „Nie siadaj mi na kolanach”, te komunikaty również zasługują na respektowanie. W ten sposób dziecko poznaje bardzo prostą zasadę wzajemności: mogę decydować o swoim ciele i inni ludzie mogą decydować o swoim.
Bliskości nie mierzy się liczbą uścisków
Rodzic dziecka, które rzadko się przytula, może czasami tęsknić za większą fizyczną czułością. Takie uczucie jest naturalne. Dobrze jednak nie obciążać nim dziecka i nie próbować wydobywać z niego gestów, których nie potrzebuje.
Znacznie ciekawsze może być obserwowanie tego, jak ono samo mówi: „Jesteś dla mnie ważny”. Czasem zrobi to uściskiem. Czasem przyniesie rodzicowi połowę swojego ciastka. Przyjdzie pokazać znaleziony kamień, poprosi o wspólną grę, zostawi rysunek na biurku albo zacznie opowiadać coś właśnie wtedy, gdy dorosły planował już iść spać.
Bliska relacja może wyglądać bardzo różnie. Jej siłę widać przede wszystkim w zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa, zainteresowaniu sobą nawzajem i przekonaniu dziecka, że z ważną sprawą może przyjść do rodzica. Niektóre dzieci będą przy tym rozdawały sto buziaków dziennie. Innym wystarczy, że usiądziemy obok.
