☰ menu

Bajka o Żabie

Bajka dla niemowląt o żabie, wierszyk

W górach wysokich, przy bystrym potoku,
w gęstwinie zarośli, troszeczkę z boku,
wsparta o kamień chatka tam stała
a w niej zielona Żaba mieszkała.
Nie była to Żaba – jak inne – zwykła,
bo ta do czytania była przywykła
i innym żabom ciągle gadała,
jakie mądrości dziś wyczytała.
Tyle, że Żaba leniwa bywała
i tylko w nagłówki same zerkała.
Gdy jakaś gazeta jej wpadła w ręce,
na tytuł zerkała jedynie naprędce.
A gdy jej książka w łapkach szeleści,
pewne jest zawsze, że czyta spis treści.
I ta informacja skromna, cząstkowa,
w pyszczku u Żaby zmienia się w słowa.
I Żaba bez końca od świtu do nocy,
głosiła mądrości, co język ma mocy:
czy to z nauki, czy to z historii,
z wiedzy ogólnej, ze ścisłej teorii
i z polityki a nawet kultury,
z kina i filmu, architektury.
Szkoda, że wszystkie te informacje,
plotki i fakty a nawet sensacje,
z prawdą nie miały wiele wspólnego,
wyssane z palca były, Kolego.
I tak też Żaba pewnego razu
zerknęła na tytuł od reportażu
i na głos od razu go przeczytała,
że morze najlepiej na zdrowie działa,
że wodą morską codzienne mycie
i jod z powietrza przedłużą życie.
Jeszcze na zdjęcie morza zerknęła
i myśl jej w głowie od razu błysnęła,
żeby wyjechać na plaże piaszczyste,
nad morze barwne, zdrowe i czyste.
Tak też zrobiła jak pomyślała,
dwie duże walizki ze strychu stargała
i do tych walizek wrzuca nieskładnie,
co tylko w łapki jej z szafy wpadnie:
więc okulary, kapelusz słomiany,
strój kąpielowy świeżo wyprany,
wachlarz i klapki piękne plażowe,
korale, sandałki, sukienki nowe.
Ledwo walizki się domykały,
gdzieniegdzie korale aż wystawały.
I gdy koleżanki swoje żegnała,
wszystkie serdecznie aż wyściskała
i powiedziała, że jedzie aby
być bardziej piękna niż inne żaby.
Dwie walizeczki chwyciła w ręce
i podążyła na pociąg czym prędzej.
Wygodnie siadła w pierwszym wagonie,
z zachwytem złożyła zielone dłonie,
bo widok przez okno był tak uroczy,
że wytrzeszczyła z zachwytu oczy.
Widziała pola niezwykle szerokie,
łąki i lasy, w nich drzewa wysokie,
góry i wioski, w nich chaty drewniane,
dzieci, zwierzęta, ogrody różane.
Jechała Żaba prawie dzień cały,
bo z gór nad morze kawałek niemały.
Aż w końcu dotarła wieczorem do celu,
po długiej podróży i trudach wielu.
W hotelu na plaży kupiła pokój
i z jego balkonu spojrzała wokół
lecz ciemno tak było, że Żaba mała
żadnego morza już nie widziała.
Więc kąpiel wzięła w wodzie gorącej,
w perfumach, płynach i pianie pachnącej.
Szlafrok przywdziała jedwabny, gładki
i założyła cieplutkie klapki.
Po czym wskoczyła do łóżka w poduszki,
prostując zielone, zmęczone nóżki.
I nie wiadomo kiedy zasnęła
i kiedy tak szybko noc przeminęła.
Rano ją promyk słoneczny budzi,
skacze radośnie po żabiej buzi.
Żaba rozkosznie się więc przeciąga,
zielone łapki mocno rozciąga.
Robi przysiadów kilka i skłonów,
podskoków, przewrotek i parę ukłonów.
I buzię myje w wodzie gorącej,
z tęsknotą patrzy na piękne słońce
i do walizek biegnie w podskokach,
wszystko wyrzuca z walizek po bokach.
Wyjmuje kocyk i krem do słońca,
torebkę wypycha prawie do końca.
Znajduje sukienkę nową, zieloną
różowym kwiatkiem przyozdobioną
i piękne klapki zielone z obcasem,
także z różowym z boku lampasem.
Do tego chwyta swe okulary
no i kapelusz od słońca szary.
Usta maluje szminką czerwoną,
perfumem pryska szyję zieloną.
Korale wkłada duże, nie tanie
i tak wybiega na pierwsze śniadanie.
W jadalni łapie małą bułeczkę,
do tego winogron dosłownie garsteczkę
i już wybiega na plażę piaszczystą,
jak okiem sięgnąć szeroką i czystą.
Kocyk rozrzuca przy wodzie blisko,
i mości już w piasku swe legowisko.
W zielone łapki krem wciera dokładnie,
krzywiąc się przy tym bardzo paradnie.
Po czym opada na kocyk strudzona,
cała od kremu na łapkach zlepiona.
I leżąc Żaba dość śmiało marzy,
że może zamieszka na pięknej plaży.
Zbuduje zamek zupełnie sama
i będzie w nim żyła jak sławna dama.
Cały dzień będzie się w słońcu opalać
i w morzu kąpielą się zadowalać.
Przecież nad morzem się żyje normalniej.
Tymczasem na plaży się robi upalniej.
Słońce po niebie pnie się wysoko,
Żaba powoli przymyka oko,
bo nadmiar słońca senność w niej wzbudza,
a brak jest wiatru co zwykle ostudza.
Więc do południa na plaży cała
Żaba z gorąca się rozpływała.
A przecież najlepiej nad morzem chłodzi
woda, kiedy się do niej szybciutko wchodzi.
A Żaba czytała przecież w gazecie,
że woda morska najzdrowsza na świecie.
Tak więc z kocyka się szybko zbiera,
oczy zaspane lekko przeciera.
Klapki na piasku, przy brzegu stawia,
kapelusz na kocu swoim zostawia
i kroczy do wody, gdzie morskie fale
ją opływają wokoło niedbale.
I Żaba wchodzi do wody dalej,
przebija się w morze coraz wytrwalej.
Aż fala w usta się żabie wdziera
i Żaba w bezruchu nagle zamiera.
Wybiega z wody głośno się krztusząc,
kaszląc i plując i jeszcze się dusząc.
Kiedy na piasku stają jej łapki,
chwyta szybciutko kocyk i klapki
i biegiem wpada do holu w hotelu,
trącając przy tym przechodniów wielu.
W swoim pokoju pakuje walizki,
wrzuca do środka szlafroczek śliski,
perfumy, sukienki, buciki, korale,
wszystko pakuje bardzo niedbale.
Na podwieczorek nawet nie czeka,
tylko z hotelu w podskokach ucieka.
I wsiada w pociąg jadący w góry
i wraca do swojej górskiej natury.
A ja Wam po cichu Drodzy opowiem,
Co się zdarzyło Żabie nad morzem.
Ponieważ Żaba z leniwej wymówki,
czytała tylko z gazet nagłówki,
nie doczytała już pełnej treści,
co w wodzie morskiej się zwykle mieści.
Bo prawda ta jest każdemu znajoma,
że woda w morzu jest bardzo słona.
A nasza Żaba od zawsze żyła
w wodzie z potoku, co słodka była.
Tak więc nauczka jest bardzo znacząca:
zawsze przeczytać trzeba do końca.

 

Tekst zgłoszony przez Bajdulkowo. Udostępniamy go za zgodą Autora (Sylwia-a-l)

Exit mobile version