Bajka dla opto-dyslektyków

Bajka ta narazie istnieje tylko w internecie lecz już niebawem zostanie wydana staraniem Fundacji Akademia Młodych... A tymczasem zapraszamy do lektury... Bajka dotyczy problemu OPTO-DYSLEKSJI

Niedaleko całkiem... Tuż, tuż za rogiem... Ale wcale nie w zakamarku i wcale nie za uchem... W pewnym wielkim mieście, pewnej cichej, mglistej o poranku nocy... Jak o poranku to nie w nocy!!

No dobra to jeszcze raz!

Dzisiaj popołudniu, w bloku na siódmym piętrze Oskar wołał Oliwię... Tak, tak darł się wniebogłosy.

-    Oliwia, chodź szybko! Choooooodź!!!

-    Nie mam czasu daj mi spokój! - odpowiadała poirytowana Oliwia. Oczywiście wcale nie chciało jej się iść do tego marudy. Siedział przy komputerze już godzinę i co chwilę wołał Oliwię do pomocy - bo ... no o rany - nie umiał za dobrze czytać. Nie to, że wcale, tylko jakoś tak mu nie szło... Miał już co prawda siedem lat, chodził do pierwszej klasy... ale jakoś czytanie i pisanie, to nie bardzo mu wychodziły. Ale za to jak liczył!! Ho, ho!! Tysiące i miliony dodawał i odejmował, znał już nawet ułamki i tabliczkę mnożenia! No pewnie, że nie całą! Chodził do szkoły przecież pierwszy raz w życiu! I to zaledwie kilka miesięcy.  

A tak. Wracając do wołania. Oskar grał w jakąś grę w necie, i na monitorze co i rusz pojawiały się różne polecenia - a niektóre to nawet po angielsku... Gry były ekscytujące, aż serce mocno biło! Strzelanki...? Też - choć mama nie bardzo się na nie zgadzała... ale wiecie czasami przymykała oko, bo przecież wszystko jest dla ludzi, a Oskar to prawdziwy ludź. OK. Człowiek - ale się czepiacie...

Czy wy sobie wyobrażacie jak to jest, jak człowiek walczy z jakimś rycerzem, zdobywa skarby i nagle! Nagle.... pojawia się ramka i jakiś napis. Ręce opadają i ramiona też. Więc ten biedak Oskar wołał... Dobrze. Przepraszam. Wiem. Nie zaczyna się zadania od „więc”. Wobec tego - Oskar wołał - a Oliwia mówiła niegrzecznym tonem, że nie przyjdzie, bo ma tego wszystkiego już po uszy albo i wyżej. I niech się ten Oskar wreszcie nauczy czytać - SAM!!

Powiem Wam szczerze, że na początku to nawet Oskar bardzo chciał i starał się, ale jak przestało mu wychodzić to zaczął kombinować, lenić się i wymigiwać - tak mówił tata. A ciocia to się martwiła i dopytywała czy Oskar przejdzie do następnej klasy. A babcia to dawała mamie dobre rady - co powinna z Oskarem zrobić. Ale mama to nawet nie zdążyła nic zrobić, bo Oskar kiedyś sam zdecydował, że więcej do głupiej szkoły nie pójdzie i już! I wiecie co jednego dnia to nawet nie poszedł. Tata go zawiózł do szkoły na ósmą rano i o dziewiątej już byli z powrotem w domu. Jak jeszcze byli w szkole to tata poszedł z Oskarem do pani pedagog, bo Oskar się zawziął, że do klasy nie wejdzie i płacząc błagał, żeby tato zabrał go do domu. Pani pedagog porozmawiała z Oskarem ale to nic nie pomogło, wiec chłopaki tzn. tato i Oskar wrócili do domu. Mama to miała oczy jak pięć złotych gdy ich zobaczyła... Nie będę Wam zresztą opowiadał ile tego dnia mama miała rzeczy do załatwienia i ile nie załatwiła - bo to bez sensu... Ale fakt był faktem - Oskar miał wielki kłopot pod tytułem: Szkoła, Czytanie i Pisanie. I do szkoły chodzić nie chciał i czytać tekstów w ramkach na monitorze nie umiał!

 

Tego akurat wieczoru trafił w necie na jakąś dziwną bajkę dla dzieci i dlatego tak Oliwię wołał. Próbował ją nawet przekupić jedną szklaną kulką - ale Oliwia nie chciała. Zgodziła się przeczytać dopiero jak dostała trzy. Mówię Wam jak się nie umie czytać to się słono w życiu płaci.

A bajka brzmiała mniej więcej tak:

„Za górami, za lasami w pewnym górzystym królestwie przyszedł na świat chłopczyk. Miał czarne włoski, zadarty nosek i uwielbiał machać nóżkami i rączkami. Jednej rzeczy tylko nie lubił. Nie lubił obracać się z pleców na bok... - wiem, wiem brzmi co najmniej dziwnie, ale tak było napisane -  Nikt nie widział dlaczego. Malec, gdy próbowano go przewijać krzyczał, zanosił się płaczem i cała królewska rodzina - bo był to mały książę - bardzo się martwiła. Król wezwał do siebie najlepszych lekarzy, znachorów i magików, ale nikt nie mógł odkryć przyczyny takiego zachowania niemowlaka. W końcu król wezwał Najmądrzejszą Wróżkę, choć wiadomo było, że kto wezwie ją bez potrzeby tego wróżka ukarze. Niektórzy poddani mówili, że to, że malec płacze, to nic takiego... Przecież królewicz z tego wyrośnie, ale królowa matka bardzo się martwiła i nie mogła przez to spać. Król kochał swą rodzinę nad życie więc postanowił wezwać Najmądrzejszą Wróżkę.

Zawiał wiatr, trzasnęły okiennice i u stóp łóżeczka pojawiła się tajemnicza postać odziana w długie szaty, z rozwianym błyszczącym włosem i magiczną różdżką w ręku. Choć była niewielkiego wzrostu wyglądała groźnie i pięknie zarazem. Król z królową wstali z tronów i skłonili się Najmądrzejszej Wróżce, a dworzanie zamarli wpatrzeni w cudowne zjawisko.

Wróżka pochyliła się nad dzieckiem - które o dziwo wcale jej się nie bało - leżało spokojnie i uśmiechało się. Wróżka też się uśmiechnęła. Pogłaskała malca dłonią po policzku i odsunąwszy się lekko od łóżeczka skierowała na niego swą różdżkę. Wokół panowała taka cisza, że słychać było muchę atakującą okno. Wszyscy stali w napięciu oczekując tego, co się wydarzy dalej. Łóżeczko małego księcia zakołysało się lekko i malec uniósł się w powietrze. Zsunęła się z niego kołderka i oswobodzone nóżki rozpoczęły swój ulubiony taniec radości. Perlisty śmiech królewicza odbijał się po ścianach radosnym echem. Rozwiązał się kaftanik i gołe ramionka zajaśniały w magicznym blasku różdżki. Uwagę wróżki przykuło coś na jednym z nich. Nikt nie widział tego, co widzi wróżka ale wszyscy zaczęli szeptać podekscytowani.  

-    Coś znalazła, coś znalazła!

Minka małego księcia zrobiła się smutna, ramionko poczerwieniało, i coś błyszczącego wystrzeliło w górę. Najmądrzejsza Wróżka złapała to coś i podała królowej. Kaftanik szybko i zwinnie sam się założył na dziecko, które miękko opadło do łóżeczka tuż pod nakrywającą je kołderkę.

Zatrute szkło - powiedziała Wróżka. Trucizna przez lata miała wsączać się w dziecko, czynić je niegrzecznym i krnąbrnym. Przez to szkło książę unikałby nauki, pyskował i uciekał ze szkoły.

- Och to straszne - westchnęła królowa.

Wdzięczni rodzice obdarowali w podzięce Najmądrzejszą Wróżkę klejnotami i obiecali, w zamian za wyjęcie szkła, że chłopiec każdego roku będzie przychodził na jeden księżycowy miesiąc do jej pustelni, pomagać jej w pracy i uczyć się magii.

Król i królowa byli bardzo zdenerwowani i przestraszeni.  

- Kto tak źle im życzył? Kto śmiał skrzywdzić ich księcia?!! Pomrukiwali dworzanie, gdy wtem... Z impetem otworzyło się okno i rozległ straszny huk! Do sali tronowej wleciał....

I tu niestety bajka się urywała i Oskar z Oliwią nie dowiedzieli się niczego więcej.

-    Ale bez sensu - już koniec..? - podsumował Oskar...

Na dodatek przyszła mama i kazała dzieciom jeść kolację, wchodzić do wanny, myć zęby i iść spać. Oj, jak Oskar nie lubił myć zębów... Uuu... Każdego wieczora i co rano wymyślał jakąś wymówkę, ale mama i tato mówili, że są twardzielami i Oskara barwne opowieści i cierpienia nic, a nic ich nie obchodzą i Oskar nie ma co liczyć, że zmiękną im serca. Byli uparci jak skała, o ile skały są uparte.

I tak to nastała noc, a wraz z nią przypłynęły sny. Niektóre wcale nie były fajne. Niestety zdarzały się noce, gdy Oskar bał się spać sam. Tego wieczoru nic nie zapowiadało koszmarów... ale ja wiedziałem, że nadchodzą. Oj wiedziałem... Potrafię zobaczyć ich posłańców w oczach zasypiającego dziecka. 

Ach! Przecież ja się Wam wcale nie przedstawiłem...  

-    Jestem kotem. Kotem Oskara i Oliwi. Kot Mruk do usług. Ale nie Mruk bo nic nie mówię, wręcz przeciwnie uwielbiam snuć opowieści, a czasami nawet ekscytujące ploteczki. Choć one się raczej nie snują tylko szepczą. Mruk - bo ja po prostu niewyobrażalnie pięknie mruczę ;) Oliwia mówi, że jak traktor - czysta poezja prawda...?

No tak, ale noc nie była tak poetyczna. Spałem jak zwykle w takich chwilach przy Oskara głowie, szczelnie ją otulając swym futrem. Wiadomo to zawsze pomaga.

A Oskar pocił się, wiercił i mówił coś o zatrutym szkle, o złych stopniach w szkole, a nawet w końcu o Kaju i Gerdzie... W koszmarach wszystkie bajki mogą się poplątać i poprzemieniać. Nawet królewny czasami zamieniają się w smoki. A Oskar w swoim strasznym śnie pędził gdzieś na złamanie karku w ciemny las uciekając przez Czarnym Księciem Złej Szkolnej Magii. Aż wreszcie przyszła mama i Oskara obudziła. Dobrze, że w końcu usłyszała, bo już miałem po nią iść. No naprawdę matki to mają siódmy zmysł - zawsze wiedzą kiedy ich dzieciom dzieje się coś złego! A jak nie wiedzą to koty im o tym mówią i pomoc nadchodzi na czas. To pewne jak w banku!

Oskar płakał, a mama tuliła go i kołysała i ja sobie wtedy pomyślałem, że może faktycznie Oskarowi gdzieś wbiło się takie szkło niegrzeczności i upartości...? Może dlatego on nie chce czytać?

Pani psycholog u której Oskar był na badaniach powiedziała, że jest on bardzo inteligentny i raczej nie można mówić o dysleksji... choć wszystko wskazuje na to, że będzie ją kiedyś miał... A ja nie wiem za bardzo, co to ta dysleksja i trochę się jej boję, ale podobno dużo dzieci ją teraz ma i nie ma co się przejmować. Tylko to takie dziwne i smutne czemu akurat mój Oskar ma mieć dysleksję - ja się trochę, a nawet bardzo nie zgadzam. Jak przyjdzie to ją pogonię i już.

Oskar opowiadał mamie, że w tym śnie Czarny Książę Złej Szkolnej Magii sypnął mu zaczarowanym piaskiem w oczy i on tzn. Oskar nie mógł przez to czytać. Mama powiedziała, żeby Oskar się nie martwi, bo ona w niego wierzy i pewnie ten sprawdzian, co go Oskar jutro ma, wypadnie dobrze. - Oceny nie są  najważniejsze, ważne jest, żebyś robił postępy. Żebyś umiał coraz więcej. W końcu osiągniesz cel. Tylko zbyt szybko nie rezygnuj.

Mamie to łatwo mówić, a jak człowiekowi nie wychodzi to ile może próbować?? Hę?

Nie bardzo to uspokoiło Oskara niestety - ostatecznie mama musiała obiecać, że pójdzie z Oskarem do pana Wojtka zaprzyjaźnionego optyka, optometrysty wyciągnąć ten piasek i wszystko będzie dobrze.  

Ja tam myślałem, że lepiej do okulisty, ale w końcu to Oskar wiedział lepiej, kto umie wyciągać z oka magiczny piasek.

I muszę wam powiedzieć, że to był strzał w dziesiątkę. Oskar poszedł do pana optometrysty - takiego co w gabinecie sadza dzieci na fotelu i każe im patrzeć przez różne soczewki (takie specjalne szkła) pokazuje im kolorowe kwadraty i krzyżyki, nawet myszki z ogonkami - niam ;)

Oskar będzie tam chodził przez dziesięć dni - na ćwiczenia oka. Pan optometrysta powiedział, że mięśnie, które Oskar ma w oku są przemęczone, zesztywniałe i nie mogą dobrze się ruszać, a to powoduje, że Oskar czytając i pisząc źle widzi! A jak widzi litery, które są podwójne albo rozmazane to wiadomo - nie może nauczyć się pisać i czytać! Wszystko przez te godziny spędzone przy komputerze i telewizorze! Trzeba było ptaki na niebie częściej obserwować to było by i przyjemnie i z pożytkiem jakimś, a tak...? Tylko koszmarów się można nabawić.

Następnego dnia Oskar wrócił ze szkoły w dosyć dobrym humorze. Trochę się obawiałem tego powrotu, a tu proszę...  

- Hej Oskarku i jak było w szkole – zawołałem.  

- Fajnie. Udawaliśmy kiełkujące roślinki.

- Ale po co...?

Okazało się, że jak dziecko kiełkuje to oczy i mózg mu lepiej pracują i dzięki temu nauka pisania i czytania to żaden problem... No może nie zaraz żaden, ale na pewno lepiej się czyta i pisze jak się dobrze widzi i sprawnie myśli, a do tego jest miło i przyjemnie – tak że mały człowiek nie musi się stresować 

Zawołajcie mamę albo tatę albo kolegów ze szkoły i też się pobawcie.

Oto opis zabawy:

Kiełkująca roślinka

1.    Dzieci stają w kole chwytając się z ręce, „rozciągają” koło najbardziej jak się da i puszczając uścisk dłoni zostają na swoich miejscach

2.    Osoba prowadząca zabawę mówi – „Wszystkie małe nasionka do ziemi” – dzieci kucają, chowając główki w ramionach, dłonie podparte o podłogę.

3.    „Świeci słoneczko – czujecie jak rozgrzewają się Wam plecy..?. A teraz uwaga zaczyna padać drobny wiosenny deszczyk. Nasionka czują, że chce im się rosnąć, ale jeszcze nie mogą. Trzyma je mocno łupinka.” – Dzieci próbują wstać, ale nie wolno im oderwać dłoni i stóp od podłogi, nie mogą też unosić w górę bioder. Próbują kilka razy – osoba prowadząca ocenia, kiedy należy przejść do następnego etapu.

4.    „Nareszcie pęka łupinka i roślinka, POWOLUTKU się rodzi, ale łupinka jeszcze trochę ją trzyma – dłonie zostają na podłodze.” – Dzieci unoszą najpierw biodra w górę – dłonie lub palce dłoni zostają na podłożu. Osoba prowadząca (o.p.) liczy głośno do trzech (ważne jest by dzieci przez chwilę zastygły w tej pozycji) – naciągają, naprężają wtedy mocno mięśnie). Następnie o.p. pozwala dzieciom oderwać POWOLI dłonie od podłogi – Roślinka nadal rośnie – ale RAMIONA ZWISAJĄ.

5.    „Palce dłoni suną po podłodze i nogach. Podnosząc się POWOLI palcami dotykacie stóp, końce palców próbują dosięgnąć podłogi, ale wy im nie pozwalacie i powoli wstajecie. Następnie przesuwacie je po łydkach, kolanach i udach – roślinka bardzo, bardzo chce wykiełkować – ale coś ją powstrzymuje,”.

6.    „Brawo! Wykiełkowaliście! Roślinka obudziła się do nowego życia i rozgląda się zdziwiona dookoła. Stoicie w miejscu obracając głową spoglądacie na boki” – Dzieci kilka razy spoglądają na boki (w lewo..., w prawo..., lewo..., prawo...)

7.    „Spogląda tez w górę na słońce, ale, ale... ono jest wysoko nad jej głową, prawie z tyłu głowy. Pamiętajcie roślinkę trzymają korzenie – nie wolno się obracać. Stoicie w miejscu” – dzieci zadzierają głowy wysoko do gry – „A teraz roślinka spogląda w dół na ziemię z której wyrosła, ogląda swoje korzenie, patrzy na samą siebie – patrzycie na swoje stopy, kolana, brzuch, przesuwacie wzrok wyżej... a może uda wam się zobaczyć też szyję...” – dzieci spoglądają w dół, broda jak najbliżej klatki piersiowej.

8.    „Ręce swobodnie zwisają wzdłuż ciała. Wieje lekki wiaterek – gałązki (wasze ręce) ruszają się na boki” – dzieci wykonują swobodne skręty tułowia. Obracają się całym tułowiem, nogi stoją w miejscu, podczas skrętów jedna z pięt może się unosić. (jeśli chcesz sprawdzić jak to ćwiczenie wpływa na wzrok – zamknij oczy i dotknij dwoma palcami jednego oka – czujesz jakie wykonuje ono ruchy podczas skrętów tułowia...? Te ruchy potęgują m.in. ruch migawkowy w oku dzięki któremu prawidłowo widzimy)

9.    „O! Zobaczcie przyleciał mały motylek i macha skrzydełkami przed waszymi oczami – „rysując” w powietrzu najpierw małe, a potem coraz większe ósemki.” – dzieci wyciągają przed siebie jedną z dłoni i palcem wskazującym „rysują” w powietrzu ósemki. – „Obserwuj go uważnie!” – ważne jest aby dzieci wodziły wzrokiem za swoim palcem

10.    „A teraz zobaczcie przyleciał drugi mały motylek”. – zmiana ręki.

11.    „Roślinka też chciałaby być motylkiem.” – Ręce opadają swobodnie. – „Mrugajcie szybko powiekami.” O.p. liczy do pięciu, sześciu... – Motylek odleciał!

12.    „Roślince bardzo spodobały się ósemki i chciałaby je narysować – wyobraziła sobie, że na jej nosie przymocowana jest magiczna, tęczowa kredka – zamknijcie oczy i spróbujcie nosem POWOLI rysować kolorowe ósemki”

13.    „Nadeszła noc – robimy z dłoni małą budkę (palce razem lekko ugięte) i zakrywamy nimi oczy, tak by palce obu dłoni krzyżowały się na czole (nie uciskamy nimi oczu!!! ale ważne jest by przed oczami było naprawdę ciemno) - głęboko oddychając. Nie dociskamy dłoni do oczu. Wdech przez nos.... Wydech buzią.... Wdech przez nos.... Wydech buzią... (4, 6 razy). Nakrywając dłońmi oczy pozwalamy im w pełni odprężyć się.

14.    Roślinka się budzi - dzieci mogą swobodnie przeciągać się i ziewać. Koniec zabawy. (Ziewanie nawilża oczy i dotlenia mózg.)

 

Ta zabawa ruchowa przeznaczona jest dla dzieci przedszkolnych oraz klas I-III jako przerwa śródlekcyjna. Kiełkująca roślinka, to ćwiczenia rozluźniające mięśnie, poprawiające koncentrację uwagi i usprawniające proces widzenia. Nie wymaga dodatkowych materiałów. Pamiętajcie tylko, że dzieci, które noszą okulary powinny ściągnąć je do tej zabawy.

 

 

 

Dni mijają tak szybko, że nawet się kot nie obejrzy, a już liście spadają z drzew.

 

Dzisiaj mama ma jakieś ważne szkolenie w pracy i cały dzień jej nie będzie, a tato wyjechał w podróż służbową... Co to za czasy przyszły dla dzieci, że ciągle muszą same o siebie dbać. Przyznam się Wam, że nawet ja się czuję samotny, jak wieczorami mamy nie ma w domu... A dzisiaj to na dokładkę jest jeszcze gorszy dzień, bo przychodzi do nas ciotka Alka. Jak nie ma ani taty, ani mamy, to ciotka Alka opiekuje się dziećmi – całe szczęście, że nie mną! Brry... My koty nie lubimy, jak ktoś każe nam robić rzeczy na które nie mamy ochoty. A dzieci często muszą grzecznie wykonywać polecenia wydawane przez dorosłych, chociaż wolałyby oglądać bajki w telewizji...  

 

Życie dziecka to wcale nie jest taka beztroska, jak wszyscy mówią. W szkole jest dużo pracy i w domu po szkole też. Ciągle są jakieś sprawdziany i oceny. Odrabianie lekcji zajmuje kilka godzin, a potem trzeba jeszcze iść na dodatkowe zajęcia z angielskiego. Dzieci muszą sprzątać swój pokój i nie mogą grać na komputerze i chodzić późno spać, a to jest straszne. Wiem, że tak jest – bo czuję czasami to co czuje Oskar i naprawdę bardzo mu współczuję. Dorośli to o tym nie myślą, ale ciekawe, jakby się czuli, gdyby ktoś dał im wspaniały samochód, kluczyki, paliwo i pozwalał tylko wyjeżdżać z.. i wjeżdżać do garażu i koniec. O dłuższej przejażdżce zapomnij. Mama mówi, że trochę w tym prawdy jest, ale nie cała... Owszem dzieci mogą teraz prawie wszystko mieć albo przynajmniej jest to w sklepach łatwo dostępne, lecz nie potrafią tak gospodarować czasem, żeby wystarczył im na wszystko. I na odrabianie lekcji i na porządki i na angielski, i na przyjemności. A poza tym dorosłym nikt niczego nie daje za darmo i na taki samochód muszą długo i ciężko pracować. I dopiero po wypełnieniu obowiązków mogą korzystać  z przyjemności – czyli są w takiej samej sytuacji jak dzieci, tylko obowiązków mają więcej. Mama ciągle powtarza, ze dorośli muszą utrzymać rodzinę, chodzić do pracy, płacić rachunki, i dbać o dobre wychowanie dzieci, które to często są niezadowolone i mają o coś pretensje. I zawsze dodaje w takich sytuacjach, że dobrze by było żeby Oskar swoją pracą w szkole i w domu zarobił na swoje przyjemności.. I nie chodzi tu o otrzymywanie pieniędzy, co na pewno by się Oskarowi baaardzo podobało, tylko o to, że jak Oskar odrobi wszystkie lekcje i posprząta pokój, to będzie mógł przez godzinę grać na komputerze, który kupili dla niego rodzice i w grę którą kupili mu dziadkowie. Niestety do Oskara takie tłumaczenia nie przemawiają i tak czuje się nieszczęśliwy. Jakże by było piękne, mieć wszystko i nie musieć robić nic. Tak też myślę, że to piękne marzenie i czasami, jak leżymy sobie z Oskarem na dywanie, to tak sobie właśnie marzymy, choć ja marzyć o tym nie muszę – bo ja tak dokładnie mam. Mówię wam cudownie jest być domowym kotem...

 

A wracając do ciotki Alki, jak przyszła to od razu zaczęła wprowadzać swoje porządki. Oskar umyj ręce, Oskar siadaj do stołu, wyprostuj się, nie dłub w nosie, odrabiaj lekscje i ciągle coś... No mówię, Wam nie ma chwili spokoju, nawet takiej małej żeby móc pomyśleć samodzielnie. Oskar biedak po kilku godzinach to nie wiedział czego chce i sam nie umiał niczego zrobić, działał jak maszyna i to taka, która ciągle się psuje. I ciotka wzdychając i narzekając musiała ją naprawiać. A przecież gdyby ciotka go inaczej zaprogramowała, to ta super nowoczesna maszyna wcale by się nie psuła.

 

A najgorsze ze wszystkiego jest odrabianie z ciotką lekcji. Dobrze, że Oliwia sama sobie radzi i ciotka nie musi się wtrącać.

 

Oskar na samą myśl, że ciotka będzie go ciągle pouczała i poprawiała - sztywnieje i zaciska zęby. Czasami to, od tego, aż ciemno mu się robi przed oczami. Od razu czuje, że musi iść do ubikacji, że jest bardzo głodny i chce mu się pić. Długo nie może znaleźć ołówka i temperówki, książki ciągle mu się zamykają, a zeszyty spadają na podłogę... Chwilami wydaje mi się, że jak jest u nas w domu ciotka Alka, to działa jakiś zły czar, że jakiś chochlik fruwa między nami wszystkimi i psoci.

 

A najgorsze przychodzi wieczorem, gdy mama wraca do domu! Musi się biedna wysłuchać, jakie to ma leniwe dzieci, powolne, a z Oskarem to jeszcze będą w życiu kłopoty. Bo toż jest to dziecko uparte i krnąbrne i kompletnie nie myśli. I chociaż Oskar bardzo się buntuje na słowa ciotki Alki i czuje, że są niesprawiedliwe, to one jakoś tak głęboko wrastają w jego serce i głowę. Oskar długo potem myśli o sobie, że jest leniem i nieudacznikiem, jak mówi ciotka, że faktycznie coś jest z nim nie tak, że nie umie tak sprawnie i ładnie czytać, jak koledzy w szkole, że nigdy w życiu niczego nie osiągnie, bo nie umie szybko pisać i robi błędy. I od tego myślenia, to już mu się nie chce nic robić, ani nawet starać, bo po co, skoro on i tak do niczego nie dojdzie. I już do końca życia będzie najgorszy ze wszystkich.

 

Na szczęście w domu Oskar ma mnie i ja staram się wyganiać takie myśli, przeganiać złe sny. Ma też mamę, która ciągle w niego wierzy i pomaga mu. Szczególnie od czasu, gdy okazało się ze Oskar źle widzi, bo ma problemy z akomodacją oka i widzeniem oboma oczami na raz. Wiecie każde chce być najsilniejsze, najmądrzejsze i stara się zobaczyć więcej niż to drugie...

 

Pan Wojtek optometrysta powiedział mamie, że takie kłopoty z mięśniami oka ma mnóstwo dzieci, ale nie wiedzą o tym, nic a nic. Starają się czytać i pisać lecz po kilku minutach mają tak zmęczone oko, a dokładniej to mięśnie odpowiedzialne za akomodację, że przestają dobrze widzieć. Litery im się rozmazują, czasami rozdwajają, pulsują lub przemieszczają się trochę, a czasami to nawet żółknie tło. Mama pytała dlaczego dzieci nic rodzicom o tym nie mówią, a pan Wojtek powiedział, że dlatego, że te mięśnie nie są unerwione. Ja myślałem, że to znaczy że się nie denerwują, ale Oskar twierdzi, że to nie o to chodzi. Nie są unerwione to znaczy, że nie są połączone nerwami z mózgiem i mózg nie mówi człowiekowi, że mięsnie są zmęczone. Jak zmęczą nam się mięśnie nóg to czujemy ból, a jak zmęczą nam się mięśnie akomodujące oka to nie czujemy nic. I przemęczmy je jeszcze bardziej, bo zmuszamy do długiego czytania małych literek, oglądania telewizji, patrzenia w monitor komputera, a nawet układania puzzli i budowania z klocków. A powinniśmy wyprowadzać je na spacer by jak najwięcej patrzyły w dal, na drzewa, dachy domów i chmury. Ba jak oko patrzy w dal to mięśnie akomodujące oka odpoczywają.

 

Po wizytach u Pana optometrysty Oskar strasznie dużo wie, co mnie zadziwia... Wie nawet co to jest ta akomodacja i mówi, że to dzięki niej każdy człowiek może ostro widzieć i daleko i blisko. Ja tam uważałbym z tym ostrym widzeniem nigdy nic nie wiadomo, nie wiadomo np. czy się kogoś nie skaleczy...  

 

Oskar jednak mówi, że dobre widzenie to podstawa! Bo 80% bodźców dociera do nas przez narząd wzroku. A nie mówiłem że mądry chłopak! I on teraz będzie chodził na gimnastykę oczu. Myślałem, że do jakiejś sportowej sali, czy siłowni, ale okazało się że do gabinetu optometrycznego. Czasami się w tym wszystkim gubię, ale jedno można już zauważyć Oskar lepiej czyta i ładniej pisze! I od tego ma ciągle uśmiechnięta buzię, i nie myśli o sobie, że jest leniem i nieukiem. Wie, że ze wszystkim sobie poradzi, jeśli nie dziś to jutro. Tylko żeby do domu nie przychodziła już więcej ciotka Alka, bo po takich wizytach to można się rozchorować i zapomnieć wszystkich mądrych słów.

 

Oskar u pana Wojtka przed specjalnymi ćwiczeniami oczu bawi się w „Zabawny szkielet”. Jak chcecie to też się pobawcie.

 

Zabawny szkielet

 

- Zabawa ruchowa  

- dla dzieci (wiek 4-9 lat)

- usprawniająca proces widzenia

- odstresowująca

- rozluźniająca mięśnie karku i szyi

 

 

Przebieg zabawy:

 

1.    Dzieci chwytają się z ręce tworząc największe koło jakie jest możliwe.  

2.    Osoba prowadząca (OP) opowiada historię, dzieci trzymając się za ręce spacerują w jedną ze stron: Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że jesteście w Zaczarowanym Muzeum Przyrody. Zwiedzacie kolejne sale. Oczy cały czas zamknięte i powoli podziwiacie eksponaty. – dzieci ostrożnie idą trzymając się za ręce. Wystarczy kilka kroków. -  Nagle... Stop! – Dzieci puszczają dłonie i zostają na swoich miejscach - Jakaś magiczna siła wciągnęła Was do gabloty i zamieniła w eksponat... Dzisiaj jesteście .... jesteście... Ludzkim Szkieletem!

3.    OP demonstruje jak dzieci mają stanąć. Szkielet przymocowany jest do sufitu mocnymi żyłkami. Głowa prosto. Patrzy przed siebie. Ręce uniesione w ramionach, żyłka przymocowana do łokcia unosi go wysoko w górę. Ręce zgięte w łokciach. Przedramiona  zwisają w dół jak u stracha na wróble. Ważne! Linia ramion wygląda tak jakby ktoś przymocował do niej kij.

·    nie! Wy nie chcecie być szkieletami. Nie opuszczając ramion poruszacie przedramionami. Kilka ruchów w przód (porusza się tylko część ręki od łokcia do dłoni) – obie ręce razem. Kilka ruchów w tył. A teraz powoli, na przemian jedna ręka w przód druga w tył.

4.    Niestety nic to nie pomogło. Żyłka uparcie trzyma łokcie w górze. Szkielet próbuje wezwać pomocy. Nie wydając z siebie żadnych dźwięków, bo przecież szkielet nie ma strun głosowych, woła o pomoc szeroko otwierając buzię i śmiesznie ruszając żuchwą. Zatacza nią kręgi w lewo... i w prawo... w lewo.. i w prawo... Ok. 10 ruchów w każdą stronę. Rusza na boki w poziomie – prawo, lewo...

5.    Nagle żyłka trzymająca łokcie nie wytrzymuje i pęka. Ręce swobodnie opadają w dół. Można je teraz kilka razy strzepnąć swobodnie.

6.    Zadowolony szkielet powoli rozgląda się dookoła. Dzieci obracają głowy na boki. Pamiętajcie szkielet jest przymocowany do sufitu jeszcze jedną żyłką, na czubku głowy. Plecy wyprostowane, łopatki razem, broda lekko uniesiona i powoli spoglądamy na boki. Dokładnie się rozglądajcie może z innej sali nadejdzie pomoc. Może pojawi się w muzeum ktoś kto uwolni szkielet z tej zaczarowanej gabloty...

7.    Nikogo nie ma.... tylko mucha lata po sali zataczając małe kółka w prawo, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Dzieci wodzą wzrokiem za muchą. A teraz wielkie koła... Zobaczcie ta mucha lata jakby rysowała w powietrzu ósemkę. Dzieci wodzą wzrokiem kilka razy... Hej mucho wracaj!!! Niestety poleciała...

8.    Szkielet został sam. Ale się nie boi - jest małym uparciuchem i mówi sobie: O nie ja tu nie zostanę na zawsze. Próbując zerwać ostatnią żyłkę porusza barkami. Ręce zwisają swobodnie. Szkielet nie ma mięśni, które pozwoliłyby mu podnieść ręce w górę. Rusza samymi barkami „kręcąc” kółka w przód... i w tył.... ok. 10 obrotów w każdą ze stron.

9.    Ale żyłka nadal trzyma. Plecy i głowa prosto. Teraz szkielet robi swobodne skręty tułowia. Nogi stoją w miejscu. Głowa i ramiona obracają się na boki. Ręce swobodnie zwisając poruszają się wraz z całym ciałem. Szkielet znowu rozgląda się szukając pomocy. Dzieci wykonują ok. 10 takich ruchów.

10.    Nagle żyłka pęka! Trrach!! I szkielet swobodnie opada w dół, na podłogę. Dzieci leżą kilka sekund w takiej pozycji w jakiej upadły.

11.    Dzwoni budzik, Pobudka... Czas do przedszkola (szkoły) To był tylko sen... Dzieci głośno i szeroko ziewają i mocno się przeciągają. Kilka razy.

 

Koniec zabawy

 

Po zabawie pan Wojtek pyta często dzieci, czy zabawa im się podobała.... Czy milo jest być zaczarowanym szkieletem... Czy w czasie zabawy czuły co się dzieje z mięśniami karku i szyi... a co czuły w ramionach gdy trzymała je żyłka...? Co się dzieje z buzią gdy ziewają..? Co w czasie ziewania robią oczy? Kto lub co porusza naszymi oczami...?

 

A jak dzieci nie wiedzą to tłumaczy im, że oczy potrzebują łez żeby się oczyszczać. Oczy mogą się ruszać na boki, w górę i w dół, a nawet zataczać koła i ósemki, bo gałki oczne mają swoje mięśnie, które mini rządzą, a tymi mięśniami rządzi mózg. Jeśli mięśnie nóg nie są wyćwiczone to dzieci słabo i powoli biegają, jeśli mięśnie oczu nie są wyćwiczone to dzieci gorzej widzą. Jeśli mięśnie szyi nie są rozluźnione to krew płynąca do mózgu musi się przeciskać i mniej jej do mózgu dociera, przez to mózg dostaje mniej tlenu. A tlen jest pokarmem dla mózgu bez niego mózg choruje. I dzieci mają wtedy kłopoty z nauką, zapamiętywaniem i koncentracją.

 

 

 

Informacje dla rodziców

 

Takie problemy jak te które spotkały Oskara nazywane są opto-dysleksją. Zapewne nigdy dotąd nie spotkaliście się z określeniem opto-dysleksja... I nic dziwnego, jest to nowy termin, który powstał we wrześniu 2007 roku w związku z akcją społeczną „Zabierz dyslektyka do optyka-optometrysty lub okulisty”.  Organizatorami akcji byli i są Informator dla rodziców www.miastodzieci.pl oraz Fundacja Akademia Młodych www.akademia-mlodych.pl

 

OPTO-DYSLEKSJA to zespół specyficznych objawów (tożsamych z objawami dysleksji) w znaczącym stopniu utrudniających naukę czytania i pisania, których podłożem są zaburzenia akomodacji oka i widzenia obuocznego. Inaczej ujmując, opto-dysleksja to trudności w nauce pisania i czytania, objawiające się jak dysleksja, a wynikające z zaburzeń widzenia, takich jak nieprawidłowa akomodacja oka i zaburzone...

 

Zaburzenia akomodacji oka i widzenia obuocznego nie są chorobą, nie są wadą wzroku, choć mogą być z nią powiązane, są najczęściej czasową dysfunkcją – którą w większości przypadków można usunąć odpowiednim trybem życia i ćwiczeniami w gabinetach optometrycznych bądź okulistycznych..

 

Efektem psychologicznym zaburzeń akomodacyjnych oka podobnie jak w przypadku dysleksji i problemów z koncentracją uwagi – jest obniżona samoocena i nieumiejętność sprawnego funkcjonowania w społeczeństwie. Dzieci stają się sfrustrowane i zestresowane w wyniku czego mogą być agresywne lub nadmiernie nieśmiałe, zamykać się w sobie lub szukać ucieczki od problemu i akceptacji w środowiskach patologicznych.

 

JAKIE SĄ OBAJWY OPTO-DYSLEKSJI:

 

Objawy dysleksji i zaburzeń akomodacji oka tożsame z objawami dysleksji:

Pisania:

trudności z utrzymaniem pisma w liniaturze zeszytu  

trudności w przepisywaniu  

trudności w pisaniu ze słuchu  

mylenie liter b-p, d-b, d-g, u-n, m-w, n-w (inwersja statyczna) s-z, dz-c, sz-s, o-a, ł-l, ę-e  

trudności w pisaniu wyrazów ze zmiękczeniami, dwuznakami, głoskami tracącymi dźwięczność  

opuszczanie drobnych elementów liter, gubienie liter, opuszczanie końcówek i cząstek wyrazów  

błędy ortograficzne wynikające ze słabszej pamięci wzrokowej  

zniekształcanie graficznej strony pisma  

wolne tempo pisania  

trudności w różnicowaniu wyrazów podobnie brzmiących (np. bułka - półka);  

złe rozmieszczenie pracy pisemnej w przestrzeni;  

 

Czytania:

wolne tempo, niepewne, "wymęczone",  

błędy w czytaniu: zamiana liter, opuszczanie liter, zamiana brzmienia, nieprawidłowe odczytywanie całych wyrazów  

trudności we właściwej intonacji czytanej treści – zbytnia koncentracja na technice obniża rozumienie czytanej treści  

rozpoznawanie napisów po cechach przypadkowych – zgadywanie  

opuszczanie linii lub odczytanie jej ponownie, gubienie miejsca czytania;  

opuszczanie całego wiersza  

zmiana kolejności liter i wyrazów,  

przestawianie liter w wyrazie, co zmienia jego sens;  

niechęć do czytania, zwłaszcza głośnego  

trudności w dzieleniu dłuższych wyrazów na sylaby i syntezie sylab;  

trudności w wyszukaniu najistotniejszej myśli w tekście.

 

OPTO-DYSLEKSJA, A NAUCZYCIEL:

 

Dyslektycy i opto-dyslektycy muszą mieć powierzane zadania, role i obowiązki, którym są w stanie sprostać, w organizowaniu procesu uczenia powinna uczestniczyć również klasa (praca w grupach na lekcjach, wspólne przygotowywanie referatów w domu). Nauczyciel powinien także mieć szeroki zakres umiejętności dotyczących sposobów radzenia sobie ze stresem, odnalezienia się w trudnych sytuacjach, konstruktywnego redukowania napięć agresywnych u dzieci.

 

Pani profesor Marta Bogdanowicz, wybitny znawca problematyki dysleksji i autorka wielu publikacji na ten temat, stworzyła coś na kształt dekalogu dla nauczycieli pracujących z dyslektykami. Zawarła w nim hasła mówiące o tym, czego nauczyciel nie może czynić i hasła mówiące o tym, co mogą robić (porady).

 

Nauczyciele NIE mogą:

 

- traktować ucznia jako chorego, kalekiego, leniwego czy niezdolnego

- karać i wyśmiewać w nadziei, że zmobilizuje to ucznia do pracy

- łudzić się, że dziecko z tego wyrośnie lub wyleczy się

- oczekiwać, że problem jest krótkotrwały i bez specjalistycznej pomocy zaniknie niebawem

- ograniczać uczniowi zajęć pozalekcyjnych w nadziei na poświęcenie większej ilości czasu na czytanie i pisanie

 

Nauczyciel POWINIEN:

 

- starać się zrozumieć ucznia: jego potrzeby, możliwości i ograniczenia

- próbować jak najwcześniej zaobserwować trudności ucznia i skonsultować je ze specjalistą

- być w stałym kontakcie z poradnią, rodzicami i czuwać nad sprawnym przebiegiem informacji między nimi a szkołą

- postarać się zaobserwować co najskuteczniej pomaga dziecku

- skonstruować indywidualny program wymagań wobec ucznia z dysleksją

 

Prof. Bogdanowicz zaznacza, że nauczyciel, a także inne środowiska, takie jak poradnie, rodzina, lekarze, muszą być życzliwymi sojusznikami dla dziecka z opisanymi wyżej trudnościami. Na mocy swoistego kontraktu pomiędzy środowiskami, w jakich egzystuje młody człowiek, musi powstać atmosfera wsparcia, bezpieczeństwa i chęci współpracy. Ważne tu są nie tylko metody techniczne, ale i zwrócenie uwagi na dziecięcą wrażliwość, na charakterystyczną dla dziecka sugestywność, ale i spostrzegawczość.

 

PROFILAKTYKA:

 

Na co dzień....

· Jak najczęściej spoglądaj w dal

· Rób częste, kilku minutowe przerwy (na spoglądanie w dal, odprężenie, gimnastykę) podczas pracy przy komputerze, oglądania telewizji, czytania gazet i książek, pracy na lekcji!

· Dbaj o relaks - odstresowanie

· Zdrowo się odżywiaj  

· Dbaj o odpowiednią ilość snu

 

Ogólne przykłady ćwiczeń oka:

· Nawilżające: mruganie i ziewanie

· Odprężające: zasłanianie oczu dłońmi na kilka minut, tak by osiągnąć maksymalną ciemność

· Odprężające: obserwacja przedmiotów odległych (drzewa, dachy domów, chmury)

· Odprężające: „kąpiele” słoneczne

· Usprawniające: ruchy obrotowe ciała pobudzające mikrodrgania gałki ocznej

· Usprawniające: „rysowanie” palcem lub nosem ósemek w powietrzu

 

Więcej informacji o opto-dysleksji, która przytrafiła się Oskarowi na stronie www.miastodzieci.pl w dziale artykułów Zabierz dyslektyka do optyka-optometrysty lub okulisty

 

Ilustracje Barbara Kuropiejska

 

 
Pomóż się nam rozwijać. Podziel się tym artykułem na Facebooku:
zostaw komentarz
Twoje imię lub nick
CAPTCHA Image Przeładuj
Przepisz kod z obrazka
Twój komentarz Wyślij komentarz
komentarze
Brak komentarzy
W każdy czwartek wysyłamy najświeższe wiadomości
o imprezach dla dzieci, pomysłach na zabawy i konkursach
z atrakcyjnymi nagrodami. Wśród czytelników losujemy bezpłatne zaproszenia! Zapisz się - to nic nie kosztuje!
wybierz region: 
wpisz email:
akceptuję politykę prywatności
zobacz, jak wygląda newsletter

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

zapisz się na newsletter


Konkursy
Hurra, idę do szkoły! Konkurs dla przyszłych uczniów Hurra, idę do szkoły! Konkurs dla przyszłych uczniów

Co prawda wakacje tuż tuż, ale wielu rodziców już dziś z niepokojem oczekuje wrześniowego debiutu swoich dzieci w szkolnych ławach. Zapraszamy do udziału w konkursie Miasta Dzieci i Wydawnictwa Debit. Nagrodami są tym razem lekkie, humorystyczne historyjki przedstawiają szkolne realia, widziane oczyma rezolutnej małej dziewczynki i jej przyjaciół z Ia.

Radosny Dzień Dziecka w Loopy's World Radosny Dzień Dziecka w Loopy's World

Radosny Dzień Dziecka to dzień spędzony wspólnie z rodzicami na beztroskiej zabawie! Dlatego do wygrania w naszym konkursie są m.in.: wejściówki do największego w Polsce Rodzinnego Centrum Rozrywki Loopy’s World, gdzie czekają na Was 4000m2 zabawy!

wszystkie
Czytelnia
Zabawy z dziećmi na dworze

Telewizor, komputer, telefon. Żeby oderwać dzieci od osiągnięć współczesnej techniki, trzeba nie lada zachodu. Najlepszym i niezawodnym sposobem jest… dawanie dobrego przykładu i wspólne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Rodzinna gra w klasy, zabawa w berka czy zawody w skokach na skakance mogą stać się ulubioną popołudniową rozrywką.

Wielkanocne kolorowanki dla dzieci

Wielkanoc czas gotowania, pieczenia, malowania jajek, ozdabiania koszyczków i stołów. Maluchy uwielbiają pomagać w kuchni, ale nie zawsze mamy czas i cierpliwość by wspólnie z nimi pichcić. Czasami ich obecność w kuchni może być kłopotliwa. Gorący piekarnik wymaga uwagi a tu właśnie coś kipi na kuchni. Co w czasie przygotowań do świąt począć z nudzącym się brzdącem?



Zakupy
dodaj produkt
Trzeci T-shirt za złotówkę! Który wybierzesz?
Wyprzedaż i inne promocje! Zobacz ubranka Endo
Śliczna spódniczka dla dziewczynki  promocja!
Złota rybka dla Twojego dziecka! Zobacz!
 
KALENDARZ WYDARZEŃ
Pn Wt śr Cz Pt So Nd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
PORADY PSYCHOLOGA
Masz problem z dzieckiem?
Psycholog Wojciech Eichelberger
odpowiada na łamach Miasta Dzieci.
zadaj pytanie
Gie�da mamy
Opaska z kaczuszką nowa. Opaska z kaczuszką zrobiona na szydełku z kordonka. Polecam.
obrazek MATKI BOSKIEJ Z DZIECIĄTKIEM haft gobelin oddam wyszyty obrazek gobelinem kolor ciemny popiel bez ramki obrazek ma wymiar (sam haft to 12,5/20,5)...
 
sieciaki
RSS RSS wydarzenia cała Polska , RSS RSS konkursy cała Polska , RSS RSS polecamy cała Polska