Rozmowa z Krzesimirem Dębskim
Rozmowa z cyklu: Rodzice też byli dziećmi.
Zaprosiliśmy do Miasta Dzieci wybitnego polskiego muzyka, kompozytora, zdobywcę wielu cennych nagród Pana Krzesimira Dębskiego. Wystarczy wspomnieć chociażby, że w 1986 r. amerykański magazyn "Down Beat" przeprowadził ankietę, w której Pan Krzesimir Dębski znalazł się wśród dziesięciu najlepszych skrzypków jazzowych świata.
W 1998 był nominowany do Emmy Award za muzykę do filmu Andrzeja Maleszki "Maszyna zmian". W 1999 r. przyznano mu nagrodę Fryderyka jako kompozytorowi roku, a 2000 r. otrzymał Philip Award za muzykę do "Ogniem i mieczem". Wśród ponad stu piosenek, które skomponował, są takie przeboje jak "Diamentowy kolczyk", "Zakazany owoc", piosenki z filmu "Klan", "Kingsajz", "Na dobre i na złe", "Dumka na dwa serca". Wielokrotnie nagradzano jego kompozycje na festiwalach w Opolu i Sopocie. Stworzył muzykę do ponad 60 filmów.
Poprosiliśmy naszego gościa, by opowiedział nam trochę o swoim dzieciństwie i edukacji muzycznej.
Kamila Waleszkiewicz: Panie Krzesimirze mamy obecnie okres ferii zimowych, chwilę wytchnienia od szkolnych obowiązków, czy pamięta Pan swoje ferie zimowe?
Krzesimir Dębski: Tak, kiedyś bywały bardzo poważne zimy. Pomimo tego, że raczej nie jeździło się na żadne ferie sporo czasu spędzało się uprawiając różne sporty zimowe – sanki, narty... łyżwiarstwo. Bardzo współczuję dzieciom, że nie ma teraz tylu lodowisk, co kiedyś bywało. Na świeżym powietrzu siedziało się od rana do wieczora.
Kamila Waleszkiewicz: Nie było tyle pokus w domu.
Krzesimir Dębski: O tak. Nie było telewizji, komputerów... Uważam, że komputer to bardzo niebezpieczna rzecz. Odradzam dzieciom gapienie się w ekran. Moim dzieciom nigdy nie pozwalałem grać w gry komputerowe, gameboy’e i inne tego typu ohydztwa. Do tej pory, gdy widzą jakąś grę odruchowo odwracają głowę – wstydzą się, że się na to patrzą mimo tego, że są już dorosłe. Nawyk z dzieciństwa.
Kamila Waleszkiewicz: W jakim wieku są dzieci?
Krzesimir Dębski: Najmłodszy ma 18 lat, najstarszy 26, jest ich czworo.
Kamila Waleszkiewicz: Czy będąc dzieckiem mieszkał Pan w mieście, czy może miał Pan możliwość biegania po lasach i łąkach?
Krzesimir Dębski: Wychowywałem się Kielcach, gdzie akurat są górki, z których można zjeżdżać, można też biegać na nartach. Myślę, że to było ważne, bo telewizja zabija twórcze podejście do życia. Człowiek siedzi i tylko konsumuje ogląda to, co inni zrobili. Od małego trzeba się przyzwyczajać do tego, że samemu trzeba sobie czas wypełniać. Samemu wymyślać, co zrobić żeby się dobrze bawić. Tak samo było w czasach studenckich. Nie było dyskotek tylko samemu trzeba było grać muzykę żeby ludzie mogli tańczyć. Dzięki temu graliśmy w klubach do tańca. A potem wymyślaliśmy, co robić i jak, żeby nie siedzieć bezczynnie przed telewizorem. Ja studiowałem w Poznaniu. Działało tam w jednym tylko klubie studenckim „Odnowa” pięć zespołów rockowych, jazzowych, teatry, kabarety. Odbywały się biesiady poetyckie, na które przychodzili Barańczak i Krynicki. Jeździliśmy się na Famę - Artystyczny Festiwal Młodzieży Akademickiej - tylko, że tam wtedy występowali sami studenci. A teraz gdy słyszę, że na święcie Uniwersytetu Warszawskiego występuje Maryla Rodowicz to jest mi przykro... My będąc studentami sami występowaliśmy na tego typu świętach.
Kamila Waleszkiewicz: Proszę powiedzieć jak przebiegała Pana dziecięca edukacja? Jak to się stało, że dziś realizuje się Pan jako muzyk, kompozytor, twórca?
Krzesimir Dębski: Mój ojciec był muzykiem i ja od szóstego roku życia chodziłem do szkoły muzycznej.
Kamila Waleszkiewicz: Czy to była Pana decyzja i potrzeba?
Krzesimir Dębski: Rodzice wysłali mnie do szkoły muzycznej. Musiałem chodzić przymusowo. Jestem typowym produktem polskiej szkoły muzycznej.
Kamila Waleszkiewicz: Tzn. ćwiczył Pan dzielnie każdego dnia grę na instrumencie...
Krzesimir Dębski: Tak. Rodzice mnie zmuszali. W tym czasie mój brat, który jak się okazało po dwóch latach edukacji muzycznej, nie był uzdolniony muzycznie jeździł na łyżwach za oknem, całymi dniami nic nie robił, a ja grałem.
Kamila Waleszkiewicz: Ale dziś Pan nie żałuje.
Krzesimir Dębski: Oczywiście, że nie żałuję. Jestem wdzięczny rodzicom, że mnie tak czasami katowali i lali po tyłku.
Kamila Waleszkiewicz: Czy nauczyciele w szkole byli równie surowi?
Krzesimir Dębski: Jak najbardziej. Piórnikiem po łapach się dostawało. Na porządku dziennym było spuszczanie klapy od fortepianu na palce... wszystko było. Właśnie dzisiaj widziałem program, w którym oburzano się, że w Polsce nauczycielka krzyczała na dzieci! Do kąta stawiała! Matki protestowały. Jak tak można terroryzować dzieci! Więc od razu mówię. Stałem bez przerwy w kącie i bez przerwy dostawałem po łapach. Należało mi się i bardzo dobrze, że tak było!
Kamila Waleszkiewicz: Pilnowano, żeby nic innego poza muzyką do głowy nie przychodziło...
Krzesimir Dębski: W tym wieku człowiek ma w ogóle dużo głupich pomysłów. Żeby powstrzymać rozchybotanego człowieka to tak czasami trzeba. Ja uważam, że w moim przypadku dyscyplina bardzo dobrze zadziałała.
Kamila Waleszkiewicz: Czy wychowując własne dzieci stosuje Pan podobne zasady?
Krzesimir Dębski: Starałem się wprowadzać dyscyplinę. Bez bicia się obeszło. Konsekwencja od małego powoduje, że potem nie ma większych problemów.
Kamila Waleszkiewicz: Podobno syn poszedł w Pana ślady?
Krzesimir Dębski: Tak, chodzi do średniej szkoły muzycznej i już też komponuje.
Kamila Waleszkiewicz: Zapewne razem kolędujecie w czasie świąt Bożego Narodzenia...
Krzesimir Dębski: W czasie pewnych świąt, nie tak dawno temu mieliśmy takie zaskakujące zdarzenie. Zebraliśmy się sporą grupą znajomych i wymyśliliśmy, że będziemy kolędować po domach w Poznaniu, bo część moich znajomych pochodzi Poznania. Ludzie dorośli to profesjonalny chór, to zawodowi muzycy. Wypożyczyliśmy stroje z teatrów, ja kupiłem na wsi prawdziwą kosę, obwinąłem ją srebrną folią żeby była bezpieczna, przygotowaliśmy się solidnie i wyruszyliśmy z kolędą. Prawdziwe Jasełka. Nie dla pieniędzy! Chcieliśmy tylko grać i śpiewać. I może na dziesięć domów to tylko jedno mieszkanie się otwierało! Reszta ludzi się bała, nie chciała, ja nie wiem co... Np. otwierały się drzwi i między nogami dorosłej osoby pojawiały się dzieci – słychać tylko było – Czegoo!?! I BU! Drzwi się zamykały. Ja wiem, że można mieć złe doświadczenia, ale przecież było słychać i widać, że nie jesteśmy oszustami. Pięknie było wszystko zrobione, śpiewaliśmy na głosy...I te wspaniałe, nieprzeciętne stroje... Same stroje powinny powalać.
Kamila Waleszkiewicz: A w tym roku?
Krzesimir Dębski: W tym roku w moim domu grałem kolędy z ośmioletnią Zosią córką sąsiadów, na cztery ręce, na organach. Śpiewaliśmy. Pięknie było.
Kamila Waleszkiewicz: Czy może nam Pan zdradzić, czym zajmuje się Pan obecnie?
Krzesimir Dębski: Pracujemy z Grzegorzem Lindemannem, w studio „Sonoria”, nad udźwiękowianiem arcydzieł kina. Są to filmy Charlie Chaplina z lat 1914-1917. Z całym sercem możemy te filmy polecić zarówno rodzicom, jak i dzieciom. Ciekawe to będzie dla rodziców, bo filmy te, po oczyszczeniu obrazu, cyfrowym odnowieniu i to z negatywów odkrytych po śmierci Chapline zaledwie dwa lata temu w Szwajcarii, w piwnicy jego domu, ukazują wiele atrakcyjnych, a nawet pikantnych szczegółów! Wszystkie pozytywy się spaliły albo rozpadły tak, że większości tych dzisiaj udźwiękawianych filmów albo niektórych ich fragmentów nigdzie nie można było zobaczyć. Natomiast dla dzieci jest to zupełnie bezpieczne, bo jest to zrobione w bardzo kulturalny sposób.
Kamila Waleszkiewicz: I zapewne będą mogły zobaczyć świat, którego już nie ma.
Krzesimir Dębski: A mogą się dzieci naprawdę bardzo zdziwić, bo my też byliśmy zaskoczeni.... że już w 1915 roku kelnerki obsługując bardzo niechętnie gości żuły gumę robiąc sobie balony. Że już wtedy ludzie jeździli na wrotkach, tak jak dziś łyżwiarze na lodowiskach, a na ulicach leżał asfalt. I żeby było śmiesznie na tych wrotkach jeździli dorośli!
Kamila Waleszkiewicz: Oczywiście bez kasków i ochraniaczy...
Krzesimir Dębski: Tak, a wywracali się bardzo zdrowo!
Kamila Waleszkiewicz: Pracował Pan też wielokrotnie nad muzyka do filmów dla dzieci, czy ma Pan w planach następne tego typu projekty?
Krzesimir Dębski: Tak, ale jeszcze nie jest to do końca postanowione. Prawdopodobnie będę pracował nad kolejnymi odcinkami filmu Andrzeja Maleszki „Magiczne drzewo”. Andrzej Maleszka to reżyser, który specjalizuje się w filmach dla dzieci. Serial ten zdobył wiele nagród na światowych festiwalach i planowana jest jego kontynuacja. Wiem, że filmy te bardzo podobają się dzieciom, a i ja bardzo chętnie tworzę dla dzieci.
Kamila Waleszkiewicz: Czy inaczej pisze się muzykę dla dzieci niż muzykę dla dorosłych? Czy coś specjalnego dzieje się wtedy w głowie i sercu twórcy?
Krzesimir Dębski: Ja piszę tak samo. Staram się, żeby muzyka dla dzieci i dla dorosłych była na tym samym poziomie. Mówi się, że publiczność dziecięca to jest publiczność bardzo wymagająca, guzik prawda! Publiczność dziecięca wcale nie jest zobowiązująca, bo dzieci się na niczym nie znają! (śmiech) Z tym, że intuicyjnie mogą coś lubić lub nie lubić. Dzieci są kapryśne i jak czegoś nie polubią - to nie polubią! Dla nich się liczy pierwsze wrażenie i koniec i nic się już nie wytłumaczy im racjonalnie, prawda? W związku z tym są to dość surowe egzaminy, ale myślę, że bardziej się boję reżyserów filmów dla dzieci niż samych dzieci.
Kamila Waleszkiewicz: Pisał też Pan piosenki dla dzieci...
Krzesimir Dębski: Tak, i wiem, że jak dzieci coś polubią to akceptują od razu i jest to bardzo szczery przekaz. Przynajmniej szczerze reagują, nie knują niczego potajemnie.
Kamila Waleszkiewicz: Czy chciałby Pan przekazać coś od siebie rodzicom odwiedzającym Miasto Dzieci?
Krzesimir Dębski: Radzę rodzicom żeby kształcili swoje dzieci muzycznie. Nawet, jeśli dzieci nie są wybitnie uzdolnione, to warto! Muzyka przede wszystkim uczy systematyczności. Dzieci nabierają umiejętności abstrakcyjnego myślenia, co jest bardzo pożyteczne w życiu w ogóle. W bogatych krajach takich jak Stany Zjednoczone muzyka jest w każdej szkole. W każdej zwykłej szkole podstawowej jest orkiestra i symfoniczna i dęta, i chóry. U nas tego niestety nie ma. W Ameryce, czy Niemczech, jeżeli do pracy, do firmy zgłaszają się studenci, absolwenci najlepszych uczelni - prawnicy, czy ekonomiści - to firma przyjmuje do pracy tego, który dodatkowo ma jeszcze wykształcenie muzyczne, przy takich samych kwalifikacjach. Takie hobby, czy taka fantazja, jaką daje muzyka odciąga od komputera. Odciąga od biernego konsumowania życia, uczy tworzenia i uczy tworzenia własnymi siłami abstrakcyjnych substancji. A myślę, że w rozwoju społecznym będą się liczyły te kraje i te narody, które będą umiały eksportować wartość intelektualną. To będzie najważniejsze. A muzyka jest wartością intelektualną. Ludzie będą mieli coraz więcej czasu wolnego i będą potrzebowali wypełnienia tego czasu, a większość ludzi będzie bierna będą tylko kupować i konsumować. A ten, kto będzie w stanie coś wymyślić wyprodukować - ten będzie szczęśliwy.
Kamila Waleszkiewicz: Serdecznie dziękuję za rozmowę.
Krzesimir Dębski: Dziękuję.
Informacji o osiągnięciach naszego gościa szukać możecie na:
www.film.onet.pl – muzyka do Charlie Chaplina
Polecamy również Dlaczego muzyka? oraz Wybór zajęć pozalekcyjnych
Co prawda wakacje tuż tuż, ale wielu rodziców już dziś z niepokojem oczekuje wrześniowego debiutu swoich dzieci w szkolnych ławach. Zapraszamy do udziału w konkursie Miasta Dzieci i Wydawnictwa Debit. Nagrodami są tym razem lekkie, humorystyczne historyjki przedstawiają szkolne realia, widziane oczyma rezolutnej małej dziewczynki i jej przyjaciół z Ia.
Radosny Dzień Dziecka to dzień spędzony wspólnie z rodzicami na beztroskiej zabawie! Dlatego do wygrania w naszym konkursie są m.in.: wejściówki do największego w Polsce Rodzinnego Centrum Rozrywki Loopy’s World, gdzie czekają na Was 4000m2 zabawy!
Telewizor, komputer, telefon. Żeby oderwać dzieci od osiągnięć współczesnej techniki, trzeba nie lada zachodu. Najlepszym i niezawodnym sposobem jest… dawanie dobrego przykładu i wspólne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Rodzinna gra w klasy, zabawa w berka czy zawody w skokach na skakance mogą stać się ulubioną popołudniową rozrywką.
Wielkanoc czas gotowania, pieczenia, malowania jajek, ozdabiania koszyczków i stołów. Maluchy uwielbiają pomagać w kuchni, ale nie zawsze mamy czas i cierpliwość by wspólnie z nimi pichcić. Czasami ich obecność w kuchni może być kłopotliwa. Gorący piekarnik wymaga uwagi a tu właśnie coś kipi na kuchni. Co w czasie przygotowań do świąt począć z nudzącym się brzdącem?
Psycholog Wojciech Eichelberger
odpowiada na łamach Miasta Dzieci.
zadaj pytanie




RSS wydarzenia cała Polska