powrót
Dla rodzicow Wywiady Miasta Dzieci Wakacje dla dzieci, warsztaty dla rodziców - Wioska Bullerbyn

O hihołkach, zwierzakach i treningu bezpiecznego upadania prosto z Bullerbyn

Tekst Małgorzata Klejn
Marianna Kłosińska, prezeska Fundacji Bullerbyn na rzecz Wspólnoty Dzieci i Dorosłych, opowiada o idei Wioski Bullerbyn - niezwykłym projekcie łączącym świetną zabawę z psychoedukacją, warsztaty dla rodziców z koloniami dla dzieci. A także - o hihołkach, zwierzakach i treningu bezpiecznego upadania. Jak bawiły się dzieci na zeszłorocznej Wiosce, czego nauczyli się rodzice? Dlaczego chcą wrócić do Wioski tego lata? Poczytajcie.

- Dlaczego Bullerbyn?
Zaczęło się od nieformalnej wioski, która odbyła się u mnie w domu. Zjechali się przyjaciele ze swoimi dziećmi i przez dwa tygodnie bawiliśmy się razem, u nas. Rodzice w ciągu dnia byli w pracy, wieczorami wracali. Razem gotowaliśmy, urządzaliśmy zabawy. Dzieci spały pod namiotami w ogrodzie. Wszystko robiliśmy na kanwie książki „Dzieci z Bullerbyn”.
Było tak fajnie, że chcieliśmy zrobić coś takiego już formalnie. Postanowiliśmy kontynuować pomysł wsparcia dla rodziców, którzy nie mają pełnych dwóch miesięcy urlopu i muszą wrócić do pracy. Wydało nam się, że to absolutna konieczność. Dzieci nie są na tyle duże, żeby pojechać na obozy, gdzie będą zupełnie same, całkiem bez rodziców. Większość ofert tak właśnie wygląda.
Aby móc zrealizować wioskę od strony formalnej, postanowiliśmy założyć fundację. Dołożyliśmy do pomysłu zorganizowania dzieciom wakacji naszą potrzebę samodoskonalenia się w rodzicielstwie. Ubraliśmy nasz pomysł, w kanwę naszej ukochanej książki z dzieciństwa: „Dzieci z Bullerbyn” .

Cała koncepcja jest oparta na Bullerbyn? W wiosce są zagrody?
- Tak, większość zajęć i zabaw od strony fabularnej oparta jest na książce „Dzieci z Bullerbyn”. Czytamy bardzo dużo w trakcie wioski i czytamy nie tylko „Dzieci z Bullerbyn”. Czytamy też inne książki Astrid Lindgren. Nie unikamy też innych tytułów. Dzieci przywożą ze sobą swoje ulubione książki. Też je czytamy.

- Dziwne są czasami te książki?
- Były z nami książki o czarach, o dinozaurach… Dzieci przyjechały ze swoimi pasjami i dzieliły się nimi z nami.

- Dzieci lubią książki Astrid Lindgren?
- Rodzice, którzy dowiadują się o naszym projekcie wracają wspomnieniami do własnego dzieciństwa. To właśnie nasze pokolenie uległo czarom książek Astrid Lindgren. Przede wszystkim „Dzieci z Bullerbyn”. To nasza lektura z, bodajże, drugiej klasy. Bardzo kochamy tę książkę. Często przed przyjazdem na wioskę, rodzice wracają do „Dzieci z Bullerbyn” czytając ją swoim pociechom.

- „Dzieci z Bullerbyn” to niemal archetypiczny wzór rodziny i idealnego dzieciństwa.
- Tak. Rodziną, gdzie wszystko się doskonale uzupełnia. Rodzic towarzyszy dziecku, które otrzymuje tyle swobody ile potrzebuje i takie granice, jakie są konieczne. Dzieci żyją zgodnie z rytmem natury, blisko ziemi. Tego właśnie brakuje dzisiaj dzieciakom żyjącym w miastach. Dlatego tak bardzo jesteśmy przywiązani do koncepcji namiotowej wioski, ale nie przesadzamy z survivalem. Sanitariaty i wyżywienie zabezpieczamy maksymalnie bezpiecznie i higienicznie. Nocleg pod namiotem ma dodatkowy atut: na świeżym powietrzu dzieci cudownie się hartują.

- Dzieci nie boją się spać pod namiotami?
- Nie mieliśmy ani jednego takiego przypadku. 

- Pięcio-, sześciolatki pewnie nie miały okazji wcześniej spać pod namiotem:)
- Tak :) dzieci, z którymi dotąd pracowaliśmy były bardzo tym podekscytowane. 

- A rodzice mają obawy?
- To kwestia indywidualna. Z góry wiadomo, że taka jest formuła naszego projektu. Wszelkie niepokoje są przez nas uważnie wysłuchane. Staramy się do nich odnieść. Na podstawie sygnałów rodziców możemy wprowadzać modyfikacje. Jeżeli może powstać jakiś konflikt, dziecko może się źle czuć, pomoże nasza pani pedagog i psycholog.

- Czyli w kadrze są eksperci?
- Tak. W zeszłym roku dołączył do nas chłopiec na kilka dni po uruchomieniu turnusu. Mama nas uprzedzała, że jest wycofany. Trudno było mu się zaaklimatyzować w nowym środowisku. Gdyby był od początku sytuacja wyglądała by inaczej. Spędził z nami jeden dzień, dobrze się bawiąc, ale ostatecznie jego rodzice i Pani pedagog zadecydowali, że jeszcze za wcześnie na obóz.

- W tym roku będą w większości te same dzieci?
- Dużo dzieci wraca do wioski. Oczywiście, niektórzy się "starzeją" :) Pomimo to pewna jedenastolatka bardzo chce z nami jechać i nie odstrasza jej to, że większość dzieci będzie dużo młodszych.

- Nie ma telewizora czy komputerów?
- Absolutnie nie.

- Dzieci tęsknią za telewizorem, komputerem?
Nie. Ale starsi chłopcy lubią jednak mieć przy sobie różne gadżety. Dzieci chcą ze sobą brać na przykład telefony komórkowe. Nie chcemy ich uszczęśliwiać na siłę. Jeżeli dzieci podjęły wspólnie z rodzicami decyzję, o tym, że chcą ze sobą jakąś drobną elektronikę zabrać, to ta elektronika w ciągu dnia jest z nami – u kierownika obozu zamknięta w skrzyni na skarby. Dzieci w czasie sjesty mogą wziąć telefon, zadzwonić do mamy, czy nawet zagrać w jakąś gierkę, jeżeli mają dużą potrzebę. 
W zeszłym roku nie było takiej sytuacji, żeby chciały skorzystać z tej możliwości, bo wolały wspólne rozmowy albo telefon do rodziców. Przyzwolenie do pewnego stopnia, na to, że dzieci mają te swoje skarby i na sjeście mogą po nie sięgnąć, powoduje, że nie mają pokusy „zakazanego jabłka”, którego się najbardziej pragnie.
Nie unikamy filmów. Telewizora nie ma, ale bierzemy ze sobą rzutnik i w momencie, kiedy pogoda jest przez dłuższy czas deszczowa, zagospodarowujemy dzieciom czas w budynkach. Organizujemy różne zabawy, czytamy książki. Mieliśmy jednak ze sobą kilka filmów opartych na książkach Astrid Lindgren. Mamy swoją videotekę takich filmów jak „Pippi Langstrumpf” czy „Dzieci z Bullerbyn”, które są bardzo pięknymi filmami. Naprawdę wartymi obejrzenia. Czasem z nich korzystamy. Aczkolwiek, staramy się przede wszystkim czytać dzieciom. W zeszłym roku raz skorzystaliśmy z filmu – chcieliśmy po prostu dać dzieciakom jeszcze jedną dodatkową atrakcję.

- Czym się różni wioska od zwykłych kolonii?
- Bardzo się różni. Przede wszystkim tym, że mogą do nas przyjeżdżać rodzice.

- Mogą czy muszą?
- Deklarują, że przyjadą. Nie chcemy do niczego zmuszać nikogo. W zakres wioski wchodzi pobyt dziecka i zajęcia integracyjne dla rodzin. W ramach tych zajęć mamy 16 godzin warsztatów psychoedukacyjnych dla rodziców. Z powodów organizacyjnych na samym początku, kiedy rodzice decydują się na udział w tym projekcie (nazywamy to projektem, bo ma kilka części składowych), prosimy, aby zadeklarowali, które z rodziców weźmie udział w warsztatach i na bazie tych deklaracji tworzymy przestrzeń warsztatową. Bardzo polecamy rodzicom udział w tych warsztatach. Ci, którzy się na to zdecydowali - a zdecydowali się w większości - byli bardzo zadowoleni. Był może jeden tatuś, który nie mógł uczestniczyć ze względów zawodowych. Bardzo miłym zaskoczeniem dla nas był bardzo duży udział ojców w tych szkoleniach. W ankietach, w których rodzice podawali, jakie są ich wrażenia, bardzo pozytywnie określali to doświadczenie. 
Jest to podstawowa kwestia wyróżniająca nas od innych ofert wakacyjnych. Z reguły organizatorzy wypoczynku dla dzieci nie życzą sobie obecności rodziców.

- Jak to zorganizowaliście?
- Mamy swój harmonogram zajęć i uczulamy rodziców na to, że chcielibyśmy, aby przyjeżdżali o takich porach, kiedy dziecko jest przygotowane na tę wizytę. Żeby dzieci z góry wiedziały, kiedy mama przyjedzie. To bardzo ważne, żeby w chwilach smutku, można było dziecku powiedzieć – mamusia dzisiaj nie przyjedzie, ale przyjedzie jutro. Bardzo pilnujemy tego, żeby rodzice dotrzymywali danego dziecku słowa. Oczywiście, zdarzają się sytuacje losowe, ale wtedy jest telefon. Rodzic może zadzwonić i wyjaśnić dziecku, czemu nie dojechał. W naszym projekcie obecność rodziców jest bardzo wskazana. Bardzo jej pożądamy, zwłaszcza w weekendy warsztatowe, kiedy pierwsza połowa dnia to są wspólne zajęcia dla całych rodzin. W tym roku planujemy warsztaty ceramiczne – łącznie z budowaniem pieca ceramicznego. Takiego plenerowego - do wypieku. Trochę zajęć o charakterze harcerskim. Ale też zabawę w formie podchodów rodzinnych. Dziecko, które bawi się tak wraz z rodzicami, będzie czuć, że rodzina stanowi zespół i że razem o coś walczą czy osiągają.

- Rodzice potrafią się bawić z dziećmi?
- Jest to problem. Staramy się pokazać rodzicom w jaki sposób można z dzieckiem spędzać czas wolny. Zwłaszcza w momencie, kiedy dziecko idzie do zerówki czy do pierwszej klasy… Nie jest już niemowlęciem i nie da się z nim bawić tylko klockami. Rodzice zaczynają bardziej niż na zabawie skupiać się na kwestii odrobionych lekcji, obowiązków. Forma fajnego wspólnego spędzania czasu gdzieś ucieka. Dlatego urządzamy takie zabawy, żeby cała rodzina mogła poczuć frajdę z tego, że coś robią razem.

- Czy forma wyjazdu jest dobra dla rodziców, którzy w ciągu roku mają mało czasu – dużo pracują, rzadko się bawią?
Wydaje mi się, że to pytanie retoryczne:) Jak najbardziej! Właśnie z refleksji rodziców po zeszłorocznej wiosce, pomimo tego, że chwilami była paskudna pogoda, pomimo tego, że sierpniowe noce były chłodne, pomimo siermiężnych warunków, rodzice byli zadowoleni!
Dawali nam sygnały, że było to dla nich cenne doświadczenie. Nie tylko w granicach własnej rodziny. Mogli powymieniać się swoimi obawami z innymi rodzicami czy tym, w jaki sposób wygląda ich życie z dziećmi, czy w ogóle życie w rodzinie… Mogli o tym porozmawiać z innymi ludźmi w ramach warsztatów. Wioska to odpowiednie miejsce na wymianę tego, co się czuje, tego czego się doświadcza. I pole do tego, żeby dowiedzieć się na przykład, że "nie tylko mnie się czasem zdarza krzyknąć na dziecko. To nie jest tak, że ja jestem tym okropnym rodzicem, który chwilami traci panowanie nad sobą. To się zdarza też innym rodzicom i są sposoby, żeby umieć sobie z tym radzić." Wspólne zabawy z dziećmi integrują to środowisko. Stąd też tegoroczny bardzo duży odzew – już w tej chwili, rodziców, którzy w zeszłym roku brali udział.

- Czyli – wszyscy się zaprzyjaźnili?
- Tak. Mieliśmy też sygnały, że rodzice, którzy mieli zajęcia w grupach warsztatowych, chcą je kontynuować. W tym roku będziemy mieli jedną taką grupę rodziców, którzy byli już w zeszłym roku na warsztatach. 

- Dlaczego dzieci w tym wieku?
- Po pierwsze to jest obóz, młodszych dzieci 3-4 letnich, które potrzebują indywidualnej opieki nie odważylibyśmy się trzymać non-stop pod namiotami. 5-6 letnie dziecko jest już całkowicie samodzielne, potrafi o siebie zadbać. W momencie, kiedy wychowawca ma grupę ośmiorga dzieci, to spokojnie jest w stanie nad nimi zapanować. Zorganizować im czas.

- Nie zdarza się, że dziecko potrzebuje większej pomocy, np. przy ubieraniu?
Czasem tak jest. Zwłaszcza pięciolatki. W zeszłym roku była z nami Zuzia, która jeszcze potrzebowała tej pomocy. Ale w trakcie tych dwóch tygodni, widząc inne dzieci, przeszła w tym zakresie metamorfozę :). Pod koniec wyjazdu była samodzielna, wiele się nauczyła. Ta wioska dla dzieci 6 letnich, a często i 7-8 letnich jest poligonem samodzielności. W ciągu dwóch tygodni, obserwując rówieśników, będąc zmuszonym okolicznościami do tego, żeby usamodzielnić się mają świetne wyniki.
 Taki też jest nasz cel – żeby dzieci nauczyły się być gdzieś dłużej bez rodziców. Pojechać na obóz. To taki wstęp do udziału w prawdziwym obozie, kiedy już taty i mamy nie będzie. Ale też, żeby dzieci, które pójdą do szkoły, nabrały poczucia wartości siebie samego, żeby wierzyły we własne siły poprzez pozyskanie nowych umiejętności. Poczucie sprawczości np: "Potrafię zbudować szałas." 

- Dużo małych dzieci jest niepewnych siebie?
Tak. W naszej kulturze dążymy do perfekcjonizmu. Podkreślamy raczej to, co jest źle. Pokazywanie drogi do doskonałości, nie zwracanie uwagi na to, co już jest dobre. Niezauważanie małych sukcesów. Nasze warsztaty pokazują rodzicom, że dużo więcej można zdziałać zauważając nawet najdrobniejsze plusy. Tracąc z pola widzenia potknięcia. Jakby nie zauważając ich a podkreślając to, co dziecku dobrze wychodzi. Dużo więcej można w ten sposób osiągnąć. Więcej niż podkreślając to, co jest złe.
Większość rodziców ma tendencję, żeby jednak zauważać błędy.
Myślę, że tak. Większość z nas – ludzi. Błędy wydają nam się jaskrawsze. To ludzka cecha.

A jak jest ze zwierzątkami w wiosce?
W tym roku będziemy mieli wioskę w nowym miejscu. Będzie to również gospodarstwo agroturystyczne. W gospodarstwie, w którym byliśmy w zeszłym roku mieliśmy pełne minizoo. Były tam różne gatunki ptaków domowych. Były owce, był kucyk, króliki, osioł. W trakcie wioski dzieci zajmowały się zwierzętami . Raz dziennie poza sobotami i niedzielami rano szły karmić zwierzaki. Oczywiście pod czujnym okiem gospodarza. Były podzielone na grupy i każda z grup była odpowiedzialna za "swoje" zwierzęta. W tym roku będzie podobnie, z tym, że tutaj będą to głównie konie. Końmi będziemy się i opiekować, i będziemy korzystać z możliwości jazdy konnej. Pośród kadry wioskowej jest trenerka, hipoterapeutka. Będą też, jak zapowiada gospodarz, kozioł i koziołki. Ma być cała masa królików w osobnej duużej zagrodzie bez klatek. Oczywiście psy i koty również. Zachowamy więc konwencję wg której każda zagroda będzie miała swoje zwierzęta, którymi się będzie opiekować. Kontakt z końmi będą miały wszystkie dzieci.

Będą się uczyć jeździć?
Tak. Wychodzimy z założenia, że kontakt z dużym zwierzęciem, takim jak koń, i to, że dziecko może się nim opiekować, daje dzieciom bardzo dużo siły wewnętrznej.

Koń jest duży, ale nie jest agresywny.
Tak, szeroko znane są zalety hippoterapii.

Jak jest z jedzeniem?
Dążymy do tego, aby „wyszwedzić” naszą wioskę wprowadzając do polskiej kultury życia rodzinnego kilka dobrych wzorców. Na naszej polskiej wsi będziemy mieli szwedzki stół. Gospodarze zapowiedzieli, że będą nam przygotowywali posiłki tak, aby dzieci mogły wybrać to, co lubią zjeść. Zależy nam, żeby odchodziły od stołu najedzone zdrowymi potrawami.

- Czyli dzieci wegetariańskie też znajdą coś dla siebie.
Jak najbardziej. 
Damy dzieciom wybór tego co będą jeść. Planujemy przynajmniej dwa rodzaje posiłku.

- Świetny pomysł! Dużo dzieci najgorzej wspomina ze wszystkich kolonii właśnie to, że trzeba zjeść do końca, nawet jeśli nie smakuje - i nie ma żadnego wyboru.
W zeszłym roku okazało się, że dzieci wręcz ubóstwiają dojadać po godzinie ósmej, dziewiątej... Zaplanowaliśmy więc tace z kanapkami na te późne „dojadki” ponieważ dzieci tego potrzebują. Kolacja nie jest późno. Od 18:30 do pory snu można jeszcze zgłodnieć. 

- Ale słodyczy nie będzie?
Tutaj też idziemy w kierunku kultury szwedzkiej. Mamy weekendy słodyczowe. Do naszych posiłków nie będziemy dokładać żadnych słodyczy. Będą owoce. Natomiast, jeśli rodzice przyjeżdżając, zadecydują, że chcą dać swojemu dziecku słodycze, to nie mamy prawa tego zabronić, z góry jednak uprzedzamy rodziców, że preferujemy system szwedzki, w którym dzieci mogą jedynie w weekend zajadać się słodyczami. Rodzice starają się to respektować, a czasem przenoszą to do własnych domów. Na "sjeście" po obiedzie dzieci lubią korzystać z różnych łakoci, które dostają od rodziców na wioskę, ale rodzice znając nasza koncepcję starają się w tym nie przesadzać.

A dzieci mają taki typowy czas wolny? Mogą pójść sobie na przykład do sklepu?
Nie, nie ma takiej możliwości. Mieszkamy naprawdę na wsi. Nie ma mowy, aby dzieci mogły same wyjść poza gospodarstwo. Najbliższe zabudowania, gdzie jest sklep są ok 3-4 km od naszego gospodarstwa. Będziemy odcięci od świata :) Samo gospodarstwo jest bardzo duże, ma kilkanaście hektarów. Mamy wystarczająco dużo miejsca, żeby się świetnie bawić.

Długi czas bez przyjemności wydawania pieniędzy :P.
U nas dzieci pieniędzy nie mają, bo też nie mają ich po co mieć. Tylko w momencie, kiedy przyjeżdżają rodzice mogą dziecku zafundować coś dodatkowo. Dać czy kupić. W ofercie gospodarstwa oczywiście jest bar, w którym będzie można niejedno kupić... Jeszcze do końca nie wiem jaka będzie oferta. Ale sami właściciele nie chcą, aby pierwszą rzeczą jaką się będzie widziało w barze była butelka napoju gazowanego. Raczej kompoty, raczej soki, woda... Raczej żywność ekologiczna. 

A będą potrawy „wiejskie” - na przykład prawdziwy ser, który robi gospodarz na wsi?
Mamy nadzieję. Gospodarze obiecali nam, że dzieci będą miały swoją kuchnię w ramach menu, które wspólnie opracujemy. Natomiast, rodzice będą mogli korzystać z kuchni, którą gospodarze przygotują ekstra, poza posiłkami dla dzieci. Obiecują oryginalne kulinaria. 

Będą spacery do lasu, podchody...
Oczywiście. Będziemy mieszkać dosłownie na ścianie lasu. W tym roku nie będziemy się zagłębiać z namiotami w sam las, ponieważ chcemy, żeby „oddychały”, aby wilgoć przy słonecznym dniu odparowywała zupełnie. Siłą rzeczy – będziemy w lesie i będziemy ten las właśnie wykorzystywać. Będą ogniska. Planujemy włączyć nocne wyprawy. Nie długie, nie ekstremalne, ale planujemy przynajmniej jedno nocne wyjście. Zależy nam na tym, żeby dzieci wróciły z Bullerbyn ze wspomnieniem energetyzujących, silniejszych emocji :) Dowiadujemy się bowiem, że dzieci o tym marzą. Będzie z nami, jak co roku, trampolina! Pozornie nie wpisuje się to w konwencję wsi, ale daje dzieciom możliwość wyładowania energii. One to ubóstwiają. Trampolina jest stałym elementem wielu naszych działań. To duży obiekt, czterometrowy i dajemy dzieciom się wyskakać. Dużo skaczemy. Jedzie z nami instruktor Aikido, który będzie realizował projekt "hihołki" czyli trening bezpiecznego upadania. W ćwiczeniach Aikido jest bardzo dużo przewrotów. To fantastyczna sprawa, bo po dwóch tygodniach wioski dziecko, które wykonało tych przewrotów kilkaset, podczas przypadkowego upadku wykorzysta automatyczne zachowania sprawiające, że nie zrobi sobie krzywdy. W Bullerbyn to bardzo korzystna umiejętność, ponieważ oferujemy bardzo dużo zajęć ruchowych. Nie sposób uniknąć urazów, jeżeli się spędza czas aktywnie. Zależy nam na tym, żeby dzieci nabierały umiejętności czy odruchów, dzięki którym będą bezpieczniejsze. 
A poza tym, podchody i - oczywiście – budowanie szałasów.

Ale rywalizacji nie będzie?
Nad tym się zastanawiamy. Rywalizacja ma też swoje pozytywne oblicze. Jedzie z nami wychowawca, który ma doświadczenie w pracy z dziećmi niepokornymi :), mam tutaj na myśli szereg zachowań dysfunkcyjnych. Zaproponował wprowadzenie zajęć typu rywalizacyjnego, bez wprowadzania elementów zniechęcenia - „on jest lepszy ode mnie”, „jestem słabszy”. Podczas tych zajęć każdy wygrywa. Wprowadzamy profity za dbałość o czystość, o porządek wokół siebie. To element usamodzielniania się. Każde dziecko będzie miało swoją skrzynię na ubrania i rzeczy osobiste, w której łatwo utrzymać porządek. Będziemy pokazywać dzieciom jak umiejętnie zapanować nad swoimi rzeczami, dlatego prosimy rodziców o podpisanie wszystkich rzeczy, które należą do dzieci. To ułatwi zadanie i dzieciom i nam, wychowawcom.

Dzieci potrafią współpracować ze sobą?
Mają ten potencjał, a my go pielęgnujemy :) Każda zagroda jest odrębną rodziną, w skład której wchodzi namiot chłopców i dziewczynek. Wieczorem dzieci spotykają się na kręgu rodzinnym. W jednym kręgu jest około dziesięciorga dzieci. Jest to na tyle kameralna grupa, że nie ma problemu z tym, żeby mówić o tym, co się czuje i myśli. Posługujemy się tu laską głosu. Jest nią zazwyczaj maskotka jednego z dzieci. Każdego wieczoru inna: - „dzisiaj mój Pusiek będzie rozdawał głosy!". Maskotka przekazuje dziecku czas, na swobodną wypowiedź, o tym jak odebrało dzień. Czy jest smutne, czy wesołe. Czy chciałoby coś zmienić, a może tęskni za mamą. Wtedy wszyscy słuchają uważnie, nie oceniając. Uczymy się empatycznej postawy. Tego pilnuje wychowawca. To ważne, żeby dzieci czuły się całkowicie bezpieczne. Uczą się rozmawiania o emocjach. Tego samego, czego rodzice uczą się na naszych warsztatach. Działamy holistyczne. Z tego projektu, po dwóch tygodniach, wychodzą z korzyścią rodzice, dlatego, że zdobywają nowe umiejętności wychowawcze, poszerza się horyzont postrzegania dziecka i partnera. Dzieci zdobywając doświadczenie bycia w grupie wracają do domów z konkretnymi umiejętnościami psychospołecznymi. To procentuje w domu "kompatybilnością" doświadczenia wszystkich członków rodziny :) 
Taka jest idea Bullerbyn. Gdy rodzina się rozdziela – rodzice idą do pracy, dziecko idzie do szkoły. Oddziaływania środowisk są odmienne, ale gdy rodzina posiada skuteczny język komunikacji to zostanie zachowany pełny kontakt między jej członkami. Mama w pracy przeżywa zupełnie co innego niż dziecko w szkole. Te światy są oddalone. Naszym celem jest doprowadzenie do tego, żeby to oddalenie nie było powodem rozejścia. Dzięki temu później, gdy dziecko dorasta, możliwe jest zachowanie dobrych relacji, współdziałania i wzajemnego wspierania się.

Bo zazwyczaj jest problem z kontaktem.
Niestety tak. Sama jestem mamą gimnazjalistki. Wiem jak wygląda to środowisko. Mamy wielkie szczęście, że trafiłam na książki Mazlich i Faber gdy miała urodzić się Julia. Jest to jeden z powodów dla których rodzice uczą się u nas aktywnego słuchania. Dzieci też. To podstawa dobrej komunikacji. Gdy rodzic nabywa tę umiejętność, to również przekazuje ją dzieciom, jako wzorzec zachowania. Dzięki temu dzieci lubią opowiadać rodzicom o swoich doświadczeniach - czują w tym sens. 

Szkoda, że w szkołach się nie robi takich kręgów.
Otóż to. Wiem, że wielu wychowawców w szkołach stara się tworzyć wspólnotę klasową. Na godzinach wychowawczych podejmują wiele takich prób. Niektórzy starają się doskonalić swoje kompetencje wychowawcze. Nie zmienia to jednak faktu, że polska szkoła bagatelizuje wagę rozwoju umiejętności psychospołecznych. Moim osobistym marzeniem jest, stworzenie takiej placówki, której naturą jest pełna współpraca rodzica, nauczyciela i dziecka. 

To chyba marzenie wielu rodziców
Owszem i nawet je realizują :) Sama znam przynajmniej jedną szkołę w której szczególnie dba się o uwspólnienie metod wychowawczych rodziców i kadry szkoły. 

W większości szkół jest przepychanka: „Mama powinna z nim odrobić” albo „to pani jest nauczycielem, proszę go nauczyć”.
Niestety tak. Zafiksowaliśmy się na tym, że dziecko musi znać materiał. Ale po co? Nad tym się już nikt nie zastanawia.

Lepiej jest nawet umieć i się nudzić... I nie przeszkadzać, siedzieć cicho.
W polskiej szkole pokutuje przymus ogarnięcia materiału. Ta książka zawiera tyle i tyle materiału i dokładnie to, dziecko musi mieć w głowie pod koniec roku szkolnego. Jeżeli nie ma – dostaje karę. Tego uczy polska szkoła. Wkuwania i wbijania wiedzy na siłę, nie ważne, że najczęściej zupełnie niepotrzebnej. Nie wykorzystujemy naturalnej dziecięcej umiejętności kreatywnego myslenia. Ba zabijamy ją: „nie wydziwiaj”, „nie kombinuj”, „nie wymyślaj”, „co ty mi tutaj tworzysz”. Słowo kreatywność jest bardzo modne, wręcz już wyświechtane. Szkoda, że za tą werbalną popularnością nie idzie popularnośc semantyczna. A to przecież jedna z najważniejszych umiejętności życiowych człowieka.

Są plany, żeby powstała szkoła czy przedszkole Bullerbyn?
Na razie nazwijmy to marzeniami. Mam trójkę dzieci. Maluchy jadą z nami na wioskę. Mówię o nich maluchy tylko eufemistycznie, bo to już są poważni ludzie. Olek jest w drugiej klasie, Marcelina w trzeciej - chodzą do podstawówki, z której jesteśmy bardzo zadowoleni, bardzo ją lubimy, uważamy, że jest to jedno z najlepszych miejsc na świecie. Szkoła Stowarzyszenia na Rzecz Przyjaznego Dzieciom Świata w Mysiadle. Kameralna, bardzo wiejska szkoła, gdzie nie kładzie się nacisku na języki czy na ambitne zajęcia pozalekcyjne. Dzieciaki się tu bardzo dobrze czują i lubią chodzić do szkoły. Lubią się uczyć. To jest coś, co trudno osiągnąć w szkole, a tej szkole się to udaje.
Wszyscy natomiast wiemy, że w Polsce największym problemem jest gimnazjum. Myślę o tym jak o wyzwaniu. Gimnazjaliści to niesamowici i delikatni ludzie. Tak łatwo ich zdeformować, ale też wierzę, że ich nieprawdopodobny potencjał i siła powinny być początkiem wspaniałych życiorysów. Trzeba ich tylko uważnie słuchać i pozwolić się rozwijać.

Zaprojektowaliśmy razem z Fundacją Robinsona Crusoe Wioskę Bullerbyn dla wychowanków domów dziecka. Mamy nadzieję współpracować z Maciejem Mościckim, który ma koordynować program psychoedukacyjny dla dzieci i dorosłych – wychowawców z domów dziecka. Może przy tym wspólnym projekcie będziemy mieli okazję wymienić się spostrzeżeniami na temat polskiego gimnazjum (jest min nauczycielem w NLO nr 2). Może wyciagniemy z tego wnioski, kto wie? :)

Dzieci muszą być maksymalnie wzmocnione psychicznie i emocjonalnie zanim dojdą do etapu gimnazjum.
Zanim dojdą do gimnazjum muszą mieć już "sztywny kręgosłup", powinny wiedzieć kim są. Muszą wiedzieć, że są coś warci, że nie potrzebują wspierania się używkami, paleniem, piciem, metkami na ciuchu. Jak jest? - wiemy. Wielu rodziców kilkulatków myśli sobie - „wartość przedszkola i podstawówki mierzy się wartoscią wychowawcy... zazwyczaj jest tu miło i dobrze. Moje dziecko pójdzie do państwowej szkoły rejonowej... to dobre miejsce. Najważniejsze jest żeby poszło do dobrego gimnazjum bez picia i narkotyków”. Tymczasem takie gimnazja nie istnieją. Nasze dzieci musza się odnaleźć w nowym środowisku. Jeśli są słabe, nie wierzą w siebie, nie mają naszego wsparcia to najprawdopodobniej "pójdą z nurtem". Wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ważne jest działanie od samego początku życia naszego dziecka. W życiu czternasto, piętnastolatka nasza rola sprowadza się do towarzyszenia i oby to było dobre towarzystwo.
Z mojego osobistego doświadczenia wynika, że przekazanie dziecku możliwości formuowania zdrowego kręgosłupa psychicznego, powoduje, że w zasadzie nie ma znaczenia do jakiego gimnazjum ono trafi, bo wszędzie sobie poradzi. Dobrze będzie wiedziało, że nie chce ćpać, nie chce pić, nie chce palić. Będzie potrafiło się dogadać z tymi dzieciakami, które piją i palą, wesprzeć je i jednocześnie samo ochroni siebie.

Czy w ramach wioski rodzice mogą nabrać pewności siebie na rok szkolny? Że sobie poradzą? A także - że dziecko może się bawić niekoniecznie najmodniejszą zabawką i niekoniecznie mieć metkę na ubraniu?
Tak mi się wydaje. Żyjemy blisko ziemi. Na fotografiach możesz zobaczyć szczęśliwe, brudne buzie :) Nie liczy się status społeczny, nie widać go. Nie ścigamy się. Niestety w szkole będzie inaczej. Rodzice u nas nauczą się jak wspierać dziecko, aby nie poddało się presji metki.

Czy to jest dla rodziców szok, że należy pozwolić się brudzić?
Myślę, że dla wielu rodziców to może być szok. Natomiast ci, którzy się decydują na naszą formułę wakacji, zdają sobie sprawę, że dziecko szczęśliwe to dziecko, któremu pozwalamy się ubrudzić. Brud da się zmyć. Rodzice mogą czuć niepokój związany z kontaktem ze zwierzętami. Ryzykiem zarażenia się chorobami odzwierzęcymi. O to też dbamy. Zwierzęta są pod stałym nadzorem weterynaryjnym.

Dzieci boją się zwierząt?
Koza była powodem lęku :) Jednak kiedy dzieciaki podchodzą do zwierząt zawsze jest z nimi opiekun. Nigdy nie jest tak, że dzieci są same ze zwierzętami. Takie panują zasady w gospodarstwie. 

To są zwierzęta przyzwyczajone do ludzi. Nie reagują nerwowo w żaden sposób?
Bardzo przywiązujemy do tego wagę. Zwłaszcza gdy chodzi o konie. W stajni będzie sporo koni gospodarskich. Natomiast konie, na których my będziemy bezpośrednio pracować są specjalnie wyselekcjonowane przez naszą hipoterapeutkę do pracy z dziećmi. 

Czyli rodzice mogą się nie obawiać - jak dziecko krzyknie, koń go nie ugryzie.
Będziemy też oczywiście dzieci uczyć, w jaki sposób należy się zachowywać w kontakcie ze zwierzętami. Zdajemy sobie sprawę z tego, że dzieci mogą mieć różne pomysły.
Szczególnie dzieci, które nie miały kontaktu ze zwierzętami.
Staramy się mieć w głowie wyobrażenie tego, co dziecko może zrobić. 

Jak wygląda zabawa dzieci w wiosce?
Dzieci mają naturalna potrzebę zabawy w grupie. Wykorzystujemy to. Uczymy dzieci tworzenia w zespole.

Ale sześciolatki wolą się bawić samodzielnie?
Och :) to nasze bullerbynowskie doświadczenie. Stwierdziliśmy, że to specyficzna cecha sześciolatków. Potrafią skupić uwagę przede wszystkim na tym, co same robią. Podzielność uwagi jest w tym okresie ograniczona. Dlatego też, na przykład zajęcia „hihołkowe”, kiedy wszystkie dzieci robią mniej-więcej to samo, bo powtarzają jedno ćwiczenie, też mają na celu zsynchronizowanie tego, co dziecko robi z tym, co robią inni. Podobnie działa nauka tańców ludowych. To pierwsze kroki do pracy zespołowej.

Czyli to też jest takie przygotowanie do szkoły.
Tak, jak najbardziej. Tak samo jak fakt, że dzieci są 24 godziny na dobę razem. Grupa dzieci, które muszą razem zadbać o porządek w namiocie, razem zjeść posiłek, razem zrealizować plan etc. 

A są dzieci, które mają z tym problem? Chciałyby pobyć same?
Do tej pory nie miałyśmy takiego problemu. Przyjmujemy jednak, że każde dziecko jest inne i zawsze mogą nas zaskoczyć niespodzianki. Na przykład w zeszłym roku: Włączamy w cykl wioski czytanie przez rodziców. Bardzo zachęcamy rodziców do tego, żeby przyjeżdżali do nas po pracy i czytali. W zeszłym roku polegało to na tym, że rodzice przyjeżdżali na czytanie na dobranoc. My mieliśmy kalendarium wizyt, a dzieci wiedziały kiedy ich rodzice przyjadą. Były tym bardzo podekscytowane – „o, dzisiaj będzie czytała moja mama”. W wielu przypadkach ten pomysł się sprawdził, ale też w kilku okazał się fiaskiem. 

Czyli jakby w ogóle nie przyjechała, to w tym przypadku byłoby lepiej?
Może nie. Może gdyby się pożegnała przed kolacją? Dlatego w tym roku zmieniamy ten cykl na „czytające podwieczorki”. Przed kolacją będziemy zapraszać rodziców na czytanie i ponieważ po kolacji dzieje się jeszcze parę rzeczy, które są atrakcyjne dla dzieci, to one bez problemu powiedzą - „mamo, ja jestem teraz strasznie zajęty, przyjdź do mnie jutro”. Natomiast, jak dziecko jest zmęczone pożegnanie mamy jest trudne. 
W tym roku ciocia poczyta bajkę na dobranoc, potem wszystkich przykryje, pogłaszcze. Kilka razy w nocy wstajemy i sprawdzamy czy wszystkim dzieciom jest ciepło.Dzieci wiedzą, że dorosły jest blisko. Moment zasypiania jest bardzo trudny dla dziecka. Wolimy wykorzystać na pożegnanie ten moment, kiedy dziecko wie, że jeszcze coś ciekawego go czeka wieczorem.

Czyli wioska się zmienia. To nie jest sztywna formuła.
Tak. Z roku na rok jest doskonalsza :) 

ZAPRASZAMY DO GALERII ZDJĘĆ Z WIOSKI BULLERBYN 

 

 

Polecamy również Wioska Bullerbyn - aktywni rodzice  oraz Rodzina na wakacjach

 
Pomóż się nam rozwijać. Podziel się tym artykułem na Facebooku:

Fundacja Bullerbyn na Rzecz Wspólnoty Dzieci i Dorosłych

Adres:

  • 05-506 Wilcza Góra, ul. Jasna 21b,

Kontakt:

logo
 
zostaw komentarz
Twoje imię lub nick
CAPTCHA Image Przeładuj
Przepisz kod z obrazka
Twój komentarz Wyślij komentarz
komentarze
Brak komentarzy
W każdy czwartek wysyłamy najświeższe wiadomości
o imprezach dla dzieci, pomysłach na zabawy i konkursach
z atrakcyjnymi nagrodami. Wśród czytelników losujemy bezpłatne zaproszenia! Zapisz się - to nic nie kosztuje!
wybierz region: 
wpisz email:
akceptuję politykę prywatności
zobacz, jak wygląda newsletter

Content on this page requires a newer version of Adobe Flash Player.

Get Adobe Flash player

zapisz się na newsletter


Konkursy
Hurra, idę do szkoły! Konkurs dla przyszłych uczniów Hurra, idę do szkoły! Konkurs dla przyszłych uczniów

Co prawda wakacje tuż tuż, ale wielu rodziców już dziś z niepokojem oczekuje wrześniowego debiutu swoich dzieci w szkolnych ławach. Zapraszamy do udziału w konkursie Miasta Dzieci i Wydawnictwa Debit. Nagrodami są tym razem lekkie, humorystyczne historyjki przedstawiają szkolne realia, widziane oczyma rezolutnej małej dziewczynki i jej przyjaciół z Ia.

Radosny Dzień Dziecka w Loopy's World Radosny Dzień Dziecka w Loopy's World

Radosny Dzień Dziecka to dzień spędzony wspólnie z rodzicami na beztroskiej zabawie! Dlatego do wygrania w naszym konkursie są m.in.: wejściówki do największego w Polsce Rodzinnego Centrum Rozrywki Loopy’s World, gdzie czekają na Was 4000m2 zabawy!

wszystkie
Czytelnia
Zabawy z dziećmi na dworze

Telewizor, komputer, telefon. Żeby oderwać dzieci od osiągnięć współczesnej techniki, trzeba nie lada zachodu. Najlepszym i niezawodnym sposobem jest… dawanie dobrego przykładu i wspólne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Rodzinna gra w klasy, zabawa w berka czy zawody w skokach na skakance mogą stać się ulubioną popołudniową rozrywką.

Wielkanocne kolorowanki dla dzieci

Wielkanoc czas gotowania, pieczenia, malowania jajek, ozdabiania koszyczków i stołów. Maluchy uwielbiają pomagać w kuchni, ale nie zawsze mamy czas i cierpliwość by wspólnie z nimi pichcić. Czasami ich obecność w kuchni może być kłopotliwa. Gorący piekarnik wymaga uwagi a tu właśnie coś kipi na kuchni. Co w czasie przygotowań do świąt począć z nudzącym się brzdącem?



Zakupy
dodaj produkt
Trzeci T-shirt za złotówkę! Który wybierzesz?
Wyprzedaż i inne promocje! Zobacz ubranka Endo
Śliczna spódniczka dla dziewczynki  promocja!
 
KALENDARZ WYDARZEŃ
Pn Wt śr Cz Pt So Nd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
PORADY PSYCHOLOGA
Masz problem z dzieckiem?
Psycholog Wojciech Eichelberger
odpowiada na łamach Miasta Dzieci.
zadaj pytanie
Gie�da mamy
Opaska z HALLO KITTY nowa Opaska zrobiona na szydełku z kordonka. Można regulować na ozdobnej tasiemce. Polecam
Opaska z kaczuszką nowa. Opaska z kaczuszką zrobiona na szydełku z kordonka. Polecam.
 
sieciaki
RSS RSS wydarzenia cała Polska , RSS RSS konkursy cała Polska , RSS RSS polecamy cała Polska