Zainspirowało mnie zdanie...
10 grudnia 2008 r. w Bibliotece Głównej m.st. Warszawy odbyła się uroczysta gala wręczenia najbardziej prestiżowych nagród w dziedzinie literatury i grafiki książkowej dla dzieci i młodzieży, tytułów "Książka Roku", przyznawanych od 20 lat przez Stowarzyszenie Przyjaciół Książki dla Młodych - PS IBBY.
Nagrodę Książka Roku w kategorii literatura przyznano: Małgorzacie Gutowskiej-Adamczyk za książkę dla młodzieży 13. Poprzeczna (Nasza Księgarnia). Zapytaliśmy lauretkę o jej drogę pisarską. Rozmowę z Panią Małgorzatą Gutowską-Adamczyk przeprowadziła Kamila Waleszkiewicz. Zapraszamy do lektury!Małgorzata Gutowska-Adamczyk
Pierwszą książką, jaką pamiętam, był "Pinokio" Collodiego z pięknymi rysunkami Jana Marcina Szancera. Tej kreski nie zapomnę nigdy! Zamęczałam wszystkich, żeby mi ją czytali na głos, rodziców i gości, a potem dyktowałam im swoje opowieści. Niestety, nie zachowały się, może to i lepiej?
Pierwszą książką, którą przeczytałam samodzielnie była "Pyza na polskich dróżkach" Hanny Januszewskiej, obecnie przypomniana przez Naszą Księgarnię w oryginalnym wydaniu. Byłam bardzo dumna, że wypożyczyłam z biblioteki szkolnej taką grubą książkę, a jednocześnie miałam pełną świadomość, że dokonuję swego rodzaju oszustwa, bo na jednej stronie była tam tylko jedna zwrotka, tak więc uporałam się z lekturą bardzo szybko. Chyba w jeden wieczór? Pamiętam (to już później), jak zaśmiewałam się z "Mikołajków" Goscinnego, spadłam nawet z kanapy! Bardzo bym chciała, aby kiedyś któryś mój czytelnik spadł z kanapy, czytając moją książkę!
Byłam zdrowym dzieckiem, ale lubiłam sobie trochę pochorować, na lekką grypę czy przeziębienie. Wtedy mama, nauczycielka, znosiła mi kilka książek z biblioteki szkolnej. Dawałam nura w świat wyczarowany przez autorów powieści dla dzieci i młodzieży. Chyba wtedy właśnie zakiełkował we mnie ten szacunek i zachwyt oraz pragnienie, żeby do nich dołączyć.
"Dzieci z Bullerbyn" - oczywiście! Czytane podczas stanu wojennego, były jak miód na serce. Pamiętam, siedziałam w kuchni w domu rodziców w Mińsku Mazowieckim, na dworze śnieg, ciemno. A ja chłonęłam świat Astrid Lindgren. Piękne wspomnienie, mimo wszystko.
Moja droga pisarska była dość kręta. Marzenie pojawiło się w szkole podstawowej, w czwartej, może piątej klasie. I właściwie wszystko robiłam, by ku niemu podążać. Byłam niezłą polonistką, potem w liceum w klasie humanistycznej bardzo dużo i metodycznie czytałam, głównie klasyków. To było dobre i złe jednocześnie, bo szacunek dla nich zabił we mnie całkowicie odwagę. Chcąc uniknąć wkuwania gramatyki, a zwłaszcza języka starocerkiewnosłowiańskiego, poszłam na studia teatrologiczne. Nawet przez chwilę miałam pokusę, by pracować naukowo. Jednak marzenie wciąż gdzieś tam siedziało, przyczajone i nie dawało mi spokoju. Czułam, że mojemu życiu czegoś brakuje.
W tym czasie mój mąż, Wojciech Adamczyk, reżyserował dla Telewizyjnej Jedynki serial "Tata, a Marcin powiedział". A ja zaczęłam akurat pisać coś w stylu rodzinnego sitcomu. Pokazałam mu jeden z odcinków, a on, ponieważ brakowało scenariuszy do "Marcinów", pokazał to producentowi. Producent mnie zaakceptował, mąż złożył mi propozycję i mnie nią przeraził! Od razu taka odpowiedzialność! Na szczęście grono scenarzystów liczyło kilka osób, więc zawsze jakiś odcinek można było zrealizować.
Kiedy serial dożył swoich dni, musiałam się usamodzielnić. Trochę to trwało, ale dzięki sukcesowi "Marcinów" dostałam propozycję z wydawnictwa Akapit Press, by napisać powieść dla młodzieży.
Znów odpowiedzialność i znów walka z materią, bo przecież nic nie wiedziałam o pisaniu powieści! Ale wtedy akurat nikt mnie nie chciał wykorzystać jako scenarzystki, więc postanowiłam spróbować. W ten sposób powstało „110 ulic”.
Kiedy wydałam „110 ulic”, a po nich „220 linii” znajomi i czytelnicy pytali, czy będzie coś z „330”? I co zrobię teraz, kiedy wyczerpały mi się dzieci do opisania. Na odpowiedź musiałam trochę poczekać. Myślałam o tym, żeby tematem przewodnim znów uczynić przyjaźń.
Zainspirowało mnie zdanie z Ursuli Le Guin: „Wróg to przyjaciel, którego jeszcze nie znasz”. Dopisałam do niego tę powieść. Dość długo, bo ponad rok szukałam formuły. Wiedziałam, że muszę moje bohaterki skonfrontować w pracy, szukałam dla nich niebanalnego zajęcia. Jednocześnie chciałam, by nie mogły z niego zbyt łatwo zrezygnować. Kiedy to do mnie przyszło, zdziwiłam się, jak prosty to jest w gruncie rzeczy pomysł. Potem była kwestia tego, co ma być ową „książką w książce”. Kogo mam cytować? Siebie? Innego autora? Myślałam o jakiejś powieści Małgorzaty Musierowicz, ale jak ją cytować i podpisać powieść własnym nazwiskiem? Wtedy pojawiła się idea bajki. Rzeczywistość realna czytanej przez dziewczyny książki pewnie zaburzałaby odbiór, bajka, jako zupełnie inna jakość pasowała o wiele lepiej.
To moja pierwsza bajka (czy też raczej – baśń), niektórzy czytelnicy pytają o jej autora, to dla mnie wielkie wyróżnienie. Zwłaszcza po tym, jak moje własne dzieci nie usłyszały ode mnie na dobranoc żadnej wymyślonej bajki. Może się wreszcie zrehabilituję przy wnukach?
Co uważam za najistotniejsze w „13 Poprzecznej”? Chyba to, że moje czytelniczki odnajdują siebie w bohaterkach. Jednocześnie bardzo bym chciała, aby innymi oczyma spojrzały na swoje koleżanki, zwłaszcza te nielubiane. Ale również te, z którymi się przyjaźnią. By zadały sobie pytanie: czy to jest dobra przyjaźń? I czy nienawiść, którą być może do kogoś żywią, jest usprawiedliwiona?
Paradoksalnie osoby tak różne, jak Agata, Zosia i Klaudia mogły sobie nawzajem dać więcej niż przyjaciółki, które tylko przytakują i piją sobie z dzióbków.
Broniłabym się przed pokusą określania współczesnej literatury dla dzieci i młodzieży, bo znam ją zbyt pobieżnie. To chyba pytanie do specjalistów. O sobie jako autorce tego nurtu mogę tylko powiedzieć, że moich bohaterów traktuję poważnie, jak ludzi dorosłych, choć nie do końca znających swą drogę (któż z nas zresztą ją zna?). Próbuję w miarę moich skromnych umiejętności pokazać im jakieś możliwości, postawić wybór, a jakiego dokonają? Mam nadzieję, że dobrego. Literatura pozwala nam wciąż wierzyć w człowieka.
Moje najbliższe plany są już dość zaawansowane. Jestem mniej więcej w połowie nowej powieści, całkowicie innej niż wszystko, co do tej pory napisałam. Będzie to pierwszy tom sagi, której akcja sięga połowy XIX wieku. Tym razem nie będzie miejsc i ludzi znajomych. Czysta fikcja, choć jakoś zahaczona o realia z epoki. Nieistniejące miasto, wokół którego rozwija się akcja nazwałam nieskromnie – Gutowo, bo i tak czytelnicy zawsze szukają powiązań bohaterów z autorem. Więc tym razem będą wiedzieli z góry kto jest kim i nie trzeba będzie niczego prostować.
Stowarzyszenie Przyjaciół Książki dla Młodych Polska Sekcja IBBY o książce 13 Poprzeczna:
Książka Roku -- literatura dla młodzieży
Małgorzata Gutowska-Adamczyk 13. Poprzeczna
oprac. graf. Maciej Szymanowicz, wyd. Nasza Księgarnia, s. 293
Trzy gimnazjalistki z Anina -- zbuntowana, ubrana na czarno Agata, wyzywająca i wulgarna Klaudia oraz idealna prymuska Zosia różnią się od siebie tak bardzo, że ich przyjaźń wydaje się niemożliwa. Zbiegiem
okoliczności dostają wspólne zadanie -- w ramach eksperymentu mają czytać pogrążonej w śpiączce Magdzie. Terapia okazuje się skuteczna dla nich wszystkich. Wspólne działanie, wspólny cel, a także podobne, związane z nim obawy zbliżają je do siebie. Powoli przełamują dzielące je bariery i rodzi się między nimi prawdziwa więź. Złożona z krótkich rozdziałów, z wartką akcją, napisana z wykorzystaniem
młodzieżowego slangu powieść o dorastaniu do przyjaźni, o potrzebie tolerancji, która jest podstawą rozumienia i znajdywania bliskości z innymi ludźmi, o miłości, która -- choć wytęskniona -- zjawia się
niespodziewanie i nieoczekiwanie odchodzi, o seksie, który jest złudną przepustką do dorosłości, o tym, co warto, a czego nie można i nie należy poświęcać dla bliskich relacji. Tytułowa 13. Poprzeczna, realnie
nieistniejąca jako ulica, jest w istocie symboliczną granicą, po której przekroczeniu wkracza się w dorosłość.
Pani Małgorzato w imienu redakcji i czytelników MiastaDzieci.pl GRATULUJĘ serdecznie. Kamila Waleszkiewicz.
Co prawda wakacje tuż tuż, ale wielu rodziców już dziś z niepokojem oczekuje wrześniowego debiutu swoich dzieci w szkolnych ławach. Zapraszamy do udziału w konkursie Miasta Dzieci i Wydawnictwa Debit. Nagrodami są tym razem lekkie, humorystyczne historyjki przedstawiają szkolne realia, widziane oczyma rezolutnej małej dziewczynki i jej przyjaciół z Ia.
Radosny Dzień Dziecka to dzień spędzony wspólnie z rodzicami na beztroskiej zabawie! Dlatego do wygrania w naszym konkursie są m.in.: wejściówki do największego w Polsce Rodzinnego Centrum Rozrywki Loopy’s World, gdzie czekają na Was 4000m2 zabawy!
Telewizor, komputer, telefon. Żeby oderwać dzieci od osiągnięć współczesnej techniki, trzeba nie lada zachodu. Najlepszym i niezawodnym sposobem jest… dawanie dobrego przykładu i wspólne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Rodzinna gra w klasy, zabawa w berka czy zawody w skokach na skakance mogą stać się ulubioną popołudniową rozrywką.
Wielkanoc czas gotowania, pieczenia, malowania jajek, ozdabiania koszyczków i stołów. Maluchy uwielbiają pomagać w kuchni, ale nie zawsze mamy czas i cierpliwość by wspólnie z nimi pichcić. Czasami ich obecność w kuchni może być kłopotliwa. Gorący piekarnik wymaga uwagi a tu właśnie coś kipi na kuchni. Co w czasie przygotowań do świąt począć z nudzącym się brzdącem?
Psycholog Wojciech Eichelberger
odpowiada na łamach Miasta Dzieci.
zadaj pytanie




RSS wydarzenia cała Polska